Archiwum dla radosny nihilizm

jeśli dorzecznym jest

Posted in Uncategorized with tags , , on Maj 20, 2010 by Jaś Skoczowski

jeśli dorzecznym jest to najbardziej
co najbardziej mogę uchwycić
i czym mogę potem wywijać najbardziej swobodnie
to najbardziej realny jest
kawałek wilgotnego, czarnego asfaltu po którym wracam do domu
pijany
patrząc w ponabijane gwiazdami niebo
i wtedy twoje jęki na nic się zdadzą
twoje protesty
twoje zaprzeczenia
możesz słać nawet gdzieś listy
i tak je zatupię
jeśli dorzecznym jestem ja, nie ma Ciebie, gdy jesteś nieproszony

patrząc w księżyc
zapomnę o sobie i o drodze
poczuję się jak w pułapce, którą zastawił księżyc, to przecież takie miłe
roześmieje się i tak strzepnę siebie, i drogę
do domu dojdę już bez niej
lekko opadnę na łóżko
będzie nic

Niewczesne aaaaaa-ha

Posted in Uncategorized with tags , , , on Wrzesień 20, 2009 by Jaś Skoczowski

Nie chodzi o to, że nie wierzę w nic, chodzi o wiedzę, że mogę wierzyć, mogę zaprzeczać i mogę nie wierzyć. I tylko w niewierze, w zwątpieniu ta cenna wiedza jest dostępna w całkowitej pełni, bo w niej te trzy postawy zajmują to samo miejsce w hierarchii poznawczej, żadne nie jest bardziej poprawne czy prawdziwe. Dlatego to co nazywam niewiarą wcale nie jest zaprzeczeniem i nie jest leniwą bezmyślnością. Jest umiejętnością pomyślenia sobie jak największej liczby różnych alternatyw i rozpatrzenia, jakie relacje je łączą. A potem pozostaje ucichnąć, nawet tak w środku, z (auto)ironicznym uśmiechem i dumną świadomością zrobienia czegoś zupełnie zbędnego. :)

Filozofują(c) Twoją Starą

Posted in Uncategorized with tags , on Wrzesień 18, 2009 by Jaś Skoczowski

Diogenes i Epikur, starzy znajomi, spotykają się w Śrubie. Diogenes przychodzi jako drugi, lekko spóźniony. Epikurowi świecą oczy, wstaje, rzuca się na Diogenesa, głośno śmieje, łapie go w objęcia. Diogenes przyjmuje to z cichym uśmiechem i zamawia małe piwo u Hermesa. Popijają. Diogenes pije pośpiesznie, moczy sobie brodę, oblewa koszulkę, po czym wciera w nią to co się mu ulało i podziwia dziurę: tę odsłaniającą pępek, tę koło żeber i tę, przez którą wychodzą włosy z torsu. Następnie szuka-patrzy, czy coś nie zostało na innych stolikach, żeby zlać. Kiedy już widzi i chce wstać, Epikur łapie go za nadgarstek i spogląda mu głęboko w oczy:
– Daj spokój, ja stawiam.
Diogi przyjmuje to prawie ze stoickim spokojem, choć błysk w jego oku zdradza lekkie, alkoholowe w swej genezie, podniecenie. No i piją dalej. I rozmawiają. Temat rozmowy nie jest tak ważny dla żadnego z nich, więc skaczą z polityki na filozofię nauki, z filozofii nauki do epistemologii, zatrzymują się przy ontologii dokładnie wtedy, kiedy ich stan nasączenia już nie pozwala im mówić wyraźnie, a w końcu kończą na kobietach i przyjaźni. Przecież nie będą mówili o tym, że Diogenesowi wysiadło ogrzewanie, right?

Gdy jest po wszystkim, wyjść może tylko jeden i on nie wie, jak ma na imię. Przy drzwiach zatrzymuje go Hermes. Delikatnie muska palcami jego powieki, te się zamykają, bierze go na ręce (skojarzenia z Pietą wskazane albo i nie) i zanosi do piwnicy, po czym zamyka ją na klucz. Jutro jak zwykle obudzą go krzykiem i stukotem. Ech..e

A Tata jasia rano powiedział…

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Wrzesień 15, 2009 by Jaś Skoczowski

Patrząc za okno, po przebudzeniu, drugim: „nie wstałem wcześniej, bo było za oknem tak, jak teraz”. :)