Archiwum dla wolność

wiersz: wszystko jest stracone czyli problem kłamcy, zaraza przywieziona z Krety

Posted in Uncategorized with tags , , on Grudzień 14, 2015 by Jaś Skoczowski

złudzenie nie polega na tym, że źle widzisz
nie śmierdzi inaczej
nie leży inaczej w dłoni, nie chodzi się po nim inaczej
niż inne rzeczy, niż po innych rzeczach
nie smakuje, nie brzmi itd

fałsz sprawia, że ruszasz się inaczej
i nie chodzi o to, że mniej zgrabnie
ale z nadzieją, której nie wolno ci mieć

jeśli tu zapytasz: a co mi wolno?
znaczy, że jeszcze się nie obudziłeś
że śpisz wciąż ze mną
sen o mojej wolności
bo oczywiście wydaje ci się
że jestem wolny
dlatego właśnie ja ci powiem
bo mogę:

nie wolno ci tego, czego nie wolno
bo inaczej wolno byłoby ci wszystko
myślisz, że ci wolno? to spróbuj

prawda, to widzieć więzienie
bo widzieć granice to widzieć więzienie
należy je widzieć, tak, tak trzeba
jeśli zapytasz: co to znaczy, że należy?
to znaczy, że się budzisz
i dlatego ci nie odpowiem, żeby nie przeszkadzać

wolno ci więc żyć z prawdą i w prawdzie
dzień w dzień
i powinieneś prawdy nienawidzić
tak długo, aż ją pokochasz
bo:
jakżebyśmy byli wolni, gdybyśmy mogli
pokonać, przebić, zerwać, rozwiać
złudzenia

ale prawda jest taka, że zawsze kłamiemy

Bulina 14.12.2015

O wojnie między jednostką, a społeczeństwem

Posted in Uncategorized with tags , , , on Sierpień 11, 2014 by Jaś Skoczowski

Między mną, a resztą świata toczy się walka. Narodziłem się zupełnie inny niż teraz jestem i to odbyło się tak, że ja byłem tylko czymś, na czym świat się odcisnął. Każdy impuls nie zgadzajacy się z tym światem został zduszony, chyba, że umiał się obronić. Świat więc mnie niszczył, gdy do niego nie pasowałem, lub nie miałem siły stawić oporu. To jest walka i nic innego.

Nie mam żalu do świata o to. Raz: nie chciał tego, w swojej całości, bo swiat w swojej całości, moim zdaniem, jest bezmyślny, bez uczuć, bez zamiarów i bez celu. Dwa: to co przetrwało dalej jest nie tylko kimś, ale czymś, podmiotem.

Istotnym elementem tego, co na mnie wpływało, byli ludzie, działający według różnych porządków. Uczynili mnie sobą, wzmacniajac to, co im było potrzebne i niszcząc to, co było dla nich śmieciem (śmieciem, czyli punkiem!). I dalej usiłują się to robić. Bardzo dobrze, teraz ja, w tym momencie, mogę przynajmniej sobie powiedzieć: od dziś to ja wzmacniam i niszczę, co chcę. Nie wszycy stali się tacy, ale ja taki jestem, bez rozgoryczenia więc zamierzam iść tam, gdzie chcę, mając to co mam, czyli siebie, czyli będąc sobą.
Wniosek jednak z tego doświadczenia jest taki: między mną, a całą rzeszą ludzi, którzy mnie ulepili i którzy mnie wciąż lepią, też toczy się wojna, ponieważ teraz to, co oni ulepili, chce być samodzielne – chce się od nich oddzielić. To znaczy: ja chcę móc w razie czego zaprzeczyć ich zamiarom i nawykom. I nie sądzę, bym był tutaj wyjątkowy. Ludzie tak mają. Nie wiem, czy psy i pszczoły, ale ludzie tak. Ten cholerny, dziwnie zmutowany narząd zwany ludzkim mózgiem tak właśnie nam robi.
I to jest właśnie źródło indywidualizmu, tego, z którym chcę mieć coś wspólnego.
Kolejnym wnioskiem z mojego doświadczenia jest ten, że indywidualista musi przyjąć, że świat, w tym to społeczeństwo, które go dotyczy, jest błogosławieństwem i przekleństwem zarazem. Wypada mu, tak na mój rozum, jednocześnie je chronić i walczyć z nim, dążyć do sytuacji, w któej walka nigdy go nie zniszczy. W filmie “Germinal” (opartym na książce o tym samym tytule, pana Zoli, której nie czytałem), o uciemiężonych górnikach z Francji, pojawia się “anarchista”, który chce wszystko zniszczyć. Zwłaszcza społeczeństwo. Otóż dla takiego anarchisty, którym jestem to bzdura – społeczeństwo właśnie dlatego trzeba pielęgnować, by móc z nim walczyć.
Bycie przeklętym od zawsze było złe, bycie wyrzutkiem, dziwakiem, nienormalnym, odstającym od zasad (pedałem, Żydem, czarnym, zboczeńcem itd). Bycie przeklętym natomiast jest powszechne, bo piszę o doświadczeniu powszechnym, przypominam. Stąd dla człowieka zakochanego w sobie i rozumiejącego swoje miejsce w świecie zadaniem podstawowym jest wyrobić sobie taka inność, która nie jest występkiem, ale cnotą, która to cnota dalej jest wroga społeczeństwu. Część z was, drogi czytelnicy pamiętacie może tą przenośnię Soktratesa, w której on się porównuje do owada kąsającego konia, owada, który pobudza konia do działania i zmiany. To jest własnie to, te rozumienie cnoty, które chodzi.

Bulina 9.8.2014

Anarche znaczy, że ma być bez arche

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Lipiec 2, 2014 by Jaś Skoczowski

Stirner nigdy nie podkreśla tego, że chęć panowania nad rzeczami i oddanie się ideom kształtuje samą chęć panowania, że te praktyki zakreślają to, czym jest chęć panowania. Panowanie nad ideami, trzeci etap rozwoju wskazany przez Stirnera, nie polega na takim panowaniu, jakie następuje, gdy panujemy nad rzeczami. Panowanie nad rzeczami jest efektem oddania się ideom (i ja bym dodał: nastrojom, ale to niekoniecznie jest wciągnięte ze Stirnera). Gdy jednak rządzimy ideami i nastrojami, nie poznajemy żadnej reguły ani zasady, która pozwala nami manipulować – to dalej byłoby tylko panowanie nad rzeczą, tyle, że rzeczą byłoby w tym przypadku moje ciało. Chodzi o to, by myśli (i uczucia, i cała reszta psychiki) podlegały woli. Chodzi więc o poddanie wyobraźni pod władanie woli (i tu humorystycznie dodajmy: czymkolwiek te dziwne stwory są). Stirnerowski egoista (“jedyny”) myśli i czuje jak chce, a nie tylko doskonali się w tym, by jego myśli i uczucia w określony sposób kierowały nim. Przy czym “myśli i uczucia” należy rozumieć tak, że one odnoszą się do czegoś, zawsze. Stirnerowski egoista więc nie może być tylko kolejnym przedmiotem myślenia i czucia. Musi poza to wykraczać. Co jest poza myslami i uczuciami? Stirner opisuje jedynego jako twórcze nic i ja sobie pozwolę to wykorzystać. Otóż, nie da się powiedzieć, co jest poza, więc można powiedzieć, że nic. Opis wymaga, by był zrozumiały, wymaga więc pewnej budowy logicznej i towarzyszącej mu, nieodzownie, otoczki ideologicznej właśnie, od której “jedyny” stirneriański ma przecież uciec. Ale, o ile nie uzna się za bzdurę w ogóle samego projektu, jakim jest “jedyność” (co zabawne, ujęcie “jedyności” jako projektu mogłoby Stirnerowi nie odpowiadać), to to nic może być w określonej relacji tego, co nie jest niczym, co jest jakieś. By to nic było rozumiane jako stirnerowski egoista, musi być zdolne do tworzenia czegoś, rozumianego jako coś określonego. Bezład musi więc tworzyć ład, bo nic o którym mówimy nie jest niebytem, jest raczej czystą “treścią”, mięsem, materią, która w żaden jeszcze sposób nie jest uporządkowana. Ale jesli tak, to panowanie nad myślami i uczuciami, władza nad wyobraźnią, nie polega na narzucaniu porządku, tylko na wyzwalaniu chaosu. I teraz podkreślę, co mi nie odpowiada w Stirnerze jeszcze raz: nie podkreśla on różnicy między panowaniem nad rzeczami, a panowaniem nad ideami. A przecież nie jest tak, że ostatecznie jedno odbywa się gdzieś indziej, niż drugie. Dalej ostatecznie chodzi o to, że do panowania nad rzeczami potrzeba innych praktyk, niż do panowania nad ideami, czyli sobą. By panować nad rzeczami szukamy porządku, podporządkowujemy się mu, by znaleźć te aspekty rzeczy, które poza niego wybiegają. By panować nad sobą dorzucamy właśnie ten sposób działania. Nie szukamy żadnego ładu w niczym. Nie staramy się zbadać, zważyć i zmierzyć jakiegoś kawałka rzeczywistości, by potem upchać go gdzieś w zgodzie z naszym interesem. W tym nie staramy się zoperacjonalizować siebie ani innych ludzi. Rezygnujemy z manipulacji, kontroli, zarządzania. Tego w Stirnerze nie ma.

Bulina 2.7.2014

Egoizm, wartości, chaos

Posted in Uncategorized with tags , , on Czerwiec 27, 2014 by Jaś Skoczowski

Wartości są subiektywne lub niesubiektywne.
Wartości są subiektywne wtedy, gdy ktoś czegoś chce, bo uważa to za wartościowe. Jest to subiektywne, ponieważ podstawą wartościowania jest to, jaki ktoś jest. Wartościujący subiektywnie nie wyraża preferencji względem własnych wartościowań dlatego – gdyby tak było, nie wartościowałby na podstawie tego, kim jest.
Ale możemy chcieć, byśmy byli inni – i wtedy ta zmiana jest przez nas w określony sposób wartościowana. Jaką wartością jest taka zmiana, subiektywną czy niesubiektywną? Zmiana ma subiektywną, ale wartościowanie, które miałby dokonywać odmieniony podmiot jest niesubiektywne, ponieważ polega na wartościowaniu, którego dokonalibyśmy, gdyby bylibyśmy inni.
Chęc zmiany tego, który ma coś osiągać nie jest tym samym, co chęć osiągnięcia czegoś. Chęć zmiany to chęć, by nasza obecna wola była inna, bo bez tego się nie zmienimy. To wymaga wskazania sobie celu do realizacji, które nie możemy wskazać sobie na podstawie tym, kim jesteśmy aktualnie. Nasza wola powstaje, bo jacyś jesteśmy, mamy swój program, który nami kieruje. Bez tego programu nie ma nas. Jeśli więc w ogóle wartościowanie wskazuje wartości (a czemu nie?) i może wskazać sobie jako wartość innego siebie, to wskazuje się też możliwość innego wartościowania jako wartościową i przez to wskazuje te możliwe wartości. Wartości są niesubiektywne więc wtedy, gdy są możliwe i niezaktualizowane.

Niesubiektywne wartości mogą prowadzić do agresji wobec samego siebie – dlatego wartości niesubiektywne są zagrożeniem dla podmiotu. By osiągnąć zmianę może być niezbędne, by nie tylko nastąpiła zmiana w podmiocie, niezbędne może być, by ta zmiana była na tyle duża, by wszystko, co było ważne dla bycia tym konkretnym podmiotem zniknęło. To oznacza zniszczenie podmiotu. Osiągnięcie niesubiektywnych wartości może być też źródłem “nawiedzenia” podmiotu. Staje się to wtedy, gdy pomiot nie został jeszcze zniszczony, ale wszystko w nim jest dla niego samego mniej ważne, niż zmiana, która sprawi, że zupełnie inaczej zacznie wartościować. Dlatego nie ważne, czy wierzymy w pewną doktrynę, czy w bóstwo – dopóki wymaga ono od nas fundamentalnej zmiany efekt jest ten sam, rządzi ona nami. I co ważne, taka władza oznacza także autoagresję.

Subiektywne wartości tworzą inne zagrożenie – dążenie od ich realizacji może prowadzić do ograniczenia podmiotu, zahamowania jego potencjału. Ludzie, w swej części subiektywnej, mogą być wysoce dynamiczni, czyli zmienni, jeśli coś w nim jednocześnie hamuje zmiany, hamuje ich potencjał.

Zarówno jeden typ zagrożeń, jak i drugi nie jest niespecyficznym typem zagrożeń, groźnym dla każego rodzaju podmiotu. One są groźne, jeśli ktoś jest egoistą – czyli kocha siebie, uznaje siebie za wartość najwyższą. Wtedy wartości, ponieważ mogą prowadzić kogoś do zamachu na samego siebie, są dla niego groźne. To jest specyfika moralności egoistycznej.

Co jest więc techniką dobrego życia w ramach egoizmu? Technika ta rozpada się na dwie umiejętności: umiejętność unikania wartościowań w ogóle i związana z nią umiejętność do tak spontanicznego działania, że jest ono jak najbliższe braku intencji. Wtedy, gdy wyzwalasz się z wartości, wtedy kochasz siebie najpełniej. Stan, który realizują (ale nie: do którego realizacji dążą!) udani, dobrze wypieczeni, egoiści, to chaos vel pustka vel tao (Wielkie Tao™), coś, co nie jest całkiem do określenia, nie określa je nawet zanegowanie tego, że nie jest czymś innym. Egoizm sprzyja więc specyficznemu ateizmowi. Ateizm z ramach egoizmu swobodnie może nabrać “religijnego” czy “duchowego” charakteru, bo egoista zachwyci się tym, co wchodzi na miejsce bóstwa – bezładem, który związany jest z brakiem ostatecznego władcy wszystkiego. Ateizm ten jednak ma też coś, czego nie mają ateizmy wyznawane przez ludzi nieegoistycznych: ateizm ten nie jest kultem bezosobowych praw rządzących wszechświatem, zwłaszcza jakiejś logiki, czyli odwiecznych praw myślenia. Nie czci się w ramach egoizmu więc tego, co nieuniknione. Nie ma więc powodów, by nie przekraczać tego, co dotąd nie zostało przekroczone, tylko dlatego, że może nie da się tego przekroczyć. Jeśli się nie da, to nie da, ale nie ma powodu, by nie próbować. I nawet poprawne wnioski, wskazujące na to, że coś jest nieuniknione, nic tu nie zmienią. Zrzucenie egoiście, że zachowuje się “nieracjonalnie” może go rozbawić lub wręcz dostarczyć czegoś w postaci dumy.

Obydwa typy wartości nie są więc odrzucane przez egoistów – ale w ich życiu są tylko narzędziami. I trudno powiedzieć, że do jakiegoś celu, ale nadają temu życiu z jednej strony dynamiki, bo egoista jak najbardziej może traktować siebie jako swoje tworzywo, ale z drugiej strony – sprawiają, że działa z miłości do siebie, z miłości do tworzywa.

Bulina 27.6.2014

Jasiu się gubi.

Posted in Uncategorized with tags , , on Czerwiec 14, 2014 by Jaś Skoczowski

I może dobrze, niech się zgubi, niech już sobie pójdzie. Za bardzo boi się przecież, że zniknie, przez co nie chce zrobić miejsca czemuś nowemu. Choćby jasiowi2.

Straciłem dużo z czegoś, co nazwałbym chaotycznością. Prawie nigdy nie byłem z siebie zadowolony, ale to odbiera słodycz życia naprawdę mocno, ten brak, stąd jestem niezadowolony podwójnie. Nie chodzi o to, że moje życie przestało być bajzlem. Ten bajzel po prostu zdaje mi się martwy i chciałbym go porzucić. Gdyby nie to, że kocham kilka osób, czułbym się trupem. Nie, nie trupem, zombie. A wolałbym być trupem, czymś dynamicznym, co się zmieni, z czego coś wyrośnie. Niech więc ludzie pozostaną, ale niech ja się zmienię. Crowley, w jednej z licznych, napuszonych, linijek tekstu napisał, że trzeba wielokrotnie umrzeć przed śmiercią. I miał rację, na swój nadęty sposób.

Wszelkie formuły na życie, które ułożyłem, nie bawią mnie, bo chcę czuć życie, a nie opisywać je tylko. Potrzebuję wiec najwyżej na tyle praktycznych formuł, że one pozwolą mi je czuć mocniej. Potrzebuję zaklęć, języka-narkotyku, zmieniającego świadomość, tak, by czuć więcej. I bardzo dlatego rozczarowuje mnie to, że nie potrafię ułożyć zaklęć politycznych ani moralnych. Polityka i moralność fascynują mnie. Wkurza mnie ta moja impotencja.

Jest miłość do wspaniałych ludzi, owszem, ale chyba jestem wciąż do tej miłości za mały. Znaczy: moim zdaniem w tej miłości jest wszystko, bym zmieniał się i rozrastał. A stoję w miejscu.

Eris najkochańsza, proszę o wstrząs od nasion, niech z nich wystrzeli ku górze las kwiatów, łodyg, pni. I wszystko szalone. Ten świat potrzebuje szaleństwa i chce go mu dać. Nie, nie ja potrzebuję kaftana (kaftanu brzmi lepiej, jak Cię kocham, kto wymyślił gramatykę języka polskiego, pojadę mu wpierdolić?), raczej – część mojego środowiska to kaftan i trzeba go zedrzeć! Najpiękniejsza, Kallisti, dlaczego wariować mieliby tylko ludzie kompletnie zimni, jak gady? Wariować na wielką skalę, tak, że ich szaleństwo ustala przepisy ruchu, drogowego i nie tylko? Dlaczego raz, zasady nie miałyby wyrażać troski, a nie tylko chęci uporządkowania, kontrolowania i dlaczego część z nich nie mogłaby być niewinnymi żartami? Takimi, które otwierałyby ludziom oczy. Dlaczego zamiast tego mamy głównie przepisy na to, jak zrobić z nas lepszych lunatyków, lepsze roboty?

Obyście, moim bliscy krewniacy, czyli wy, ludzie, tak wy, obyście: działali z kimś w zgodzie, a komuś na przekór i nigdy nie potrzebowali, i nie użyli jednego nawet rozkazu. Chyba, że samym sobie byście rozkazywali. Każdy tylko samemu sobie. I żebym ja tez tak robił, tego sobie życzę, to zaklinam.

Rozwydrzony gówniarz w mojej głowie, czyli odpowiadam Feralnemu Faunowi

Posted in Uncategorized with tags , , , on Czerwiec 16, 2013 by Jaś Skoczowski

http://www.anti-politics.net/feral-faun/cops-in-our-heads.html

Zacznijmy od tego, że autor używa słowa moralność, a ono jest tak cudownie niejasne, że można go użyć prawie dowolnie. To co on prezentuje to też może być moralność, jak się komuś to spodoba tak zrozumieć.

Poza tym autor twierdzi, że chce się kierować swoimi „whims”. Może to moja nieznajomość angielskiego, ale „whims” to po prostu silne impulsy. Rzecz w tym, że to, co każe mu podziękować sprzedawcy: „When we feel disgust, anger, joy, desire, sadness, love, hatred, we need to express them. It isn’t easy. More often than not, I find myself falling into the appropriate social role in situations where I want to express something different. I’ll go into a store feeling disgust for the whole process of economic relationships, and yet politely thank the clerk for putting me through just that process.” to też jest taki impuls. Może wyuczony, ale teraz to jest impuls, po prostu obecnie silniejszy. Tak samo jak impulsem jest dla wielu nie srać w gacie, a kiedyś było ulżyć sobie. Żeby przestać się szczerzyć do sprzedawcy, Feralny Faun musi się ograniczyć, powściągnąć, powstrzymać, pokonać – synonimy można mnożyć.
Tak, to prawda, jeśli chcę komuś powiedzieć „spierdalaj”, a mówię „tak jest panie kierowniku!” to nie jestem wolny. Ale do tego, by się z tego wyzwolić, nie wystarczy kierować się „whims”, do tego potrzebna jest zdolność kontrolowania „whims”, tworzenia ich i niszczenia – tacy jesteśmy, nie ma w nas cudownie wolnego ducha, zanieczyszczonego przez diaboliczne podszepty moralności (a kamień śni o Wiedniu, a jego sny piją trwogę, a świstak siedzi i je zawija. W różowe liście marzeń), jest tylko wolny duch i czasem nas bardzo wkurwia tym, co z nami robi. Nie mamy jak uciec od whimsów, ale nie mamy też przed czym w nie uciekać. A do niszczenia/tworzenia/kontrolowania może być potrzebny policjant właśnie, moralność właśnie (tak jak ją zdaje się rozumieć Feralny Faun) i przede wszystkim: kupa roboty nad sobą i mnóstwo skupienia. W dodatku to wszystko, by prowadziło do założonego celu, musi być dziełem samej jednostki, a nie kogoś z zewnątrz tej jednostki. Indywidualizm jest często rozumiany jako obietnica uwolnienia się od tej pracy. Ja tak go rozumiałem też. Jak zwykle potwierdza się, że Klub Idiotów i Głupków jest najliczniejszy we Wszechświecie.
Oczywiście dobrym pytaniem jest, jak w ogóle to możliwe, że mogę zapanować nad swoimi impulsami/pasjami? Drugą sprawą jest to, że one są motorem – a jeśli tak, to czy pełna kontrola nie oznaczałaby jakiejś, kompletnie nierealnej (lub dostępnej tylko w przypadku śmierci mózgowej), bezczynności? Na pierwsze pytanie odpowiadam sobie tak, że musi jakoś być, chyba, że pojęcia silnej i słabej woli są dla kogoś bezużyteczne. Jeśli pale, a jednak potrafię kilka dni nie sięgnąć po papierosa, to coś sprawia we mnie, że tego nie robię i nie jest to nałóg nikotynowy. Nie chodzi o to, że jest to jakieś lepsze, czystsze i tak jakościowe różne od tego, że o to dzieliłbym na jakieś dwie części zupełnie do siebie nie przystające. Nie ma więc problemu wolnej woli dla mnie i podobnych bzdur – ale coś może być we mnie silniejsze, a coś słabsze, i to coś silne jest silną, a to coś słabe, słabą wolą.
W dodatku: nałóg to ta cecha, która każe mi sięgnąć po pałeczkę śmierci, powściągliwość powstrzymuje moją łapkę, każe się jej się zająć czymś innym – wyraźnie wiec są różne. Gdyby stwierdzić, że nie ma żadnej kontroli nad pasjami, to jak można byłoby w ogóle je od siebie odróżniać? Po prostu nie chciałbym palić i już. A to bzdura, ja chcę palić i nie palę lub nie chcę zapalić i jednak sobie to wtykam w pysk!
Na drugie pytanie odpowiadam tak: tak, uważam, że dążenie do wyzbycia całkowitego się pasji/impulsów/whatever to zabawa głupiego, bo raz – raczej nie jest osiągalne, zwłaszcza dla mnie, a dwa – prowadziłoby do czegoś zupełnie przeciwnego niż to, o co mi chodzi. Chcę być jak najbardziej niezależny/samodzielny. Chcę, by to, co mną porusza we mnie było silne przez to, gotowe przebijać mury (w tle zaczyna grać Wagner). Nie stanie się to bez samodyscypliny. Ale ona nie jest dla samej siebie, ja jestem sam dla siebie. Bo tak chcę.

Kochajcie i róbcie co chcecie!

Kol. Nietzschemu należą się podziękowania, bo zasponsorował ten wspisik.

Uwagi moralne czy etyczne. Z komentarzem.

Posted in Uncategorized with tags , , , on Luty 25, 2013 by Jaś Skoczowski

1. Moralność relatywistyczna może być opisywana w sposób prawdziwy lub fałszywy. Relatywizm polega na tym, że w zgodzie z nim istnieją różne, także wykluczające się praktycznie, moralności. Jeśli w ramach jakiejś moralności robi się coś, to żeby nie wykroczyć poza granice tej moralności, należy to robić. Stąd zdanie “nie wolno zabijać niewinnych” czy “należy nie zabijać niewinnych” i tym podobne są prawdziwe w ramach moralności, w ramach której się nie zabija niewinnych. Lub po prostu nie zabija. Na przykład. Jeśli moralność nie jest relatywistyczna, sprawdzenie jest trudniejsze, ponieważ kryterium prawdziwości przy badaniu twierdzeń normatywnych (jeśli nie aksjologicznych) jest obiektem sporu. Ludzie kłócą się od zawsze o to, jaka jest ta jedyna, prawdziwa moralność.
2. Może istnieć indywidualna moralność przysługującą tylko jednemu człowiekowi. Jeśli ktoś postępuje w jakiś sposób, to ten sposób jego postępowania może być jego moralnością. Nie musi. Jeśli w ramach czyjegoś zachowania nie rozpatruje się w ogóle słuszności określonych zachowań, to zachowania te znajdują się poza moralnością osoby rozptrującej słuszność.
3. Moralność można ustalić dowolnie o ile jest w ogóle realizowalna praktycznie. Nie może być moralnością tylko to, czego nie da się nijak zrobić.
4. Moralność można różnie uzasadniać. Można też jej w ogóle nie uzasadniać. Tak czy inaczej pozostaje moralnością. Jest tak, ponieważ zawiera w sobie kodeks postępowania, rozróżnia to, co robić olno, od tego, czego robić nie wolno.
5. Jednym ze sposobów ustalania moralności jest uznanie przez kogoś, że ma on prawo i obowiązek robić to, co robić chce. Nie da się wykluczyć ustanowienia takiej moralności. Można stwierdzić, że jej ustanowienie jest niepoprawne. Jednak niepoprawna według jakiś kryteriów moralność nie przestaje istnieć. Dokładnie tak jak błąd logiczny nie przestaje istnieć, choć jest błędem. Jednak moralność tego rodzaju nie jest błędna logicznie. A jeśli mogą istnieć różne moralności, których nie da się jednoceśnie przestrzegać, to nie idzę podstaw do stwierdzenia błędności moralności woli w ogóle.
6. Moralność ustalana na podstawie woli może być badana empirycznie. W ramach tej moralności więc można stwierdzić prawdziwie czyjeś powinności, badając doświadczalnie, czy ktoś czegoś chce. W tym – sam chcący czegoś może sprawdzać w ten sposób swoje powinności.
7. Jednym z kryteriów empirycznych tego, czy ktoś chce jest zbieżność chęci z czynem. Gdy ktoś robić coś i jednocześnie czuje, że chce, jest to przesłanka, by uznać, że tego chce.
8. Nie dające się zrealizować jednocześnie normy nie są logicznie sprzeczne. Dlatego np. Prawo jakiegoś kraju może nakazywać szczególną ostrożność w wykonywaniu pracy drużnika i jednoczesnie dopuszczać prawo jego zwierzchnika do takiego organizowania mu pracy, by ten nie mógł pracować ze szczególna ostrożnością. Stąd ktoś może chcieć być wolnym od nałogu nikotynowego i chcieć palić jednocześnie, i nie popełnia błędu logicznego. Uniemożliwa sobie jednak wykonanie, zazwyczaj, podstawowego obowiązku i prawa osoby żyjącej według moralności woli.
9. Moralność woli nie wyklucza chcenia rzeczy niemożliwych. Trzeba po prostu wtedy zdawać sobie sprawę, z niemożliwości i godzić się na nią, i dalej chcieć. Czyli chcieć czuć niespełnione chcenie.
10. Człowiek, który ma możliwość życia w zgodzie ze swoją wolą i który stara się o to, ale niewystarczajaco, jest moralnie zły w ramach moralności woli. Słaba wola jest grzechem moralności woli.
11. Wygaszanie pewnych chęci na rzecz innych nie wyklucza działania w ramach moralności woli i nie wyklucza odnoszenia w jej ramach sukcesu. Jeśli pewne chęci znikają, to nie da się działą wbrew nim. Nie można więc złamać swoich obowiązów.
Komentarz: wiedzieć, co jest możliwe, a co nie, to spora część sztuczki w przypadku moralności woli. Bo jeśli coś jest możliwe, to koniecznym jest to realizować, gdy tego się chce. Jednak często nie można stwierdzić na tyle pewnie, co jest możliwe, a co nie, by ryzyko można było zaniedbać. Stąd, chyba, to ryzyko jest jakby wpisane w tą moralność. Podobna niepewność dotyczy kwestii, czy się czegoś chce. Ale to nie są problemy samej tej etyki, to są problemy wiedzy. Co najwyżej w tej etyce one się jaskrawo przejawiają, bo ona jest diablo praktyczna. Niedogodności praktyczne bolą najbardziej.