Archiwum dla seks

Co ważne

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Kwiecień 28, 2010 by Jaś Skoczowski

Ważny jest egoizm. Tylko teraz ponieważ to ważne, trzeba egoizm bardzo uważnie zrozumieć. Egoizm to nazwa, powszechna, można nazwać tak kilka przedmiotów, ale one nie będą miały ze sobą wiele wspólnego. Egoizm jest nazwą ludzkiej postawy czy cnoty, która charakteryzuje się afirmacją swojego ja. Ja to tak samo kulawa nazwa, jak egoizm.

Kim jestem? To nie jest ważne pytanie, to jest głupie pytanie. Głupsze od „czy nieżonaty mężczyzna jest kawalerem?”. Jasne, że jest i przynajmniej może ono przez to przypomnieć nam o jakiejś oczywistości. Natomiast odpowiedź na pytanie „kim jestem?” na nic nam nie odpowiada w tym konkretnym kontekście, czyli w kwestii egoizmu, bo nie wskazuje nikogo, kogo powinniśmy ze względu na nasz egoizm afirmować.

Bo absurdalne jest, jeśli ktoś postanowił być egoistą przejmować się, kim jest, ze względu na ten egoizm. Nawet jeśli jestem jakiś, to przecież – wcale nie muszę tego akceptować, więc tym bardziej – działać na korzyść tego. Afirmowanie siebie wbrew sobie jest absurdalne, gdy pojmujemy je jako egoizm – egoista nie ma powodu, by robić coś wbrew temu, czego chce. Jasne, brak akceptacji siebie może unieszczęśliwić. Jest szkodzeniem sobie, czyli głupotą. Ale głupota nie wyklucza egoizmu – egoista działa na rzecz siebie, ale nie bezbłędnie. Gdy działa bezbłędnie po prostu jest mistrzem w swoim egoizmie. Tak jak kiepski kierowca pozostaje kierowcą, tak kiepski egoista jest egoistą. I nie ma żadnego obiektywnego powodu, by przestał być kiepski.

Powtarzam raz jeszcze: egoizm jest ważny. Konsekwentna afirmacja „siebie” ujawnia, że znaczenie takiego pojęcia, jak ja, nie jest najważniejsze dla tego ja. Powołanie się więc na tożsamość kogoś nie jest dla niego argumentem bezwzględnie rozstrzygającym, jak powinien on postępować, nawet, jeśli tożsamość tego kogoś byłaby poprawnie i normatywnie określona. To pozwala na zdystansowanie się wobec własnej tożsamości.

To zdystansowanie ma wartość praktyczną – egoista działa inaczej, gdy działa jako egoista. Działa bezsprzecznie ze względu tylko na siebie i to wyklucza działanie na korzyść czegokolwiek innego. To wyklucza np. działanie na rzecz realizacji norm, jakakolwiek byłaby ich natura. Stąd teza, zgodnie z którą jednostki zawsze tworzone są przez zbiorowości jest fałszywa. Jednostki mogą tworzyć zbiorowości, wpływając na siebie i na innych, w zakresie ich własnej mocy, o ile są konsekwentnie egoistyczne.

Tak, oczywiście, że ten tekst jest inspirowany Stirnerem. I jest pewną reakcją na wywiad który zrobił ze mną Maciek Dudek i posłał na Liberalisa. Bo liczyłem, wiecie, na wieczną sławę i masę dup po tym, jak udzielę wywiadu, który zostanie opublikowany NA JEDYNYM PORTALU LIBERTARIAŃSKIM W POLSCE. No, a potem przeczytałem, stwierdziłem, że zrobiłem jakąś przemieloną kupę w odpowiedziach i postanowiłem się zrehabilitować tutaj.

Genijalne, czyli etyka pożycia seksualnego po katolicku.

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Styczeń 5, 2010 by Jaś Skoczowski

akt małżeński jest całkowitym oddaniem się małżonków sobie nawzajem w miłości bezwarunkowej, zaś antykoncepcja niszczy tę całkowitą akceptację partnera, wyłączając z niej dar płodności.

Czyli: jeśli On chce, Ona chce i Ona jest akurat płodna w te dni, to Ona akceptuje siebie, On akceptuje Ją, bo nie idą do łóżka. Spryt na poziomie przedszkolaka, polegajacy na tym, że traktuje się drugiego człowieka tak, jakby jego wola nie była jego częścią i jakby niespełnienie swojej woli nie było brakiem akceptacji dla niej, czyli też dla kogoś w tej części, w której ten ktoś jest swoim chceniem.

Ooooooooooooooooo… jej?

Posted in Uncategorized with tags , , on Czerwiec 14, 2009 by Jaś Skoczowski

Katolicki ksiądz odkrywa seks! Tak, tak o to kruszą się mury Czarnego Żelaznego Więzienia…

Wiele wątpliwości wywołuje to, co wolno, a czego nie wolno małżonkom przy zbliżeniach fizycznych.

Jeśli małżonkowie nie umieją wyrażać miłości i tworzyć więzi w ramach swoich ciał, można mieć wątpliwości, czy wszystko jest w porządku. Wtedy zaczyna się wymyślanie nowych sposobów pobudzania się, np. za pomocą wibratorów czy innych gadżetów. W ramach ciała jest dozwolone wszystko, co służy budowaniu i pogłębianiu więzi między mężczyzną i kobietą. W grę wchodzi także stymulacja oralna czy manualna. Jest to jednak delikatna sfera, dlatego należy uwzględniać odczucia obu stron. Należy dążyć do pełnego stosunku seksualnego. Wychodząc poza ciało, wchodzi się na równię pochyłą.

A seks analny?

Seks ma służyć budowaniu więzi. Znam małżeństwa, które próbowały seksu analnego, ale żadne nie mówi, że zbliżył ich do siebie. Paweł VI w encyklice Humanae vitae uczy, że akt seksualny powinien służyć przekazywaniu życia i umacnianiu jedności małżeńskiej. Oczywiście nie zawsze nastąpi poczęcie dziecka. Tym bardziej, że pogłębianie więzi między małżonkami można realizować także w sytuacji, gdy wiadomo, że nie dojdzie do zapłodnienia, czyli w okresach niepłodnych kobiety. Forma współżycia, o której Pan mówi, także wyklucza możliwość prokreacji. To nie jest po prostu normalny stosunek między mężczyzną a kobietą.

W encyklice, o której Ojciec wspomina, jest mowa również o antykoncepcji, którą Kościół „potępia jako zawsze zabronioną”.

Zadaniem Kościoła jest dawać pewien drogowskaz, jak dojść do Boga. Człowiek jest wolny i może wybrać, co chce, ale i sam będzie ponosił odpowiedzialność za swoje wybory. Z wolności ludzie różnie korzystają. Antykoncepcja jest modyfikacją kobiecego ciała, zakwestionowaniem biologii, która wyznacza granice naszych możliwości. Kobieta nie jest cały czas płodna. Proponujemy poznawanie ciała, obserwację, rozpoznanie faz cyklu kobiety, co umożliwiają nowoczesne metody naturalne.

Złośliwi określają je mianem „watykańskiej ruletki”. Jaka jest ich skuteczność?

W teorii metody NPR mają podobną skuteczność jak pigułka hormonalna. Praktyczna efektywność zależy od tego, jak silną ma się motywację, jak bardzo się uważa. To metoda naukowa mająca swoje reguły, których trzeba się nauczyć i ściśle przestrzegać. Znam kobiety, które zachodzą w ciążę, bo zapomniały wziąć pigułki albo dawka okazała się za mała. Skuteczność prezerwatywy jest 80-procentowa. Nie jest więc tak, że antykoncepcja jest superskuteczna, a metoda NPR zawodna. Poza tym nie widzę powszechnego zachwytu nad ludzkim geniuszem za wymyślenie lateksu. Wielu mężczyzn, z którymi rozmawiam narzeka, że prezerwatywy są niewygodne i powodują dyskomfort przed i po współżyciu. Chłopy mówią wprost, że jest o połowę mniej przyjemnie. Woleliby mieć satysfakcję 100-procentową. I mają rację. Współżycie bez gumki to trudniejsza droga, ale pozwala przeżyć bardzo atrakcyjny i głęboki seks.

No tak. Ale w okresie bezpłodnym kobieta zwykle jest mniej zainteresowana współżyciem…

Spotykam wiele kobiet, które mają takie problemy, i widzę, że przyczyna nie leży tylko po stronie biologii. Hormony odgrywają dużą rolę, ale człowiek nie jest tylko biologią. Te niedogodności można pokonać na poziomie kultury, komunikacji i duchowości. Małżonkowie często nie są kreatywni w tych wymiarach. Trzeba uwzględnić całego człowieka, troszcząc się o relację rozumianą szerzej niż cielesność. W tym czasie mężowie muszą się dodatkowo „napracować”, by żony były bardziej chętne, a potem zadowolone. To owocuje głębokim poczuciem jedności, które odnawia związek.

Pojawiają się głosy katolików, że antykoncepcję można by czasem dopuścić. Na przykład w sytuacji, gdy jedno z małżonków jest zarażone wirusem HIV i któreś z nich jest niepłodne. Skoro akt wyklucza przekazanie życia, nie można by użyć prezerwatywy?

W tym przypadku kondom jest tak samo skuteczny, jak przy zapobieganiu ciąży. Nikt odpowiedzialny nie powie takiej osobie: stosuj, to się nie zarazisz. Gdy ktoś zarazi się, bo uwierzył reklamie Durexa, powie: zapomniałem, że reklama nie zawsze mówi prawdę. Gdyby poleci mu ją Kościół, będzie miał do niego duże pretensje, że go oszukał. Może być tak, że jedni zarażą się przy pierwszym stosunku, inni dopiero po 5 latach. To jest dopiero ruletka.

Czyli tacy małżonkowie powinni powstrzymywać się od współżycia?

Co mamy ludziom poradzić? Różne choroby nas spotykają i trzeba nauczyć się z nimi żyć.

Dlaczego Kościół odnosi się krytycznie do zapłodnienia in vitro?

Chodzi o to, by dziecko poczęło się w akcie seksualnym, który jest czymś więcej niż aktem biologicznym. Obawiamy się, że przekazywanie życia, które jest wielką tajemnicą i misterium, skomercjalizuje się i stechnicyzuje. Pojawiają się nawet pomysły, by dzieci modyfikować genetycznie. Tak, by rodziły się zdrowsze i inteligentniejsze albo z defektami. W USA 3 proc. rodziców chce, by ich pociechy były podobne do nich, czyli np. żeby były głuchonieme lub skarłowaciale. Kliniki spełniają i takie życzenia. My chcemy zostawić te sprawy Panu Bogu i naturze. Drugi powód to fakt, że aby in vitro było skuteczne, trzeba użyć większej liczby zarodków, które dla nas są już ludźmi. Ingeruje się w tajemnicę życia, wiedząc, że przeżyje tylko 20–30 proc. poczętych dzieci. Ta metoda to poczęcie dziecka i aborcja w jednym opakowaniu.

Część naukowców uważa, że niedługo nie będzie problemu zamrażania zarodków. Jednym słowem: jeden embrion – jedna ciąża. Czy zmienicie wtedy zdanie?

Wymiar moralny byłby zupełnie inny, choć pozostanie aspekt sztuczności przekazywania życia.

Czyli też na „nie”?

Cały czas mówimy o pewnym eksperymencie na ludziach. Prowadzi się go od 30 lat, a nie ma jeszcze badań całej populacji dzieci poczętych w taki sposób. Dochodzą informacje, że „dzieci z probówki” mają pewne defekty, np. są bardziej chorowite. Zdaję sobie sprawę, że takie testy nie są w interesie klinik. Dominuje ideologia, która nie liczy się z człowiekiem.

A co z prywatnością takich osób?

Taki pogląd ma dużo racji, ale skoro chodzi o pierwszy, tak poważny eksperyment w historii ludzkości, nie można do tego tak podchodzić. W wielu innych mniej ważnych sprawach ludzi się monitoruje a nawet śledzi.

Katolicy odrzucają aborcję, argumentując, że początkiem człowieka jest poczęcie. W Polsce jest ona dopuszczalna w trzech przypadkach. Gdy ciąża jest wynikiem przestępstwa lub gdy dziecko jest upośledzone – tu nie ma wątpliwości. Ale dlaczego nie można przerwać ciąży, gdy zagraża ona życiu matki?

Mamy dziś tak rozwiniętą medycynę, że często możemy uratować i kobietę, i dziecko. Dopuszczalne jest jednak leczenie matki nawet, gdy istnieje ryzyko, że dziecko nie przeżyje. I często tak bywa. Lekarz stoi przed wyborem kogo ratować? Musi podjąć jakąś decyzję według swojego rozeznania. Mamy też przykłady matek, które zdecydowały się urodzić, wiedząc, że w wyniku ciąży lub porodu mogą umrzeć. Darzą swoje dziecko taką miłością, że nie są w stanie go zabić. Taka heroiczna decyzja czyni je świętymi.

Wróćmy do spraw małżeńskich. Rośnie w Polsce liczba rozwodów. Aż 30 proc. nowo zawartych małżeństw rozpada się. Czy rozwód cywilny zmienia coś w sytuacji katolickich małżonków?

To bez znaczenia dla ślubu kościelnego. Oczywiście Kościół rozumie, że niektóre małżeństwa nie udają się. Spirala konfliktu dochodzi do takiego etapu, że nie da się dalej żyć razem. Gdy małżeństwo się rozpadnie, są dwa wyjścia. Najpierw należy zbadać, czy przyczyny rozpadu nie leżały jeszcze przed jego zawarciem. Mówiąc wprost, trzeba sprawdzić, czy ślub jest ważny. Jest np. wiele osób bardzo niedojrzałych albo uzależnionych. Często są to sprawy bagatelizowane przed ślubem albo niedostrzegane. Jeśli sakrament okaże się ważny, wyjściem jest separacja. Gdy życie razem niczemu nie służy, a dzieci są znerwicowane, jedna strona może zdecydować się na taki krok mówiąc: nie mogę z tobą żyć, bo robisz wiele krzywdy, ale jestem gotowy wrócić, gdy się zmienisz, zaczniesz leczyć.

… albo i nie…

Luki w edukacji…

Posted in Uncategorized with tags , , , , , on Czerwiec 6, 2009 by Jaś Skoczowski

Nikt mnie nie nauczył tego, że permanentna chcica to coś dobrego. Nie orgazm, nie bycie z kimś, ale to napięcie, które robi z mózgu przypaloną jajecznicę. I jako coraz bardziej posuwający się ( :P:D ) do przodu w swojej abstynencji (nie chcianej), stwierdzam, że szkoda. To jest przyjemne, na równi z seksem. Czyni mnie kompletnie zobsesjonowanym tępym psem, który chciałby tylko węszyć, a potem gonić, złapać i już nigdy nie puścić (przy czym on tylko to by chciał, ale nie tylko tym jestem). Sprawia dający się wytrzymać ból, jak mała piekąca papryka czy tytoń, który oczywiście jest równoważony przez ulgę, które ciało daje sobie po tym, jak samo zada sobie ból. Uzmysławia co to głód.

Jestem szczęśliwym człowiekiem. Szczęście jest piękne. Piękno jest prawdziwe. Idę umyć dłonie. :) .

Patrzę po blogach…

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Maj 28, 2009 by Jaś Skoczowski

i nachodzi mnie trwoga (jejeje).

Jest w tym filmie na przemian szczęśliwa i wściekła. Kiedy stoi tak wkurzona i napompowana gniewem, z cyckami na wierzchu, nie wierzę, żeby istniał na tej planecie choć jeden facet, który nie miałby ochoty przyłożyć jej z liścia, żeby spokorniała, a potem przewrócić na łóżko i zerżnąć jak trzeba.

Łan sugeszczion – spierdalaj, jakąkolwiek masz płeć, zćwoczały skutku uboczny mogolskiej sesji porno. Mowa o Winslet – to Jej facet zasadził by z liścia, bo mu się podoba (ja pierdole, ja pierdole, ja pierdoleeeee a aaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!). Nie chodzi o rżnięcie (dupczyćrżnąćpierdolićjebać iiiiiiiha), chodzi o wzmiankę o biciu. Nie kurwa, nie lubię Cię, zdychaj.

No to się wyżyłem.

O kurwach

Posted in Uncategorized with tags , , , on Maj 15, 2009 by Jaś Skoczowski

Prostytucja polega na tym, że ktoś sprawia przyjemność drugiej osobie. Podejrzewam, że ta przyjemność może być dla obsługiwanego w dodatku zdrowa – seks jest w znacznej mierze bardzo zdrowy. Nie pojmuje, dlaczego ludzie nie czują pogardy dla lekarzy czy pielęgniarek, ale pogardzają prostytutkami.

Rozumiem, że można tym ludziom współczuć – prostytucja często, podobno bardzo często, wiąże się ze zwyczajnym niewolnictwem i handlem ludźmi. Ale w takim razie pogarda należy się wszystkim tym alfonsom, którzy są na tyle [i tu chciałem napisać skurwieni. Język jednak ewidentnie jest nam narzucony, wraz z publicznymi znaczeniami] okrutni, żeby to robić. Kurwy należy natomiast szanować za to co robią.

Nie wydaje mi się też godne pogardy to, że ktoś płaci komuś za seks. Raz – nie gardzę dobrowolnymi relacjami. Dwa – nie gardzę seksem. Nie pojmuję więc, co jest godne pogardy czy oburzenia, czy co jest złe w tym, że ktoś płaci za seks.

EDIT: Oczywiście, w przy obecnym stanie środków higienicznych ryzyko zakażenia chorobami przenoszonymi podczas współżycia mnie przynajmniej wydaje się niskie.

Bonobo

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , on Maj 14, 2009 by Jaś Skoczowski

Patrzcie ludziska, kuzyni przeganiają nas w rozsądku o kilka długości:

Zwyczaje

Stada bonobo są luźno związane. System hierarchii społecznej istnieje, ale nie jest tak silnie akcentowany jak wśród pozostałych naczelnych. Grupy liczące kilkadziesiąt osobników rozdzielają się podczas dnia na podgrupy poszukujące pokarmu, które potem z kolei łączą się z powrotem na czas snu.

W odróżnieniu od szympansa Pan troglodytes, który znany jest z okazjonalnych polowań na inne małpy, bonobo jedzą głównie pokarm roślinny (szczególnie owoce), urozmaicony jednak owadami i znacznie rzadziej małymi kręgowcami.

Seks odgrywa istotną rolę w społeczności bonobo. Stosunki seksualne są używane do powitań, rozwiązywania konfliktów i pokonfliktowego „godzenia się”, a także jako przywilej udzielany przez samice w zamian za pożywienie (prostytucja?). Bonobo są jedynymi poza człowiekiem przedstawicielami naczelnych, u których zaobserwowano pocałunki językowe, spółkowanie pochwowe w pozycji twarzą w twarz, ocieractwo genitalne pomiędzy dwiema samicami, ocieractwo genitalne pomiędzy dwoma samcami (ang. „penis-fencing”). Wszystkie te zachowania zachodzą zarówno pomiędzy członkami rodziny (blisko spokrewnionymi osobnikami) jak i innymi bonobo w stadzie. Bonobo nie utrzymują stałych związków rodzinnych. Zdaniem niektórych badaczy[2] bogactwo zachowań seksualnych u bonobo jest mechanizmem przyczyniającym się do złagodzenia zachowań agresywnych u samców bonobo. Podobne znaczenie mają inne formy kontaktów interpersonalnych – zabawa, wzajemne iskanie, okazywanie troski i współczucia. Zachowania agresywne są rzadko obserwowane. Samce są na ogół tolerancyjne zarówno wobec samic jak i młodych.

Tylko co to będzie, jak Moherowe Bojówki Tadzia się skapują? Czy bonobo grozi wymarcie?

EDIT: Tak, grozi, ale to nie przez Rydzyka w Trójcy Prawdziwego. Smutne, jak wyginą, to możemy stracić dobry przykład obyczajowy.