Archiwum dla Max Stirner

Anarche znaczy, że ma być bez arche

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Lipiec 2, 2014 by Jaś Skoczowski

Stirner nigdy nie podkreśla tego, że chęć panowania nad rzeczami i oddanie się ideom kształtuje samą chęć panowania, że te praktyki zakreślają to, czym jest chęć panowania. Panowanie nad ideami, trzeci etap rozwoju wskazany przez Stirnera, nie polega na takim panowaniu, jakie następuje, gdy panujemy nad rzeczami. Panowanie nad rzeczami jest efektem oddania się ideom (i ja bym dodał: nastrojom, ale to niekoniecznie jest wciągnięte ze Stirnera). Gdy jednak rządzimy ideami i nastrojami, nie poznajemy żadnej reguły ani zasady, która pozwala nami manipulować – to dalej byłoby tylko panowanie nad rzeczą, tyle, że rzeczą byłoby w tym przypadku moje ciało. Chodzi o to, by myśli (i uczucia, i cała reszta psychiki) podlegały woli. Chodzi więc o poddanie wyobraźni pod władanie woli (i tu humorystycznie dodajmy: czymkolwiek te dziwne stwory są). Stirnerowski egoista (“jedyny”) myśli i czuje jak chce, a nie tylko doskonali się w tym, by jego myśli i uczucia w określony sposób kierowały nim. Przy czym “myśli i uczucia” należy rozumieć tak, że one odnoszą się do czegoś, zawsze. Stirnerowski egoista więc nie może być tylko kolejnym przedmiotem myślenia i czucia. Musi poza to wykraczać. Co jest poza myslami i uczuciami? Stirner opisuje jedynego jako twórcze nic i ja sobie pozwolę to wykorzystać. Otóż, nie da się powiedzieć, co jest poza, więc można powiedzieć, że nic. Opis wymaga, by był zrozumiały, wymaga więc pewnej budowy logicznej i towarzyszącej mu, nieodzownie, otoczki ideologicznej właśnie, od której “jedyny” stirneriański ma przecież uciec. Ale, o ile nie uzna się za bzdurę w ogóle samego projektu, jakim jest “jedyność” (co zabawne, ujęcie “jedyności” jako projektu mogłoby Stirnerowi nie odpowiadać), to to nic może być w określonej relacji tego, co nie jest niczym, co jest jakieś. By to nic było rozumiane jako stirnerowski egoista, musi być zdolne do tworzenia czegoś, rozumianego jako coś określonego. Bezład musi więc tworzyć ład, bo nic o którym mówimy nie jest niebytem, jest raczej czystą “treścią”, mięsem, materią, która w żaden jeszcze sposób nie jest uporządkowana. Ale jesli tak, to panowanie nad myślami i uczuciami, władza nad wyobraźnią, nie polega na narzucaniu porządku, tylko na wyzwalaniu chaosu. I teraz podkreślę, co mi nie odpowiada w Stirnerze jeszcze raz: nie podkreśla on różnicy między panowaniem nad rzeczami, a panowaniem nad ideami. A przecież nie jest tak, że ostatecznie jedno odbywa się gdzieś indziej, niż drugie. Dalej ostatecznie chodzi o to, że do panowania nad rzeczami potrzeba innych praktyk, niż do panowania nad ideami, czyli sobą. By panować nad rzeczami szukamy porządku, podporządkowujemy się mu, by znaleźć te aspekty rzeczy, które poza niego wybiegają. By panować nad sobą dorzucamy właśnie ten sposób działania. Nie szukamy żadnego ładu w niczym. Nie staramy się zbadać, zważyć i zmierzyć jakiegoś kawałka rzeczywistości, by potem upchać go gdzieś w zgodzie z naszym interesem. W tym nie staramy się zoperacjonalizować siebie ani innych ludzi. Rezygnujemy z manipulacji, kontroli, zarządzania. Tego w Stirnerze nie ma.

Bulina 2.7.2014

Egoizm, a egocentryzm. Obdarowywanie i dbanie. Dwór, a wspólnota egoistów.

Posted in Uncategorized with tags , , , on Marzec 23, 2012 by Jaś Skoczowski

Egoista kocha siebie. Bardzo. Uwielbia być sobą w na ten przykład.

Egocentryk jest na sobie skupiony. Nie liczy się z innymi, bo ich nie dostrzega, chyba, że inni mogą być jego narzędziami do osiągnięcia jakiś celów. Ale nic, co jest związane ściśle z drugą osobą (jego cierpienie, jego radość) nie może być celem egocentryka, bo wtedy to on już egocentrykiem nie jest. Zabieg stosowany przez Stirnera – że przecież ostatecznie ktoś robi coś tylko dla swojego zadowolenia, nawet jeśli przejmuje się jakoś innymi, zaciemnia sprawę. Nie chodzi tylko o skutki działania egocentryka, ale to co dzieje się w jego wyobraźni. Wyobraźnia egocentryka szuka tylko związku między działaniem przedmiotu, a jego zadowoleniem. Człowiek, który nie jest egocentryczny szuka czegoś w wyobraźni (subiektywności, jeśli wolicie) drugiej osoby, a przynajmniej jest do tego zdolny. Polega więc na tym, co ona o sobie mówi i stara się oprowadzić do stanu, w którym ona da niewymuszony znak, że osiągnęło się w głowie drugiej osoby to, o co chodziło.

Oczywiście cfaniaczki mogą odpowiedzieć: nienienie, nie chcemy, żeby ktoś coś poczuł, chodzi nam o to tylko, by w określony sposób się zachował. Rzecz w tym, że oczekiwanie od kogoś zachowań, które oznaczają tylko „wewnętrzne” stany kogoś to też nie egocentryzm. Ciało jest najlepszym obrazem człowieka, jak napisał jeden taki. Jeśli chcesz, by X lub Y dał znak bólu lub cierpienia i nic więcej, to chcesz, by coś poczuł, chyba, że obojętne jest Ci, czy będzie udawał, czy nie. Na przykład.Nie wymagam, by toś miał jakieś bardzo określone wyobrażenie tego, cyz są cudze wrażenia, te całkiem prywatne i subiektywne, chodzi o to, że są takie zwroty w różnych językach, które wskazują na nie i jeśli chcemy przynajmniej tego, by u kogoś się pojawiły, to nie jesteśmy egocentryczni

Egoista może być egocentrykiem w dwóch przypadkach – albo nie będzie miał potrzeby zajmowania się innymi, albo zmusi się do zajmowania się tylko sobą. Przymuszający się do czegoś egoista działa przeciwko sobie i i jest idiotą. Egocentryzm ma sens tylko wtedy, gdy człowiek nie może poza niego wyjść, w każdym innym wypadku ktoś odmawia sobie cukierków nawet wtedy, gdyby nie psują zębów. A ponieważ ludzi, którym reszta świata zwisa jest trochę, ale to nie wszyscy ludzie, to bardzo upraszam o to, by stulili ryje, gdy mówią mi, że muszę być egocentrycznym bucem, by kochać siebie. O to samo proszę ludzi, którzy nienawidzą kochania siebie, bo czują się zaropiałą częścią wszechświata, dziękuję.

Egoizm ściśle więc wiąże się z dawaniem ludziom darmo rzeczy i robieniem im darmo przyjemności, jeśli ich się kocha lub lubi. Egoizm wiąże się z gnojeniem, paleniem domów i posypywaniem zgliszczy solą, gdy kogoś nienawidzimy. Także.

Świat, w którym egocentryk zdobywa i utrzymuje władze nad innymi jest jego dworem, miejscem, gdzie ma urządzenia do sprawiania sobie rozkoszy. Świat, w którym ktoś, nie będący egoistą robi co chce jest światem, w którym z pewnymi ludźmi ma on pewien niepisany pakt miłości i sympatii. Nawet gdy ma z nad nimi władzę, to ich kocha, więc nie zawsze jej wykorzysta. Tylko druga wspólnota jest stirnerowską unią egoistów. Dlaczego? Bo tylko tam w ogóle jest miejsce na jakiś związek egoistów. Egocentryk z egoistą może najwyżej handlować, bez żadnych zasad, może go ujarzmić albo egoista może nie dać latającego faka na jego roszczenia. Nie ma żadnej wzajemności tutaj, jest albo zupełnie oderwana od czegokolwiek kalkulacja (a ta wspólnotą nie jest czy związkiem, w żadnym stopniu, ludzie dokonujących takich kalkulacji nie mają nic wspólnego z kontrahentami). Nieegocentryczni egoiści mogą natomiast kochać się i lubić. Piękne.

Panom Davidowi Graeberowi (i wszystkim jego inspiratorom, w tym Maussowi) i Stirnerowi bardzobardzo dziękuję.

Życie, prawda, dyskurs

Posted in Uncategorized with tags , , , on Czerwiec 22, 2011 by Jaś Skoczowski

Życie, prawda, dyskurs.

Jestem po prostu (po prostu, haha, twoja mać) pojedynczym człowiekiem, czyli jednostką. Jestem przez to jak najbardziej czymś, o czym mówi się w dyskursie. Jakimś. Niejednym. Takich jak ja jest wielu i pewne opisy są nam wspólne.
W ramach tych dyskursów są prawdziwe i fałszywe sposoby mówienia o mnie.

Ale nie stanowię dla siebie wartości dlatego, że uczestniczę, jako przedmiot, w dyskursie, że można o mnie pisać i gadać, i czasem nawet się to robi. Jestem dla siebie cenny niezależnie od tego, jak jestem w dyskursie przedstawiony. I mógłbym nie być w ogóle przedstawiony i dalej byłbym dla siebie cenny. Co najwyżej nie mógłbym wam tego powiedzieć.
Jeśli więc jestem tworem jakiś dyskursów i niczym innym, nie ma to dla mnie takiej wagi, jak to, jak siebie czuję. I nie ma dla mnie wartości takiej dyskurs, który dostarcza opisu mojego doznawania, jak moje czucie siebie – nawet gdyby nie dało się go wyrazić w danym momencie. A jeśli jest wyrażane odstraszająco lub obrzydliwie, to ja pierdolę taki opis. Zrozumiem go po swojemu, nie po cudzemu. Albo udam, że go nie ma i umrze we mnie.

Nie wiem, czy każdy może mieć tak samo, ale nie rozumiem, dlaczego tak by nie miało być u każdego. Zwłaszcza, jeśli świadomie zechce, by tak było.

Co z tego wynika? Że moje życie, którym po prostu jestem, jest ważniejsze od wszelkich ustaleń dokonanych w dyskursach. Nie istnieje pełna dowolność kształtowania się dyskursów, bo istnieje hierachia dyskursów – nie taka, która wyżej stawiałaby dyskursy dostarczające jakiejś, przekraczającej dyskursy, prawdy. Taka, która służy mnie i mojemu życiu przez to. Ale to znaczy, że można spokojnie przypiąć prawdę do tego, co służy mnie. Lub nie dbać o prawdę w każdym innym przypadku.

Innym wnioskiem jest ten, że analiza dyskursów sama z siebie nie może przynieść żadnego oświecenia. Jeśli nie wiesz co z nią robić, jest po prostu kompletnie Ci zbędna. Karol M. Robiący z mojego pupilka i idola, Maxa S. spotęgowanego burżuja (bredniabredniabrednia, brednia alert) w sumie nie mówi nic ciekawego, ani do Maxa, ani do mnie, ani do nikogo, tak sam przez się. Bycie spotęgowanym burżujem jest dobre jak każde inne, chyba, że nie jest. Dla Ciebie, i Ciebie, i Ciebie, i Ciebie. I Ciebie też.

Dlaczego nieposłuszeństwo jest cnotą.

Posted in Uncategorized with tags , , , , , on Listopad 24, 2009 by Jaś Skoczowski

A posłuszeństwo nie. Cnotą, jeśli w ogóle cenimy cudzą wolność i cenimy współczucie, i cenimy brak bólu, rozkosz u innych. Dlaczego? Dlatego. Zauważcie jedno – Ci ludzie nie byli obojętni wobec współczucia, wobec cierpienia, pewnie szanowali dość spory zakres wolności innych, bo na to wskazuje to, że nie byli obojętni na cierpienie i cenili sobie współczucie. Ale robili, co im kazano. To nie jest więc dowód na to, że nie jesteśmy zdolni do empatii czy libertarianizmu, rozumianego jako pogląd wyznaczający wolność człowieka jako wartość na szczycie hierarchii wartości. Tylko, że jesteśmy zdolni do posłuszeństwa dla samego posłuszeństwa, na które nie mają wpływu nasze aksjologiczne i normatywne przekonania, o ile uznajemy kogoś za autorytet deontologiczny i że to posłuszeństwo bardzo łatwo może doprowadzić do rzeczy przerażających, więc warto trenować nieposłuszeństwo. Nie tylko współczucie, nie tylko poszanowanie dla czyjejś wolności, ale samo, tępe, głupie nieposłuszeństwo. Bo nie ma granic które oddzieliłyby porządnych posłusznych od nieporządnych. Ba, u osób bardzo nieporządnych, np. psychopatów, nie da się stwierdzić posłuszeństwa, bo właśnie brak jest niezgodności pomiędzy ich wartościowaniem i gustem normatywnym, a wykonywanymi poleceniami. Kolesie odstępujący od eksperymentu, nawet Ci, którzy robili to w pierwszej jego fazie, opisywali swoje uczucia podobnie do tych, którzy dochodzili do ostatniej fazy. Jedni po prostu byli w stanie się sprzeciwić wcześniej, drudzy nie. Nie jest więc tak, że przed byciem potworem chroni umiejętność współczucia i szacunek dla ludzkiej autonomii. Potworem może nie być dopiero ten, kto potrafi się buntować. Stąd znowu Św. Max miał kurwa rację – nie tylko wolność może być ważna, ważne jest, jak się ją zdobędzie. Wolność zdobyta samemu jest bardziej wartościowa. Oczywiście, czego już Max Stirner nie napisał i może miał to w dupie, jest to ważne głównie dla ludzi kochających ludzi. Choć w sumie on pod koniec tej swojej pierdolenie dużej cegły podkreślił, że po prostu kocha ludzi, nawet takich dla niego anonimowych, i ludzkość, itd. Więc może jak najbardziej był świadomy tych zależności.

I uwaga na końcu, w formie pytania: jaka niby jest różnica między posłuszeństwem samej normie, bezkrytycznym, a posłuszeństwem wobec autorytetu?

Ps. Przy czym można być nieposłusznym, ale jednak robić to, co ktoś każe. Bez związku z tym, że każe. Nie potrzebuję Bozi, czy Tatusia, żeby nie mieć ochoty np. na znęcanie się nad staruszkami. Jeśli więc ktoś mi to nakaże, to zmarnuje troszkę tlenu, ja i tak będę robił swoje.