Archiwum dla przemoc

W sprawie libertarianizmu chciałbym coś wyjaśnić

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Listopad 3, 2010 by Jaś Skoczowski

Libertarianizm to pogląd, zgodnie z którym ludzie szanują wolność każdego do robienia ze sobą co kto chce. Teraz można zadać pytanie: jak możliwy jest libertarianizm? Pytanie to jest zasadne, bo można wątpić, że jest możliwy.
Człowiek używający przemocy lub innego środka przymusu wobec drugiego człowieka odbiera mu kontrolę nad samym sobą. Odbiera mu wolność. Jednak libertarianizm nie jest zawsze pacyfizmem. Jak to możliwe?
Jest to możliwe, bo uszanowanie czyjejś autonomii nie oznacza jeszcze troski. Jest różnica między szanowaniem twojej wolności do robienia ze sobą co chcesz, a szanowania twojego dobrobytu. Nawet jeśli źle Ci się powiedzie więc, nie upoważnia Cię to do odbierania mi wolności, jeśli usprawiedliwiałbyś to ochroną wolności swojej. I oczywiście może znaleźć się na twoje zachowanie odpowiedź pacyfistyczna. Ale nie musi, by ona była wolnościowa – nie jesteś zniewolony przez to, że ktoś się o Ciebie nie troszczy, odbierając komuś wolność więc nie bronisz swojej. Stąd nie każde użycie przemocy jest odebraniem Ci wolności, dokładnie twojej wolności, czyli autonomii, bo czasem to Ty najpierw możesz odbierać komuś coś jego, jego wolność. Czasami więc przemoc jest raczej ochroną własnej wolności przed kimś, kto jest wolny i wolno działając kogoś zniewala.
I tak możliwy jest niepacyfistyczny libertarianizm. Ergo: tak w ogóle jest możliwy libertarianizm, bo libertarianizm jest niezależny od pacyfizmu, libertarianin w żadnym stopniu pacyfistą być nie musi, a mnie się wydawało, że musi. Oczywiście, to że nie musi, nie znaczy, że nie może.

Co ważne

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Kwiecień 28, 2010 by Jaś Skoczowski

Ważny jest egoizm. Tylko teraz ponieważ to ważne, trzeba egoizm bardzo uważnie zrozumieć. Egoizm to nazwa, powszechna, można nazwać tak kilka przedmiotów, ale one nie będą miały ze sobą wiele wspólnego. Egoizm jest nazwą ludzkiej postawy czy cnoty, która charakteryzuje się afirmacją swojego ja. Ja to tak samo kulawa nazwa, jak egoizm.

Kim jestem? To nie jest ważne pytanie, to jest głupie pytanie. Głupsze od „czy nieżonaty mężczyzna jest kawalerem?”. Jasne, że jest i przynajmniej może ono przez to przypomnieć nam o jakiejś oczywistości. Natomiast odpowiedź na pytanie „kim jestem?” na nic nam nie odpowiada w tym konkretnym kontekście, czyli w kwestii egoizmu, bo nie wskazuje nikogo, kogo powinniśmy ze względu na nasz egoizm afirmować.

Bo absurdalne jest, jeśli ktoś postanowił być egoistą przejmować się, kim jest, ze względu na ten egoizm. Nawet jeśli jestem jakiś, to przecież – wcale nie muszę tego akceptować, więc tym bardziej – działać na korzyść tego. Afirmowanie siebie wbrew sobie jest absurdalne, gdy pojmujemy je jako egoizm – egoista nie ma powodu, by robić coś wbrew temu, czego chce. Jasne, brak akceptacji siebie może unieszczęśliwić. Jest szkodzeniem sobie, czyli głupotą. Ale głupota nie wyklucza egoizmu – egoista działa na rzecz siebie, ale nie bezbłędnie. Gdy działa bezbłędnie po prostu jest mistrzem w swoim egoizmie. Tak jak kiepski kierowca pozostaje kierowcą, tak kiepski egoista jest egoistą. I nie ma żadnego obiektywnego powodu, by przestał być kiepski.

Powtarzam raz jeszcze: egoizm jest ważny. Konsekwentna afirmacja „siebie” ujawnia, że znaczenie takiego pojęcia, jak ja, nie jest najważniejsze dla tego ja. Powołanie się więc na tożsamość kogoś nie jest dla niego argumentem bezwzględnie rozstrzygającym, jak powinien on postępować, nawet, jeśli tożsamość tego kogoś byłaby poprawnie i normatywnie określona. To pozwala na zdystansowanie się wobec własnej tożsamości.

To zdystansowanie ma wartość praktyczną – egoista działa inaczej, gdy działa jako egoista. Działa bezsprzecznie ze względu tylko na siebie i to wyklucza działanie na korzyść czegokolwiek innego. To wyklucza np. działanie na rzecz realizacji norm, jakakolwiek byłaby ich natura. Stąd teza, zgodnie z którą jednostki zawsze tworzone są przez zbiorowości jest fałszywa. Jednostki mogą tworzyć zbiorowości, wpływając na siebie i na innych, w zakresie ich własnej mocy, o ile są konsekwentnie egoistyczne.

Tak, oczywiście, że ten tekst jest inspirowany Stirnerem. I jest pewną reakcją na wywiad który zrobił ze mną Maciek Dudek i posłał na Liberalisa. Bo liczyłem, wiecie, na wieczną sławę i masę dup po tym, jak udzielę wywiadu, który zostanie opublikowany NA JEDYNYM PORTALU LIBERTARIAŃSKIM W POLSCE. No, a potem przeczytałem, stwierdziłem, że zrobiłem jakąś przemieloną kupę w odpowiedziach i postanowiłem się zrehabilitować tutaj.

Dlaczego zgoda stron jest ważna jako usprawiedliwienie przemocy?

Posted in Uncategorized with tags , , on Luty 20, 2010 by Jaś Skoczowski

Dlatego, że jest bardzo ubogim, ale jednak środiejm uszanowania kogoś. To oczywiście wyjątkowo skromny sposób okazania szacunku – co z tego, że ktoś zgodzi się poddać przemocy, skoro przemoc polega na tym, że ktoś z kimś robi coś niezależnie woli osoby poddanej przemocy? Ale jednak zgoda na stosowanie tej przemocy jest przynajmniej odrobinę inna niż zmuszanie kogoś bez wcześniejszej zgody. Taka perspektywa podoba mi się, takie przedstawienie tematu, bo zawiera sugestię, że nawet przemoc zastosowana zgodnie treścią umowy względem jednej z jej stron jest złem (czy – czymś niepożądanym), tyle, że odrobinę mniejszym (mniej pożądanym). Dalej więc powinna być traktowana jak zło.

No i oczywiście, skoro umowa może na mnie ściągnąć groźbą użycia wobec mnie przemocy, przemocy, która będzie nią usprawiedliwiona, to umowę powinno się łatwo zrywać.

Wydaje mi się też oczywistym, że skoro wiemy, że umowa jest bardzo niedoskonałym źródłem usprawiedliwienia przemocy, to niektóre umowy powinny być nieważne. Np. umowy niewolnicze czy dające analogiczne skutki.

I tutaj pojawia się pytanie o rozgraniczenia, o ścisłe ramy działania i ja robię hyhy.

Hejt Spicz

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Czerwiec 24, 2009 by Jaś Skoczowski

Na Toku mówią o „mowie nienawiści”. To się mi przypomniało – czy ktoś potrafi uzasadnić mi karanie za wypowiedź w przypadku innym, niż tym, w którym ktoś pod jej wpływem zrobił coś zakazanego?

Pan na Toku podkreśla, że przecież skazuje się ludzi w Europie za hejt spicze. No i co z tego? Karze się ludzi też za posiadanie marihuany, całe szczęście na zachodzie mniej surowo zazwyczaj, niż u nas. To raczej nie usprawiedliwia karania za mowę nienawiści.

Facet na Toku podkreśla (w zasadzie już podkreślał), że wzrasta od mowy nienawiści rasizm, bo doświadczenia badaczy to wykazują – nawet osoby o poglądach względnie tolerancyjnych wycofują się z nich, jak im się zaserwuje hejt spicza. No dobrze, ale dlaczego rasizm ma być czymś, co jest gorsze od przemocy policyjnej i więzienia dla rasistów?

Znam całe mnóstwo rasistów, w większości ich nie lubię (mojego ojca lubię, choć jest antysemitą, ale to wyjątek i lubię go pomimo). Ale są niegroźni. Ba, Ci ludzie, którzy mnie nienawidzą (a rzadko nienawidzą mnie za przynależenie do jakiejś rasy), są niegroźni zazwyczaj. Nienawiść nie prowadzi do przemocy sama w sobie.

No chyba, że ktoś chce mnie uświadomić, że się mylę? Jeśli nie, jestem przeciwnikiem kryminalizacji mowy nienawiści.

EDIT: Ten post jest znakiem zmiany zdania na pewien temat, a przynajmniej jakiegoś tam uściślenia. Na blogu Misekdomleka jak najbardziej akceptowałem uznanie podżegania za przestępstwo, teraz widocznie to neguję. Szczerze, nie pamiętam, czy wspierałem co innego, niż teraz wspieram, bo nie wiedziałem, że podżeganie ma taką, a nie inną definicję, czy po prostu akceptowałem świadomie coś innego. Dziś po prostu usłyszałem tą audycję z Toku fm i zmieniłem zdanie lub uściśliłem je. Edita wpieprzam dla postronnych lurkerów, co by mieli jasność, a pod wpływem uwag Misek.

Patrzę po blogach…

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Maj 28, 2009 by Jaś Skoczowski

i nachodzi mnie trwoga (jejeje).

Jest w tym filmie na przemian szczęśliwa i wściekła. Kiedy stoi tak wkurzona i napompowana gniewem, z cyckami na wierzchu, nie wierzę, żeby istniał na tej planecie choć jeden facet, który nie miałby ochoty przyłożyć jej z liścia, żeby spokorniała, a potem przewrócić na łóżko i zerżnąć jak trzeba.

Łan sugeszczion – spierdalaj, jakąkolwiek masz płeć, zćwoczały skutku uboczny mogolskiej sesji porno. Mowa o Winslet – to Jej facet zasadził by z liścia, bo mu się podoba (ja pierdole, ja pierdole, ja pierdoleeeee a aaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!). Nie chodzi o rżnięcie (dupczyćrżnąćpierdolićjebać iiiiiiiha), chodzi o wzmiankę o biciu. Nie kurwa, nie lubię Cię, zdychaj.

No to się wyżyłem.

Tomasz T., doktor filozofii

Posted in Uncategorized with tags , , , , , on Kwiecień 1, 2009 by Jaś Skoczowski

Może zatem to muzułmanie i Sikhowie mają rację? Bo wiele wskazuje na to, że jedynym językiem, jaki rozumieją „dowcipnisie” jest strach i przemoc. Jedyną lekcją, z której wyciągnęliby oni, być może, naukę, byłoby spalenie dwóch czy trzech sklepików z pocztówkami, albo siedziby producenta pocztóweczek. Może, ale – i na tym polega szczęście tych panów – chrześcijanie tego nie robią. Czasem myślę, że szkoda. Ale tylko czasem.

Cały tekst. Facet jest moim idolem. Nie tylko tylko czasem chciałby palić ludziom sklepy. Jest też wielkim przeciwnikiem dokonywania aborcji na ofiarach gwałtu. I uważa, że kalendarzyk jest naturalną metodą antykoncepcji, natomiast prezerwatywa nie.

Panie Tomaszu, jakby Tu to napisać… o już wiem. Przecież:

baranek

Więc po co ten gniew? Nie lepiej tak razem… z barankiem…

Ps. Śledziu, dzięki. Za obrazek.

ewrairwaignare

Posted in Uncategorized with tags , , on Czerwiec 11, 2008 by Jaś Skoczowski

jest jeszcze inny, niż poprzednio przedstawiony, pomysł na politykę, który mi się podoba. równie nie na temat. marzy mi się, by ludzie żyli zgodnie z dobrowolnie przyjętymi na siebie zobowiązaniami, dotyczącymi czegokolwiek. bez żadnej przemocy, bez wymuszania tego, co się obiecało. pierdolona hipisowska sielanka.

jasne, wiem, że ludzie jak na razie nie radzili sobie bez przemocy fizycznej. nie twierdzę, że w ogóle da się bez niej działać zawsze. wiem, że potrafię dać w mordę. tylko, że każde załatwienie sprawy między dwojgiem ludzi, w którym o przemocy nie może być mowy ani z jednej, ani z drugiej strony, jest bardzo cenne dla mnie, cenniejsze niż wiele innych spraw. jest piękne. i ludzie, którzy nie potrafią przyjąć takiej perspektywy prawie na pewno kiedyś nie dogadają się ze mną w sprawie polityki. bo ja nie traktuje braku przemocy instrumentalnie. jeśli ktoś nigdy nie użyje wobec mnie przemocy, to daje mi maksimum wolności, jakie może mi dać, moim zdaniem. wszystkie inne bariery są we mnie. a ja wolność sobie cenie. i z przyjemnością dałbym mu to samo.

i to jest kolejny powód, dla którego anarchistą do końca nie jestem. oni nie tylko nie są pacyfistami, tak samo, jak ja nie jestem, zresztą. przynajmniej nie jestem konsekwentny w pacyfizmie swoim. ale większość z nich pacyfizmem gardzi.