Archiwum dla cipki

dopalamy

Posted in Uncategorized with tags , , , on Styczeń 22, 2009 by Jaś Skoczowski

chcą zamknąć takie wesołe sklepy, a ja w żadnym jeszcze nie byłem.

zamykam oczy. otwieram jakieś inne.

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Listopad 15, 2008 by Jaś Skoczowski

dzieci uczy się, niezwykle często, unikać marzeń, gdy tylko wydadzą się niesłuszne. może jest to komuś do czegoś potrzebne, może nawet dzieciom. może bez tego narażone byłyby na rozczarowania. dziecko jest płochliwe i pod wpływem strachu mogłoby porzucić swoje fantazje, a potem bardzo za nimi tęsknić i cierpieć z tęsknoty.

ale gdyby tak uparcie marzyć? gdyby tak nic nie mogło ruszyć naszych fantazji, gdyby były dla nas niezniszczalne? przecież dziś wiemy, że nasze fantazje, to tylko fantazje i mogą zostać tak długo, jak tylko chcemy.

może więc można doszukać się jakiego usprawiedliwienia dla ograniczania fantazji dzieci. ale dlaczego dorośli mieliby się ograniczać? czy dalej chcemy być tylko karconymi dziećmi? czemu nie marzyć, fantazjować, z pełną świadomością i odwagą?

zbiegowisko zbiegów okoliczności

Posted in Uncategorized with tags , , , on Lipiec 6, 2008 by Jaś Skoczowski

Podzielam obawy, że wiele wystąpień polityków prawicowych podminowuje autorytet prawa i kruszy instytucje demokratycznego państwa. Apele o rozliczenie PRL, z iście inkwizytorską pasją wzywające do dekomunizacji, lustracji, delegalizacji SdRP, zrealizować by można jedynie w warunkach stanu wyjątkowego i zawieszenia swobód obywatelskich

Lesław Maleszka, „Historia nie lubi kompromisów”, „Gazeta Wyborcza”, 11 września 1995

4 czerwca minister spraw wewnętrznych Antoni Macierewicz przekazuje szefom klubów parlamentarnych listę posłów i senatorów zarejestrowanych w archiwach MSW jako tajni współpracownicy SB. Wybucha skandal. Klub „S” popiera inicjatywę ministra. (…) Wielu związkowców zatraciło rozsądek. Mówili o kryptokomunistycznych rządach agentów z SB

Lesław Maleszka, „Druga Solidarność w Trzeciej Rzeczypospolitej”, „Gazeta Wyborcza”, 31 sierpnia-1 września 1996

ZChN uczestniczył w dwóch gabinetach – Olszewskiego i Suchockiej. Oba leczyły ich z różnych złudzeń. „Zasługą” rządu Olszewskiego było pokazanie, co w praktyce oznacza lustracja: ZChN-owski minister umieścił na liście agentów komunistycznej bezpieki prezesa Zjednoczenia

Lesław Maleszka, „Pochwała oszustwa”, „Gazeta Wyborcza”, 18 września 1997

Przypominam te fakty tak obszernie, by uświadomić dwie rzeczy. Po pierwsze: że ustawa dekomunizacyjna nie rozwiązuje wszystkich problemów i rozwiązać nie może, niepodobna bowiem w państwie demokratycznym wyrzucić poza nawias prawa dziesiątek tysięcy ludzi

Lesław Maleszka, „Co można zdekomunizować?”, „Gazeta Wyborcza”, 14 lutego 1996

Lesław Maleszka: – Rozmaite sondaże wskazują, że hasła dekomunizacji i lustracji są dziś najbardziej popularne nie gdzie indziej, tylko w elektoracie UW.
Andrzej Celiński: – Bo ta kwestia najbardziej dziś dzieli Polaków. (…) Ja sam w 1990 r. uważałem, że Unia jest za bardzo chrześcijańska w podejściu do dekomunizacji i lustracji, w końcu jednak sądziłem, że nie ma innych, sensowniejszych rozwiązań niż te, które proponował rząd Mazowieckiego. Dziś myślę nieco inaczej. (…) Bezczelność SLD idzie zresztą tak daleko, że ludzie w rodzaju posłanki Sierakowskiej postulują lustrację księży i biskupów.
Lesław Maleszka: – Równocześnie żądają pełnego rozgrzeszenia, ba – wyrazów uznania dla funkcjonariuszy SB, którzy szantażem i groźbami werbowali księży

„Sprawy merytoryczne, personalne i symboliczne”. Lesław Maleszka rozmawia z Andrzejem Celińskim, „Gazeta Wyborcza”, 18 kwietnia 1997

Wierzbickiego zawiedli wreszcie… Polacy. Oburza się, że Kwaśniewski jest prezydentem, a lewicowa koalicja przez cztery lata była u steru rządów. Pomija milczeniem fakt, że ktoś wybrał tych ludzi na najwyższe stanowiska w wolnej RP. (…) Warto, by pamiętali o tym politycy, którym dziś – w dziewięć lat po upadku komunizmu – marzą się ustawy dekomunizacyjne. (…) Konsekwencje takich ustaw łatwo sobie wyobrazić: gwałtowne pomnożenie nienawiści i różnego rodzaju konfliktów społecznych (…) Myśl o przebaczeniu jest Wierzbickiemu obca. (…) Ze wzgardą odrzuca więc Wierzbicki wielkoduszność wobec kogoś, kto przed laty zapisał się do PZPR, bo uznał, że oportunizm jest ceną, jaką warto zapłacić za robienie rzeczy pożytecznych

Lesław Maleszka, „W pułapce antykomunizmu”, „Gazeta Wyborcza”, 9 kwietnia 1998

Nie chciałbym dezawuować całej książki Kuli; ciekawe są zwłaszcza fragmenty dotyczące przebiegu walk ulicznych w Gdańsku. Jednakże spiskowa wersja wydarzeń grudniowych nakreślona przez autora wydaje się jedynie płodem jego fantazji. (…) A jeśli powołuje się na taką wypowiedź: (…) „Nie ulega wątpliwości, że wielu organizatorów zajść w zakładach i na ulicach było agentami aparatu bezpieczeństwa, który sterował ich działalnością” – to powinien wiedzieć, że akurat pamiętniki Piotra Jaroszewicza są wyjątkowo niewiarygodne

Lesław Maleszka, „Czytajcie a znajdziecie. Grudzień ’70”, „Gazeta Wyborcza”, 27-28 stycznia 2001
We wtorkowej „Rzeczpospolitej” ukazał się list otwarty 19 moich koleżanek i kolegów z krakowskiego i wrocławskiego Studenckiego Komitetu Solidarności, w którym stwierdzono, że w latach 1977-80 jako działacz SKS byłem współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa.

Informacja ta jest zgodna z prawdą. Za swoje winy i za zło, jakie wyrządziłem moim przyjaciołom, ponoszę oczywistą odpowiedzialność. Także i za to, że po 1989 r. nie umiałem nikomu opowiedzieć o tym ponurym okresie mego życia – nawet tak bliskim mi ludziom z „Gazety Wyborczej”. Nie potrafię, niestety, cofnąć czasu, ale mogę spróbować go odtworzyć. Wkrótce przedstawię obszerne wyjaśnienie w tej sprawie. Dziś mogę tylko prosić wszystkich, którym wyrządziłem krzywdę, o wybaczenie”.

Lesław Maleszka, „Oświadczenie Lesława Maleszki”, „Gazeta Wyborcza”, 7 listopada 2001

Mam tylko jedno życzenie. Chciałbym, by moje akta osobowe gromadzone przez SB były pierwszymi – i ostatnimi, które zostaną publicznie otwarte. Policja polityczna w komunistycznym państwie złamała kręgosłupy moralne wielu osób. Szantażem, strachem, prowokacją, biciem. Nie z każdym udało się to zrobić tak łatwo jak ze mną, ale skutki musiały być równie opłakane. Przez ostatnie 12 lat każdy z tych ludzi starał się zapomnieć o przeżytym dramacie. O tym, że czynił zło swoim najbliższym – sam żyjąc w poczuciu, iż padł ofiarą gwałtu. Dziś każda z tych osób czeka na sądny dzień – gdy otwarcie kartoteki rozbije krąg jej znajomych, czasem rodzinę, uczyni z niej banitę. Rozumiem, że aparat administracyjny państwa powinien wiedzieć, jaka jest przeszłość urzędnika na wysokim szczeblu, któremu powierza się informacje szczególnej wagi. Jakie jednak będą korzyści z tych paru pręgierzy hańby, w imię których jesteśmy gotowi dewastować różne więzi społeczne?
Wszystkich, którym wyrządziłem krzywdę – także tych, którzy po przeczytaniu tego tekstu nigdy już nie wyciągną do mnie ręki – gorąco przepraszam. W tej chwili nie jestem w stanie zrobić więcej”.
Źródło: Lesław Maleszka, Byłem «Ketmanem». Wyjaśnienia Lesława Maleszki na temat jego współpracy z SB, Gazeta Wyborcza, 13 listopada 2001

nie mogłem sobie tego odpuścić. witamy w Polsce, bardzo wesołym kraju.

EDIT: No dobra, ponieważ być może zaglądają tu ludzie, z którymi chciałbym się liczyć, to dam kilka uwag. A właściwie jedną: od jakiegoś czasu głęboko mi zwisa temat lustracji, a kiedyś mi nie zwisał. Kiedyś lubiłem Mikkego, a teraz go nie lubię. Kiedyś brzydziłem się papierosami i marihuaną. Dorastam, niekoniecznie w taki sposób, w jaki kogokolwiek by zadowolił.

mamy wolnośc słowa…

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , , on Czerwiec 5, 2008 by Jaś Skoczowski

oczywiście, wtedy, gdy wiemy, kiedy stulić ryj.

i był sobie wielki robotniczo-patriotyczno-flagowo łyk end

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , on Maj 4, 2008 by Jaś Skoczowski

4, czyli dziś, też był strażacki, ale to już nie mieści sie w tytule.

moje przypuszczenie brzmi tak: nasze cierpienia w znacznej mierze pochodzą z naszego opisu sytuacji, a nie z samej sytuacji. a opisy są w znacznej mierze niezależne od zmysłów, a to czego się dowiemy o sytuacji potrafi przecież wywołać nasze uczucia. to co myślimy nie jest zdeterminowane przez to co widzimy. przecież można popełniać błędy, prawda? poza tym ludzie o bardzo różnych poglądach, także na sprawy praktyczne, radzą sobie. jeśli teraz wszystkim tym rządzi cokolwiek niezależnego od naszej woli (wrażenia zmysłowe, wywoływane całkiem biernie w naszym ciele od zewnątrz), musi być tak, że nasze opisy tego nie są całkiem zdeterminowane przez to coś. inaczej niemożliwe byłoby popełnianie błędów ani niemożliwe byłoby, by różne poglądy praktyczne byłyby skuteczne.

nie tylko myślenie jest niezdeterminowane przez zmysły, ale zmysły są niezdeterminowane przez swoje przedmioty. dzieci potrafią rysować swoimi fekaliami. nie brzydzą się ich. nie czują tez zażenowania przy bawieniu się swoimi cipkami czy siurkami. trzeba ich dopiero tego nauczyć. tak samo trzeba ich nauczyć, do czego służy stół i łyżka. i rodzic, i państwo, i broń, i samolot, i „nie wolno”, i cokolwiek sobie pomyślicie jeszcze. wszystko nam to wpojono. są przypadki zarejestrowane takie, że przedstawiciele takiej czy innej grupy ludzi w ogóle nie widzieli np. statków, czy widzieli je jako chmury. w każdym przypadków o tym, co widzieli, myśleli i mówili ludzie decydowało nie to, jakie były przedmioty postrzegane, tylko jak je widzieli obserwujący. to jakie są przedmioty zależy od nas, a my od wychowania i genów. to nie subiektywizm, to po prostu obiektywizm zreformowany, samoświadomy i obdarzony samowiedzą.

oczywiście także same postrzeganie czegoś może nas boleć, więc druga hipoteza jest podobna do pierwszej – cierpimy przez przedmioty, bo widzimy je tak, a nie inaczej, a nie dlatego, że są jakieś.

jako optymista wierzę w to, że korzystnego postrzegania świata można sie nauczyć. choćby przez naśladowanie naszej dotychczasowej nauki, tylko świadome i ukierunkowane na bycie szczęśliwym. ważne jest usilne powtarzanie niektórych myśli, wielokrotne wywoływanie u siebie uczuć i ruszanie się wielokrotne w podobny sposób (uważam przy tym, że dziwnym trafem myśli można wywołać poprzez uczucia i ruchy, ruchy poprzez myśli i uczucia itd.). liczy sie też tzw. wdrukowywanie (imprinting), które różni się od nauki tym, że nie wymaga powtórzeń lub wymaga małej ilości powtórzeń, bo odbywa się w sprzyjających temu warunkach. np. pamiętam taki przykład z Vitusa Droshera, w którym słaba kaczka raz miała szczęście zwyciężyć w pojedynku i tak ja to rozochociło, że potem już zawsze wygrywała. widocznie sytuacja była wystarczająco sprzyjająca, by nauczyć się zwyciężać.

warto z tego powodu np. zmienić sobie swoje opisy na bardziej łaskawe dla nas.

tego wam życzę. i to tyle.