Archiwum dla miłość

Tezy metafizyczne z komentarzem. I postskryptem. I drugim postskrytptem, nie całkiem już na temat.

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , , on Grudzień 9, 2012 by Jaś Skoczowski

Metafizyka dla mnie to coś, czego nie sprawdzam. Metafizyczne jest więc to, czego nie sprawdzam. Tych tez więc nie sprawdzam, gdy je zapisuje. To teraz je zapiszę.

1. Jest prawda i jest fałsz. Czymkolwiek są, prawda wyklucza fałsz.
2. Prawda nie zawsze daje pewność, fałsz nie zawsze jest źródłem niepewności.
3. Prawda może być być osiągnięta w stanie niepewności, fałsz – w stanie pewności.
4. Możliwe, że niektóre prawdy mogą być osiągnięte tylko w stanie niepewności i możliwe, że niektóre fałsze można osiągnąć tylko wtedy, gdy przebywa się w stanie pewności.

koniec tez

Miłość jest całym prawem, miłość podług woli

komentarz: Dzieci, podobno, często nie rozróżniają między prawdą i fałszem. Trzeba ich tego nauczyć, tego rozróżniania. Dorośli często traktują pewność jako gwarant prawdy, a niepewność – jako oznakę fałszu. Możliwe jest działanie w stanie niepewności pozbawione wahania. Możliwe jest działanie wahliwe w stanie pewności.

Zastanawiające jest, czy kojarzenie prawdy z pewnością nie wynika z niepowodzeniami w osiąganiu prawdy w dzieciństwie? Proszę zauważyć – osiąganie prawdy przez dziecko odbywa się w środowisku, w którym są ludzie, a nie jeden ludź i jedni ludzie drugim ludziom mówią, jak należy poznawać prawdę. Co jeśli nauczyciel kłamie? Co, jeśli się myli?

Ps. Ten wpis zawiera fałsz. Uwagi, które zapisałem przed tezami zapisałem po tym, jak napisałem tezy i opublikowałem wpis. Ten wpis był także inny na początku jeszcze w ten sposób, że w pierwszej wersji nie pytałem się o to, co się dzieje, gdy nauczyciel się myli.

Ps. Notka jest o prawdzie, to teraz będzie o pięknie. O to są trzy zdjęcia pięknych ludzi lub człowieka.

emma_portrait - rare & sexy

Emma starsza

Emma stara

Tak, uważam, że ta kobieta była piękna lub te kobiety. Na każdym zdjęciu kobieta jest piękna w inny sposób. Tak, nie uważałbym jej za piękną, gdyby nie to, co robiła, bo pewnie nawet bym nie wiedział o tym, że istniała. I tak, nie widać na zdjęciach, co robiła w swoim życiu.

Jeśli to nie moja rewolucja, nie tańczę

Posted in Uncategorized with tags , , , , , on Grudzień 14, 2011 by Jaś Skoczowski

Te słowa, które nie są słowami Goldman, są dla mnie ważniejsze, niż te o pracy i chlebie. Choć w zasadzie mówią o tym samym. Ludzie mają potrzeby, niezależnie na ich hierarchię. Tak, ta hierarchia określa kim jesteśmy. Ale nie tym, czym możemy być. Tak, bo hierarchię wartościowania można zmienić. Hierarrrrrrarchie wartości zmieniały się i zmieniają. Może podlega to jakiś prawom rozumianym jako prawa natury. Rzecz w tym, że gdybym chciał pogadać z fizykiem o prawach natury rozmawialibyśmy prawie kompletnie różnymi językami ze sobą, choć słowa tam byłyby w nich podobne – przynajmniej na ten temat. Czy miałbym gadać o tym z psychologiem? A na ile znają psychologowie psychikę ludzi sprzed 5000 lat? Odczytane teksty, z trudem odczytane, często z bardzo rzadkich materiałów odczytane – jak w nich wyrazić motywacje moralną? To, co ludzie chcą robić, bo to dobre i to co po prostu należy, bo należy. Itd?

Stąd nie, ja nie wiem, jaka jest do końca moja hierarchia wartości, bo mma kiepski materiał porównawczy. Wiem, że kocham i jestem zakochany, ale to nie wiele wyjaśnia. Jestem i już. Ludzie, którzy wiedzą, dlaczego taki jestem (czyli dlaczego mam tą hierarchię wartości) nie mają mi wiele do powiedzenia o mnie. Bardziej odpowiada mi obraz mnie jako np. paczłorka (mrugam do Ciebie, Diablątko). Bardziej interesuje mnie możliwość badania siebie i świata choćby przez badanie siebie i badanie innych. Nie wiem do końca, co to jest ten paczłork, ale chyba można przynajmniej do niego przyszyć łątkę do łatki. A może nawet można przerobić. Ludzie patrzący na mnie mają dla mnie więcej ciekawych informacji, choć tak, te informacje są często przez to sprzeczne.

Dlaczego nie miałbym tak postrzegać innych? I teraz, prosto (a nie wiem do końca, czy to jest dobre uproszczenie) mówiąc – jak chce dla nich dobrze, to wymagałoby to ode mnie tez potraktowania ich jak poczłorków, bo się podrą. To nie tyle jest dla mnie oczywiste, ale to jedyne zdanie, którym potrafię odpowiedzieć. Co znaczy, że cenie tę jakość (to jest dobre słowo?), które jest paczłorkowatością. Acz owszem, nie do końca go ogarniam. Nie mogę być tak sprawni, jak inni, za dużo szczegółów. A i tak je przegapiam.

Podejrzewam nawet, że są ludzie zdecydowanie bardziej zbudowani – wiem, że po prostu robię w życiu coś innego, a oni coś innego. To najważniejsze. Nie to, że coś myślą, nie to, że się ruszają. Robią. To, że dostrzegam (nie potrafię zrobić z tego czasu przyszłego, jezu, nie potrafię po polsku) w nich nieco nieładu. Nie cały nie ład. Jest porządek. Który można wywrócić i przewrócić i dalej będzie porządkiem. Nawet wiec uporządkowani przypominają coś, co czego można coś dodać.

Nie wiele, w porównaniu do tego, co sobie potrafię wyobrazić, mogę. Haha. Jednak mogę ćwiczyć jogę i zrozumieć, po co jest w kolejności asanów powtórzenie pierwszej figury – w ten sposób poznaje siebie i nie tylko, o czym już pisałem. Bo to jest taniec.

Moja bezradność to nie jest to, czemu pozwoliłbym sprawić, że przestanę być sobą. No chyba, że obiecywałoby to kogoś ciekawszego. :)

wiersz: mój Diabełek

Posted in Uncategorized with tags , on Grudzień 3, 2011 by Jaś Skoczowski

znam Diabełka

Diabełek ma w sobie co najmniej
jeszcze jednego małego
Diabełka

myślę jednak, że ma ich więcej
tylko je chowa i podmienia
i że Diabełki mniejsze
też mają Diabełki

potrafię przywołać małego Diabełka
i pojechać do Diabełka
to czyni mnie szczęśliwym
i spokojnym

Diabełek potrafi mnie rozgrzać
rozmiękczyć i wypieścić
czasem sam, czasem przez małego Diabełka
nie umiem się nadziękować

Diabełek potrafi też, jeśli zechce
spalić całe to papierowe szczęście origami
dlatego jest Diabełkiem

– 0

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Październik 12, 2011 by Jaś Skoczowski

Tak się złożyło, że jestem bardzo przywiązany do samego siebie. Nie chodzi o to, że bronię swojej tożsamości, czy staram się jasno przynajmniej ja określić. Takie próby kończyły się zmęczeniem i wcale nie czuję się z nimi swojsko – czyli tym bardziej to mnie nie przywiązuje do mnie samego. Raczej – jedyne co pozostaje mi, to być spontanicznym, bo wszelkie intencjonalne działanie mi nie wystarcza. Gdybym miał trzymać się działań, które mają swój przedmiot i ich istnienie zależne jest od tego, czy mogę sobie je uświadomić (tak można scharakteryzować działanie z intencją, za wikipedią i Searlem). Jednak nawet działanie spontaniczne, pozbawione intencji, nie pozbawia mnie poczucia siebie. To poczucie to nie jest już nazywanie siebie, twierdzenie, że się jest, nie jest też wskazywaniem siebie itd. (wszystko to jest intencjonalne). To poczucie jest po prostu czuciem samego siebie, bez pośrednictwa jakichkolwiek znaków – jeśli nigdy tego nie czułeś, to zwyczajnie jesteś tego pozbawiony i nie da Ci się tego wytłumaczyć. Nie mogę wytłumaczyć, ale wskazuję na wnioski Anscombe dotyczące słowa „ja” – że nie jest ono nazwą, moim zdaniem to dobry drogowskaz dotyczący tego, co to znaczy, że ktoś siebie czuje. Nie umiem się go pozbyć, tego poczucia, kocham go. To moje egoistyczne przywiązanie, nie będę zbawiony.

No ale przecież nie szukam zbawienia. Już nie. Jestem przekonany, że po prostu czucie siebie to czucie tego, co we mnie jest puste, pełne i nijakie. Przez to nie można tego wskazać, bo przedmiotów nijakich i pustych nie da się wskazać. Mogę za to po prostu to czuć. Milcząco.

Ale to ma znaczenie polityczne. Fundamentalnie polityczne. To znaczy, że żadne moje określenie nie wystarczy mnie, bo kocham siebie i jestem do siebie przywiązany. To znaczy, że żadna wspólnota mi nie wystarczy do szczęścia, To znaczy, że muszę mieć szanse przemilczenia czegoś i bycia pozostawionym samym. I unikania innych. A zwłaszcza – nie wchodzenia w ich życie. Żeby to, co we mnie pozytywne nie brało góry nad resztą. Przez to jestem antypolityczny i przez to jestem anarchistą, zwłaszcza – indywidualistycznym anarchistą. Bo to indywidualizm nadaje się do wyrażenia pustki i nieokreśloności. I dlatego wielką szkodę wyrządziły mu te koncepcje, które podkreślały tylko pozytywne aspekty jednostek.

Choć oczywiście, szkodę indywidualiście robi sobie on sam, bo to co w nim pozytywne jest skazane na sukces. Język ma publiczny charakter i każdy jeżyk uprzywilejowuje to co pozytywne. Natomiast ludzie nie mogą ochronić się przed językiem zazwyczaj, wnika do nich bardzo wcześnie, a Ci, którzy zostali przed nim ochronieni, wcale nie muszą być szczęśliwsi.

Dlatego fajnie jeszcze kogoś kochać, znając to, co w nim da się opisać, lubiąc to, ale także starając się choć trochę uszanować w nim to, co musi przemilczeć, żeby czuć siebie.

Robertowi Antonowi Wilsonowi, Ludwigowi Wittgensteinowi, Gertrud Elisabeth Margaret Anscombe, Johnowi Rogersowi Searlemu, Lao Tsemu, Czuangowi Dze i wielu innym. Ale przede wszystkim i w pierwszej kolejności Diablątku.

EDTHŁ a sorry Max. Tak, Stirnerowi te sporo zawdzięczam, choć nic nie jestem dłużny, hyhy.

Miłość to śmierć

Posted in Uncategorized with tags , , , on Sierpień 24, 2011 by Jaś Skoczowski

Nie znam się na malarstwie. Nie znam się na malarstwie, ale: istnieje interpretacja obrazu „Ogród rozkoszy ziemskich” pana Hieronima Boscha, zgodnie z którą to obraz wyrażający typową dla okresu, w którym tworzył autor, pogardę dla cielesności, seksualności i pożądania. I że jest to wyraz bardzo ortodoksyjnego światopoglądu autora. No dobsz, przyjrzyjmy się pewnemu fragmentowi:

Ja na nim widzę Kolesia z Brodą wyglądającego na Jezusa, nagiego faceta, który nie reaguje na kobietę i laskę, która jest trzymana przez faceta za nadgarstek i ganiona. Paluszkiem. Teraz mała interpretacja, za co jest ganiona: raczej nie za to, że chciałaby coś z facetem zrobić, który leży bezradny. Cała pozycja jej ciała na to nie wskazuje. Hmhm.

Co jeszcze? Ano kotek, po lewej dolnej, który albo ucieka z dzieckiem (mało prawdopodobne, Bosch nie miał połamanych palców i potrafił namalować kociątko. Wierzę w to), albo coś upolował. Słowem: przemoc, strach, ból. W Niebie.

A co jest w środku obrazu, który ma wyrażać jakoby odrazę?

Jak dla mnie żadnej przemocy, bólu, strachu, za to dużo rozkoszy i symbole przemijania – poziomki (łatwo się psują i są cudowne). Wszyscy się cieszą się. Co ważne, postacie są ustawione, moim zdaniem, promieniście, nie ma tak, że skierowane są tylko w stronę piekła po prawej.

No właśnie, bo po prawej jest piekło. Opowiem wam o nim kiedy indziej, jak zobaczę je odrębnie. Na razie jedyna refleksja, jaka mi się nasuwa, to ta, że tam nie ma przemocy w sumie, tam jest bezradność, bezsilność, śmierć – bo cierpienie sprawiają ludziom istoty dość nieludzkie… Ale może to moje, zakrzywiające okulary.

Kolega z pewnego bloga anglojęzycznego (wkleję link kiedy indziej) zwraca uwagę na to, że podobno w Ogrodzie i Piekle pojawia si posta podobna do portretów i autoportretów Boscha – w raju jest malutka (podobno, ja jej nie znalazłem, ale mam kiepskie odbitki, jak widzicie), w piekle to „człowiek drzewo”. Na środku prawie są obydwie te postacie. Nie moja interpretacja (wkleję link do bloga, gdzie ona jest) brzmi: to obraz pewnego dystansu wobec i raju i piekła. Ale ja dodam tez swoją – to jednak wyraz uczestnictwa, w niebie Boscha nie ma. Teraz: dystans nie jest odrazą, dystans oznacza świadomość badawczą, świadome, intelektualne przeżywanie. Gdyby ja to tak przeżywał, to jeszcze bym ryczał i powtarzał, że to jakieś piękne. No i dodam – zauważyłbym, że nie mogę tak przezywać Nieba. Bo jest mi niedostępne. I co ciekawe, wcale nie wydaje mi się doskonałe, doskonały okazuje się Raj, jest tylko nietrwały.

Na koniec dwie rzeczy. Ta:

To jest obraz, jak się go zamknie. Ta kula to stworzenie, moim zdaniem zamyka w sobie i Niebie, i Eden, i Piekło. Wszystko. Z którego więc punktu nie wyjdziesz, w końcu możesz trafić do tego samego punktu. Tak, jasne, nie musisz. Ale możesz, a przecież wiesz, że trafiasz. A to znaczy, że to wszystko nie istnieje, bez tego wszystkiego („buy a ticket, take a ride”). Jeśli płaczę, to dlatego, że jest ta cholerna doskonałość Edenu, stąd mogę zacząć się radować, choć na chwilę, w moim płaczu. Porażająco głębokie prawda?

Druga rzecz:

PS. Tak, ten wpis jest jednym wielkim plagiatem Majewskiego. Oraz: tak, poprawię literówki. I błędy interpunkcyjne. Kiedyś. Na razie jestem zakochany.

Pobożny i okrutny jest Filip II Hiszpański

Posted in Uncategorized with tags , , on Sierpień 22, 2011 by Jaś Skoczowski

obym zawsze
wolał być bezbronny
niż na koniu i z mieczem

żebym kochał
zamiast nienawidzi(e)ć
wstawił to pierwsze w miejsce tego drugiego

miłość, miłość całym moim prawem, miłość podług woli

This i Call Pride

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , on Październik 18, 2010 by Jaś Skoczowski

Toto.

EDITH moja droga: co gdy coś spotyka Mnie takiego, że już tak mogę z Nią tak jak ze sobą prawie. gdzie jest moja miłość własna, no kurwa, ja Cię proszę moja droga? Jak bardzo muszę siebie oszukiwać?
Ona: Noooooooooooo no, Drogi Janie.
Editha, najsłodsza!: Nie wiem, czy Cię Cię kiedyś taką widziałem, a siedzę Ci w pępku. I tam powoli się rozchodzę na ciało?
Ona: No.
Edi, to Ci powiem, czasami: Wkurza mnie twoje milczenie, wiesz? Robisz mi to nie pierwszy raz.
Ona: Zakrzykiwanie siebie nic Ci nie da.
No dobra: Kocham Ja.
Ona: Ja też i proszę, nie baw się w ważenie, kto, jak, co, bardziej.
razem: [śmiech]

i roześmiała się. i pobiegła dalej, roześmiana. jak ja siebie nie-cierpię za to.
za te złośliwe, głupkowate uśmiechy.
ale mój Diabeł już woła.
prawie tupie nóżką. dla draki.

EDITH: tak, poporawiałem ten tekścik u góry.