Archiwum dla amoralizm

Poprostemu

Posted in Uncategorized with tags , , on Styczeń 26, 2011 by Jaś Skoczowski

Robić coś, bo jest słuszne i robi coś, bo się chce to dwie różne rzeczy zawsze. Serio. Nawet jakby słuszne to było to, co uważasz za słuszne. Chyba, ze za słuszne uznasz wszystko to, co chcesz robić. Ale wtedy bardzo zmieni się użycie słowa „słuszność”. Już pokazuję:

Można wykonywać obowiązki i to jest słuszne, jeśli to są twoje obowiązki. Obowiązek to nie prawo, jak zdaje się niektórym, to natomiast właściwe dla Ciebie zachowanie. I możesz go wykonywać, nie chcąc, ale jednocześnie nie robisz tego mechanicznie, robisz to z zamiarem. To jest właśnie obowiązek. Gdy robisz coś intencjonalnie, a nie chcesz. I jak najbardziej możliwe jest to nawet, jak sobie sam wyznaczysz obowiązki, np. zidentyfikujesz się jako libertarianin, taki moralny. Wtedy, w ramach bycia konsekwentnym, będziesz zobowiązany robić to lub tamto. I bezie to słuszne. I może być niechciane przez Ciebie, serioserio.

No i ja chciałem być konsekwentny, czyli obowiązkowy wobec samego siebie. Okurwa, jakie to głupie. Jakie wyzbyte miłości do siebie. Bo przecież kochasz, to akceptujesz. A tu robisz coś, wbrew sobie, ale jak najbardziej intencjonalnie. Chuj strzela deklarowany wszem i wobec egoizm (oraz: co za idiota deklaruje egoizm? No ja). I jest po prostu źle, no, po prostu.

Kapitan Obwieś o etyce

Posted in Uncategorized with tags , , on Styczeń 19, 2011 by Jaś Skoczowski

Etyka normatywna jest przedsięwzięciem antyindywidualistycznym. Każdą zasadę można złamać, żeby zachowanie było do zrozumienia, musi mieć zasady. Zasady są dlatego zasadami, że da się je złamać lub nie. W innym wypadku byłyby mechanizmami. Prawami natury. Itd. Zasady jednak nie są po to by je łamać, zasady są po to, by je przestrzegać. Etyka normatywna zajmuje się wskazywaniem człowiekowi zasad słusznych i pokazywaniem ich słuszności (dwie różne rzeczy). I człowiek albo jest słusznością wskazaną zmotywowany, albo w nią wątpi, albo po prostu ją ignoruje i robi swoje, czy jest to słuszne, czy nie. I tylko trzecie zachowanie jest indywidualistyczne. W każdym innym wypadku koś poświęca siebie, swój sposób działania, na rzecz tego, który jest słuszny. Dlatego trzeba bardzo ostrożnie czytać panów, którzy mówią, że uznają jakąś jednostkę (czy nawet każda jednostkę) za najwyższe dobro albo wolność tej jednostki za najwyższe dobro, a potem mówią, co jest słuszne, co nie, dla jednostki. Zawsze mijają się z prawdą i nie należy o tym zapominać, bo jak się zapomni, to trzaskprask i po wszystkim. Stajemy się niewolnikami etyki, tracimy część naszej autonomii na rzecz czegoś na kształt programu. No bo etyka wiąże się z procesem motywacyjnym, a ten, z tym, co robimy. Czyni nas trochę bardziej robotami, a roboty nie mogą być jednostkami.

To stara pułapka moralistów, łapać indywidualistów na lep „etycznego indywidualizmu”. Nie ma czegoś takiego. Indywidualizm ze swojego charakteru jest amoralny, neutralny etycznie lub antymoralny. Etyka może być natomiast co najwyżej neutralna, zazwyczaj jest jednak antyindywidualistyczna. Jesteśmy tym, co robimy. Etyka może określić pewne nasze zachowania jako niesłuszne. W praktyce oznacza to, że motywuje ona ludzi (A czasem nas, gdy nasz indywidualizm osłabnie, choćby przez wspomnianą nieuwagę) do tępienia nas. To oznacza, że nawet jeśli jest do pogodzenia, to tylko dlatego, że nie wchodzi w drogę jednostce. Ani do głowy.

Co ważne: nie wierzcie, że etyka wyjaśnia wam wasze postępowanie. To wy, waszym postępowaniem wyjaśniacie etykę. Są dwa rodzaje działań: w zgodzie z jakimiś zasadami i kompletnie chaotyczne. Kompletnie chaotycznych nie ma opisywać, już zostały. działanie zgodne z zasadami da się opisać, aleale: tylko dlatego, że można postępować zgodnie z tą zasadą i da się to postępowanie zaobserwować. Inaczej opis takiego działania nigdy nie może określić, jaki będzie następny krok. Jeśli ktoś wam mówi, że zrobiliście źle lub niesłusznie, to znaczy tylko tyle, że zrobiliście to, co zrobiliście i że na tym polega niesłuszność. To, czy chcecie to robić dalej zależy od tego, kim jesteście i jeśli tą samą osobą, która to robiła, to przecież nic się do tego czasu nie zmieniło. Ba, nie zmieni się nawet, gdy ktoś zacznie wasze zachowanie nazywać słusznym. Ono będzie takie samo, za to pojęcie słuszności diametralnie się zmieni. Indywidualista działający pod wpływem argumentacji etycznej ulega urokowi słów.

Głupotka amoralizmu goni głupotkę moralizmu

Posted in Uncategorized with tags , , on Grudzień 24, 2010 by Jaś Skoczowski

Normy, wartości, cnoty itd. moralne mogą nie istnieć, mogą też komuś być niepotrzebne. Zupełnie jak jednostki miary czy byty geometryczne. Etyka jest wymiarem naszego życia, ktoś może nie być akurat tym wymiarem zainteresowany, a jednostki pomiaru nie muszą być inaczej, niż są np. metry, czyli jak najbardziej mogą być fikcjami, tak samo jak bryły czy figury płaskie. Dalej jednak można zmierzyć coś, bo jest np. jak prostopadłościan w wystarczającym stopniu. To, że jednostki miar mogą być fikcyjne i że kogoś nie interesują pomiary nie znaczy wcale, że pomiary zostały zdyskredytowane, jako praktyka.

Co więc mądrego może być w amoralizmie? No nic. Jest kiepskim sposobem na powiedzenie, że się nie daje faka. Skąd z nim tyle problemu? Bo robi zamieszanie, gdy tylko mówimy o etyce. Gdy robimy etykę, to co twierdzą amoraliści (w tym kiedyś to, co ja próbowałem twierdzić) nie ma znaczenia. To nie znaczy, że o razu znaczenie ma to, co mówią amoraliści. Amoralny opis działania to nie wyraz amoralizmu po prostu. Nie bardziej niż pominięcie tego, jaką kto ma fryzurę, w opisie tego jest manifestem antyfryzjeskim.

Moralizm więc też nie jest mądry zbyt. On przecież nie polega na tym, ze tylko opisuje się, jakie jest czyjeś działanie, etycznie jakie jest. Przecież w nim chodzi o podkreślanie ważności etyki nawet dla tych, którym ona zwisa. A etyka nie jest ważna dla kogoś, dla kogo nie jest ważna. Moraliści, jeśli kiedykolwiek kogoś przekonają do swoich racji, to tak samo jak amoraliści – bo biedaczek się pogubi i zostanie uwiedziony ich pierdoleniem. Czyli oni go w sumie nie przekonają, tylko wytrącą mu jego język z rąk. Jakkolwiek by człowiek z językiem w dłoni debilnie nie wyglądał, tak właśnie będzie.

To jest ważne dla postawy, którą można nazwać indywidualizmem – jeśli takie nazywanie jej ma mieć jakąś wartość, to indywidualizm nie może być ani amoralizmem, ani moralizmem, bo powinien być afirmacją jednostki, działaniem mającym na celu maksymalnie nieograniczony niczym zewnętrznym rozwój każdego z nas. Czyli też – naszych gustów, każdego z osobna.

Swędzi mnie, a nie wiem gdzie, ale swędzi, naprawdę

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , , on Listopad 20, 2010 by Jaś Skoczowski

Coś kiedyś mnie tak wykoleiło, że nie dbam o to, czy coś jest słuszne, czy nie i czy jest dobre, czy złe. Dbam o to, by nie krzywdzić pewnych tam sierotek-istotek, nie chcę krzywdzić też osób kochanych i lubianych, ba, im to chcę dobrze robić. Ale nienawidzę każdej myśli o tym, że mógłbym kierować się na dobro, czy słuszność. Nie ufam słuszności i dobru, bo są mi obojętne. Gdybym miał działać, bo jakiś czyn jest taki, że powinien być, czułbym się tak, jakbym miał nosić markowe ciuchy, bo są markowe – pytanie „dlaczego?” nie tylko byłoby otwarte, ale, niezależnie od tego, czy padła by odpowiedź, czy nie, dyskwalifikowałoby dla mnie sam pomysł.

Wydawało mi się, że istnieje jakiś ważny opis mnie, który pozwoli się z tym uporać, bo jest to dla mnie problematyczne, to co opisałem u góry, ta moja prosta obserwacja. Kiedyś radziłem sobie, wpisując się w buddyzm. Potem nastał stirneryzm, potem libertarianizm, anarchizm potem znów stirneryzm, buddyzm/crowleyizm i ostatecznie chujcowizm. Dużo izmów.

Czemu tak robiłem? Co jest nie tak w opisie z góry? To, że inni wiedzą coś, czego ja nie. Inni wiedzą coś o dobru i słuszności co sprawia, że chcą czynić dobrze i słusznie. Ja nie wiem i nie potrafię wiedzieć. Jestem jak z innej planety albo bardzo odległego plemienia. Ale co zmieniały opisy, o których pisałem? Obiecywały możliwość wytłumaczenia sobie innych bez rezygnowania ze zrozumienia siebie. Libertarianizm pozwala patrzeć na innych jak na jednostki z prawem do autonomii. Stirneryzm – jako zagrożenie lub coś, co można wykorzystać (coś napisałem. Napisałem tak świadomie). Crowleyanizm? W crowleyanizmie każdy może być rozumiany jako odrębne bóstwo. Buddyzm? Jako coś czującego, czemu należy współczuć.

Wcześniej czy później oczywiście wszystkie te próby dookreślenia siebie i innych zaczynały mi wadzić. Dlaczego? Odpowiedź jest równie niesatysfakcjonująca – wadziły mi, bo nie potrafiły złagodzić skutków, jakie dawał kontakt z innymi. A przecież to kontakty z innymi sprawiały, że albo traciłem zrozumienie dla innych, albo dla siebie.

Tylko, że, o ironio, tu nie ma niczego do rozumienia. Niczego więcej ponad to, że nie ma zrozumienia między kimś, kto ceni dobro i słuszność, a kimś, kto go nie ceni, w sprawie etyki, tak samo, jak nie ma porozumienia między kimś, kto lubi kolo zielony i kimś, komu on jest obojętny, w sprawie kolorów. I nie, nie chodzi o to, że to tylko spór o gusta. To w ogóle nie jest spór. To jest mówienie do siebie w nieprzekładalnych na siebie językach.

Czy nie można każdej sprawy postrzegać tak swoiście, jak ja postrzegam kwestię norm?

Tak, właśnie zrozumiałem, na swoim przykładzie, że źródłem indywidualizmu jest nie jakiś wspólny trzon dla wszystkich, coś nam wspólnego, ale że jest nim jego brak tego czegoś wspólnego (banał. Każdy banał jest skandalem, zwłaszcza – ważny banał). Nie chodzi o to, że każdy jest różny, tylko, że możemy nie być tacy sami i dla tego braku tożsamości trudno wskazać granice – to nie są zdania równoważne. Nie odróżniamy się od siebie, bo jacyś jesteśmy – odróżniamy się, bo każdemu z może brakować perspektywy kogoś innego, ma natomiast zawsze swoją i może w niej poczuć coś, czego nikt inny nie potrafi. Oczywiście, czasem możemy komuś tę perspektywę przedstawić. Ale tylko my możemy z niej „patrzeć” (wiadomo przecież, że nie pisze tylko o zmyśle wzroku, no proszę was). To nie znaczy, że o to ta perspektywa nie ma znaczenia, bo nie możemy nikomu opowiedzieć o tym, jak to jest czuć przez nią świat, więc co nam po niej. To znaczy, że coś bardzo ważnego jednak może być ukryte i to, że jest może być ukryte, jest bardzo jawne. To znaczy, że cała nasza komunikacja bywa mniej ważna niż sekunda spędzona w ciszy i samotności, jeślibyśmy siebie chcieli wyrazić.

Louie, nie daruję Ci tej nocy, odebrałeś mi złudzenia, ale Louie, dziękuję.

Okład ze skurwysyna

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Wrzesień 18, 2010 by Jaś Skoczowski

Dziś zrobiłem coś obrzydliwego. Wczoraj zrobiłem. Przedwczoraj. I przedprzed itd. Tylko, że co z tego, że to jest obrzydliwe? Wszystko jest kwestia perspektywy. W moim ulubionym filmie bohater stwierdza, że te duże i miękkie robaki są jak ciastka z kremem. I ja wiem, że to wygląda na dziecinne oszukiwanie samego w siebie, ale one naprawdę są z kremem.

Boli mnie życie. Kurwa, to banalne, bo wiem, że prawie nic mi się nie stało, ale boli. Ale ponieważ dla mnie, jako mnie, jako idioty, który wciąć wierzy (widzieliście, co zrobiłem z tym żet? zeżżżżżżżżżżarłem) w to, że jest, że się go nie da sprowadzić do jakiegoś parteru – biologicznego, kulturalnego, etycznego, do wszystkich błędów które popełnili moim starzy, a które się nazywa wychowaniem. Że jestem czymś oprócz tego. To jest bardzo głupia wiara, bezpodstawna, wierzyłbym w to, nawet jakby ktoś mi dał wyraźny, namacalny i parzący dowód, że tak nie jest, po prostu zamknąłbym wtedy oczy, odsunął się, zatkał uszy i nie byłoby dowodu.

Inni ludzie, oraz ptaszki, pędraczki, myszki, muszki i reszta tej żywej potworności mają swoje drogi, ja staram się pełznąć po swojej i co bym nie zrobił, i tak mi wyjdzie – każda droga, po której idę jest moja. Problemem nie jest to, że mogę iść po jakiejś drodze, nawet jeśli chodzi ktoś inny po niej, nawet jeśli idziemy razem, ramię w ramię. Problemem jest, że można traktować swój sposób życia, swoją postawę jako coś, czego jesteśmy własnością, co nam rozkazuje powielać siebie. Jak wirus. I kiedy tak traktujemy swoje życie, to ono się tym staje. A to jest piekło. Przynajmniej dla mnie.

I właśnie dlatego kiedy to, jak się kiedyś zachowałem lub co kiedyś ceniłem wygasa, ale dalej chce mnie wpychać w koleinę, którą wyżłobiło lub na którą było skierowane, ja mówię: nie. To ułatwia mi być człowiekiem złym, bezdyskusyjnie, ale co to znaczy zło dla mnie? Taki dźwięk, nawet ładny, dzięki temu miękkiemu eł, bzyczącemu zet i lekko przeciągniętemu o.

Uśmiech jest czasem równie smaczny co pierwszy papieros w dniu.

Podwójne salto jasia, czyli jak połączyć amoralizm z anarchizmem. Bez lutu, zszywacza i kleju.

Posted in Uncategorized with tags , , on Kwiecień 15, 2010 by Jaś Skoczowski

Związek amoralizmu i anarchizmu mógłby się zdawać luźny. Człowiek nie kierujący się słusznością swojego postępowania tylko w jednym, określonym przypadku będzie sam z siebie anarchistą – jak akurat anarchizm będzie w jego guście, a to nie takie łatwe – w końcu anarchizm to nie lada wyzwanie, zwłaszcza radykalny, trzeba zaakceptować suwerenność polityczną każdej jednostki, a to nie jest wygodne. W dodatku to nie jest zbyt jasna koncepcja, jak sam pomysł suwerenności politycznej.

Jednak jeśli tego nie zrobi, rozsądnie zachowa się (a nierozsądni mają gorzej), gdy nie będzie odwoływał się do amoralizmu innych. Wręcz przeciwnie, powinien raczej dbać o to, by otaczali go ludzie moralni w taki sposób, by to służyło ich interesom. I oczywiście  bojący się go. Odszczepieńców (podobnych im samym) powinien usuwać bezwzględnie lub pozbawiać wszelkiej mocy. Jeśli więc na świecie byłoby dużo nieanarchistycznych amoralistów, szybko zaczęliby starać się ten stan rzeczy zmienić, gdyby byli rozsądni i nieco zapobiegliwi. Zdobycie władzy, zarówno opartej o fizyczną i niefizyczną przemoc, jak i manipulację, poprzez odwoływanie się do wcielonych w ludzi, głównie za pomocą wychowania, zasad obyczajowych (vel moralnych) byłoby podstawowym celem każdego amoralisty, który nie chciałby iść na ugody i kompromisy z ludźmi. Coś wam chodzi po głowie? Tak, mówimy o aparacie władzy, czym bardziej scentralizowanym, tym lepiej, byleby tylko nasz wyzbyty wszelkiej obyczajności bohater był jak najbliżej centrum (najlepiej w samiutkim pępuszku).

Jest więc tak, że jeśli uniwersalizuję amoralizm działam na rzecz anarchizmu, nie przeciwko niemu, jak chcieliby moralistycznie nastawieni anarchiści. Czym bardziej rozsądne (czyli akceptowalne przez możliwie najszerszą liczbę ludzi) argumenty stosuje, tym bardziej przyczyniam się do realizacji mojego mokrego, wolnościowego snu.  Przy okazji mój tok rozumowania jak dotąd świetnie pokazuje, jak zarówno edukacja, jak i system kar i nagród, jak i dający się wpoić ludziom bez ich zgody zespół przekonań etycznych, może służyć ich zniewoleniu przez amoralistów. Czyli tak, państwo jako narzędzie wyzysku licznych debili przez nielicznych cwanych i zakłamanych chujków to bardzo trafny obraz, tak mi to się widzi. Zwłaszcza współczesne państwo, od czasu do czasu uwielbiane przez różnego rodzaju fanatyków inżynierii społecznej (oh hai mister Orlynsky, wi haw mesydż for ju, ju ar kiking jur bat. Wolutaryryly-wolunta… Dobrowolnie srasz pod siebie), bo ono często stosuje miękkie formy urabiania ludzi i unika chamskiej przemocy – która bywa nie tak skuteczna, jak odpowiednie wychowanie do posłuszeństwa, bo mnie pouczająca.

Ale, czy to i tak nie beznadziejny wysiłek, skoro mogą istnieć te inne zimne chujki, inne ode mnie, zimnego chujka przyjmującego amoralistyczną jawność? Niekoniecznu. Większość z nas to nie geniusze i nie zawsze geniusze zdobywają władzę (choćby ze względu na ksenofobię). Nasze rozumowanie nie jest całkiem swoiste, nasze, prywatne. Amoraliści walczący z amoralizmem w imię swoich interesów grzebią go, tworząc sprzyjające im środowisko. Mechanizm selekcji rządzących coraz bardziej uszczelnia się, do władzy coraz trudniej dojść sukinsynom, bo struktury władzy powstają w środowiskach zbudowanych na zasadach moralnych, których budowa opiera się na przestrzeganiu zasad postrzeganych jako słuszne. W dodatku jednostki tworzą jednostki. Autokreacja nigdy nie jest całkowita. Czyli z jednej strony amoraliście trudniej zdobyć władzę nad innymi, z drugiej – trudniej mu w ogóle być amoralistą tam, gdzie istnieje władza.

Jednocześnie amoralizm pomimo tego nie zanikł, zamyka się przed nim po prostu jedna ścieżka – ścieżka władzy (dlaczego nei znikł? A no mozę, bo władza jako taka jest dośc nietrwała i rzadka). Amoralizm nie tylko nie zanikł – co bardziej pojękujący grzeczni chłopcy mówią o upadku moralności, związanej z szerzeniem się kltury liberalnej. Przesadzają, ale niekoniecznie aż tak bardzo. Liberalizm to program moralistów jak najbardziej. Ale rzeczywiście, dość miałki program. I całkiem nieźle pozmieniał rzeczywistość Zachodu. Rzeczywiście – permisywizm jakby wzrósł. Rzeczywiście – łatwiej zaakceptować wyrażanie poglądów nihilistycznych moralnie lub sceptycznych. Akceptacja jakiegoś poglądu na życie u kogoś ułatwia bardzo uznanie czegoś za rozsądne, czyli do przyjęcia u siebie. A to sprzyja odrzucaniu moralności jako pewnego czegoś sterującego kimś. I jakoś zbliża do takiego podejścia, w którym to raczej zasady działania postrzega się jako dobre tylko wtedy, gdy temu komuś są posłuszne. Hyhy.

Miałem kupić coś i tak se myśle przed ladą prosze Pani, a kolejka stoi kurwa…

Posted in Uncategorized with tags , , , on Listopad 14, 2009 by Jaś Skoczowski

Jaka może być ukryta motywacja stojąca za chęcią robienia tego co dobre, słuszne itd.? Dlaczego robić to co słuszne, w oderwaniu od tego, że ktoś może mi dać w łeb za inne zachowanie? To jest podobno stare pytanie, nie mogę tego potwierdzić, przecież ja się raczej nie znam, podkreślam tylko, że ja go nie wymyśliłem, więc innych chyba tez wierciło gdzieś w kiszce.

Nie chodzi mi o to, skąd mogę wiedzieć, że coś jest dobre lub złe. Tu mam pogląd taki, że wyjaśnień jest mnóstwo, od najprostszego realizmu bezpośredniego zaczynając – że mamy wgląd w charakterystykę normatywną danej sytuacji i tyle. To wyjaśnienie zresztą bardzo mi się podoba właśnie ze względu na prostotę. Ja się pytam, czemu ma mnie obchodzić słuszność? Wiem, że pewnie pytam się raz kolejny, czemu, no ale czemu?