Archiwum dla aksjologia

TU LEŻY MAGIK I MAŁPISZON

Posted in Uncategorized with tags , , on Czerwiec 30, 2011 by Jaś Skoczowski

Rzeczy są wartościowe. W tym sensie, że przynajmniej dla kogoś są ważne lub mniej ważne, lub nie ważne, że jest sens do nich dążyć lub ich unikać i ktoś może poczuć, a czasem zrozumieć, dlaczego tak to wszystko jest. Wartości na pewno nie są tylko cechami postrzegających ich podmiotów – bo można mieć złudzenie co do wartości czegoś i to złudzenie jest złudzeniem w każdym istotnym sensie słowa złudzenie. Bo widzimy nasz błąd i zmieniamy nasze postępowanie ,a przynajmniej – żałujemy błędu. Tak, czasem nic w rzeczy nie musi się zmienić, dlatego nie widzę powodu, by twierdzić, że wartości są czymś więcej niż relacjami między podmiotem, a przedmiotem. Rzeczy mają wartości przez podmioty i przez to, jakie one (te owe podmioty) są, ale podmioty wartościują coś, bo to coś jakieś jest. Bo jeśli rzecz okaże się czymś innym, a była cenna ze względu na to, jaka nam się wydawała, no to już wiecie, prawda? Tada.

Dlaczego tak jest? W tym kołowrotku, młynie, ruletce, tej pozytywce i karuzeli (świecie) rzeczy jakoś się układają, w tym te świadome, czyli podmioty. Nie dlatego, że są względem czegoś jakieś, tylko dlatego są względem siebie jakieś, bo jakoś się kręci. Wartości są wtórne wobec tego ruchu. Ale są też nieuniknione, bo się kręci (no dobra, może biegnie i czasem tylko skręca, mniejsza o szczegóły).
Możesz przestać wartościować tylko w jeden sposób – przyjmując ich istnienie, bo wtedy nie tworzysz nowych.

Uwielbiam ten ruch. Ma fajny rytm.

Wartości nie mogą być tylko odkrywane

Posted in Uncategorized with tags , on Maj 24, 2011 by Jaś Skoczowski

Bo człowiek nigdy po prostu wie, czego chce. Albo ktoś, albo on sam, musi to sobie wskazać. A to znaczy, że ich tam jeszcze nie ma, dopóki ktoś ich nie stworzy. Stanem naturalnym nie jest to (a przynajmniej nie jest tylko to), że człowiek chce dobra lub zła lub czegokolwiek, ale, że nie wie, czego chce i dopiero może zachcieć, jeśli stworzy sobie wartość. Nietzsche, nie Arystoteles, jeśli dobrze rozumiem zarówno McIntyre’a i Nietzschego (haha, zwłaszcza, że Frycka nie znam, haha).

Pani Bogna

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , , on Listopad 28, 2010 by Jaś Skoczowski

Jeden dziennikarz, któremu się zdaje (np. że ma blisko do anarchizmu – nie ma) raczył obśmiać żonę innego dziennikarza. Tak to trzeba zacząć, żeby zwrócić uwagę, że mówimy o czymś prawie rodzinnym. Żona zachowała się jak idiotka (nie powiem, że jest Nią, bo jej nie znam). Na to, co redOrliński napisał (nat sou red, zdecydowanie, a tym bardziej nie red&black, sorry, ale to moja obsesja i muszę podkreślić, on, tak samo jak Chomsky, mają bardzo mało z anarchizmem wspólnego, choć znają anarchizm) zareagował mąż, jak kogucik. Na to odpowiedział skolei (ssssssssssssskoooooooleiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii, pierdolę, Cię, korektorze, będę wierny sobie, nie kolei) znowu redOrliński tak

Ja męża lubię, ma coś takiego gówniarzowatomłodzieńczego w twarzy, a ja jeszcze jestem dosyć młody i łatwo mi się zsolidaryzować. Łysego natomiast nie lubię, bo choć jest uroczy, to potrafił mnie tylko upokorzyć, ale niczego jak dotąd nie nauczył – jest na to za bardzo napompowany gazem, tym, który jak masz w sobie, to Ci się wydaje, że już nie musi Cię zrozumieć ktoś, z kim ty akurat się nie liczysz. Tyle prywaty, mojej i cudzej, która jest niezbędna, bo pokazuje, że jest coś ponad nią.

Obie strony zarzucają sobie, że się mylą. I obie strony się mylą, ale nie tak, jak się im zdaje. Pan Janke nie pojmuje jednego: tak, winny jest pan z komitetu wyborczego, ale wina to nie wszystko. Wina wyznacza tylko odpowiedzialność, pokazuje, kto swojego obowiązku nie wykonał, a odpowiedzialność nie wystarczy, by opisać to, kim kto jest, a czasem jest zbędna. W tym wypadku jest. Żona zachowała się co najmniej bardzo nieuważnie. Bardzo niedbale. A ona chce być politykiem. Nie ważne, że samorządowym, polityka to zawsze polityka, to walka. Ludzie mają sprzeczne interesy i żadne czary-mary słowne nie zmienią tego (typu, że, jakoby, „nie róbcie polityki, tylko x”). Jeśli ktoś może komuś dać tylko wtedy, jak komuś nie da lub komuś dać, jak komuś odbierze, to uczestniczy w walce o zasoby, niezależnie od tego, jak bardzo by ta walka fair czy nie fair była.
A w takim razie, żeby być dobrym politykiem nie wystarczy być cnotliwym, czyli też: bez winy. Trzeba jeszcze być uważnym. Dużo bardziej uważnym, niż żona Pana Jankego. Czyli tak, Żona popełniła błąd i to taki, który nawet jeśli można wybaczyć, to nie trzeba.
Czy jednak należało to ujawniać? O to dopiero zależy. Na pewno było co ujawniać.
Gdzie myli się wannabeanarchista? No tam, gdzie jemu się wydaje, że Janke nie ma racji i żona jest coś sobie sama winna, nie powinna więc tak reagować (lub: że śmiech z niej wynika z tego, że ona zachowała się niewłaściwie). Nie jest. Ona dopełniła wszystkie swoje obowiązki. Oczywiście, zachowała się oprócz tego po prostu śmiesznie. Ale nie jest śmieszna z tego powodu, który uroił sobie Orliński.
Problemem Orlińskiego jest to, że on nie rozumie, co to znaczy, że ktoś jest do czegoś zobowiązany lub nie jest – to jasne, bo popełnia takie dziecinne błędy pisząc na temat obowiązków lub pomija w ogóle poziom normatywny. Oczywiście, można się wstydzić nieporadnością, ale nieporadność to nie to, o czym pisze Janke. On pisze o tym, że ona nie miała obowiązku być sprawna, nie zaprzecza, że nie była. Znam jedną odpowiedź, którą mógłby udzielić redOr.: że to co robię, to „tanie moralizatorstwo” (zwrot debilny, nie moralizuje się w zamian za coś, więc moralizatorstwo nie może być tanie). To tylko potwierdziłoby jego ignorancję. Nie chodzi tylko o to, że jest jakiś obyczaj czy norma, nie chodzi też o brak obyczaju czy normy, ale o wymiar praktyczny (czy pragmatyczny) tego obyczaju czy normy, o którym mowa. W Polsce wybieralne demokratycznie władze nie mają zobowiązań takich zobowiązań, za które mogą stracić stanowisko. Przedstawiciele władzy mogą nie zostać ponownie wybrani do pełnienia stanowiska – ale nie ma to zupełnie w związku z tym, jak sprawowali mandat. Nikt ich nie pozbawia władzy dlatego, że się nie sprawdzili, tylko, że ma prawo do pozbawienia ich władzy, nawet gdyby się sprawdzili. Dlatego ludzie starający się o reelekcję, którym się nie uda, nie mogą powiedzieć „hola, hola, spełniłem obietnice wyborcze, a wy mnie władzy pozbawiacie, tak nie wolno”. Jest to ruch nieważny w grze polegającej na wybieraniu. Ale tak samo nie można zaprotestować temu, że ktoś zdobywa władzę w wyborach, choć nie spełnił obietnic. Tak się w to gra, o czym redOr. nie wie, bo nie rozumiem, na czym polega demokracja.

Co z tego? Jeszcze nie widzicie? To ja, w odróżnieniu od niektórych, wam pokażę co i zrozumiem, czemu nie rozumiecie, bo ja nie tylko rozumiem, ja przecież czują jak wy (^^J). Spójcie jeszcze raz na odpowiedź Orlińskiego. O czym on pisze? O tym, że wybrany na stanowisko władzy ktoś może zawieść, więc dobrze, jak nie wybiera się ludzi, którzy mogą zawieść. O czym napisał Janke? Że to nie jest wina jego żony, że nie wiedziała, jakie jest jej okręg wyborczy. Obydwaj panowie mają oczywiście racje. I obydwaj nie pojmują, że mówią o dwóch zupełnie innych sprawach. Reakcje Jankego nie jest odpowiedzią na tekst Orlińskiego: Orliński napisał, że Pani Bogna będzie kiepskim politykiem jeśli zrobiła x, więc to dobrze, że x pozbawił ją szans na władzę. A Janke napisał, że Pani Bogna do x nie była zobowiązana. Dwie różne sprawy, świetnie pokazujące mnóstwo rzeczy – np. jak bardzo obowiązki mogę rozbiegać się z wartościami, bo przecież to dobre, żeby politycy, których wybieracie, mogli skutecznie zrealizować wasze cele, ale to nie znaczy jeszcze, że jest to ich obowiązkiem być dla was pożytecznymi.

No dobra, czas na podsumowanie, dodajmy 2 + 2. Wyjdzie nam 5 dzisiaj, Trikster, ale odpowiedzią na pytanie „dlczaego?” nie jest „bo się jasiowi tak podoba”. Jasiowi oczywiście się podoba, ale to nie wszystko. Dlaczego? Otóż Orliński i Janke partycypują w jednym etosie – w tym, w którym upublicznienie wiedzy o błędzie czyimś szkodzi temu komuś. To jest etos prywatności. I to jest etos, pszepaństwa, to nie są postawy oderwanych od siebie jednostek, jednostki chcą go wypełniać, bo mają go zadany przez wspólnotę. Telosem jest prywatnośc tutaj, pszepaństwa. Telos jest znany i według McIntyre’a powinna być możliwa (tego z IEP, niekoniecznie tego, który przebija się w książkach McIntyre’a, bo ja książek nie znam). A jest odwrotnie – ten ponaindywidualny etos prowadzi do kompletnego braku racjonalnego porozumienia. Panowie musieliby indywidualnie odczuwać, żeby się dogadać, a nie dogadywać sobie. To jest odpowiedź na twoje wątpliwości, Triskter, chcesz podstaw? To jednak sam przeczytaj artykuł z IEP. Może źle czytam. Albo pokaż mi, jak odbiegam od książki, czegoś się dowiem.

No dobra, to teraz jest czas na słuchanie świątecznych piosenek w radio, palenie fajek i picie kawy, no i zbawienie świata. Radio właśnie gra o tym, jak zajebiście jest w święta. Wypiłem kawę. Fajek nie mam.

Ohaiheloł dzieciny, moje sumienie wypełzło ze skorupki i nakazuje mi przeprosić Trisktera za to, jak się zachowywałem na tym blogasku wobec niego – pod tym wpisem i wpisem pt. „My opinion […]”. Nie chodzi o to, że byłem zarozumiały, byłem, ale nie wstydzę się zarozumialstwa. Ale w zupełnie niezasłużony sposób chłopaka chciałem zjebać.

Dlaczego zgoda stron jest ważna jako usprawiedliwienie przemocy?

Posted in Uncategorized with tags , , on Luty 20, 2010 by Jaś Skoczowski

Dlatego, że jest bardzo ubogim, ale jednak środiejm uszanowania kogoś. To oczywiście wyjątkowo skromny sposób okazania szacunku – co z tego, że ktoś zgodzi się poddać przemocy, skoro przemoc polega na tym, że ktoś z kimś robi coś niezależnie woli osoby poddanej przemocy? Ale jednak zgoda na stosowanie tej przemocy jest przynajmniej odrobinę inna niż zmuszanie kogoś bez wcześniejszej zgody. Taka perspektywa podoba mi się, takie przedstawienie tematu, bo zawiera sugestię, że nawet przemoc zastosowana zgodnie treścią umowy względem jednej z jej stron jest złem (czy – czymś niepożądanym), tyle, że odrobinę mniejszym (mniej pożądanym). Dalej więc powinna być traktowana jak zło.

No i oczywiście, skoro umowa może na mnie ściągnąć groźbą użycia wobec mnie przemocy, przemocy, która będzie nią usprawiedliwiona, to umowę powinno się łatwo zrywać.

Wydaje mi się też oczywistym, że skoro wiemy, że umowa jest bardzo niedoskonałym źródłem usprawiedliwienia przemocy, to niektóre umowy powinny być nieważne. Np. umowy niewolnicze czy dające analogiczne skutki.

I tutaj pojawia się pytanie o rozgraniczenia, o ścisłe ramy działania i ja robię hyhy.