Archiwum dla normy

O wartościach któryś raz z kolei

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Marzec 7, 2012 by Jaś Skoczowski

Że wartości są balastem w tym świecie, dla mnie, gdy mam o sobie decydować. Wartości, które są czymś lub czemuś przysługują niezależnie od tego, czy to coś mi się podoba, czy tego chce (robić, mieć itd) mogę zignorować. Nie mogę zignorować oddziaływań fizycznych, ale do cholery, mogę zignorować wartościowanie kogoś kierujące kimś gdzieś. Zignorować w tym sensie, że nie wartościować tak jak on. Jeśli chodzi o wartości, które miałyby przysługiwać czemuś lub czymś być ze względu na to, że coś by mi odpowiadało jakoś, podobało się – to przecież wtedy takie wartości swobodnie byłyby nadawane przeze mnie rzeczom. Wartość redukowałaby się do tego, co mi się podoba. Po co mi by w świecie były wartości? Czemu miałby je szukać, w sensie takim, że mógłbym ich nie znaleźć? No i dlatego, dla mnie wartości to balast. Może są, ale są mniej ważne od małego, niebieskiego czajniczka pomiędzy Jowiszem, a Saturnem. Ważne jest to, co czuję i myśli. Ważne jest, by umieć tego „słuchać”. Bo owszem, możliwe jest, że człowiek coś czuje lub myśli i mu z tym przykro. A ja jestem tym człowiekiem, właśnie takim. Normy natomiast są przydatne dla mnie tylko jako normy techniczne.

Można powiedzieć oczywiście, że nie ma ludzi nie wartościujących. Ale koniecznie muszą być tylko tacy, który wartościują w sensie, w którym można wartości wyeliminować, bo można samo wartościowanie sprowadzić do tego, że coś się komuś podoba, a wartości – do tych cech, które się podobają. Taka radykalna relatywizacja nie pozwala na kierowanie się wartościami. Coś może mi się podobać (być wartością tym sensie), a potem przestać i już nie być. Ja wtedy nie neguję wartości, w przyjętym sensie, po prostu nic nie jest wartością dla mnie, czego nie chce osiągnąć. Natomiast wartości, których nie da się zredukować do cech przedmiotów, które mi się podobają, to ja mogę zignorować. Balast pozostaje balastem, gdy mam o sobie decydować.

Podstawowe zarzuty do tak przedstawionej postawy, jakie spotykam, to te, że to nie może być postawa moralna pozwalająca komuś być rewolucjonistą. Ludzie którzy tak uważają myślą, że ludzkie pragnienia nie mogą doprowadzić do rewolucji, że muszą to być pragnienia skierowane na realizacje jakiejś normatywnej wizji. Dlaczego? Czemu ludzie, mocno czegoś pragnąc, nie mogą zmienić zasad życia z sobą? Nie widzę powodu, owszem, oni nie robią tego zawsze i ciągle. Ale brak permanentnej rewolucji nie świadczy o niczym. Ta postawa natomiast, owszem, jest skrajnie indywidualistyczna i gdyby kiedyś jednak doprowadziła do rewolucji, to skrajnie indywidualistycznej, czego sobie i wam życzę. :)

Normy

Posted in Uncategorized with tags , on Styczeń 7, 2012 by Jaś Skoczowski

Normy są przepisami na ludzkie zachowanie. Jakkolwiek są przekazywane, ich treść opisuje to, co ktoś ma do robienia. Normy mogą się praktycznie wykluczać. Jak wskazać ważniejsze i mniej ważne normy, które się ze sobą kłócą, nie odwołując się do preferencji jednostek lub społecznie przyjętych wartościowań? Kilka odpowiedzi – Bóg, natura człowieka, charakter relacji między ludźmi. Na przykład. Pozwolę sobie je podsumować – podkreślają nasz wgląd w rzeczywistość, taki głębszy, który pozwalałby wyjść poza naszą perspektywę – Boga nie znamy, może nam się objawić (co nie jest zwyczajną częścią naszego życia), relacje między ludzkie to muszą być te też, których nie znamy, natura ludzka to nie może być tylko ta, która jest tylko jednej osoby lub poznajemy ją dla jakiejś grupy.

Czyli albo muszę zrobić coś niemożliwego, bo nawet jak siebie przekroczę, to będę sobą, tylko zmienionym (a tu musiałbym pozostać niezmieniony, wrócić do perspektyw, jednak dalej rozumieć i czuć obcy mi sposób czucia i rozumienia świata) albo bezwolnie podążać za moimi impulsami lub tym, co innym zdaje się słuszne, by przestrzegać norm, bo są one tymi słusznymi normami.

No chyba, że słuszne jest to, co mi się podoba i powinienem robić to, co chce robić.

Tak moim zdaniem przedstawia się sprawa z ludzkim życiem. Nie ma tożsamości między przyjęciem zewnętrznego autorytetu określającego tego, co mamy robić, a afirmacją siebie, nigdy. Bo tylko odrzucenie autorytetu innych ludzi, Boga, wierności ludzkiej naturze oznacza z jednej strony wybór wywalania się władzy innych i kierowanie sobą, a z drugiej – swobodne, nie skrępowane abstrakcyjnymi granicami, rozwijanie się.

Ps. Preferencje też nie są tym, co może wyznaczać normy osoby afirmującej samego siebie – nie są wystarczające, są tylko konieczne. Jeśli tylko kieruje się moimi potrzebami, to nie potrafię z nich zrezygnować. Jestem więc mniej pod własną kontrolą i mniej swoim tworem, niż gdybym był w stanie przestać czegoś chcieć. Stąd nie ma mowy o tym, że kiedykolwiek robię coś niesłusznego, gdy odrzucę wskazane przeze mnie kryteria słuszności i pozostanę przy tym, że to ja wyznaczam dla siebie, co dla mnie słuszne. Czy to jest jeszcze etyka? Dziwna, nie można w niej złamać żadnej normy.

Wszystkie byty są nienormatywne.

Posted in Uncategorized with tags , , on Sierpień 3, 2010 by Jaś Skoczowski

Tak jak napisałem w opisie, tak widzę świat. Wiem, że mogą istnieć inne perspektywy, ale dla mnie byty nie mają wymiaru normatywnego. Gdy mówię o normach, mówię o czymś dla mnie bezsensownym (nie bezsensownym w ogóle, ale wogól nie jest miejscem, w którym mieszkam i jest miejscem, w którym mieszkać najzwyczajniej nie mogę). Wszystkie prawa i obowiązki, o ile nie są umowami, są niczem dla mniem.

To nie jest uboga perspektywa. Ona jest co najmniej równie bogata, co perspektywa normatywistów, dowolnych. Ale ma jedną zasadę porządkowania mniej, bo jeśli nie ma norm, to nie ma zastosowania do zasady „to co jest normą klasyfikuj do norm”. Świat, w swoim bogactwie, wydaje mi się bardziej płaskim, bo dla mnie brakuje w nim norm, choć oczywiście piętrzy się inaczej, ze względu na inne rozróżnienia, która akceptuje.

Dla mnie nie ma norm, więc dla mnie odwoływanie się do norm niczego nie usprawiedliwia. Dobro i zło są zawsze kwestią wyboru, a że jestem bardzo egoistyczny, wybieram co najwyżej zawsze to, co dobre dla mnie, a to może być złem.

I tu mogę na chwilę przestać zafapiać się sobą.

O powszechności banału w rozumowaniach normatywnych

Posted in Uncategorized with tags , on Luty 20, 2010 by Jaś Skoczowski

Sądzić, że coś powinno być jest czymś strasznie oczywistym, bo potrafimy całkiem swobodnie popadać w przesądy. Człowiekowi nie zagraża stała niepewność, tylko łatwość nabierania przesądów, a jednocześnie odczuwanie słuszności jest bardzo różnorodne. Twierdzę, że bardziej, niż np. kolorów czy przedmiotów przestrzennych, czy pobudzeń zmysłowych (to słowo wydaje mi się bardzo niezgrabne, ale nie przychodzi mi do głowy żadne inne), uczuć, myśli. O tym wszystkim łatwiej nam (nieznacznie, ale jednak) mówić ze sobą, niż o tym, co powinno być, a co nie.

I to twierdzenie też wydaje mi się strasznie oczywiste.

Dylemat: czy raczej być nie-sobą, czy pierdolić?

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , on Grudzień 1, 2009 by Jaś Skoczowski

Hyhyhy, takie napuszone tytuły po prostu, jak to mówią na internatach, FTW. Mogę rozumieć siebie jako z czymś tożsamego, lub nie. Ten drugi sposób rozumienia siebie przysparza mi mnóstwo kłopotów, bo ostatecznie chyba musiałbym przyjąć egzotyczne rozumienie słowa tożsamość (inne niż w przypadku rozumienia tożsamości jako funktora logicznego stwierdzającego tożsamość logiczną między myślami, czyli wtw), albo sobie poszybować poza logikę klasyczną, a ona taka fajna. Poza tym, ekhm, doskonale rozumiem ludzi, którzy będą powątpiewać, że ja nie jestem wyrażalny, przecież gadają do kogoś, kogo jakoś rozpoznają, więc pewnie – jakoś sobie potrafią przedstawić, a to sugeruje jakiś opis, a ten zapewne – będzie sam ze sobą tożsamy.

Natomiast założenie, że jednak dałoby się mnie scharakteryzować ma tę wadę, że o to można byłoby mnie scharakteryzować jako objętego jakąś normą zachowania. I to może w osobnikach takich jak ja budzić bunt, bo ja nie lubię „powinieneś” i w ramach konsekwencji zdążyłem znielubić też „wolno Ci”, „możesz”, „masz prawo”, o ile takie rozpatruję się pewną absolutną słuszność takich zwrotów, że ją wyrażają, a nie np. zgodność z pewnym kodeksem norm. I skoro moją tożsamość można określić normatywnie (a czemu nie?), to czy to nie jest taki zamach na moją, autonomię zrobiony za pomocą języka?

Nie. Język czy sposób myślenia sam w sobie nie odbiera nam autonomii, to bajka i dosyć groźna, bo skłania do zawieszenia dalszych dociekań.ależ odbiera, eh, kurwa, zawsze muszę jebnąć coś, co potem widzę jako babol. Przecież jednym z uprawnionych elementów charakterystyki każdego człowieka jest też opis tego, czego on chce. I nie ma nic błędnego w stwierdzeniu, że choć ktoś jest zobowiązany do czegoś, to wcale nie chce tego zrobić, tak samo, jak nie ma żadnego błędu w opisie kogoś, kto nie chce korzystać ze swojej wolności (braku determinacji normatywnej jakiegoś zachowania) lub prawa.

Wybieram więc drugą opcję: pierdolę, o ile mogę. Nawet jeśli ja, całkiem zupełnie opisywalny ja, jestem zobowiązany do czegoś, to głęboko to pierdolę, mam wyjebane, chuja na to kładę. Robię tylko to co chcę, tylko ze względu na whim, gust, zachciankę, smak, kaprys. IIHAAAAAAAAAAAA.

Miałem kupić coś i tak se myśle przed ladą prosze Pani, a kolejka stoi kurwa…

Posted in Uncategorized with tags , , , on Listopad 14, 2009 by Jaś Skoczowski

Jaka może być ukryta motywacja stojąca za chęcią robienia tego co dobre, słuszne itd.? Dlaczego robić to co słuszne, w oderwaniu od tego, że ktoś może mi dać w łeb za inne zachowanie? To jest podobno stare pytanie, nie mogę tego potwierdzić, przecież ja się raczej nie znam, podkreślam tylko, że ja go nie wymyśliłem, więc innych chyba tez wierciło gdzieś w kiszce.

Nie chodzi mi o to, skąd mogę wiedzieć, że coś jest dobre lub złe. Tu mam pogląd taki, że wyjaśnień jest mnóstwo, od najprostszego realizmu bezpośredniego zaczynając – że mamy wgląd w charakterystykę normatywną danej sytuacji i tyle. To wyjaśnienie zresztą bardzo mi się podoba właśnie ze względu na prostotę. Ja się pytam, czemu ma mnie obchodzić słuszność? Wiem, że pewnie pytam się raz kolejny, czemu, no ale czemu?

Nic nie muszę, mamusiu!

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Październik 21, 2009 by Jaś Skoczowski

Znane mi pomysły na dystrybucję władzy nad sobą i innymi (większości nadanie komuś władzy nad sobą daje mu prawo do władania kimś albo możliwość zwrócenia się do kogoś obdarzonego władzą, by to zrobił. Bez dopuszczenia tego popadamy w trudności techniczne, czyli związane z pytaniem: jak to zrobić?) są w znacznej mierze zbudowane z norm i zasad tworzenia norm (czy będą te zasady dotyczyły głównie aksjologii?). Pewien rodzaj norm, dosyć popularny, jest natomiast w specyficznej relacji do woli ludzkiej. Ludzie mogą chcieć robić coś niezgodnego z normami. Nie chodzi mi tu o sytuację, w której nie zgadzają się z nimi, tylko taką, w której ktoś chce czegoś, a to coś można osiągnąć tylko wtedy, kiedy chcący zrobi coś niesłusznego w jego własnym mniemaniu.
Chyba już pisałem, że dla mnie taki rodzaj rozumowania jest absurdalny, piękny czy interesujący, ale dziwny (uwaga: to, że dziwny nie oznacza wcale, że zupełnie mi obcy). Słuszność, choćby wynikająca z tego, że czyn jest dobry, lub jego skutek, jest dla mnie tak kompletnie dziwna, jak tylko może być, na poziomie psychologicznym, gdy sprawa dotyczy czyjejś woli. Co to znaczy chcieć czegoś niesłusznego? Jaki w takim razie ma stosunek ktoś do normy? Jak można uznawać normę za słuszną i nie wypełniać jej? Zakładam, że można, bo sam czegoś takiego doznałem. Ale jak bardzo dziwnym jest taki stosunek do normy! Dlaczego odczuwamy to coś dziwnego, dlaczego odczuwamy niewłaściwość? I dlaczego niby mielibyśmy się poczuciem nie/własciwości kierować, dlaczego wręcz nie przezwyciężać go – tak jak strachu przed pająkami np?
Jeśli teraz ja mam rację, to są poglądy dotyczące władzy, które odwołują nas do absurdalnej postawy, a jej absurdalność wynika z tego, że słuszność nie pozwala wyciągać jednoznacznych wniosków. Słuszność czegoś nie może nas tak po prostu skłonić do czegoś, potrzebna jest nasza dobra wola. I ona się pojawia wraz uznaniem czegoś za słuszne. Można się na to godzić. Ale można tez to odrzucać – skoro możemy tępić u siebie inne nawyki/odruchy, czemu nie ten?
Co wtedy pozostanie z pomysłów na politykę? Rozwiązania poprzedzone słówkiem „x chce/ę”. Trwoga prawda? Bo przecież wiemy, jak bardzo często chcemy rzeczy nie zgodnych ze sobą, jak trzeba się się na pocić, by mieć, to, czego chcemy w zgodzie z innymi> Rzecz w tym, że ja jednak wolę tak, niż mieć głowę napchaną przekonaniem o tym, że z jakiegoś powodu powinienem lub mam prawo do czegoś.