Archiwum dla kontraktarianizm

Anarchistyczny kontraktarianizm

Posted in Uncategorized with tags , , on Maj 23, 2010 by Jaś Skoczowski

O kontraktarianizmie pisałem kupę czasu i nie pamiętam co. Ale teraz już bardzo wyraźnie czuję, że jestem pewnego rodzaju kontaktarianinem, czego zauważenie zresztą nie wymaga wielkiej inteligencji i sytuacja ta mi nie schlebia, bo długo zwlekałem z zauważeniem tego.

Kontraktarianizm, przynajmniej w mojej wersji, to preferowanie takich relacji międzyludzkich, które mają charakter zgody wszystkich stron. Uważam, że tylko gdy nie istnieje wyraźnie wyróżniony ośrodek władzy taka sytuacja jest możliwa, jestem więc anarchistą. Zgoda musi być wyrażana przez podmiot zgody, w sposób bezdyskusyjny, lub muszą istnieć bardzo, bardzo przekonujące argumenty, że go wyraża (czyli: rozkosz czasem dobiera nam głos). A to znaczy, że ciężar dowodu zawsze leży na tym, kto twierdzi, że umowa została zawarta. Uważam, że jest wyjątkowo wątpliwe, gdy jedna ze stron umowy posiada zdolność do skutecznego zmuszenia drugiej do działania, stąd istnienie państwa wyklucza kontrakt między ludźmi sprawującymi władzę państwową, a poddanymi tego państwa. Tak więc mój kontraktarianizm jest słabym narzędziem do usprawiedliwiania jakiegokolwiek ładu politycznego, jest raczej narzędziem do wątpienia. Przyjmując go nigdy nie mogę być pewny, czy mam do czynienia z anarchizmem. Oczywiście, mogę mieć podejrzenia. To wszystko.

(wcale nie taka)Krótka teoria sprawiedliwości społecznej

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , on Maj 7, 2009 by Jaś Skoczowski

Jeśli ktoś sprawia komuś cierpienie, potrafię zrozumieć, dlaczego krzywdzący się temu sprzeciwia. Jeśli krzywdzony nie krzywdzi krzywdzącego w sposób ważny dla mnie (powiedzenie komuś, że jest chujem może sprawić przykrość, ale mnie nie wzrusza), łatwo mi się z tym sprzeciwem zgodzić. Jeśli krzywdzący krzywdzi kogoś za pomocą skutecznie użytej fizycznej siły albo oszustwa, albo ignorancji krzywdzonego, albo jego tchórzliwości – jest mi jeszcze łatwiej zgodzić się ze sprzeciwem. Jeśli ten sprzeciw wyrazi się wtedy nawet użyciem fizycznej siły, to ja go całkowicie zaakceptuje, o ile będzie prowadził do zniesienia krzywdy, a nie tylko – do samego skrzywdzenia tego, kto skrzywdził pierwszy. I czy to będzie społecznie sprawiedliwe, czy nie – zwisa mi to. Ze sprawiedliwością społeczną jest tak, że nie jest potrzebna, wystarczy pojmować w odpowiedni sposób sprawiedliwość i ją akceptować. Sprawiedliwość była przez kupę czasu pojmowana na korzyść tych, którzy dysponowali władzą nad prolami. Ja pojmuje sprawiedliwość jako działanie korzystne dla wszystkich zamieszanych, gdzie korzyść musi być potwierdzona przez tego, który jakoby korzysta. Ten pomysł wydaje mi się wykluczać w punkcie wyjścia, jako pomysł, jak działać w grupie, dążenie do zaspokajania się jednego człowieka lub grupy ludzi krzywdą całej reszty.

Wszystkich tych słów bali się chyba socjaliści przez spory okres czasu. A było tak, bo te słowa były używane do mówienia o zasadach wspierających władzę. I dlatego jedyny socjalizm, który ma sens, to ten wolnościowy, który przede wszystkim nakierowany jest na wyzwalanie człowieka, a nie zapychanie mu żołądka. Nie dlatego, że pełny żołądek jest czymś gorszym od wolności, która kończy się śmiercią głodową. Tylko dlatego, że naiwnie jest wierzyć, że człowiek obdarzony władzą będzie dbał o komfort drugiego człowieka w tym zakresie, w którym będzie mógł nim rządzić.

Peace.

Piraci zamknięci. O tym, czy „piractwo” jest sprawiedliwe.

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , on Kwiecień 19, 2009 by Jaś Skoczowski

Nie jest. Ale w jednym przypadku – jeśli komukolwiek należy się prawo własności dotyczące samej informacji – bo własność intelektualna nie dotyczy własności nośników.

A biorąc pod uwagę, że jako amoralista przyjmuję taktykę kontraktariańską w dyskusji z moralistami, zapytuje Pana Wojciecha Orlińskiego, dlaczego mam zgodzić się na taki deal: ja nie będę ściągał muzyki, choć ludzie grający muzykę mogą przeżyć i to na nie najgorszym poziomie, bez korzystania z własności intelektualnej, grając koncerty? Co uzasadnia ograniczenie mojej swobody, skoro da się ją pogodzić ze stosunkowo godnym sposobem życia np. Kukiza, który, jak sam stwierdził, może zarobić i bez prawa własności intelektualnej do swoich utworów?

Pan Orliński, według mnie, może na takie pytanie wybrać tylko brak współpracy ze mną i ludźmi, którzy się ze mną zgadzają – czyli odrzucić kontraktarianizm albo próbować uwzględnić żądania „freetardów”.

Tylko, że to nie są alternatywy równoważne – kontraktarianizm ma to do siebie, że radzi sobie z brzytwą Hume’a. A to naprawdę dużo, jeśli chodzi o etykę. Tak więc Pan Orliński etycznie może albo arbitralnie rozstrzygnąć sprawę ignorując moje preferencję, albo uznać wartość moich interesów.

Kto nie wie, o jakim kontraktarianizmie mówię, proszę. Co do jasności – anarchistyczny punkt wyjścia Narvesona bardzo mi się podoba, anarchokapitalistyczny punkt dojścia – nie. W dodatku, kontraktarianizm Narvesona, oprócz tego, że jest podbudową jego anarchokapitalizmu, jest uniwersalistyczny bez wyjątków i przyjmuje podział na działanie i niedziałanie (który to podział zresztą jest bardzo ważny w uzasadnianiu przez niego anarchokapitalizmu moim zdaniem).

akolektywizm albo antykolektywizm? w spodniach, czy w sukience? łykać, czy wypluwać?

Posted in Uncategorized with tags , , on Luty 12, 2009 by Jaś Skoczowski

odrzucam coś takiego, jak dobro wspólne, myśląc o życiu ludzi z ludźmi. są tylko indywidualne interesy – to przydatne zdanie. dlaczego? bo wtedy widzę tylko dwie opcje – albo zdecydować się na realizowanie tylko niektórych interesów, albo wszystkich. obydwie opcje mają dla mnie wartość ze względu na swoja jasność – zawsze będziemy wiedzieli, czy osiągamy cel.

odpowiada mi to podejście, bo przy takich poglądach mogę albo nie szukać żadnej pomocy albo wymuszać, albo przekonywać ludzi, że ona się im opłaca, jest jakoś do pogodzenia z ich interesami. co może być piękniejszego, niż takie podejście, dla anarchisty, tak jak rozumiem słowo anarchista?