Archiwum dla kwietyzm

Zwrot metafizyczny. Na pięcie.

Posted in Uncategorized with tags , , on Styczeń 26, 2011 by Jaś Skoczowski

I nie wiem, czy w lewo, czy w prawo. Possibly, że w kółko (nawet to jest plausible).
Wróćmy do mojej wiary w obiektywną rzeczywistość. Zaciąłem się, bo przecież napisałem, że najjaśniejsze są ludzkie zachowania. Coś tu jest więc nie tako, jako winno być. O. Rzeczywistość to musiałoby być coś więcej niż zachowania. Więc: Co Za Brednia. Ta rzeczywistość i te jasne zachowania.

Nie ma żadnego punktu dla myśli, z którego się wychodzi, fundamentu uzasadniającego, dlaczego tak myślę – stąd jasność zachowań czy bezpośredni kontakt z rzeczywistością nic nie znaczą. Filozofia, refleksja itd. nie są pierwotne, tak. Ale pytanie o ich fundament nie ma sensu. Fundament jest pierwotniejszy od tego pytania, odpowiedź jest udzielona już przed zadaniem go. Mówienie o nim jest robieniem mapy 1 do 1, bo tylko taka mapa nam by coś wyjaśniła. Ale hejloheloł – taką mapę już mamy i wcale nie jest nam tutaj zbyt jasno. W sensie: przynajmniej część przedstawicieli mojego gatunku uprawia filozofię. Albo ma problemy egzystencjalne. Czyli albo myślą o czymś niekoniecznie dotykającym ich osobiście i dochodzą do bardzo kłopotliwych wniosków (czasem osobiście kłopotliwych), albo nawet nie myślą, ale dotyka ich coś strasznie kłopotliwego osobiście, przy czym nie potrafią powiedzieć co, bo dostępne im opisy tego nie mogą ujawnić.

Odpowiedzią na pytania filozoficzne i na wyzwania egzystencjalne jest dlatego milczenie, bo one dotykają sedna rzeczy i rozbijają się o nie. Ale to nie znaczy, że zawsze będę milczał, po prostu będę milczał o problemach, których i tak nie rozwiąże, choć rodzą je moje własne poglądy. I nie jest to nieuczciwe, nieuczciwe jest wymaganie wyjaśnień ode mnie. Na drugi raz pokażę po prostu dupę temu, kto ich zacznie wymagać, chyba, że to będzie członek Szacownej Komisji. I to właśnie świadczy o tym, że jednak coś o rzeczywistości wiem.

No dobra, a teraz trzy kawałki mięsa, wbrew pozorom związane:

EDITHA: mój dobry kolega (ba, przyjaciel, nie znacie tego słowa, znaczy znacie, jako pusty dźwięk) powiedział, że jestem prostakiem (poprawka, że to był prostacki wpis. Był, ale za mało.). Stąd zamiast tego nadmiaru słów napiszę prosto: chuj na was kładę. Tak, na was, nie, nie na was.

Brak pomysłu na tytuł zainspirował mnie do zatytułowania tego właśnie tak

Posted in Uncategorized with tags on Styczeń 22, 2011 by Jaś Skoczowski

Wierzę w obiektywną rzeczywistość. Jestem przekonany, że ona jest powszechnie nam dostępna i bardzo codzienna. I właśnie dlatego jestem zazwyczaj kwietystą czy człowiekiem o usposobieniu kwietystycznym. Rzeczy są bardziej jasne i zrozumiałe niż to co mówimy w związku z nimi (specjalnie unikam zwrotu „co mówimy o nich”). No.

EDITH: e no chyba już nie wierzę, ale zostawię wam, by dać świadectwo.

Swędzi mnie, a nie wiem gdzie, ale swędzi, naprawdę

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , , on Listopad 20, 2010 by Jaś Skoczowski

Coś kiedyś mnie tak wykoleiło, że nie dbam o to, czy coś jest słuszne, czy nie i czy jest dobre, czy złe. Dbam o to, by nie krzywdzić pewnych tam sierotek-istotek, nie chcę krzywdzić też osób kochanych i lubianych, ba, im to chcę dobrze robić. Ale nienawidzę każdej myśli o tym, że mógłbym kierować się na dobro, czy słuszność. Nie ufam słuszności i dobru, bo są mi obojętne. Gdybym miał działać, bo jakiś czyn jest taki, że powinien być, czułbym się tak, jakbym miał nosić markowe ciuchy, bo są markowe – pytanie „dlaczego?” nie tylko byłoby otwarte, ale, niezależnie od tego, czy padła by odpowiedź, czy nie, dyskwalifikowałoby dla mnie sam pomysł.

Wydawało mi się, że istnieje jakiś ważny opis mnie, który pozwoli się z tym uporać, bo jest to dla mnie problematyczne, to co opisałem u góry, ta moja prosta obserwacja. Kiedyś radziłem sobie, wpisując się w buddyzm. Potem nastał stirneryzm, potem libertarianizm, anarchizm potem znów stirneryzm, buddyzm/crowleyizm i ostatecznie chujcowizm. Dużo izmów.

Czemu tak robiłem? Co jest nie tak w opisie z góry? To, że inni wiedzą coś, czego ja nie. Inni wiedzą coś o dobru i słuszności co sprawia, że chcą czynić dobrze i słusznie. Ja nie wiem i nie potrafię wiedzieć. Jestem jak z innej planety albo bardzo odległego plemienia. Ale co zmieniały opisy, o których pisałem? Obiecywały możliwość wytłumaczenia sobie innych bez rezygnowania ze zrozumienia siebie. Libertarianizm pozwala patrzeć na innych jak na jednostki z prawem do autonomii. Stirneryzm – jako zagrożenie lub coś, co można wykorzystać (coś napisałem. Napisałem tak świadomie). Crowleyanizm? W crowleyanizmie każdy może być rozumiany jako odrębne bóstwo. Buddyzm? Jako coś czującego, czemu należy współczuć.

Wcześniej czy później oczywiście wszystkie te próby dookreślenia siebie i innych zaczynały mi wadzić. Dlaczego? Odpowiedź jest równie niesatysfakcjonująca – wadziły mi, bo nie potrafiły złagodzić skutków, jakie dawał kontakt z innymi. A przecież to kontakty z innymi sprawiały, że albo traciłem zrozumienie dla innych, albo dla siebie.

Tylko, że, o ironio, tu nie ma niczego do rozumienia. Niczego więcej ponad to, że nie ma zrozumienia między kimś, kto ceni dobro i słuszność, a kimś, kto go nie ceni, w sprawie etyki, tak samo, jak nie ma porozumienia między kimś, kto lubi kolo zielony i kimś, komu on jest obojętny, w sprawie kolorów. I nie, nie chodzi o to, że to tylko spór o gusta. To w ogóle nie jest spór. To jest mówienie do siebie w nieprzekładalnych na siebie językach.

Czy nie można każdej sprawy postrzegać tak swoiście, jak ja postrzegam kwestię norm?

Tak, właśnie zrozumiałem, na swoim przykładzie, że źródłem indywidualizmu jest nie jakiś wspólny trzon dla wszystkich, coś nam wspólnego, ale że jest nim jego brak tego czegoś wspólnego (banał. Każdy banał jest skandalem, zwłaszcza – ważny banał). Nie chodzi o to, że każdy jest różny, tylko, że możemy nie być tacy sami i dla tego braku tożsamości trudno wskazać granice – to nie są zdania równoważne. Nie odróżniamy się od siebie, bo jacyś jesteśmy – odróżniamy się, bo każdemu z może brakować perspektywy kogoś innego, ma natomiast zawsze swoją i może w niej poczuć coś, czego nikt inny nie potrafi. Oczywiście, czasem możemy komuś tę perspektywę przedstawić. Ale tylko my możemy z niej „patrzeć” (wiadomo przecież, że nie pisze tylko o zmyśle wzroku, no proszę was). To nie znaczy, że o to ta perspektywa nie ma znaczenia, bo nie możemy nikomu opowiedzieć o tym, jak to jest czuć przez nią świat, więc co nam po niej. To znaczy, że coś bardzo ważnego jednak może być ukryte i to, że jest może być ukryte, jest bardzo jawne. To znaczy, że cała nasza komunikacja bywa mniej ważna niż sekunda spędzona w ciszy i samotności, jeślibyśmy siebie chcieli wyrazić.

Louie, nie daruję Ci tej nocy, odebrałeś mi złudzenia, ale Louie, dziękuję.

Gdybybybybym

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , on Listopad 12, 2010 by Jaś Skoczowski

Gdybym chciał opisać to, jak odbieram świat wszelkimi dostępnymi mi otworami, mogłoby się okazać, że ktoś to tak rozumie, jak zrozumiał ktoś sytuację Odwiecznego Bezkresu (czy jak mu tam było, Pierwotny Chaos czy jakoś tak). Wiecie co mu się przydarzyło? Jego przyjaciele tak się w niego wczuli, tak mu współczuli, że wywiercili mu dodatkową dziurkę. Znaczy, on nie miał dziurek w ogóle, a oni uważali, że to bardzo, bardzo niedobrze dla niego.
Stąd ja też jestem zagrożony. I wolę nie przyłożyć ręki do tego, żeby ktoś mi chciał w ten sposób pomóc. Im się zdawało, że O.B. (czy P.Ch., naprawdę nie pamiętam) musi mieć strasznie kijowo. Spróbowali przyjąć jego perspektywę (co było przecież niemożliwe, oni mieli dziurki i wcale się ich nie pozbawili) i ich wyobrażenia ich odrzuciły.
A O.B. od tego zmarł.
Odbieram świat po swojemu, na pewno, mam światopogląd (i światoposmak, światowęch, światodotyk, światomyśl itd), choć brzmi to pompatycznie. Ale nie podzielę się nim z wami za pomocą języka. Moglibyście bardzo mnie nie zrozumieć wtedy. To trzeba przeżyć, a wam się nie uda. Większości z was. Musielibyście żyć ze mną, naprawdę blisko. A wtedy nie potrzeba słów. Wystarczy czuć.

Jak robić coś tak, by nic nie robić

Posted in Uncategorized with tags , , , on Listopad 4, 2010 by Jaś Skoczowski

Wuwei to jest taki pomysł taoistów (dokładnie Lao Tzego), trudny do zrozumienia, żeby robić jak najmniej, choćby się zapierdalało jak pan nakręcany na kluczyk, co mu tak nakręcili ten kluczyk, że zapierdala i zapierdala.
I ja chyba już wiem i to się ładnie wiąże z tym tłumaczeniem „Księgi drogi i cnoty”, które mi najbardziej pasuje i które jest kwietystyczne. Na samym początku tam jest „Tao, które można wyrazić słowami nie jest prawdziwym Tao.”. Jasiu to czyta, jasiu myśli i cyk, zapala się żaróweczka, jest (no, trochę uprościłem sobie w opisie to co się stało, pominąłem, że stało się to po jakiś 15 latach mojego krótkiego życia).
Nasz język ma jakąkolwiek treść, która nie jest nonsensem (czyli np. może być prawdziwa lub fałszywa choćby, choć nie sądzę, że tylko o to chodzi), o ile wiąże się z pewną praktyką pozajęzykową. Działania, którego nie będzie można było opisać, nie będzie też można było wykorzystać do nadania sensu jakieś wypowiedzi czy pisaninie. Nie pozwoli na wpisanie nas w gramatykę i logikę, i semantykę, i last, but not least, pragmatykę (o etyce czy aksjologii nie wspominam).
Hola, hola, zawołacie, przecież ja mogę opisać to co robisz, bez trudu. Hola. gola, zawołam – możesz opisać co ja robię? Na pewno? A skąd będziesz wiedział, że to ja robię to, co Ty opisujesz? A może robię coś innego, a Tobie się zdaje, a Ty się mylisz? Albo może to jednak nie jestem ja? Bo ja na pewno nie robię nic.

EDITH: zedithowałem tekst kila razy, nie zostawiam już po zmianach śladu, bo po co?

Kiedy możesz milczeć i nie dawać znaku

Posted in Uncategorized with tags on Listopad 10, 2009 by Jaś Skoczowski

Żadnego znaku czegokolwiek. Tak też może być i wtedy okazuje się, że wszystko zostaje, choć możesz to najwyżej nazwać, ale już nie opisywać. Wtedy śmiejesz się ze słów i z liter, z ich tańców i śmiesznych póz, w których zastygają. Wtedy chcesz jakby trochę płakać nad tym, co widzisz (czy widzisz? Skoro widzisz coś, to już piszesz, że to widzisz. Widzisz więc akurat to?)  czy słyszysz, czy czujesz tym czy tamtym. Ale czy jakby? Czy płakać?

zizuzazigudabadamdum…

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Sierpień 5, 2008 by Jaś Skoczowski

nie warto starać się wyrazić tego, czego nie da się wypowiedzieć, ani zapisać, ani zagrać. a skoro tak, to poza stwierdzeniem, że coś jest, a coś nie jest, wyrażalne, nie warto bardziej rozgraniczać wyrażalnego od niewyrażalnego – bo trzeba byłoby coś stwierdzić też coś o tym drugim. hihi.