Archiwum dla etatyzm

Przymus i jego stopnie

Posted in Uncategorized with tags , , on Grudzień 5, 2011 by Jaś Skoczowski

Argument, z którym się spotkałem jest taki: jako anarchista chcesz narzucić ludziom anarchizm. Są ludzie, którzy chcą żyć w państwie. Jasne, oni chcą Ciebie do tego zmusić, ale Ty chcesz ich przymusem pozbawić państwa. Odpowiadam tak: za pewne do czegoś chce ich zmusić w pewnych okolicznościach, ale nie do nieposiadania państwa. Bo do tego nie da się nikogo zmusić. Przymus to relacja, w której ktoś komuś coś robi – zmusza dokładnie. Żeby nie być w twoim państwie nie muszę nic Ci robić, wystarczy, że Ci czegoś nie robię – nie słucham twoich poleceń. Natomiast, żebym ja był w twoim państwie pod przymusem, to Ty musisz lub ktoś w twoim imieniu musi (to też różnica, nikt nie może w moim imieniu usunąć mnie z państwa!) coś mi zrobić – sprawić, bym działał wbrew sobie, czyli zmusić. Stąd nie, na pewno nie chce nikogo zmusić do nie posiadania państwa, ale fakt, chciałbym zmuszać ludzi lub uczestniczyć pośredniczyć w zmuszaniu ludzi do tego, by nie zrzeszali przymusowo nikogo w jakieś organizacje.

I teraz o stopniowaniu: ktoś potrafi w takiej sytuacji powiedzieć – ha, ale to dalej przymus! Jesteś taki sam! Przymus jest stopniowalny i nie jest stopniowalny całkiem subiektywnie właśnie dlatego, że jest relacją między co najmniej dwojgiem ludzi, a nie np. cechą. Jeśli nic Ci nie robię, nie zmuszam Cię. Mogę Ci robić więcej i mniej. Więcej robię Ci tym bardziej, czym mniej masz na to wpływ, czy Ci robię. Fizyczna przemoc, nawet odparta, robi coś więcej nawet niż krzyk, słowa, sugestia. Fizyczna przemoc wobec wystarczająco słabego człowieka sama w sobie pozwala go np. przenieść z miejsca na miejsce. Pozbawić zdrowia. Albo życia.

I dlatego np. uważam, że trzeba unikać fizycznej przemocy i stosować ją głównie w samoobronie. Nie lubię tez ludzi oceniać – z tego samego powodu, ale w mniejszym stopniu. I tak dalej – wszystko w zależności od tego, na ile kogoś do czegoś zmuszam.
Wszystko to potrafię ładnie wyjaśnić anarchizmem, który jest pewną teorią praktyki życia z innymi ludźmi. Jeśli teraz ktoś twierdzi dalej, że anarchizm to po prostu nic innego jak etatyzm, to niech mi wskaże, że etatyzm polega na tak skrupulatnym unikaniu przymusu. Jeśli nie, to jednak jest różnica i to właśnie ta, która pozwala niehipokrytycznie krytykować anarchistom etatystów.

Ps. Wpis zainspirowany rozmową Daggera z yrizony i oczywiście pierdylionem rozmów z Diablątkiem. Dziękuje, że mnie zapładniacie. Inseminatory. Hyhy.

Nie potrzebuję usprawiedliwień

Posted in Uncategorized with tags , , on Grudzień 4, 2011 by Jaś Skoczowski

Jestem anarchistą. Anarchizm to ideologia polityczna, zgodnie z którą odrzuca się władzę. Dlatego ja staram się nie rządzić i nie być rządzonym. Dlatego nie mam się czego usprawiedliwiać, bo jako anarchista nie potrzebuję usprawiedliwień dla sobie, a opieram się na siebie (czyli, jak to Maxio ujmował, na niczym).

Tłumaczę się, trochę teatralnie: nie zamierzam Cię do niczego zmuszać – usprawiedliwienia się przydają, gdy kogoś trzeba zmusić, to brzmi paradoksalnie, ale najlepiej kary skutkują na tych, którzy uznają ich słuszność. I rozkazy też. Ale po co ja mam Ci się tłumaczyć? Mnie to zupełnie niepotrzebne, chce po prostu robić swoją rzecz. Do czego potrzebne Ci moje wyjaśnienie wychodzące poza określenie moich intencji, jak najszczerzej przedstawionych? Przecież nie do samej kontroli nade mną jeśli jestem przed Tobą szczery i serio jestem anarchistą. Bo jeśli nim jestem, to po prostu będą i tak starał się robić co mi się podoba. Jeśli nie masz nade mną władzy, nic Ci to nie da, jeśli masz, to po co Ci władza, skoro użyjesz jej dopiero wtedy, jak Cię do czegoś nie przekonam? Nie wiesz co robić, być może. Ale jeśli ja wiem, to wiem i nic mnie nie interesują twoje rozterki.

Tak, nie zawsze będę anarchistą. Nie będę anarchistą wtedy, gdy tylko przymus pozwoli mi uciec od twojego przymus, gdy będę w stanie zmusić Cie, żebyś zostawił mnie w spokoju, tak jak ja Ciebie zostawię, dopóki nie bezie we mnie ingerował – nie jestem idiotą, jestem tylko anarchistą. Nie będę anarchistą tez wtedy, gdy to po prostu niemożliwe. Jak już napisałem, nie jestem idiotą, tylko anarchistą, rozumiem, że świat ma czasem to do siebie, że nie da się go zmienić zgodnie z tym, jakby mi się podobało. Wtedy po prostu rządzę. Tego tez nie będę usprawiedliwiał. Ja po prostu nie chcę durnych niejasności, z których ludziom wynika, że jestem tacy, jak przeciwnicy anarchizmu, czyli zwolennicy życia społecznego opartego o przymus. Nie, nie jesteśmy jednakowi. Instytucje, które popieracie historycznie opierały się zawsze na przemocy fizycznej ale także na udawaniu, że ta przemoc jest usprawiedliwiona, lub że jej nie ma. A ja jako anarchista mogę przynajmniej uniknąć tego drugiego. A zazwyczaj też pierwszego. Stad nie muszę się tłumaczyć też z mojego anarchizmu wtedy, gdy robię rzeczy z nim niezgodne. Musiałbyś mi wykazać, że przemoc, która wypełnia obecne życie społeczne, jest nieunikniona. Nie jest moim zdaniem i przyjmę tylko dowody empiryczne na odparcie tego twierdzenia. Jak dotąd przeczytałem o dowodach antropologów dowodzących tego, że państwo nie jest jedyną formą społecznego życia ludzi. Wręcz przeciwnie, większość życia ludzi dotąd obywała się bez państwa. Państwo jest bardzo młodym fenomenem i ukształtowało się w pełni zaledwie paręset lat temu.

To ostatnie co napisałem, to o tym, że etatyzm i anarchizm dzieli przepaść nie do zasypania, jest bardzo ważne – ludzie na prawdę często w rozmowach ze mną (a czasem ja sam tak robiłem, ale mi przeszło) twierdzą, że między anarchizmem, a etatyzmem nie ma różnicy, bo i „tu”, i „tam”, dopuszcza się przymus. Bzdura. W etatyzmie przymus ma pozytywną wartość. W anarchizmie nie i jest najwyżej złem koniecznym. Albo złem nie dającym się uniknąć. Akceptujemy praktyki polegające na zmuszaniu kogoś do czegoś. Nie dokonujemy ich tak samo, jak koledzy etatyści. Głupio nam, że w ogóle czasem nie umiemy inaczej i jak tylko nauczymy się bez nich obywać, to będziemy bez nich. Etatystom nawet jak głupio, to dlatego, że tak wypada. Serio, przecież nie da się serio twierdzić, że się jest przeciwko władzy i postulować istnienie instytucji będącej jej tak wyraźnym ucieleśnieniem.

Przykład? Ano jest praktyczny – popieram przymus szczepień, chyba, że ktoś mi udowodni, że absolutnie nie ma chorób, które mogą bez szczepienia ludzi wybić 1/3 jakiejś populacji. Popieram karanie morderców odosobnieniem w pewnych sytuacjach (gdy nie rokują dobrze na przyszłość). I jedno i drugie wynika z tego, że dopuszczenie do śmierci ludzi oznacza pośrednie ich pozbawianie życia wbrew ich woli. Ale nie popieram istnienia państwa, które z zasady może coś zakazywać lub nakazywać, ma prawo, wyłączne stosowania przymusu, układania praw i rządzenia. Nawet jeśli w praktyce oznacza to walkę o inny kształt państwa, to nie jest to tylko walka o to. Przejawia się to w tym, że władze państwową i każdy przymus uznaje za coś wymagającego odrębnego usprawiedliwienia. A nie odstępstwo od tej władzy i tego przymusu.

I to nie jest tylko takie sobie założenie arbitralne anarchizmu. Bez tego wymogu popieramy fundamentalną, antydemokratyczną nierówność – bo jeśli mam się tłumaczyć władzy, to znaczy, że ktoś ją będzie miał i ostatecznie każda moja ocena będzie słabsza od jego. Tak jakby jedni wiedzieli, sami przez się, co jest lepsze, a co gorsze. Jeśli można stosować przemoc nie można dotrzeć do rozsądku, którzy łączy osobę przemoc stosującą i osobę przemocą dotkniętą. A to ostatecznie oznacza prawo silniejszego, niezależnie od usprawiedliwień. Oczywiście, można je akceptować. Ale jak je pogodzić z czymś innym, jak arystokratyczna oligarchia nie wiem. I nie mam zajęciu akceptować takiej oligarchii. To już tylko mój wybór i dopiero ten wybór jest tyle samo warty, co wybór oligarchii. Nie dlatego, że godzimy się na przymus my anarchiści, tak samo jak etatyści. Nie godzimy. en wybór jest tyle samo warty dlatego, że jest równie nie związany żadnymi pierwotnymi założeniami. Jest fundamentalny, tak samo jak wybór tyranii. To nie anarchizm sprawia, że odrzucamy tyranów, to odrzucenie władzy tyranów może prowadzić do anarchizmu. Tak, dalej też są wybory, choćby w stopniu radykalizmu, ale to ten moment jest jakby punktem stycznym dwóch form życia i tylko ten. Z niego nie musi się usprawiedliwiać ani jedna, ani druga strona. Bo wyboru można po prostu dokonać, mamy wolną wolę. Ale potem anarchista nie potrzebuje usprawiedliwień, natomiast ludzie chcący wspierać władze lub przynajmniej nie chcący jej niszczyć muszą ja usprawiedliwiać.

Jest tak, bo władze podpiera się przemocą, ale do stosowania takiej przemocy trzeba zazwyczaj przekonać innych, że już się ma tę władze. Zanim użyje się przemocy. Bo inaczej nie byłaby ona skuteczna. Konsekwentny i bardzo masowy opór oznacza stratę władzy. Jeśli przekonasz odpowiednią liczbę ludzi, że jesteś królem, będą dla Ciebie zabijać. Jeśli nie, będziesz pajacem, może niechcący.

ps. Tak jak u góry – Diabeł mi pomagał to napisać. I chłopaki z yrizony.

Wyciął mnie

Posted in Uncategorized with tags , on Sierpień 11, 2011 by Jaś Skoczowski

Mruwnica. Inżynier. Tu zadał takie pytanie: Chętnie poznałbym też odpowiedź zwolenników swobodnego dostępu do broni czy i tym razem “gdyby wszyscy mieli broń to by do tego nie doszło”. Odpowiedziałem mu, jako zwolennik powszechnego prawa do posiadania broni, że oczywiście to pewnie skończyłoby się rzezią. Ale spytałem, czemu nie zapytał się, gdyby tłum bł pod wpływem jakiś organizacji – marxistowskich, anarchistycznych, blacblockerskich. I napisałem, że ja bym się wtedy cieszył.

I mnie wyciął. Uważam, że dlatego, że musiałby wtedy powiedzieć, że nie, nie popiera zmiany systemu przemocą. Albo, żeby jaśniej wyrazić moje zdanie o nim: że popiera przemoc stojącą za systemem politycznym Wielkiej Brytanii i potępia przemoc obronną wobec niej.

A i dodałem, że dostęp do broni w Wielkiej Brytanii jest, do białej i to raczej powszechny i ta broń jest dość powszechnym tam narzędziem przestępstw. Przeciwnicy powszechnego prawa do posiadania broni należą do tych ludzi, którzy uważają, że jak ludziom (w domyśle – gorszym ludziom, którym można najwyżej rozkazywać i nakazywać i zabraniać)) coś się zabroni, to sprawa będzie rozwiązana. A zakazy działają w wyjątkowych sytuacjach, w którym możliwa kontrola nad osobami, które mają być posłuszne prawu – to jest oczywistość. Mniej oczywiste jest, zwłaszcza dla zarozumiałych etatystów w stylu Mruwnicy, że państwo nie jest najlepszym narzędziem wymuszania zakazów. Składa się an to milion i jeden powodów (choćby rozmiar struktury jest tu ważny i fakt, że do państwa lgną ludzie najmniej zainteresowani ładem i porządkiem, a najbardziej władzą i kasą), i być może żaden nie jest przekonujący, tak absolutnie. Tego nie można tylko rozumieć, to trzeba przyjąć.

Bo anarchizm jest odrębnym paradygmatem myślenia o polityce i politycznego działania. Lepszym od innych.

EDITH: a jednak jestem u Mruwnicy. Grzeczny chłopiec.

Tato o Wojtek napisał

Posted in Uncategorized with tags , , , on Luty 3, 2011 by Jaś Skoczowski

Pierdolenie o Szopenie. I ja wiem dlaczego – libertarianizm jest ściśle związany z indywidualizmem, indywidualizm jest jakąś częścią tradycji socjalistycznej. Tej, o której Wojtek woli nie pamiętać. A czemu? Ten Pan i wielu innych po prawdzie służy chorobliwej tendencji, którą można nazwać etatyzmem – przekonaniu, że grupa ludzi mających władzę, działających ze sobą w zgodzie i dążących do jednego celu, najlepiej da rade sobie z uporządkowaniem całej społeczności. Problemem w takim ujęciu jest tylko zadbanie, by Ci ludzie robili to, co chcemy my, żeby oni robili. I jednocześnie, hihihi, zachowali jednak nad nami istotną władzę.

No i oczywiście ja jestem inny, i nie jestem jedyny. I dlatego ja jestem socjalistą, a Wojtek jest prokapitalistyczny do szpiku kości, chce po prostu kapitalizmu z ludzką twarzą. Tylko dlaczego ten niby miałby być ostatecznym politycznym celem?

Etatyzm

Posted in Uncategorized with tags , on Listopad 18, 2010 by Jaś Skoczowski

No normalnie etatyzm proszę państwa

Podatki to nie jest żaden haracz ściągany przez wrogie ~*przedsiębiorcy*~ państwo; to zaledwie częściowy zwrot kosztów poniesionych przez państwo, żeby zapewnić ci bezpieczeństwo (zgadnij, czemu nikt nie strzela do ciebie po drodze do pracy? czemu straż pożarna zgasiła pożar w twoim mieszkaniu? kto złapał złodzieja korzystającego z bezwzględnych praw rynku — tani towar zawsze sie sprzeda — który ukradł ci telefon komórkowy?), infrastrukturę (czemu w ogóle masz drogę, która możesz jeździć do pracy? czemu w ogóle masz pracę?), edukację (ach, drogi korwinisto z państwowej szkoły! wypierdalaj), środowisko nadające sie do życia (czemu jakaś korporacja nie spuszcza hektolitrów kwasu siarkowego do rzeki obok twojego domu? czemu w twoim ogródku młody przedsiębiorczy korwinista nie zrobił sobie wysypiska śmieci — przecież bardziej by mu się opłacało, niż zapłacić za wywóz śmieci?) i całą masę innych rzeczy, których nawet nie trzeba wspominać no bo. Chcesz mieć wolny rynek i brak państwowej kontroli? Somalia czeka, a ja chętnie popatrzę sobie na kolejnych ludzi, którzy przeżyli fisting niewidzialną ręką rynku.

Tutaj.

Skoro państwo tylko świadczy usługi, to dlaczego po prostu nie odmawia ich świadczenia, gdy ktoś nie chce nic dać w zamian i potem ewentualnie dochodzi odszkodowania? Dlaczego ma prawo do wtrącenia kogoś do więzienia za to, skoro można po prostu zerwać z kimś kontakt i robić swoje (dbać o resztę, która płaci), choćby jemu wbrew? Ale jeśli państwo jednak nie świadczy usług, tylko działa, by zrealizować swoje cele (w tym – zmusza innych do ich realizacji), to odpowiedź jest jasna – bo działając traktuje Ciebie jako narzędzie do realizacji swoich celów i dlatego chce, żebyś konkretnie coś robił, a nie tylko – odcina się od Ciebie, gdy przeszkadzasz. Trzeba to podkreślić – wtrącenie do więzienia nie może służyć bezpośrednio zwrocie kosztów usługi. A skoro tak, musi wiązać się z innym prawem, niż prawem dochodzenia jakiegoś zadośćuczynienia czy odszkodowania (czy jak to nazwać) za korzystanie z usługi, która nie została opłacona. Inaczej prawo do pobierania podatków byłoby po prostu prawem do rządzenia drugim człowiekiem, bo byłoby od niego kompletnie nie do odróżnienia. A jeśli tak jest, to i tak wychodzi na moje, zauważyłeś? I prawo do pobierania podatków zawsze musi być prawem do rządzenia ludźmi. Skoro więc popierasz prawo państwa do pobierania podatków, to popierasz jego prawo do rządzenia ludźmi, a nie tylko zabierania im części ich majątku w zamian za pomoc w realizacji jakiegoś celu. Nie twórz więc pozorów czegoś innego.

No dobrze, skoro już coś ustaliliśmy, to zauważmy, że twoja postawa rodzi problemy, których nie jesteś w stanie nawet dostrzec, bo gdybyś dostrzegł lub dostrzegła, drogi etatysto, to byś nie pyszczył o okradaniu państwa, bo widziałbyś, jak słaby to zarzut, zwłaszcza dla kogoś, kto ma w głębokim poważaniu prawo własności jako takie.
Oczywiście państwo może być w jakimś sensie okradane i bronić swojego prawa do czegoś z tego względu. Pytanie, dlaczego ja miałbym dbać o to jakieś prawa państwa do czegoś, skoro państwo chce realizować swoje prawa w taki sposób, że to mnie obdziera z moich praw i godzi w moje interesy? Na te pytania nie odpowie ani mało śmieszna (srsly bardzo mało) błazenada (ołahahaha utopista, ołahahah anarchista. Ołahaha not, nie potrafisz odpowiedzieć na proste pytania, tylko brechasz. Dobrze, że przynajmniej się nie ślinisz), ani zakrzyczenie, ani przezywanie. Stix&stones. Państwo nie liczy się ze mną, państwo nie tylko egzekwuje swoje prawa, państwo je też mi narzuca (objawia się to np. nie braniem pod uwagę moich praw właśnie i interesów, jeśli nie pojąłeś tego, czy pojęłaś) i tylko legitymizacja tego mogłaby to usprawiedliwić. A nie da się usprawiedliwić tego samym faktem, że to robi, bo to nie jest dla mnie fakt instytucjonalny, nie uznaje zasady, że kto ma siłę, ten ma prawo do niej. To co może posłużyć za usprawiedliwienie dla tego, co robi państwo?

Popierając więc, bezkrytycznie, prawo kogoś do zabierania komuś innemu pieniędzy pod groźbą pozbawienia go wolności, popierasz tylko i wyłącznie traktowanie jednych ludzi przez drugich jako środków do celu i nie łudź się, proszę, że jest inaczej. Popierasz nagą władzę, kompletnie tego nie uzasadniając. Choćbyś milion razy napisał czy napisała o ratowaniu żabek i budowaniu autostrad, zawsze nie zauważysz prostej rzeczy – że państwo ma swoje cele i ich realizacje wymusza na innych. I poczynając od tego, że prawodawca nie musi się liczyć z wolą swoich wyborców, a kończąc na tym, że funkcjonariusz państwowy nie musi się liczyć z wolą osób, które mają obowiązek podporządkowania się mu, można stwierdzić, że ten kształt instytucji, które sprawują władzę (bo państwo jako ponaindywidualny potworek zdecydowanie bardzie sprawuje władzę niż jego trybiki, ograniczone logiką systemu) wzmacnia zdolność państwa do traktowania Cię jak rzecz. Jesteś więc zwolennikiem niewolnictwa. Własnego.

Oczywiście, że czasem, żeby zrealizować jakiś cel trzeba odebrać komuś wolność i uczynić go niewolnikiem. Problem nie tkwi w tym, że żeby palacze przy Tobie nie palili, to trzeba ich zmusić. Problem jest w tym, komu Ty chcesz oddać prawo do zmuszania kogokolwiek – Tobie się wydaje, że to prawo chcesz przekazać sobie, a po prawdzie – to chcesz przekazać je państwu i nawet o tym nie wiesz. I do momentu, w którym nie uznasz, że cele państwa są ważniejsze od twoich, ta postawa zawsze będzie postawą głupca, bo państwa, te współczesne, tak są skonstruowane, żeby mogły ignorować wolę poddanych, nawet tych posłusznych. Państwa mają prawo prowadzić własną politykę, niezależną od nikogo innego. Państwo w ogóle nie musiałoby pracować i miałoby to prawo. Które, że się powtórzę, prowadzi głównie do obiektyfikacji każdego poddanego władzy państwa, no może poza kilkoma potężnymi i bogatymi Panami i Paniami. Oczywiście, możesz nie mieć nic przeciwko byciu tylko czymś w relacji (albo łudzisz się, że trafisz do Power Elite), ale może weźmiesz pod uwagę chociaż innych?

Powtarzając swoją etatystyczną głupotę możesz skrzywdzić innych, mogą w to uwierzyć, że państwo o nich dba, jak o kogoś, a nie jak coś, co ma służyć czemuś. Proszę nie rób tego, to prowadzi do bolesnych rozczarowań. Wspomniani przez Ciebie ludzie, którzy jakoby przeżyli „fisting niewidzialną ręką rynku”, przeżyli przede wszystkim utratę troski państwa, bo państwo przestało ich potrzebować. Przeżyli ją między inni dlatego, bo państwo jest jakie jest i bolałoby ich to mniej, gdyby wiedzieli, jakie jest. A dzięki takim ludziom jak Ty ktoś znowu może się nie dowiedzieć, jakie jest, odpowiednio wcześnie (albo może być tak głupie jak Ty i w ogóle zignorować fakty). Za to – ufa państwu, co Tobie zapewne się podoba. Bo jesteś zaślepiony (lub zaślepiona, a jakże!), biedny etatysto czy etatystko. Nie rozsiewaj tej choroby, proszę, pomyśl o tym, jako czegoś, czego Ci nie zakaże nikt, ale jednak wypada tego unikać. Bądź grzeczniejszy od palaczy, skoro nie potrafisz być bardziej współczujący, przez swoje upośledzenie. Ok?