Archiwum dla katolicyzm

Genijalne, czyli etyka pożycia seksualnego po katolicku.

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Styczeń 5, 2010 by Jaś Skoczowski

akt małżeński jest całkowitym oddaniem się małżonków sobie nawzajem w miłości bezwarunkowej, zaś antykoncepcja niszczy tę całkowitą akceptację partnera, wyłączając z niej dar płodności.

Czyli: jeśli On chce, Ona chce i Ona jest akurat płodna w te dni, to Ona akceptuje siebie, On akceptuje Ją, bo nie idą do łóżka. Spryt na poziomie przedszkolaka, polegajacy na tym, że traktuje się drugiego człowieka tak, jakby jego wola nie była jego częścią i jakby niespełnienie swojej woli nie było brakiem akceptacji dla niej, czyli też dla kogoś w tej części, w której ten ktoś jest swoim chceniem.

Ooooooooooooooooo… jej?

Posted in Uncategorized with tags , , on Czerwiec 14, 2009 by Jaś Skoczowski

Katolicki ksiądz odkrywa seks! Tak, tak o to kruszą się mury Czarnego Żelaznego Więzienia…

Wiele wątpliwości wywołuje to, co wolno, a czego nie wolno małżonkom przy zbliżeniach fizycznych.

Jeśli małżonkowie nie umieją wyrażać miłości i tworzyć więzi w ramach swoich ciał, można mieć wątpliwości, czy wszystko jest w porządku. Wtedy zaczyna się wymyślanie nowych sposobów pobudzania się, np. za pomocą wibratorów czy innych gadżetów. W ramach ciała jest dozwolone wszystko, co służy budowaniu i pogłębianiu więzi między mężczyzną i kobietą. W grę wchodzi także stymulacja oralna czy manualna. Jest to jednak delikatna sfera, dlatego należy uwzględniać odczucia obu stron. Należy dążyć do pełnego stosunku seksualnego. Wychodząc poza ciało, wchodzi się na równię pochyłą.

A seks analny?

Seks ma służyć budowaniu więzi. Znam małżeństwa, które próbowały seksu analnego, ale żadne nie mówi, że zbliżył ich do siebie. Paweł VI w encyklice Humanae vitae uczy, że akt seksualny powinien służyć przekazywaniu życia i umacnianiu jedności małżeńskiej. Oczywiście nie zawsze nastąpi poczęcie dziecka. Tym bardziej, że pogłębianie więzi między małżonkami można realizować także w sytuacji, gdy wiadomo, że nie dojdzie do zapłodnienia, czyli w okresach niepłodnych kobiety. Forma współżycia, o której Pan mówi, także wyklucza możliwość prokreacji. To nie jest po prostu normalny stosunek między mężczyzną a kobietą.

W encyklice, o której Ojciec wspomina, jest mowa również o antykoncepcji, którą Kościół „potępia jako zawsze zabronioną”.

Zadaniem Kościoła jest dawać pewien drogowskaz, jak dojść do Boga. Człowiek jest wolny i może wybrać, co chce, ale i sam będzie ponosił odpowiedzialność za swoje wybory. Z wolności ludzie różnie korzystają. Antykoncepcja jest modyfikacją kobiecego ciała, zakwestionowaniem biologii, która wyznacza granice naszych możliwości. Kobieta nie jest cały czas płodna. Proponujemy poznawanie ciała, obserwację, rozpoznanie faz cyklu kobiety, co umożliwiają nowoczesne metody naturalne.

Złośliwi określają je mianem „watykańskiej ruletki”. Jaka jest ich skuteczność?

W teorii metody NPR mają podobną skuteczność jak pigułka hormonalna. Praktyczna efektywność zależy od tego, jak silną ma się motywację, jak bardzo się uważa. To metoda naukowa mająca swoje reguły, których trzeba się nauczyć i ściśle przestrzegać. Znam kobiety, które zachodzą w ciążę, bo zapomniały wziąć pigułki albo dawka okazała się za mała. Skuteczność prezerwatywy jest 80-procentowa. Nie jest więc tak, że antykoncepcja jest superskuteczna, a metoda NPR zawodna. Poza tym nie widzę powszechnego zachwytu nad ludzkim geniuszem za wymyślenie lateksu. Wielu mężczyzn, z którymi rozmawiam narzeka, że prezerwatywy są niewygodne i powodują dyskomfort przed i po współżyciu. Chłopy mówią wprost, że jest o połowę mniej przyjemnie. Woleliby mieć satysfakcję 100-procentową. I mają rację. Współżycie bez gumki to trudniejsza droga, ale pozwala przeżyć bardzo atrakcyjny i głęboki seks.

No tak. Ale w okresie bezpłodnym kobieta zwykle jest mniej zainteresowana współżyciem…

Spotykam wiele kobiet, które mają takie problemy, i widzę, że przyczyna nie leży tylko po stronie biologii. Hormony odgrywają dużą rolę, ale człowiek nie jest tylko biologią. Te niedogodności można pokonać na poziomie kultury, komunikacji i duchowości. Małżonkowie często nie są kreatywni w tych wymiarach. Trzeba uwzględnić całego człowieka, troszcząc się o relację rozumianą szerzej niż cielesność. W tym czasie mężowie muszą się dodatkowo „napracować”, by żony były bardziej chętne, a potem zadowolone. To owocuje głębokim poczuciem jedności, które odnawia związek.

Pojawiają się głosy katolików, że antykoncepcję można by czasem dopuścić. Na przykład w sytuacji, gdy jedno z małżonków jest zarażone wirusem HIV i któreś z nich jest niepłodne. Skoro akt wyklucza przekazanie życia, nie można by użyć prezerwatywy?

W tym przypadku kondom jest tak samo skuteczny, jak przy zapobieganiu ciąży. Nikt odpowiedzialny nie powie takiej osobie: stosuj, to się nie zarazisz. Gdy ktoś zarazi się, bo uwierzył reklamie Durexa, powie: zapomniałem, że reklama nie zawsze mówi prawdę. Gdyby poleci mu ją Kościół, będzie miał do niego duże pretensje, że go oszukał. Może być tak, że jedni zarażą się przy pierwszym stosunku, inni dopiero po 5 latach. To jest dopiero ruletka.

Czyli tacy małżonkowie powinni powstrzymywać się od współżycia?

Co mamy ludziom poradzić? Różne choroby nas spotykają i trzeba nauczyć się z nimi żyć.

Dlaczego Kościół odnosi się krytycznie do zapłodnienia in vitro?

Chodzi o to, by dziecko poczęło się w akcie seksualnym, który jest czymś więcej niż aktem biologicznym. Obawiamy się, że przekazywanie życia, które jest wielką tajemnicą i misterium, skomercjalizuje się i stechnicyzuje. Pojawiają się nawet pomysły, by dzieci modyfikować genetycznie. Tak, by rodziły się zdrowsze i inteligentniejsze albo z defektami. W USA 3 proc. rodziców chce, by ich pociechy były podobne do nich, czyli np. żeby były głuchonieme lub skarłowaciale. Kliniki spełniają i takie życzenia. My chcemy zostawić te sprawy Panu Bogu i naturze. Drugi powód to fakt, że aby in vitro było skuteczne, trzeba użyć większej liczby zarodków, które dla nas są już ludźmi. Ingeruje się w tajemnicę życia, wiedząc, że przeżyje tylko 20–30 proc. poczętych dzieci. Ta metoda to poczęcie dziecka i aborcja w jednym opakowaniu.

Część naukowców uważa, że niedługo nie będzie problemu zamrażania zarodków. Jednym słowem: jeden embrion – jedna ciąża. Czy zmienicie wtedy zdanie?

Wymiar moralny byłby zupełnie inny, choć pozostanie aspekt sztuczności przekazywania życia.

Czyli też na „nie”?

Cały czas mówimy o pewnym eksperymencie na ludziach. Prowadzi się go od 30 lat, a nie ma jeszcze badań całej populacji dzieci poczętych w taki sposób. Dochodzą informacje, że „dzieci z probówki” mają pewne defekty, np. są bardziej chorowite. Zdaję sobie sprawę, że takie testy nie są w interesie klinik. Dominuje ideologia, która nie liczy się z człowiekiem.

A co z prywatnością takich osób?

Taki pogląd ma dużo racji, ale skoro chodzi o pierwszy, tak poważny eksperyment w historii ludzkości, nie można do tego tak podchodzić. W wielu innych mniej ważnych sprawach ludzi się monitoruje a nawet śledzi.

Katolicy odrzucają aborcję, argumentując, że początkiem człowieka jest poczęcie. W Polsce jest ona dopuszczalna w trzech przypadkach. Gdy ciąża jest wynikiem przestępstwa lub gdy dziecko jest upośledzone – tu nie ma wątpliwości. Ale dlaczego nie można przerwać ciąży, gdy zagraża ona życiu matki?

Mamy dziś tak rozwiniętą medycynę, że często możemy uratować i kobietę, i dziecko. Dopuszczalne jest jednak leczenie matki nawet, gdy istnieje ryzyko, że dziecko nie przeżyje. I często tak bywa. Lekarz stoi przed wyborem kogo ratować? Musi podjąć jakąś decyzję według swojego rozeznania. Mamy też przykłady matek, które zdecydowały się urodzić, wiedząc, że w wyniku ciąży lub porodu mogą umrzeć. Darzą swoje dziecko taką miłością, że nie są w stanie go zabić. Taka heroiczna decyzja czyni je świętymi.

Wróćmy do spraw małżeńskich. Rośnie w Polsce liczba rozwodów. Aż 30 proc. nowo zawartych małżeństw rozpada się. Czy rozwód cywilny zmienia coś w sytuacji katolickich małżonków?

To bez znaczenia dla ślubu kościelnego. Oczywiście Kościół rozumie, że niektóre małżeństwa nie udają się. Spirala konfliktu dochodzi do takiego etapu, że nie da się dalej żyć razem. Gdy małżeństwo się rozpadnie, są dwa wyjścia. Najpierw należy zbadać, czy przyczyny rozpadu nie leżały jeszcze przed jego zawarciem. Mówiąc wprost, trzeba sprawdzić, czy ślub jest ważny. Jest np. wiele osób bardzo niedojrzałych albo uzależnionych. Często są to sprawy bagatelizowane przed ślubem albo niedostrzegane. Jeśli sakrament okaże się ważny, wyjściem jest separacja. Gdy życie razem niczemu nie służy, a dzieci są znerwicowane, jedna strona może zdecydować się na taki krok mówiąc: nie mogę z tobą żyć, bo robisz wiele krzywdy, ale jestem gotowy wrócić, gdy się zmienisz, zaczniesz leczyć.

… albo i nie…

Muszę! Katolicy i ich strzeliste światy part 2

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , , on Czerwiec 12, 2009 by Jaś Skoczowski

No Panu Marcinu musi mi wybaczyć, ale straci pierwsze miejsce na liście, bo znalazłem to:

[…]tymczasem zmienił nam się także ideał kobiety. Ostatnio miałem okazję poczytać u sąsiadek ze środków transportu publicznego trochę erotycznej literatury damskiej w rodzaju COSMOPOLITANA, et consortes. Okazało się wówczas, że nie przesadzam wcale ani trochę, twierdząc, że współczesny model kobiety to model quasi-prostytutki.
Skąd to „quasi”? Stąd mianowicie, że jest to jej nowa odsłona – dawna prostytutka była kobietą, która łączyła dwa style życia (normalny oraz patologiczny – by móc prowadzić ten normalny, teraz albo w przyszłości, po zebraniu koniecznych funduszy). Dzisiejszy ideał kobiety polega na zintegrowaniu obu stylów życia (żegnamy się z granicą między patologią i normalnością) oraz usunięciu elementu ekonomicznego.
Jednym słowem, nasza quasi-prostytutka jest raczej administratorem własnej pochwy, odbytu, piersi oraz ust, który dąży do maksymalizacji ich użyteczności, czyli eskalacji doznań. Stąd też bezużyteczna jest koncepcja małżeństwa, rodzicielstwa, monogamii. Stąd też – jako że znużenie sensoryczne jest nieubłagane – potrzeba wzmacniania bodźców pcha nasze niewiasty do większych ekscesów – od poszerzenia skali doznań o inne części ciała (penetracja wszystkiego jest dziś uznawana – w dyskursie wspomnianych gazet – za kolejne aspekty jednego zjawiska, czyli „seksu”), po poszerzenie składu aktorów biorących udział w akcie (kłania się nie tylko grupowy, ale i wspomagany akcesoriami, czy przedstawicielami innych gatunków), czy samego kontekstu aktu (od pozycji, po miejsce aktu, albo sposób, czy szybkość).
Taki obraz wyłania się z analizy dyskursu tych szmatławych pisemek, które mimo wszystko czytają niekiedy damesy pozujące na elitę (w dawnym sensie tego słowa, a więc coś w rodzaju arystokracji – damesy ubrane w eleganckie żakiety, powściągliwe, wyniośle rozglądające się po otoczeniu i współpasażerach).
Oczywiście to nie pozostaje bez reakcji po męskiej stronie społeczeństwa…
[ale o tym przy innej okazji! Z „dzisiaj”, zrobiło się już „wczoraj” i mamy Boże Ciało, które spędzam u Oleńki!]

Oleńko, uważaj, twoje szczęście jak się tłucze pociągami, to rozważa, co współpasażerki czytające cosmopolitan robią ze swoimi szczegółami (hyhy) anatomicznymi (huhu).

EDIT: Po namyśle dochodzę do wniosku, że Gnyszka jednak był przebiegły niczym lis pustyni, że tu nie ma miejsca na jakieś prostackie fantazjowanie o Pani Co Siedzi Obok. Bo przecież On nie zajmował się pasażerkami, nienienie. Jego poruszyło tylko, jakie gazety czytają. I stwierdził, że wystarczającym powodem do projektowania na obce kobiety, z którymi zdarzyło się mu raz spotkać i których przez to nie zna w ogóle, obrazu, który sam skonstruował po przeczytaniu ich Cosmo jest to, że sobie taki obraz skonstruował! Cymes. Cymesik. Mlasku-mlasku.

Maćku, wybacz, że zubożyłem pierwotnie twoje głębokie jak Rów Mariański procesy podczaszkowe. Ty nie tylko masz potężną chcicę, ukierunkowaną na wiele kobiet i udajesz coś zupełnie przeciwnego (co zresztą świetnie rozumiem, choć nie praktykuję!). Ty w dodatku jesteś w stanie, z jej powodu, wypluć z siebie zrównanie kurwy z rozpustnicą, które to są oczywiście od siebie różne. I potem ten obraz nibykurwy (która nie tylko nie jest kurwą, ale w dodatku nie ma ani odrobiny pozorów kurwy) przerzucić na kogoś zupełnie obcego, choć, rzecz jasna, pożądanego przez Ciebie (i podejrzewam – pożądanego właśnie ze względu na urojoną nibykurwowatość). Albo przynajmniej – dopuścić taką ekstrapolacje jako zrozumiałą. Biorąc pod uwagę, że obraz tej nibykurwy jest wprost nazywany przez Ciebie niewłaściwym, to jest po prostu przesmakowite.

No ale czego można się spodziewać od osoby, która jednocześnie odczuwa mocny ucisk mózgu na wierzch czaszki, a spermy na mózg i mówi, że to krawat ma za ciasno ubrany. Hare Dornishna, stary! :D

Z cyklu religie świata: Ci zakręceni katolicy i ich strzeliste światy

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , , on Kwiecień 10, 2009 by Jaś Skoczowski

Najpierw kilka zeznań doprowadzających krew do wrzenia:

załamana: 26.10.2008, 22:25
Walczę z tym grzechem od bardzo długiego czasu Jestem czysta od ponad miesiąca ale ostatnio coraz częściej mam nieczyste myśli….boję się, że znowu upadnę Nie chce tego ;( to jest takie ciężkie mam czasami tego dość czemu tak jest ?? Czemu tak ciężko nad tym panować ;( to przerasta moje siły ;( Jezu ratuj!

w ciemnosci: 29.06.2008, 16:26
wpadłam w to… kilka miesiecy temu… walcze, chodze czesto do spowiedzi, a dzis znow to sie stalo… takie mam wrazenie ze Bóg jest tak daleko… i ze wokól mnie jest sama ciemnosc, to juz jest dno zupełne, i wiem ze znow powinnam isc do spowiedzi, czym szybciej tym lepiej… ale nie wiem skad wziac sile… prosze modlcie sie za mnie, bardzo was prosze…

zniewolona: 21.05.2008, 08:17
walcze z tym grzechem już od ponad 4 lat często upadam…gdy po 3 miesiącach czystości myślałam że pokonałam ten grzech on znów wrócił…czasami już nie mam siły z tym walczyć…czasami rozkładam ręce w bezsilności…ale wiem że Jezus mnie kocha i chce mi pomóc a ja tak często Go krzywdze ;( powoli moja dusza umiera ;(

zalamana: 19.05.2008, 17:50
walcze z tym od 2 lat. i bardzo się tego wstydzę do tego stopnia ze nie potrafie tego wyznać na spowiedzi nikomu o tym nie mówiłam każda moja spowiedz to następna porażka:( że znowu zataiłam jakiś grzech:( jest mi z tym bardzo zle i czuję ze oddalam się od Boga

niepoukładana: 17.05.2008, 22:10
Walcze z tym od 2lat i nie potrafię tego wyznać na spowiedzi. Po kazdej spowiedzi ponoszę poraszkę że znowu zataiłam:( Jest mi z tym bardzo źle oddalam się powoli od Jezusa. proszę Was o modlitwę bo tylko to może mnie uratować przed kolejnym upadkiem:(:(:(:(:(:(

gosia: 26.03.2008, 01:32
Wasze komentarze doprowadziły mnie do wzruszenia i płaczu! Poczułam jakby ulge że nie jestem sama że nie jestem inna! Przez dobre 3 miesiące żyłam w czystości ! Jednak znow upadłam i to przed najważniejszymi świętami Wielkanocą!Jest mi tak wstyd i nienawidze siebie za to! Módlcie się za mnie abym potrafiła się podnieść ! Brakuje mi odwagi przy każdej spowiedzi boje się reakcji księdza jednak wiem ze musze sie z tego spowiadac bo inaczej nie dam rady tego przezwyciężyć! Jestem z wami wszystkimi modlitwą i duchem! Pan jest z nami !

pełna wiary: 15.03.2008, 21:03
Ja też walcze. Już od 2 miesięcy trwam w czystości. Nie przychodzi mi to łatwo, ale dzięki modlitwie i powierzeniu sie Chrystusowi wyjscie z „tego” staje sie realne. Postanowilam napisac ten komentarz, ponieważ wiem, że dodaje to otuchy tym którzy też walczą! Sama nabrałam wiary dzięki Waszym komentarza moi drodzy! To wspaniale uczucie, że nie jestem z tym sama, że są ludzie, którzy będą się za mnie modlić! Ostatnio rozważam poważnie możliwość porozmawiania o tym z kimś, kto może mi pomóc. Kto będzie trwał w tym ze mną, poradzi dobrym słowem i bedzie sie za mnie modlił. Może t będzie mój stały spowiednik..?Życze wszystkim walczącym, by nie podawali się tak łatwo! Zawierzcie Sie Bogu i z Jego pomocą przezwyciężajcie to z kazdym dniem! Obiecuje i prosze goraco o modlitwę! Trzymajcie sie!

Jeśli jeszcze nie pojęliście, chłopcy i dziewczynki, o co chodzi, już tłumaczę: Gdzieś Tam jest mnóstwo kobiet, które bliskie są rozpadu na pojedyncze molekuły, tak rozpiera ich najcudniejsze pożądanie. Są jak doskonały materiał wybuchowy. Czekają tylko na swojego pirotechnika czy pirotechniczkę, na anarchistę lub anarchistyczkę, który lub która podłoży je pod gmach opresywnej rzeczywistości, na liberatora lub liberatorkę, guru lub gurkę która lub który zerwie im zasłonę (niekoniecznie z oczu), taran lub tarankę który lub która rozbije zwarte bramy, które oddzielają je od raju, węża lub wężyce która lub który wkradnie się w ich słodkie i tęskniące łona, edukatora lub edukatorkę który lub która pokaże im Vegas lub Frisco.

Gdzieś Tam one są. A nas tam nie ma.

Jeśli to sprawa Boga, to ja przestaje płacić abonament.

Ps. Szydzę sobie. Z tej prostej przyczyny, że nie mam zamiaru się smucić, ale sprawa jest smutna. Nigdy nie spotkałem się z człowiekiem, który uważałby, że diy-erotyka jest zła, o ile tylko nie był przekonany, że jest zła sama w sobie, albo – że grozi za nią kara. Dziwnym trafem jedyni antymasturbatorzy których znam, to katolicy. Wnioskuję, że katolicyzm w tym przypadku jest takim stanem umysłu, który sprawia komuś cierpienie, czyli zasadniczo – jest względnie dla tego kogoś zły, jest chorobą. No i ogólnie, pogląd zgodnie z którym sprawianie sobie przyjemności seksualnej to złooooooo jest chory.

Jak budzi się nadzieja?

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , on Kwiecień 10, 2009 by Jaś Skoczowski

Tak. Miałem sen. W nim chłopcy w sukienkach zrzucali je i palili. Cytowali przy tym Warrena, Stirnera, Crowleya i Leary’ego, tańczyli w kółeczku, całowali się z chłopcami i dziewczętami, rozdawali im kwadraty kwasu. I prezerwatywy.

Eh… Przebudziłem się i wciąż śnie :).

Tomasz T., doktor filozofii

Posted in Uncategorized with tags , , , , , on Kwiecień 1, 2009 by Jaś Skoczowski

Może zatem to muzułmanie i Sikhowie mają rację? Bo wiele wskazuje na to, że jedynym językiem, jaki rozumieją „dowcipnisie” jest strach i przemoc. Jedyną lekcją, z której wyciągnęliby oni, być może, naukę, byłoby spalenie dwóch czy trzech sklepików z pocztówkami, albo siedziby producenta pocztóweczek. Może, ale – i na tym polega szczęście tych panów – chrześcijanie tego nie robią. Czasem myślę, że szkoda. Ale tylko czasem.

Cały tekst. Facet jest moim idolem. Nie tylko tylko czasem chciałby palić ludziom sklepy. Jest też wielkim przeciwnikiem dokonywania aborcji na ofiarach gwałtu. I uważa, że kalendarzyk jest naturalną metodą antykoncepcji, natomiast prezerwatywa nie.

Panie Tomaszu, jakby Tu to napisać… o już wiem. Przecież:

baranek

Więc po co ten gniew? Nie lepiej tak razem… z barankiem…

Ps. Śledziu, dzięki. Za obrazek.

moja ignoracja jest bronią. moich wrogów.

Posted in Uncategorized with tags , , on Marzec 2, 2008 by Jaś Skoczowski

w radiu mówi chłopak i dziewczyna o tym, jak odtwarzają cierpienie Jezusa, na rockowo. młodzi ludzie śpiewają o czyimś cierpieniu sprzed 2000 lat. w dodatku przypominają o poście katolickim – rytuale polegającym na radowaniu się z tego, że jest się niegodnym tego, czego się doznaje i odmawianiu sobie ze względu na to przyjemności. przynajmniej takie mam wrażenie po gorzkich żalach, na których byłem.

szaleństwo.