Archiwum dla Diablątko

Jeśli to nie moja rewolucja, nie tańczę

Posted in Uncategorized with tags , , , , , on Grudzień 14, 2011 by Jaś Skoczowski

Te słowa, które nie są słowami Goldman, są dla mnie ważniejsze, niż te o pracy i chlebie. Choć w zasadzie mówią o tym samym. Ludzie mają potrzeby, niezależnie na ich hierarchię. Tak, ta hierarchia określa kim jesteśmy. Ale nie tym, czym możemy być. Tak, bo hierarchię wartościowania można zmienić. Hierarrrrrrarchie wartości zmieniały się i zmieniają. Może podlega to jakiś prawom rozumianym jako prawa natury. Rzecz w tym, że gdybym chciał pogadać z fizykiem o prawach natury rozmawialibyśmy prawie kompletnie różnymi językami ze sobą, choć słowa tam byłyby w nich podobne – przynajmniej na ten temat. Czy miałbym gadać o tym z psychologiem? A na ile znają psychologowie psychikę ludzi sprzed 5000 lat? Odczytane teksty, z trudem odczytane, często z bardzo rzadkich materiałów odczytane – jak w nich wyrazić motywacje moralną? To, co ludzie chcą robić, bo to dobre i to co po prostu należy, bo należy. Itd?

Stąd nie, ja nie wiem, jaka jest do końca moja hierarchia wartości, bo mma kiepski materiał porównawczy. Wiem, że kocham i jestem zakochany, ale to nie wiele wyjaśnia. Jestem i już. Ludzie, którzy wiedzą, dlaczego taki jestem (czyli dlaczego mam tą hierarchię wartości) nie mają mi wiele do powiedzenia o mnie. Bardziej odpowiada mi obraz mnie jako np. paczłorka (mrugam do Ciebie, Diablątko). Bardziej interesuje mnie możliwość badania siebie i świata choćby przez badanie siebie i badanie innych. Nie wiem do końca, co to jest ten paczłork, ale chyba można przynajmniej do niego przyszyć łątkę do łatki. A może nawet można przerobić. Ludzie patrzący na mnie mają dla mnie więcej ciekawych informacji, choć tak, te informacje są często przez to sprzeczne.

Dlaczego nie miałbym tak postrzegać innych? I teraz, prosto (a nie wiem do końca, czy to jest dobre uproszczenie) mówiąc – jak chce dla nich dobrze, to wymagałoby to ode mnie tez potraktowania ich jak poczłorków, bo się podrą. To nie tyle jest dla mnie oczywiste, ale to jedyne zdanie, którym potrafię odpowiedzieć. Co znaczy, że cenie tę jakość (to jest dobre słowo?), które jest paczłorkowatością. Acz owszem, nie do końca go ogarniam. Nie mogę być tak sprawni, jak inni, za dużo szczegółów. A i tak je przegapiam.

Podejrzewam nawet, że są ludzie zdecydowanie bardziej zbudowani – wiem, że po prostu robię w życiu coś innego, a oni coś innego. To najważniejsze. Nie to, że coś myślą, nie to, że się ruszają. Robią. To, że dostrzegam (nie potrafię zrobić z tego czasu przyszłego, jezu, nie potrafię po polsku) w nich nieco nieładu. Nie cały nie ład. Jest porządek. Który można wywrócić i przewrócić i dalej będzie porządkiem. Nawet wiec uporządkowani przypominają coś, co czego można coś dodać.

Nie wiele, w porównaniu do tego, co sobie potrafię wyobrazić, mogę. Haha. Jednak mogę ćwiczyć jogę i zrozumieć, po co jest w kolejności asanów powtórzenie pierwszej figury – w ten sposób poznaje siebie i nie tylko, o czym już pisałem. Bo to jest taniec.

Moja bezradność to nie jest to, czemu pozwoliłbym sprawić, że przestanę być sobą. No chyba, że obiecywałoby to kogoś ciekawszego. :)

wiersz: mój Diabełek

Posted in Uncategorized with tags , on Grudzień 3, 2011 by Jaś Skoczowski

znam Diabełka

Diabełek ma w sobie co najmniej
jeszcze jednego małego
Diabełka

myślę jednak, że ma ich więcej
tylko je chowa i podmienia
i że Diabełki mniejsze
też mają Diabełki

potrafię przywołać małego Diabełka
i pojechać do Diabełka
to czyni mnie szczęśliwym
i spokojnym

Diabełek potrafi mnie rozgrzać
rozmiękczyć i wypieścić
czasem sam, czasem przez małego Diabełka
nie umiem się nadziękować

Diabełek potrafi też, jeśli zechce
spalić całe to papierowe szczęście origami
dlatego jest Diabełkiem

– 0

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Październik 12, 2011 by Jaś Skoczowski

Tak się złożyło, że jestem bardzo przywiązany do samego siebie. Nie chodzi o to, że bronię swojej tożsamości, czy staram się jasno przynajmniej ja określić. Takie próby kończyły się zmęczeniem i wcale nie czuję się z nimi swojsko – czyli tym bardziej to mnie nie przywiązuje do mnie samego. Raczej – jedyne co pozostaje mi, to być spontanicznym, bo wszelkie intencjonalne działanie mi nie wystarcza. Gdybym miał trzymać się działań, które mają swój przedmiot i ich istnienie zależne jest od tego, czy mogę sobie je uświadomić (tak można scharakteryzować działanie z intencją, za wikipedią i Searlem). Jednak nawet działanie spontaniczne, pozbawione intencji, nie pozbawia mnie poczucia siebie. To poczucie to nie jest już nazywanie siebie, twierdzenie, że się jest, nie jest też wskazywaniem siebie itd. (wszystko to jest intencjonalne). To poczucie jest po prostu czuciem samego siebie, bez pośrednictwa jakichkolwiek znaków – jeśli nigdy tego nie czułeś, to zwyczajnie jesteś tego pozbawiony i nie da Ci się tego wytłumaczyć. Nie mogę wytłumaczyć, ale wskazuję na wnioski Anscombe dotyczące słowa „ja” – że nie jest ono nazwą, moim zdaniem to dobry drogowskaz dotyczący tego, co to znaczy, że ktoś siebie czuje. Nie umiem się go pozbyć, tego poczucia, kocham go. To moje egoistyczne przywiązanie, nie będę zbawiony.

No ale przecież nie szukam zbawienia. Już nie. Jestem przekonany, że po prostu czucie siebie to czucie tego, co we mnie jest puste, pełne i nijakie. Przez to nie można tego wskazać, bo przedmiotów nijakich i pustych nie da się wskazać. Mogę za to po prostu to czuć. Milcząco.

Ale to ma znaczenie polityczne. Fundamentalnie polityczne. To znaczy, że żadne moje określenie nie wystarczy mnie, bo kocham siebie i jestem do siebie przywiązany. To znaczy, że żadna wspólnota mi nie wystarczy do szczęścia, To znaczy, że muszę mieć szanse przemilczenia czegoś i bycia pozostawionym samym. I unikania innych. A zwłaszcza – nie wchodzenia w ich życie. Żeby to, co we mnie pozytywne nie brało góry nad resztą. Przez to jestem antypolityczny i przez to jestem anarchistą, zwłaszcza – indywidualistycznym anarchistą. Bo to indywidualizm nadaje się do wyrażenia pustki i nieokreśloności. I dlatego wielką szkodę wyrządziły mu te koncepcje, które podkreślały tylko pozytywne aspekty jednostek.

Choć oczywiście, szkodę indywidualiście robi sobie on sam, bo to co w nim pozytywne jest skazane na sukces. Język ma publiczny charakter i każdy jeżyk uprzywilejowuje to co pozytywne. Natomiast ludzie nie mogą ochronić się przed językiem zazwyczaj, wnika do nich bardzo wcześnie, a Ci, którzy zostali przed nim ochronieni, wcale nie muszą być szczęśliwsi.

Dlatego fajnie jeszcze kogoś kochać, znając to, co w nim da się opisać, lubiąc to, ale także starając się choć trochę uszanować w nim to, co musi przemilczeć, żeby czuć siebie.

Robertowi Antonowi Wilsonowi, Ludwigowi Wittgensteinowi, Gertrud Elisabeth Margaret Anscombe, Johnowi Rogersowi Searlemu, Lao Tsemu, Czuangowi Dze i wielu innym. Ale przede wszystkim i w pierwszej kolejności Diablątku.

EDTHŁ a sorry Max. Tak, Stirnerowi te sporo zawdzięczam, choć nic nie jestem dłużny, hyhy.

Moja Pani go nie lubi

Posted in Uncategorized with tags on Lipiec 1, 2011 by Jaś Skoczowski

a ja tak

wklejam go więc, zakochany. Złośliwie i kochliwie.

wiersz kompletnie bez tytułu

Posted in Uncategorized with tags on Maj 23, 2011 by Jaś Skoczowski

chciałem napisać o tym, że Cię kocham
ale wtedy musiałbym tylko napisać, że Cię kocham
to głupie, proste słowo
nadaje się do tego, żeby napisać
że Cię kocham
jak żadne inne

potrafisz stworzyć całe światy zamykając oczy
poza tym normalnie: śmiejesz się
oddychasz, jesz, pijesz, sikasz,
robisz kupę i śpisz.
i pracujesz
zdecydowanie za dużo
i zdecydowanie za wcześnie
musisz do pracy wstawać

masz uśmiech który mówi za całą Ciebie
i mówi, że lubisz robić takie rzeczy
na które nikt Ci nie pozwoli
i że zrobisz je
nawet jak Ci zakażą

na to nie ma innych słów
niż: kocham Cię

Jestem sentymentalną dupą

Posted in Uncategorized with tags on Kwiecień 26, 2011 by Jaś Skoczowski

Mam nadzieje, że nie ma życia po śmierci. Że umrę raz na zawsze. Zabiorę z tej ziemi to, co dawało życie wszystkiemu temu, co przeżywałem. Zwłaszcza mojemu kochaniu Diabełka. Nic nie ma pozostać żywego z tego co do Niej teraz czuję, mają zostać równie martwe, jak ja, ślady. Nikt nie ma dostać tego, co ja do Niej czuję.

No to pochlipałem.

Szatańska inspiracja

Posted in Uncategorized with tags , on Luty 8, 2011 by Jaś Skoczowski

Na skutek tego, że Diablątko wzięło mnie za rękę i poprowadziło, gdzie chciało i zrobiło ze mną zamki z piasku i całe miasta, i one dalej się trzymają, chciałem napisać, że moje poglądy dotyczące ontologii muszą ulec zmianie i zdecydowanie uważam, że poza ja i Ty, jest jeszcze jakieś my.

Ba, dowiedziałem się też, że wolność i miłość się rymują, i że my nie musi w ogóle przeszkadzać ja, wręcz przeciwnie. Taka wiecie, gruba wolność mnie się zdarza teraz, jak chyba nigdy z nikim, wolność mi puchnie i rośnie zamiast maleć. Taka, że aż czasem dezorientuje, nie wiadomo aż, co robić, tak bardzo to niezwyczajne, ja pierdole, nigdy nie byłem tak wolny, jak przy moim Diabełku. Jestem wciąż tym wstrętnym kocurem, który gryzie, jak mu źle i gryzie, jak mu dobrze (i drapie), ale spasłem się i czuję się o niebo lepiej, niż się czułem. Luźniej. Swobodniej. Inaczej: jestem gorszy niż byłem, mam bardziej wyjebane na to, na co miałem mniej, a co już ludzi wkurwiało. Inaczej: teraz zabijam ptaszki dla zabawy, wtedy bywałem jeszcze głodny, ale teraz Moja Pani karmi mnie lepszym mięskiem, które w dodatku nie ucieka. Teraz mogę nienawidzić z ogromną łatwością, bo jestem kochany. Teraz gardzenie jest rozrywką. A oprócz tego potrafię być pełen dobra, miłości, czułości, słodkości i piękności. Wszystko potrafi być dla mnie piękne, bo coś mi napisze, coś mi powie i gdzieś mnie dotknie. Yay.

Dziękuję. Małe słowo, ale dziękuję bardzo.