Archiwum dla panarchizm

Najpierw sobie pogrzeb w oczywistości, potem ulep sobie kulkę.

Posted in Uncategorized with tags , , on Lipiec 20, 2011 by Jaś Skoczowski

Nie jestem całkiem wolny, jeśli nie mogę robić tego, co chcę. Tak, tak zwana wolność negatywna jest wolnością. W takim samym stopniu jak pozytywna – są pewnymi jej przybliżeniami. Większość tego, co nazywamy wolnością prostu jest określonym stanem rzeczy (zazwyczaj instytucjonalnym, czyli po części normatywnym), w którym najprawdopodobniej możesz więcej. Tak, tylko prawdopodobnie, ze względu na co są one tylko wolności przybliżeniami i uproszczeniami (stąd wolność jako taka może być tylko rodzajem pojęcia, które w ogóle nie odnosi się do niczego, poza uproszczeniami i przybliżeniami). Sprawa tego, czy jesteśmy wolni, czy nie, nie jest kwestią, która da się rozstrzygnąć bez prostych eksperymentów z tego właśnie względu. Sensowny libertarianizm jest ze względu na to probabilistyczne ujęcie swobód zajęciem empirycznym, w którym to przedmiot eksperymentu – człowiek poddany jakiejś instytucji, jest autorytetem poznawczym.

To zdaje mi się usprawiedliwiać panarchizm. Pozwolę sobie na empiryczną tezę: system w którym podstawy ładu politycznego tworzone są przez realne umowy, które da się zerwać i które można swobodnie zawierać, sprzyja eksperymentom mającym na celu maksymalizację wolności. Oczywiście można ją krytykować nie tylko za pomocą danych empirycznych – jest ich zresztą mało. Ale można.

Co ze wbudowanymi w nas ograniczeniami? Co, jeśli pewne rzeczy musimy chcieć? Czy też możemy być w takich sytuacjach wolni, więc jeśli ktoś nas wyhoduje lub wychowa tak, byśmy mieli te ograniczenia, to nie odbierze nam wolności? Wtedy libertariański raj mógłby być społeczeństwem panów i niewolników. Absurd.

Dwie sprawy: jeśli nie możemy wybierać, to czy jesteśmy wolni? Jeśli nie (a nie jest to twierdzenie kontrowersyjne), to mamy non sequitur. Z tego, że ktoś nie jest całkiem wolny w sytuacji, w której nie może robić co chce, nie wynika wcale, że ktoś, kto może robić co chce, jest zawsze wolny.

I druga: co innego, że jesteśmy ograniczeni, co innego, jak to się stało. Np wychowanie po prostu nie jest wolnościowe i może mieć uzasadnienie głównie konsekwencjalistyczne. Hodowla tak samo: może mieć wolnościowe skutki, ale wątpię, że może mieć wolnościowe metody. Znowu więc usprawiedliwienie musiałoby tkwić w konsekwencjach. Zwróćcie uwagę czytelnicy na jedno: że wiemy, że metody będą niewolnościowe, najprawdopodbniej. Inaczej niż w przypadku panarchizmu – tu to prawdopodobieństwo jest o wiele, wiele mniejsze. Panarchizm nie wymaga usprawiedliwienia jako taki, w takim stopniu, w jakim wymaga go tylko takie rozwiązanie w jego ramach, które pozwala na hodowlę ludzi o naturalnej skłonności do posłuszeństwa, czy o innych silnych usposobieniach. I ta różnica stopnia tworzy różnicę jakościową. Bo to rozsądne, pomyślcie: jasne, w ramach panarchizmu możliwe jest umówienie się eugeników – i to jest jakiś zarzut, ale od niego do zarzutu popierania hodowania niewolników daleko, bo to jeszcze wcale nie pociąga za sobą tego, że wolno im będzie dowolnymi środkami produkować sobie poddanych.

I tyle.

Polityka egoizmu

Posted in Uncategorized with tags , , on Czerwiec 2, 2011 by Jaś Skoczowski

Moje myślenie jest monotonne. Jest jak szara sraczka – nudna, ale niepokojąca. Przynajmniej dla mnie.

No ale to moje myślenie. Nie będę myślał za kogoś innego cudzymi myślami. Temat poruszony tutaj już pierdylion razy zostanie znów powtórzony. Właśnie dlatego.

Są dwa rodzaje polityki, które dziś dla mnie są ważne i dziś je omówię – pierwszy, to typ nieosobisty. Człowiek uprawiający tego typu politykę może się w nią angażować, może też prezentować ją sobą. Może być tak na niej skupiony, że będzie ona wyrażała jego tożsamość. Dlaczego nie jest osobisty? Ze względu na ten porządek, zgodnie z którym ktoś wyraża się poprzez uprawianie polityki, bo ten konkretny nurt polityki, który on uprawia jest nurtem, który go pochłania tak, że jego życie jest mu podporządkowane. Oczywiście mniej lub więcej, ale jest.

Tego nurtu polityki nienawidzę, choć czasem w niego wpadam. Nie chcę być kukiełką własnych przekonań, choć to trudne i nie chcę mi się tłumaczyć dlaczego, ale tak jest, moim zdaniem. Tego typu przekonania polityczne (ale także etyczne, religijne itd) czynią ze mnie coś, czym być nie chce. Chce łakomie badać świat, a nie tylko iść przez niego utartym schematem. Tego typu przekonania, moim zdaniem, dostarczają takiego schematu i koniecznym jest przyjąć go, by je wyznawać. Jednocześnie trzeba się do nich przywiązać, czyli kultywować je w sobie w taki sposób, że nie godzi się to z ich odrzucaniem.

Drugi rodzaj polityki jest właśnie egoistyczny. Jeśli politycznie jesteś egoistą, traktujesz swoją politykę instrumentalnie. Nie tylko prezentujesz pewne poglądy i praktyki polityczne. One prezentują Ciebie. Są takim sposobem na mówienie „ja” (u niektórych wychodzi wtedy „jajajajajajajaja” czemu blisko jest oczywiście do fapfapfapfap). To wyklucza podporządkowanie się jakiejkolwiek idei politycznej – po prostu egoista szybciej się wycofa z jakiegoś poglądu albo będzie go realizował niekonsekwentnie, niż porzuci dla niego cokolwiek innego w nim, co podpowiada mu takie a nie inne zachowanie. Oczywiście, egoista może nie słuchać każdego swojego przekonania, o ile w ogóle jest do tego zdolny, instrumentalizm o którym przed chwilą napisałem nie odnosi się tylko u niego do polityki – egoista to nie jest po prostu ktoś, kto kieruje się swoim sumieniem. Wszystko, co jest w zasięgu jego mocy on traktuje instrumentalnie, by uprawiać siebie za pomocą tych środków, także swoje sumienie, jeśli ma nad nim kontrolę.

Druga opcja godzi się zdecydowanie lepiej z tym, co nazwałem „łakomym badaniem świata”, czyli tym, co można nazwać po prostu przeżywaniem (przeżuwaniem?) go po swojemu. Nie godzi się jednak do końca z anarchizmem, chyba, że on sam miałby być egoistyczny. Ale jaki to jest anarchizm egoistyczny? Taki anarchizm jest pluralistyczny i niejasny – bo musi pozostawiać egoiście swobodę do dbania o swoją dupę, a egoista nie zna tak do końca okoliczności, w których będzie musiał działać, ani swoich kaprysów w tych okolicznościach. Ta niejasność przeszkadza np. Maćkowi Dudkowi. Bez tej niejasności nie da się być egoistą, chyba, że toś ma szklaną kule i nieprawdopodobną znajomość samego w siebie. A egoizm przecież jest taki fajny.

No i chyba to sprawia, że jaśniejszym znowu staje się to, dlaczego jestem tez panarchistą. To jasne sformułowanie wizji politycznej pozwalającej na wiele nierozstrzygniętych kwestii, które mogą być rozstrzygane za pomocą postulowanych procedur, które oparte są na dobrowolności uczestnictwa w związkach między ludźmi.

EDITH: poprawki naniosłem.

Prościutka hipoteza

Posted in Uncategorized with tags , on Maj 17, 2011 by Jaś Skoczowski

Gdyby ludzie mogli wybierać system władzy, któremu mają podlegać i rezygnować z niego, byliby bardziej wolni, w sensie – mieliby więcej mocy, mogliby robić więcej, niż teraz. To moje przypuszczenie.

Chodzi o możliwość wyboru do której wystarczy oświadczenie woli, a nie zrobienie czegoś więcej, np. emigracja.

Oczywiście, do tego potrzebny jest jakiś zakres praw, który nie byłby kontraktowy, ustalany przez strony umowy, regulujący przynajmniej to, kiedy można zerwać umowę. Zapewne musiałby uregulować też, co z tymi, którzy będą objęci czyjaś władzą, choć nie będą mieli nic do gadania, bo są, kim są – noworodkom, upośledzonym umysłowo w takim stopniu, że nie pojmą, co to znaczy umowa i osobom chorym psychicznie. To nie dyskwalifikuje pomysłu, to tylko wskazuje na to, że jeśli miałby być bardzo konsekwentnie wolnościowy, to to ludzie go tworzący musieliby dalej być libertarianami czy anarchistami. Tak samo jak możliwość, że ktoś po prostu zastosuje chamską, fizyczną siłę i wszystkich sterroryzuje. To można zrobić zawsze. Tak robią ludzie teraz. I bardzo często robią to ludzie zrzeszeni w państwa i robią to skutecznie – bo państwo to instytucja, za którą stoją instytucje, za którą stoją instytucje. Czyli ostatecznie państwo to coś, co jesteśmy nauczeni akceptować, choćbyśmy wcale nie chcieli. To jest zresztą argument za tym, że nawet umiarkowany sprzeciw wobec państwowych, zaledwie, okrucieństw (a nie jakiś tam podatków), jest już antypaństwowy. Państwo straci swój charakter bez dostępu do środków sprawiania ludziom cierpienia, sama władza instytucjonalna nie wystarczy. Sprzeciw wobec okrucieństwa, powszechny, osłabiłby państwo bardziej, niż cokolwiek innego, bo zmusiłby je do wykorzystywania bazowych instytucji w sposób charakteryzujący się empatią.

Co przemawia za moim przypuszczeniem (tym z góry, nie tym z mniejszej góry)? Współczesne państwa działają inaczej i mają chronić słabszych przed silnymi – to element propagandy większości z nich. Nie robią tego w taki sposób, żeby to prowadziło do zapewnienia słabym silnej podmiotowości. Kierunek jest inny – Ty zbywasz się wolności, my Cię chronimy. Wiąże się to silnie z tym, że osoby, które mają o mnie dbać są ze mną związane luźno poprzez nasze wzajemne uprawnienia – oni mogą mi więcej niż ja im. Gdybym mógł odmówić współpracy, „taniej” niż to jest teraz (dużo „taniej), bez ruszania się z miejsca), to byłby dobry punkt wyjścia do przywrócenia większej równowagi. Mógłbym im więcej, oni mnie, to już byłaby wolność, bo moglibyśmy się rozejść, jak w przypadku rozwodu, a przecież wiązalibyśmy się, bo się potrzebujemy, bo potrzebowalibyśmy jakieś wzajemnego zachowania się, współpracy – byłaby karta przetargowa. I co tez ważne, z tego powodu, oni i ja mielibyśmy mniej powodów, żeby coś mi, a ja im, zrobić przykrego, i to byłby następny krok. W kierunku ukochanym.

Przyznae wa siee braciaff i siostrychwww…

Posted in Uncategorized with tags , , on Kwiecień 25, 2011 by Jaś Skoczowski

że popełniłem kilka głupstw. W rozmowie z propertarianami ciągle zapominam, że nie prezentuję uniwersalnego panaceum na problemy. Nie podzielam wszystkich potrzeb innych ludzi. Pisząc jak najbanalniej. Moim celem jest żyć tak, żeby innym nie wchodzić w drogę, ale tylko jeśli to nie ma doprowadzić do kompletnego zaprzeczenia moim dążeniom, potrzebom, marzeniom i temu podobnym pierdółkom.

Propertarianie mają mnóstwo swoich fetyszy i tak przedstawiony problem wymaga jednak dalszej ich akceptacji. Nie w imię tolerancji, tylko nie tracenia sobkowstwa, egoizmu, egocentryzmu czy jakie tam jeszcze można synonimy wymyślić.

Tak, to ja mam problem jestem egoistyczny i indywidualistyczny zarazem, od narodzin, a dopiero od niedawna mniej więcej wiem, jak to układać można, żeby mi było miło. Jak to zwłaszcza wyrażać. Jedną z wymogów takiej mieszanki (wbrew pozorom bardzo trudnej do uładzenia) jest umiejętność wyrażenia czegoś, co nie tylko wyraża moje, pardon my frencz, preferencje, ale także mój szacunek dla preferencji innych ludzi. Nie może to prowadzić do akceptacji wszystkiego, co ludzie robią, bo chcą robić. Dobrym modelem jest pan policjant – nawet jeśli w sumie osobiście nic do mnie nie ma, nawet jeśli jego praca nie wiąże się z tym, że ma jakiś światopogląd, to fakt, że zarabia, tak, a nie inaczej już mi zagraża, bo że ma mnie w dupie, a jak się wykaże, to się wykaże, to może mi wlepić mandat za picie piwa w przedziale pociągu. (A byłem kurwa grzeczny. I prosiłem [słowo, które może znieważać funkcjonariusza na służbie, ba, pewnie znieważa] o upomnienie, bo przecież wszyscy i tak piją, jak was nie ma. No to dali mandat. Mam nadzieję, że ich praca zejdzie im na odcinaniu 15letnich samobójców.)

Dlatego panarchizm wydaje się takim miłym i do przytulenia pomysłem. Wybierasz coś dla siebie i mnie w to nie mieszasz. Nie chodzi o to, że nie dojdzie do konfliktu, ale one nie będą w naszej intencji zawarte, to niekoniecznie dużo, ale to coś.

EDITH: ach czemuż to czemuś indywidualizm wymaga i egoizm wymaga tego ode mnie, paluszkiem kategorycznie wskazując? Bo jak zaczynam innym indywidualistycznie meblować życie, choćby w imaginacji, to zaczynam za bardzo wskazywać komuś obowiązki, a to mało indywidualistyczne (moim zdaniem w ogóle etyka jest mało indywidualistyczna, nawet ta bez obowiązków), a jak znowu za bardzo dbam tylko o siebie, to traktuję ludzi, jak narzędzia. A ludzie nie są narzędziami, coś, czego kol. FatBantha nie potrafi objąć rozumkiem albo nie chce. Ludzie wybierają, jeśli zaczynam wpływać na ich wybory, to wchodzę z nimi w pewne kolektywne my, w ramach którego działamy. Czym skutecznie jestem do nich przystosowany, tym bardziej moje zamiary i wszelkie inne intencje są kolektywne, a nie pojedyncze. Przestaje wyrażać moim zachowaniem siebie, czym bardziej kimś rządzę.

Panarchizm

Posted in Uncategorized with tags on Kwiecień 22, 2011 by Jaś Skoczowski

Zasady są proste: podlegasz tylko tej władzy, którą zaakceptowałeś i tylko tak długo, jak chcesz, o ile nie łamałeś przyjętych przez siebie zasad. Paczciepatrzcie, jakie piękne.