Archiwum dla cipka

Pamiętam, przyszedł taki jeden

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Sierpień 8, 2011 by Jaś Skoczowski

Pamiętam, przyszedł taki jeden. Naganiałam. No i wiesz, podchodzi do Ciebie kolo i pyta się:
– Dupczysz się czy trzeba z Tobą chodzić?
No to rozumiecie, ja lubię konkret, no to mógł być konkret i dlatego właśnie, nie myśląc wiele, rzuciłam mu:
– Ohoho, jaki kolega śmiały, ale z grzecznością to jakoś gorzej.
Speszył się.
– No dobrze, kolego. Dupczę. Ale to znaczy, że idę na dobrą kolację, słucham dobrej muzyki, śpię w dobrym hotelu. A po wszystkim mi płacisz. Sporo.
– Ile?
– Pięć tysięcy. Wittgensteinów, czyli po wszystkim ja Cię nie znam, Ty mnie nie znasz i nie chcę Cię więcej widzieć.
To go trochę podkurwiło. I dobrze, pomyślałam. Jest chamski. Całkiem niezły, ale chamski.
A jaki był? No wysoki brunet, taki postawny. Bardzo sympatyczna twarz, leciuteńki zarost, taki, co jest, choćbyś ciął brodę przy skórze, jasne, prawie szare oczy, dość szeroka szczęka. Dobrze z tych oczu patrzało, cały był taki jakiś przepełniony dobrotliwością. To jego dupczysz brzmiało jak żart. Nawet. Taki luźny był. A ja chciałam zobaczyć, jak wygląda wkurwiony. No to zobaczyłam. I już wiedziałam, że będzie fajnie.
– Ok. Jak dla mnie bomba.
Noc została zaplanowana.
Byliśmy w Hippelu. Dobrze wybrał, tam jest spokojnie, tam grają XX wieczny dżez. Nie miałam ochoty dzisiaj napierdalać, tarmosić się, skakać, chciałam porządnie zjeść. Zjadłam. Skurwiel zamówił wieprzowinę. Ostrą. Lubię świniaka na ostro, z jakimiś tam warzywami. Było mi dobrze. No, ale zadowolenie zburzyło mi troszkę to, że zamówił coś przyprawiane narkotykiem. I nie powiedział. Pomyślałam, no trudno, no coś kiepsko jednak wychodzi mu wzbudzanie zaufania. I wypiłam wino, wino pasuje absolutnie do wszystkiego.
Potem poszliśmy do hotelu. Tak, wybrał fajny. Tapeta w pokoju miała pstrokaty, abstrakcyjny wzorek, głównie zielony, kropkami czerwony, przepleciony czarnym, niebieskim, była śliczna. I wypukła, sprawdziłam, w dotyku przypominała wiklinowy koszyk, tylko jakby był z bardzo cienkiej trawy.
Złapał mnie za szyję i ugryzł w ucho. Delikatnie. Tak zaczęliśmy, nie pamiętam dokładnie, co robiliśmy dalej i nie wiem jak długo, ale pamiętam, że facet miał cudowne ręce – duże, ciepłe, suche, ale nie szorstkie. A dotykał mnie jak miękką kaczuszkę, a potem jakbym była pękniętą brzoskwinią, a on lekko wodził palcem po pęknięciu. I potem go mi wepchnął. Czy jakoś tak, no nie wiem, nie pamiętam, nie robiłam notatek.
W końcu wylądowałam w majtkach na łóżku, cała mokra. Zdjęłam mu koszulę (szybko, chciałam zobaczyć jego cycki i i ich dotknąć. Fajne były), rozpięłam spodnie. Ślicznie wyskoczył, naprawdę. I wszedł.
Ludzie, jego kutas był jak odlew mojej cipki, ale w skali dwa do jeden. No dobrze, może półtora. Chciałam zamruczeć, a wyszło mi jakieś jęczenie.
No i posuwał mnie, i fajnie by było, ale niektórzy muszą wszystko spierdolić. Znaczy, że przystanął i wyjął nóż było całkiem spoko. To, że zaczął mnie posuwać znowu, tym razem naprawdę mocno i wbijać nóż po lewej i prawej stronie łózka, a po środku była moja głowa też mi się podobało. Coś jak cyrk i facet rzucający w kobietę nożem. Lubię cyrk. A on był ostrożny.
Ale potem przyłożył mi do gardła nóż. I powiedział:
– A teraz odwrócisz się grzecznie, wystawisz dupę i Cię w nią zerżnę.
O kurwa, o kurwa, ostrze obok mojej szyi. Przegiął. Ścisnęłam go bardzo, bardzo mocno. Bolało. Wbiłam bu paznokcie w bok, przeszłam przez skórę do mięsa. Zapewne nie wiedział, że są z metalu i są bardzo ostre. Puścił nóż i lekko odskoczył. O to mi chodziło, odepchnęłam go na mój lewy bok, wciąż trzymając. Obaliłam na plecy, siadłam na nim, znów tak bardzo mocno ścisnęłam, że bolało, spojrzałam mu w oczy, zaczęłam jebać i wysyczałam:
– Ty pierdolony gnoju. Przyłożyłeś mi nóż do gardła, Ty skurwysynu!
I zaczęłam go jebać. Jeszcze szybciej i szybciej. Tym razem to on jęczał i chyba nie dlatego, że mu się podobało, choć kto to wie. Trochę mi tak zleciało czasu. Każdy mój ruch robił mi tak, że miałam dreszcze. Doszłam. W tym samym momencie, co on. Zeszłam. Żołądź miał pęknięty i zakrwawiony. Ledwo co zeszłam, złapał się za swój nadwyrężony instrumencik.
– Ty kurwo jebana, jezu, krwawię!
– Nie musiałeś chuju podstawiać mi noża pod gardło.
Był wkurwiony, to go jeszcze bardziej wkurwiło i ocuciło z bólu. Jakoś zobaczył nóż i chciał po niego sięgnąć. We włosach mam spinkę. Nie widać jej. Nie zsunie się, chyba, że dotknę ją swoją ręką. To taki cieniutki sztylecik. Wbiłam mu go w okolicach łokcia. I wcisnęłam czerwony przycisk, żeby wezwać ochronę.
To wszystko.

Wyrzuciłem się z gratami, to je tutaj rzucę…

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , , , , , , , on Kwiecień 24, 2009 by Jaś Skoczowski

gospel

mam dobrą wiadomość chłopcy i dziewczynki,
Bóg ma cipkę,
jeździ różowym kadilakiem,
ma złotą apaszkę. i krótką spódniczkę.

może jeszcze dziś
przyjedzie pod twój dom
Bóg sam w sobie.

przejdzie lekko po błocie,
w swoich wysokich szpilkach,
tak, Bóg nosi szpilki.
i czarne podwiązki.

klęknij wtedy przed Panem.
na początku może wydać się trochę mdły,
ale po chwili
robi się słodziutki.

I to na poemie nie przeszło.

Gniew i obrzydznie

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , on Kwiecień 22, 2009 by Jaś Skoczowski

Jak widać poema aż drży. Urocze, nie?

EDIT: Sorkiszcze najdrożsi Czytelnicy moi, ale skasowałem stronę i już nie poczytacie, jak się oburzali na poemie na mnie ludzie, zwłaszcza, że nawet jakbym mógł na blogu opublikować ich wypowiedzi, to ja nie wiem, czy to tak mogę.

język jak lizać

Posted in Uncategorized with tags , , on Styczeń 27, 2009 by Jaś Skoczowski

nie widzę innych argumentów za rozróżnieniem między językiem, a tym, co nie jest językiem, jak utylitarne. i to w skrajnie subiektywnym, zindywidualizowanym sensie – określonym ludziom wygodnie z tym podziałem. myślę więc, że najlepiej ten podział traktować jako arbitralny i konwencjonalny i nie wdawać się np. w definiowanie języka. język, to język.

kompletna dygresja – podczas spotkania ze przyjacielem naszła mnie taka wizja: przyjeżdża Wojtyła do Polski, kładzie się na polskiej ziemi, i bierze się do ostrego lizanka ojcowizny. z góry na dół i z powrotem nawet może. :) .

dzińdybry

Posted in Uncategorized with tags , , , on Sierpień 3, 2008 by Jaś Skoczowski

nie wiem, czy Ktoś nas zbawi kiedykolwiek,

nie jestem też pewien, czy to będzie Coś.

nie twierdzę, że jest inaczej.

po prostu wolałbym, żebyś teraz wygodnie usiadł, odprężył się.

ja naleję wina.

o spójrz, takie tutaj właśnie mamy

zachody słońca.

podobno blisko mi do Unitariańskiego Uniwersalizmu. w sumie, tak, ja też czasem chciałbym wszystkich do siebie zaprosić.

wyznanie.

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , on Maj 15, 2008 by Jaś Skoczowski

moja siostra już wie, więc wam powiem. jestem robaklem. prosto z Syriusza. moim celem jest to, byście mi służyli jako zabawki. chcę nawijać wasze dusze na palce, rozciągać je, miażdżyć i prażyć w mikrofalce.