Archiwum dla władza

Chcę Ci powiedzieć, że

Posted in Uncategorized with tags , on Sierpień 10, 2011 by Jaś Skoczowski

to nie o Tobie, ale wyobraź sobie
taoistę, do którego przychodzi niedoszły władca
i ten mu się zwierza, że chce władzy, a tamten mu mówi
rządź
i cesarz umiera nieszczęśliwy

To wszystko to dla mnie nic

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Maj 12, 2011 by Jaś Skoczowski

Już w tytule jadę moim ulubionym Niemcem, to pojadę dalej, w tłumaczeniu angielskim. Bo: nie znam niemieckiego, nie wiem, co bym wam wklejał.

What is not supposed to be my concern! First and foremost, the good cause, then God’s cause, the cause of mankind, of truth, of freedom, of humanity, of justice; further, the cause of my people, my prince, my fatherland; finally, even the cause of Mind, and a thousand other causes. Only my cause is never to be my concern. Shame on the egoist who thinks only of himself!”

Nie obchodzą mnie sprawy, które mnie nie obchodzą. To jest tylko pozornie tautologia. Bo nie piszę, że czymś się interesuję, tylko, że jeżeli się tym czymś interesuję, to porządek jest taki – ja się interesuję. Ja nie jest przez przypadek na początku. Jeśli coś jest w zasięgu moich zainteresowań, to nie muszę się tłumaczyć z moich intencji względem tego, jakie by nie były. Nie muszę, bo ja mówię, że nie muszę.

Świat jest pełen ideologicznego gówna. Ideologiczne gówno jest nieuniknione – jest nawozem, na którym wzrastamy, że użyje makabrycznie banalnej analogii. Nie mogę uniknąć mniej lub bardziej świadomego uczestniczenia w jakimś światopoglądzie. Praktyka zawsze jest jakimś przesiąknięta, praktyka natomiast jest podstawowym materiałem poznawania siebie, poznawanie siebie jest podstawowym sposobem kształtowania siebie. W ten sposób ja chodzę na pasku ideologii. No i dobrze, akceptuję to i przechodzę nad tym dalej – a dalej jest obserwacja, że jednak też mogę ja moimi ideologiami manipulować. Wiem, one rządzą mną, ale wiem, że właśnie robię, teraz, coś nimi.

Ogromna część dyskusji polegających na ocenianiu jednego przez drugiego zawiera wymóg wyjaśniania i usprawiedliwiania, który stawia jeden, a drugi ma go wypełnić, żeby grać w dyskusję. Jeśli nie potrafi, powinien poprawić coś w swoim zachowaniu. W związku z tym, co napisałem u góry, pisze teraz: usprawiedliwiam się tylko przed osobami, które kocham, lub które mogą mi dać jakąś gratyfikację za to, że ładnie się usprawiedliwię albo wyjaśnię. Jedyne, co sobie zinternalizowałem z tego wasze ideologicznego gówna, to miłość, ostatecznie, ona jest naprawdę fajna, good stuff. Oceniam innych natomiast kiedy mi się żywnie podoba i jak mi się żywnie podoba. Oceniam, więc też robię coś im ze względu na tę ocenę.

Tak, wiem, że moje wybory dyktują mi moje ideologie. Nie mogę się z nich całkiem uwolnić, bo wyzwalanie się z jednej wymaga drugiej. Ale ta ideologia, którą właśnie przedstawiłem uwalnia mnie od wszystkich tych was, którym się wydaje, że macie mi coś ciekawego do powiedzenia na temat tego, jaki jestem i co robię, a jednocześnie nie macie niczego, co by mnie przekupiło i sprawiło, że zechcę was słuchać.

Na dobranoc praca domowa: zastanówcie się, jak wszelkie narracje, służące konserwowaniu władzy, zmuszają was do poddawania się ocenie ludzi, którzy osobiście wam zwisają? Albo zastanówcie się, czy przypadkiem niektóre narracje właśnie dlatego nie pomagają konserwować władzy. Zwłaszcza, jeśli je wyznajecie, zwłaszcza, jeśli uważacie, że jednak władza nie jest niczym fajnym i zwłaszcza, jeśli wykorzystujecie te ideologie do tego, by inni musieli się przed wami usprawiedliwiać.

Fapfapfapfapfapfapfapfapfap.

A na koniec macie, bo to śliczne:

Rządzić znaczy katalogować

Posted in Uncategorized with tags , on Kwiecień 26, 2011 by Jaś Skoczowski

No ja wiem, ja jestem po prostu przeczulony. Zbieranie danych poprzez spis powszechny to nic strasznego. Zbieranie danych, do których dostęp w razie czego jest bez tego spisu, w celu lepszego sprawdzenia, czy ludzie, nad którymi ktoś ma władzę, nie oszukują swojego władcy. To tylko dla mojego dobra. Trzeba tylko podać, koniecznie, jako drugą narodowość elficką. Albo europejską.

Tak samo to. Przecież to dla dobra uczniów, uczniowie są lepsi, gdy można ich ładnie poopisywać i zawsze mieć opisy pod ręką. Wartość takak jak prywatność po prostu rozpada się w pył, gdy pomyślimy nad wielkimi zyskami tego rozwiązania. ILEŻ TO MŁODZIEŻY OCALIMY PRZED UPADKIEM, bo nie będzie ona wagarować, tylko będzie się uczyć. W domach poprawczych, do których ich wyślemy, te nasz dyjamenty, bo wagarowali. Nie wspominając już o tym, jaki strumień pieniędzy chluśnie dzięki temu na uczniów, wreszcie dobrze skierowany. Wreszcie też będzie można było robić porządne egzaminy zewnętrzne. Do tego czasu było to niemożliwe. NIE DO WYKONANIA. A, pomoże to też w tym, że uczniowie będą się lepiej uczyć, bo mądrzy ludzie z ministerstwa lub innej szacownej placówki będą bacznie śledzili ich postępy, patrząc, jaką tworzą „wartość dodaną”.

Hahaha. Oczywiście, dodajmy: to nie ma nic wspólnego z tym, że państwo chce mieć lepszą kontrolę nad ludźmi. I wcale nie jest to chore, że chce.

rozważania anarchistyczne

Posted in Uncategorized with tags , , , on Marzec 12, 2011 by Jaś Skoczowski

To jest silna struktura władzy, scentralizowana. Skupia w sobie mnóstwo różnych interesów i nie rozpada się, tylko trwa. To sugeruje, co sprawia, że się nie rozpada. Taka struktura władzy może manipulować tymi interesami. I jak najbardziej ta struktura władzy dalej zbudowana jest z ludzi. Co to znaczy? Że ludzie „z państwa” (a przynajmniej USA) są zdecydowanie bardziej w stanie wpłynąć na kogoś tak, jak im się to podoba, niż ludzie „spoza państwa”. I mówimy tu o demokratycznej republice jako przykładzie.

Dlaczego właściciele USA nie hodują po prostu sobie innych ludzi na mięso? No po pierwsze to niezdrowe. To dałoby się przezwyciężyć w trakcie jakiegoś głodu – strach przed chorobą zderzyłby się ze strachem przed śmiercią, głodem i chorobą. Dawno tego nie mieli. Czy kiedykolwiek w takiej skali, jak np. Ukraińcy za Stalina? Stawiam na to, że nie.

Poza tym, mogą mieć swoje sentymenty. Różne. To nie tak, że muszą kochać swoich ludzi (z namysłem nie piszę o „niewolnictwie, ten związek jest inny, dalej jest związkiem zależności). Możemy im być po prostu potrzebni do realizacji „wyższych celów”, choćby te były sprzeczne z naszymi.
Mam na myśli obecny stan dla tej części świata, która jest właśnie „demokratyczna” czy jak to nazwać. Używam słowa demokratyczna w cudzysłowu nie dlatego, że ironizuje, po prostu nie wiem, czy to jest najlepsza nazwa i nie wiem, czy mam pojęcie, co to jest.

I ludzie się na to godzą, inteligentni, kto wie, czy nie inteligentniejsi ode mnie. Nie rozumiem. Proszę, przykład – tu. Taki skromny temat, prawda? Przecież w ludzkiej seksualności są takie sprawy, które da się przedstawić tylko jako konflikty wartości, których nie da się rozwiązać, nie wybierając jednej wartości na niekorzyść drugiej. I oni tego tak nie ujmują. Otóż, każdy z nich wie, co jest problemem i żaden niczego kategorycznie nie twierdzi – co jest słuszne, co nie. Ksiądz najwyżej powiedział, że ktoś ma prawo mieć swoje zdanie, odrębne, ale nie powiedział: obowiązujące.

I jednocześnie oni popierają instytucję, która jest instytucją przymusu, zdolną do takich zachowań jak w pierwszym artykule. Nie mówią natomiast: „chcemy, żeby inni ludzie wzięli Cię pod opiekę i tak wychowali, żebyś robić to, co nam się podoba, żebyś robił”. To pomijają. Tacy sobie miłośnicy dobrze ułożonych piesków, tresowanych szczurów i zamykania kotów w mieszkaniach nie wiele różniących się od klatek, są do nich podobni. Oni też nie widzą żadnej potrzeby w tłumaczeniu swoim pieszczochom, że ich rolą jest robić to co ich panowie chcą i że w razie czego ich panowie mają prawo ich do tego zmusić. Bo w tym kontekście to wyjaśniłoby, co to znaczy, że ktoś komuś innemu wyznacza cel, do czego sprowadza kogoś, kto ma na siebie przyjmować cudze cele. I to czyniłoby ich nieco mniej szlachetnymi panami swoich pieszczochów.

Czy gdyby Guantanamo to było miejsce, w którym ludzie chcą przebywać i przebywają, byłoby o czym gadać? Ale dlaczego w takim razie nas to przejmuje? Ludzi trzyma się siłą co dzień w zamkniętych pomieszczeniach, wbrew ich woli. Warunki są lepsze, ale dalej mocno ogłupiające. No i to nie budzi sprzeciwu, sprzeciw budzi tylko mięso i tortury, chociaż istotnym elementem, bez którego tortura nie jest torturą, jest przymus. Czemu? Cel jest lepszy? Ten oficjalny? Przecież w takim wypadku zarówno torturowanie niebezpiecznych ludzi jak i zmuszanie innych ludzi do nauki ma całkiem atrakcyjne cele, gdyby rozpatrywać je w oderwaniu od środków, jakimi mają być osiągnięte. Terroryści, którym każdy przetrzymywany w Guantanamo może być przecież, zabijają ludzi, których państwo ma chronić. Ochrona niewinnych ludzi jest bardzo atrakcyjna. Nauczanie ich i wychowywanie na ludzi kompetentnych, pracowitych, twórczych, szanujących siebie nawzajem to tez bardzo atrakcyjny cel. Który cel miałby tu być lepszy? No ten, który warunkuje osiągniecie obydwóch celów, czyli właśnie: torturowanie ludzi w Guantanamo. Bez względnego poczucia bezpieczeństwa nauczyciele będą się bali chodzić do szkół. Tyle, że osiągnięcie tego celu w ten sposób określa to, w jakim świecie osiąga się jaki cel i pośrednio określa, czym jest ten cel. Na przykład: nawet jeśli funkcjonariusze państwowi naprawdę podzielają nasze cele, to mogą nie dopuścić do tego, żeby puścić wolno grupę piętnastolatków, która uczyć się nie chce. A przecież cel rozumiany jako właściwe wychowanie i edukacja może dla kogoś znaczyć konkretnie to – żeby dziecku pokazać, że może za siebie decydować i na czym to polega. Ktoś może podzielać przekonanie, zgodnie z którym trzeba torturować więźniów, by zapewnić dzieciom takie warunki, rzecz w tym, że wcale nie musi chcieć z tego powodu zmuszać dzieci do pozostawania w szkole pod przymusem, ale ponieważ koncepcja dobrej edukacji i nauczania potrafi pomieścić i wolnościowe, i niewolnościowe nauczanie, to ktoś popierający państwo musi się liczyć z tym, że w będzie musiał poświęcać wartości wcale nie niższej w swojej hierarchii wartości. Oczywiście można postulować doprowadzenie do większej jednomyślności, co rozwiązałoby problem. Jak? Ale to oznaczałoby przyjęcia, że trzeba jednak w jakiś sposób pozbyć się ludzi, którzy nie tylko nie zgadzają się z postulującym większy stopień jednomyślności w polityce, ale którzy nie zgadzają się dlatego, że wyznają system przekonań inny niż zwolennika jednomyślności w taki sposób, że to co dla jednego jest poprawne, dla drugiego jest błędne i na odwrót. Jeśli ma się to odbywać bez przymusu, to po nie wiem, po co w tym procesie ma uczestniczyć państwo. Jeśli jednak ma uczestniczyć, to ze względu na wskazywaną już autonomię państwa względem tego, co jest „spoza państwa”, żadna ze stron wciąż nie ma gwarancji, że jednomyślność, o którą wszystkim im chodzi, będzie po ich myśli.

Państwo może istnieć tylko wyposażone w odpowiednią moc nad ludźmi. Osiągnięcie tej mocy wymaga odpowiednich ludzi do tworzenia państwa. Muszą oni być zdolni do przełamywania cudzej woli albo mijania jej i być jednocześnie częściowo niezależni od grup interesu. Inaczej byliby bezużyteczni. Ale to oznacza to, że mogą działać niezależnie od wszystkich i ludzie traktujący państwo instrumentalnie są w błędzie, tym bardziej są w błędzie, gdy zarzucają anarchiście „brak pragmatyzmu” w sytuacjach, w których anarchista nie chce odwoływać się do władzy państwa.

No to siup.

Co to znaczy rządzić kimś?

Posted in Uncategorized with tags , on Luty 22, 2011 by Jaś Skoczowski

Rządzić to sprawiać, że inni robią to, co my chcemy, niezależnie do tego, co oni chcą. Rządzenie wymaga techniki – ludzie nie przestaną chcieć, ich wole trzeba albo nakierować, albo przełamać. Za każdym razem oznacza to, że musisz sobie przyswoić szereg zdolności i z nich korzystać tak, że rządzenie stanie się częścią Ciebie. Będzie więc Tobie to, co pozwala Ci przystosować się do czyjejś woli tak, żeby uzyskać to, czego chcesz. Stworzysz z tym kimś ustrukturalizowaną wspólnotę, związek, który będzie kierował i Tobą, i nim. Jeśli wycofasz się z tego, przestaniesz rządzić i nie uzyskasz od niego, czego chcesz. Związek rządzącego z rządzonym podaje więc nie tylko rządzonego czyjejś woli, rządzony też musi poddać się woli rządzonego, tylko inaczej. Ale musi.

Nie da się tego pogodzić z byciem panem siebie. Rządząc pozbywasz się władzy and sobą.

Nic nie muszę, mamusiu!

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Październik 21, 2009 by Jaś Skoczowski

Znane mi pomysły na dystrybucję władzy nad sobą i innymi (większości nadanie komuś władzy nad sobą daje mu prawo do władania kimś albo możliwość zwrócenia się do kogoś obdarzonego władzą, by to zrobił. Bez dopuszczenia tego popadamy w trudności techniczne, czyli związane z pytaniem: jak to zrobić?) są w znacznej mierze zbudowane z norm i zasad tworzenia norm (czy będą te zasady dotyczyły głównie aksjologii?). Pewien rodzaj norm, dosyć popularny, jest natomiast w specyficznej relacji do woli ludzkiej. Ludzie mogą chcieć robić coś niezgodnego z normami. Nie chodzi mi tu o sytuację, w której nie zgadzają się z nimi, tylko taką, w której ktoś chce czegoś, a to coś można osiągnąć tylko wtedy, kiedy chcący zrobi coś niesłusznego w jego własnym mniemaniu.
Chyba już pisałem, że dla mnie taki rodzaj rozumowania jest absurdalny, piękny czy interesujący, ale dziwny (uwaga: to, że dziwny nie oznacza wcale, że zupełnie mi obcy). Słuszność, choćby wynikająca z tego, że czyn jest dobry, lub jego skutek, jest dla mnie tak kompletnie dziwna, jak tylko może być, na poziomie psychologicznym, gdy sprawa dotyczy czyjejś woli. Co to znaczy chcieć czegoś niesłusznego? Jaki w takim razie ma stosunek ktoś do normy? Jak można uznawać normę za słuszną i nie wypełniać jej? Zakładam, że można, bo sam czegoś takiego doznałem. Ale jak bardzo dziwnym jest taki stosunek do normy! Dlaczego odczuwamy to coś dziwnego, dlaczego odczuwamy niewłaściwość? I dlaczego niby mielibyśmy się poczuciem nie/własciwości kierować, dlaczego wręcz nie przezwyciężać go – tak jak strachu przed pająkami np?
Jeśli teraz ja mam rację, to są poglądy dotyczące władzy, które odwołują nas do absurdalnej postawy, a jej absurdalność wynika z tego, że słuszność nie pozwala wyciągać jednoznacznych wniosków. Słuszność czegoś nie może nas tak po prostu skłonić do czegoś, potrzebna jest nasza dobra wola. I ona się pojawia wraz uznaniem czegoś za słuszne. Można się na to godzić. Ale można tez to odrzucać – skoro możemy tępić u siebie inne nawyki/odruchy, czemu nie ten?
Co wtedy pozostanie z pomysłów na politykę? Rozwiązania poprzedzone słówkiem „x chce/ę”. Trwoga prawda? Bo przecież wiemy, jak bardzo często chcemy rzeczy nie zgodnych ze sobą, jak trzeba się się na pocić, by mieć, to, czego chcemy w zgodzie z innymi> Rzecz w tym, że ja jednak wolę tak, niż mieć głowę napchaną przekonaniem o tym, że z jakiegoś powodu powinienem lub mam prawo do czegoś.

A gdyby tu kiedyś miało stanąć przedszkole?!?!?!

Posted in Uncategorized with tags , , on Lipiec 24, 2009 by Jaś Skoczowski

Zasada, o kształcie takim: rób co chcesz, nie może zdeterminować żadnej zasady dotyczącej zachowania polegającego na rządzeniu kimś, jeśli dotyczy każdego. To nie tak, że z niej wynika zakaz sprawowania władzy, z niej wynika przyzwolenie na każdą formę władzy. I dlatego to jest zasada, którą przyjmuję po całości, czyli kieruję ją do każdego, do hitlerów, do gandhich i do kropotkinów, jeśli chcę twierdzić coś normatywnego. Nie dodaję żadnych zastrzeżeń, takich, jakie wymyślał np. Crowley (zgodnie z którym trzeba realizować tylko Prawdziwa Wolę, Am I right?).

Nie dlatego, że takie rozwiązanie dałoby według mnie lepsze skutki, niż każde inne. Seryjnie nie wiem, czy zmieniłoby cokolwiek. Taka normatywna swoboda jest dla mnie sama w sobie urocza. Przecież można wybrać wtedy miłość, solidarność, rozkosz.