Archiwum dla anarchoindywidualizm

Przewrotność a indywidualizm. I sprawa z tym związana.

Posted in Uncategorized with tags , on Czerwiec 10, 2012 by Jaś Skoczowski

Ludzie łatwo ulegają pozorom. Na przykład patrzą na odbicie w lustrze jak na siebie, a ono nie jest nimi (a ja uważam, że w ogóle nic nie jest nimi, ponieważ jestem zwolennikiem tezy, że nie ma czegoś takiego jak „ja”, przynajmniej rozumianego w taki sposób, jak go pojmujemy na co dzień). Albo korzystają z map tak, jakby pokazywały terytorium, a nie pokazują i gdyby uparcie dostrzegać w nich to, co jest inne od terytorium, trzeba byłoby spalić mapy. Świadomość, że to są pozory, nie sprawia, że nie mogą tym pozorom ulegać. Myślę, że dzięki takiej świadomości mogą im ulegać skuteczniej lub odrzucać ich wpływ, do pewnego stopnia, ale pojęcie tej pozorności do niczego człowieka nie zmusza, a daje pewne możliwości i na pewno daje mu pewną moc.

Jestem na kilka sposobów indywidualistą. Chcę zachować autonomię i odrębność od innych. I nie chcę postrzegać innych jako tylko to, co w innych da się sklasyfikować. Czyli chcę tak jakby widzieć ich, a nie ich odbicia, lub nie patrzeć na mapę. Nie odrzucam wyjaśnień tego, czym są. Traktuje je głównie instrumentalnie, a efekt jakiś konkretny, który chcę uzyskać robiąc innym coś, nie jest dla mnie najważniejszy. Chcę być otoczony ludźmi, którzy mogą po prostu być i mnie to już będzie cieszyło i rządzić (kierować itd) sobą, jednocześnie.

Nie proponuje ignorowania faktów, o ile one są ważne. Ale czy nie warto byłoby ignorować tych faktów dotyczących nas, na skutek których moglibyśmy wyrabiać sobie takie poglądy o ludziach, które znowu skłaniałyby nas do traktowania ich jako bardzo do siebie podobnych? Takich, które umożliwiłyby nam uschematyzowanie ludzkich zachowań do tego stopnia, że indywidualność stanie się czymś zbędnym? Jaka prawa byłaby ważniejsza od tego, by indywidualizować ludzi? Ja jej nie widzę. Wszędzie więc wtykam, do mojego widzenia świata, widzenie ludzi jako bardzo ekscentrycznych. Przestaje postrzegać ich jako zachowujących się swoiście tylko tak jak inni dopiero, gdy znajdę coś, co mi to potwierdza. Postrzegam też tak ich światopoglądy.

Ułatwia mi to, o czym już napisałem – jako człowiek mogę świadomie ulegać pozorom. Wiem, że indywidualistyczne postrzeganie ludzi może być pozorem i decyduje się na niego. To raz. To mój wybór. A dwa – wiem, że pewne sposoby myślenia sprzeczne pod jakimś względem z takim indywidualistycznym postrzeganiem, mogą być przydatne i jestem gotowy z nich korzystać (choć dotąd nie poczułem takiej potrzeby, no ale mogę robić to nieświadomie), nawet gdyby logicznie wynikało z tego napisałem, że są pozorne. Metodologiczny indywidualizm, tak zwany, zdaje mi się całkiem wygodnym sposobem myślenia o społeczeństwie i tłumaczyłem już dlaczego.

Jak widzicie, moja „socjologia” pokrywa się z moją polityką w znacznym stopniu, przyznaje to. Tylko, że to dla mnie argument za tym, że dla mnie anarchizm jest dobry, jak i metodologiczny indywidualizm. Te dwa stanowiska czy poglądy wynikają dość głęboko z tego, kim i czym jestem. Pozwolę sobie to wam wytłumaczyć, na ile potrafię.

Widziałem w życiu mnóstwo nieporozumień wynikających z nie przyswojenia sobie tego, że gdy ktoś coś myśli lub czuje, to pomimo tego, że rządzą tym jakieś zewnętrzne względem niego zasady, robi to on po swojemu i będzie postępował także po swojemu. Wiem też, że na wiele sposobów nieefektywna taktyka, szanująca indywidualność, usuwa ten rodzaj nieporozumień. Bo ludzie przestają w ogóle traktować takie sytuacje jako powstające na skutek błędu w rozumowaniu drugiej strony. Wiem też, że ważne, z punktu widzenia intersubiektywnego, decyzje, ludzie dokonują bardzo często w psychicznej izolacji. I wątpię, że a się ją przekroczyć.

Jednocześnie nie chcę rządzić ludźmi. Wymaga to działań, które w moim mniemaniu obdzierają mnie z indywidualności i myślę, że nie tylko ja mam tak. Władza zazwyczaj wymaga uczestniczenia w hierarchii, w ramach której definiuje się człowieka, wraz z jego prawami i obowiązkami, i jeśli uda mu się dostać dla siebie korzystną definicje, to rządzi, jak nie, to służy (piszę tu o korzystnej sytuacji dla kogoś pożądającego władzy).

No i lubię ludzi. Niektórych bardzo, czyli tych bliskich bardzo. Jestem gotów, unikając władzy na ludźmi, pomagać ludziom dlatego. Jednym mniej drugim bardziej.

Co mogłoby do takich doświadczeń bardziej pasować, niż indywidualistyczne postrzeganie człowieka i anarchistyczny indywidualizm (o socjalistycznym charakterze), związane ze sobą? Jako indywidualista postrzegam ludzi jako jednostki i ich jednostkowość chcę szanować, na ile sam potrafię. Indywidualizm taki nie bardzo godzi się z władzą – poddawaniem się jej i zdobywaniem jej, i posiadaniem jej. To świetnie godzi się z anarchizmem. Anarchizm i socjalizm są związane z sobą prostotą. Jeśli nie decydujemy się na całkowite wyeliminowanie przemocy z naszego życia, chyba lepiej, by używać ich w sytuacji, gdy ktoś chce, z jej pomocą, sprzeciwiać się wyzyskowi, który jest i tak związany z tym, że wyzyskiwacz ma władze nad wyzyskiwanym? Moim zdaniem tak.

Oczywiście, to tylko moja mapa i moje lustrzane odbicie rzeczywistości nie będące nią.

Dzieląc włos na 23trojo…

Posted in Uncategorized with tags , , on Listopad 17, 2009 by Jaś Skoczowski

Ojojojojo… Anarchista jest przeciwnikiem władzy jako takiej. Zdaje sobie czasem sprawę, jak jego bunt jest bezsensowny, bo cholernie trudno obyć się bez jakiejkolwiek władzy, ale dalej, z uporem maniaka, jest przeciwny władzy (uwaga: ja nie twierdzę, że anarchizm jest bezsensowny cąłkiem, tylko, że bezsensowny). Anarchoindywidualista to po prostu koleś, który chce sobą rządzić jak najmniej wchodząc innym w drogę. Ale cel jest prosty – zdobyć maksimum kontroli nad sobą przy minimum zniewalania innych. A to jak najbardziej dopuszcza zniewalanie. I to nie tak, że ja sobie wziąłem nazwę i na mocy arbitralnej decyzji sobie ją przyznałem czemuśtam – twierdzę, że to, co się nazywa anarchoindywidualizmem właśnie takie było zazwyczaj.

Hahahaha, dziwko, feel the diffrence i tak, właśnie znalazłem sobie inna nazwę dla mnie, niż „anarchista”, jak mi dobrze, sialala, co z tego, żę podobna ona jest.

Godło i flaga dla każdego!

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Czerwiec 7, 2009 by Jaś Skoczowski

Emille Armand przy okazji opisywania czym jest anarchizm indywidualistyczny stwierdził, że można buntować się wobec tego, co się po prostu nie podoba, a nie tylko temu, co jest jakoś obiektywnie takie, a nie inne. Tak przynajmniej ja rozumiem tekst. I to jest ciekawy pogląd, z którego staram się korzystać. Tak więc sprzeciwiam się temu, czemu tak zwyczajnie ja się sprzeciwiam. A ja to dokładnie to, co misię podoba uważać za mnie. To jest kolejny akt politycznej dziecinady, wiem to, ale przynajmniej w nim się nie gubię. Nie jest to tak wygodne, jak opieranie się na nieosobistych kryteriach, bo przynajmniej ja potrzebuję sporej wiedzy o czymś lub kimś, żeby to ocenić samodzielnie i włożyć w to serce. Zazwyczaj jej nie mam, stąd nie staram się do nich nadmiernie przywiązywać (ale czasami działam na podstawie moich ewaluacji takich niepoważnych, co czyni mnie wkurwiającym lekkoduchem).

I tak, dalej uważam, że pedały powinny mieć prawo do wiązania się ze sobą i adoptowania dzieci, a dorosły człowiek powinien móc kupić w tym samym sklepie spluwę, marychę i mleko. W pakiecie z nowym pornosem i małym zestawem aborcyjnym. A nie zgadzam się z rozwiązaniami to uniemożliwiającymi.

Suwerenem być

Posted in Uncategorized with tags , , , , , on Maj 26, 2009 by Jaś Skoczowski

Jednym z podstawowych postulatów anarchoindywidualizmu czy anarchoegoizmu (czy po prostu poglądu który wyznaje), jest taka maksymalizacja wolności każdej jednostki (w moim wypadku dotyczy to także jednostek nie-ludzi), która doprowadziłaby do nadania każdej z nich status suwerena politycznego. Suweren może żyć własnym prawem, każdy. Może też samodzielnie ustalać interpretacje swoich praw i one będą wiążące. Ten dość abstrakcyjny pomysł jest podstawową cechą odróżniająca mnie np. od anarchokapitalistów czy anarchokomunistów. I jedni, i drudzy postulują pewien zestaw określonych uprawnień, ja proponuje tylko sposób ustalania uprawnień.

Abstrakcyjność pomysłu w tym wypadku wydaje mi się zaletą, mniejakoindywidualiście – dlatego, że jest kolejnym sposobem zapobieżenia wyznaczania komuś granic dopuszczalnego działania bez jego udziału. Znaczenie czyjejś suwerenności może zdeterminować tylko ta osoba. Nikt inny. Żadne zasady zachowania, żadne obyczaje nie są wykonywane z poszanowaniem suwerenności jednostki, jeśli ona nie godzi się na nie. Czym więc mniej treści obiektywnej, niezależnej od podmiotu suwerenności, jest naszych poglądach na suwerenność, tym więcej swobody w jej określaniu ma suweren. A treści obiektywnej jest oczywiście tym mniej, czym bardziej jest ona oderwana od różnych kontekstów.

Oczywistą wadą tego poglądu jest to, że jajakoindywidualista nie wiem, jak nadać dokładnie wszystkim jednostkom suwerenność, a czasami nie chcę (sorry, NAMBLA, life is so fucking cruel – choć w sumie jestem przeciwny istnieniu wieku przyzwolenia) nie znam nawet sposobu ustalania kto jest jednostką, kto nie, który by mnie zadowolił.

Hm. I pomyśleć, że napisałem to wszystko tylko lewą dłonią. Fap, fap, fap, fap…