wiersz: cały jestem z lęku

Posted in Uncategorized on Marzec 4, 2016 by Jaś Skoczowski

cały jestem z lęku
składam się z niezliczonych kawałków, które wrzeszczą z przerażenia
i mają racje
wkrótce umrą
a ich sztafeta też się skończy
cały jestem z lęku

z tym nie da się nic zrobić
znaczy się, nie, czekaj, wróć
się da
są słowa, które koją
gesty
przedmioty
miejsca
ludzie
a powtarzanie koi najbardziej
otępia

jest też miłość
na nią stać tylko tych, którzy zbierali wrzask wystarczająco długo
by stał się tłem, które jednak jest dalej żywe i nie zasypia
tłem? jakim tłem? jest powietrzem wtedy, jest krwią, jest kością, jest myślą, czuciem, i uczuciem, i wszystkim.
a miłość jest obłędem, na który nam pozwalają
tylko dlatego, że nie mogą jeszcze z nim nic zrobić
a oni rzecz jasna to my

miłość to inaczej mówiąc zdolność o zrobienia jednego kroku w stronę, która jest tą najbardziej niewłaściwą

wkrótce, choćby jutro albo za tysiąc lat
nie będzie nic
cały jestem z lęku
cały jestem z lęku
cały jestem z lęku

93/93

Bulina 4.3.2016

wiersz: Dusza i Wola

Posted in Uncategorized on Luty 27, 2016 by Jaś Skoczowski

fajnie jest mieć duszę
taką swoją
i kazać jej robić, co się chce, by się robiło
kazać robić duszy co się chce, by robiła
ale zdanie!

 

wola jest jak twarde coś
a dusza to oblepia
i ścieka z tego, kapiąc

 

dusza pozwala się ślizgać po świecie
z tą lekkością, która odbiera
rozum-uczucia-wrażenia-podrażnienia
gdyby nie to, że możesz przewrócic się ślizgajać się na duszy
straciłbyś (lub straciłabyś) całkiem wolę!

 

wola wcale nie jest prosta, tak, tak, panie Nietzsche!
jest twarda, bo jest gęsta
gęstsza od duszy
Gęsta, bo ma tak wiele części, a każda z nich mówi drugiej “nie!”
dusza to ta słodka maź, łykasz ją, ślizgając się
i zapominasz
uważaj!

 

czy dusza klei wolę? czy wola nie jest tylko śmiesznym kolażem sklejonym na prędce przez duszę?

 

ja chcę x
“Ja” i “chcę”, dwa śmieszne słowa w zdaniu
śmiej się! drżyj się ze śmiechu
pamiętaj!
pamiętaj, że te drgawki
to tak naprawdę strach
i śmiej się, właśnie tak!

 

rodzisz się i zazwyczaj płaczesz (tak, robiłeś to, lub robiłaś, już kilka razy), przerażony lub przerażona
i będziesz płakał jeszcze wiele razy. Lub płakała.
i kulił się, przyjmował pozycję płodu. Itd.
śmiech jest ciągiem dalszym tego
a przestaniesz się śmiać i kulić, jak umrzesz
i wszystko zacznie się od nowa

 

Bulina 26.2.2016

opowiadanie: Gospoda na dnie moża

Posted in Uncategorized on Luty 10, 2016 by Jaś Skoczowski

Dno Moża jest suche. No prawie. Inaczej – jest wilgotne, ale przecież nie zalane morzem, właśnie. Stoi tam, pośrodku samego dna, gospoda. Latają do okoła niej latające ryby, śpiewając – nauczyły się tego, ponieważ tylko wtedy ludzie mieszkający na Dnie rzucają im smakołyki, a z czego ma żyć ryba, gdy woda w jej morzu wyshnie, jesli nie z żebrania? Samotna czapla spaceruje po dachu. Sam dach porośnięty jest wysoką trawą.
Gospoda stoi wśród bagien, ale to nic nie szkodzi. Przychodzą do niej tłumy diabłów.
Przy stole w rogu usiadło dwóch. A w zasadzie trzech, ale jeden, choć siedzi po środku, to go nie widzą. Albo raczej: wcale nie chcą go ani widzieć, ani o nim pamiętać, tego by jeszcze brakowało!
Zbyt zajęci są swym narzekaniem. To zwyczajne diabły pociągowo-popychowe, ciągną (lub pchają) wóz Wielkiego Baala. To wielkie, metalowe pudło z kołami, wyższe od nich, a w nim i nad nim jest kupa gówna. A na tej siedzi Baal, a w okół niego tańczą jego wierne żony i córki zarazem, muchy. Baal, by obnosić swą chwałę potrzebuje się wozić, przecież cała chwała by uleciała (a smród by pozostał), gdyby zamiast tego Baal chodził na piechotę, obsmarowany swym bogactwem. Wyglądałby przecież wtedy jak imponujący, ale jednak tylko imponujący swoimi rozmiarami (jak wspomniałem, jest Wielki), rogaty koleś obsmarowany gównem, w okół którego latają muchy. Podziw mieszałby się z absurdem, w proporcjach, które dla Baala są niedopuszczalne. Dlatego wielki, żelazny wóz jest koniecznością. I stąd całe mnóstwo diabłów ma zajęcie.
Diabły o których piszę nie są z tych najlepszych diabłów. Jest wiele szeregów ciągaczy-popychaczy. Czym bliżej są wozu, tym bardziej mogą czuć się wyróżnieni. Ale oni są dopiero w dwudziestym trzecim szeregu, ci dwaj, razem z tym trzecim malutkim diabełkiem. Ale nie, nie uważają się za sobie równych – to znaczy, nie uważają, jeden i drugi, by ktokolwiek mu dorównywał, w tym jego rozmówca. Nie wspominam o tym, co myślą o maluchu, który się przyplątał z nimi i który siedzi, i słucha ich, z szeroko otworzonymi oczami, które są wielkie, czarne i wydają się zadziwiająco bystre, i wesołe. Nie wspominam, bo ich zdanie o nim jest milczące, bo ich pogarda dla tego cholernego mikrusa jest niewyrażalna. Nie potrafi nadążyć na jego krótkich nóżkach, więc od czasu do czasu potrzebuje kopa. I pomimo tego, zamiast przyjąć swój los, takim, jaki jest – beznadziejnym, ciężkim, smutnym, on robi to swoje lalalala. Oczywiście do czasu, gdy dostanie drugiego porządkowego kopa, wtedy cichnie.
Na co narzekają? Że za mało jest do ciągnięcia i za mało do podziału, że jak przyjdzie więcej, to też źle, bo będzie ciężej, że Ci za nimi to leniwe kurwy, że Ci przed nimi to nadambitni chujowie. Tu przystańmy: żeby awansować, czyli dostać się do tylnich szeregów musisz pchać się do przodu. Baal patrzy w przód, nie pod nogi czy koła swojego wozu, patrzy w dal, za horyzont, dostojnie i tylko jeśli jesteś w stanie pchać wóz w najprzedniejszym szeregu i jeśli robisz to dobrze (a dobrze znaczy, że Cię boli i mdlejesz, i robisz pod siebie – czego spodziewać się od króla much, które żerują na wszelkim odpadzie?), może Cię dostrzec i docenić.
Narzekają też na to, że czasu wolnego jest za mało, bo nie mogą wypocząć i że jest go za dużo, by nie “rozmięknąć”, by nie wylecieć z rytmu. Narzekają na każdego, kto ich dozoruje i na każdego, kogo muszą pilnować (oczywiście poza naszym trzecim, małym kolegą, o nim ciągle i solidarnie milczą). Boleją też nad fatalną pogodą – bo rzeczywiście, jest ona charakterystyczna, na Dnie rzadko widać słońce, nierzadko pada, wszystko więc jakby nieco szarawe.
Podejrzewają też, że góra gówna, tron Baala, który ciągną razem z Baalem, siedzącym na tronie, swój rozmiar zawdzięcza bardziej im, dzielnym diabłom pociągowo-popychowym, niż jego Świętej Dupie. To sprawia, że przez chwilę (krótką) odczuwają bladą sympatię do swoich kolegów z pracy.
Diabełek w tym czasie pije swoje małe piwko (nie podniósłby większego kufla, pije więc z małego kufelka. Dla dzieci) i nabija swoją fajeczkę. Rozkruszył najpierw co tam do fajeczki chce wbić, ale wtedy jeden z diabłów westchnął żałośnie i się rozwiało. Nakruszył znowu i wtedy drugi Diabeł machnął ogonem i znowu wszystko się rozwiało. To Diabełek na chwilę zeskoczył z ławy pod stół i tam nabił fajeczkę. Zadowolony siedzi, cieszy się, że zwyciężył. Gdy zapala jest pewny, że zawsze zwycięża.
Jego ogon, dość długi, zakończony jest drugim pyskiem. Pełnym zębów, nie widać go, bo jest też obrośnięty grubym włosem. Dwa duże diabły nie wiedzą kilku rzeczy o małym, ale z rzeczy ważnych nie wiedzą w zasadzie tylko dwóch: mały ciągnie wóz Baala, ale jest wyznawcą Molocha. Mięso istot jego własnego gatunku smakuje mu najlepiej i jest dla niego też najzdrowsze – a przynajmniej o n w to gorąco wierzy. W zasadzie jest jeszcze jedno, co diabły powinny wiedzieć: od co najmniej półtorej godziny podgryza łydki swoich współpracowników. Jest mu słodko od ich zasysanej krwi. Oni nic nie czują, są tak porobieni.
Słońce całkiem zajdzie, noc minie, rano zostaną tylko gadające kości i mały diabełek, syty i wzdęty.
Jego oczy, czarne, ogromne, błyszczeć będą z rozkoszy.

Bulina 10.1.2016

wiersz: aksjologia

Posted in Uncategorized on Styczeń 25, 2016 by Jaś Skoczowski

najwyższe dobro leży w akceptacji zła
bez niej brak jest wyrozumiałości
cnoty cnót

kto nie jest wyrozumiały
ten bez trudu wytępiłby ludzi
gdyby mógł

9.1.2016 Bulina

wiersz: lubię patrzyć jak jesz

Posted in Uncategorized on Styczeń 21, 2016 by Jaś Skoczowski

lubię patrzyć jak jesz
jak w Tobie znika jedzenie
jak oddychasz, zabierając tlen światu
jak patrzysz
ruszasz się
dotykasz
pierdzisz
mówisz, lubię, jak mówisz do mnie

gdy słucham nie jestem spokojny,
ponieważ wiem, że muszę odpowiedzieć,
że to jest moja cała powinność wobec świata
jedyna i niezbyt wymagająca
i przyjemna
i moja, należy do mnie

mam czasem ciężko z Tobą milczeć
czuję się jakbym tracił
jedzenie, tlen, ruch, dotyk, wzrok, smród, mowę
jesteśmy rozdzieleni mózgami i tak musi być
tak mają ludzie
swoją drogą ludzie byliby bez Ciebie nieznośni
nieznośni

12.1.2016 Bulina

wiersz: wszystko jest stracone czyli problem kłamcy, zaraza przywieziona z Krety

Posted in Uncategorized with tags , , on Grudzień 14, 2015 by Jaś Skoczowski

złudzenie nie polega na tym, że źle widzisz
nie śmierdzi inaczej
nie leży inaczej w dłoni, nie chodzi się po nim inaczej
niż inne rzeczy, niż po innych rzeczach
nie smakuje, nie brzmi itd

fałsz sprawia, że ruszasz się inaczej
i nie chodzi o to, że mniej zgrabnie
ale z nadzieją, której nie wolno ci mieć

jeśli tu zapytasz: a co mi wolno?
znaczy, że jeszcze się nie obudziłeś
że śpisz wciąż ze mną
sen o mojej wolności
bo oczywiście wydaje ci się
że jestem wolny
dlatego właśnie ja ci powiem
bo mogę:

nie wolno ci tego, czego nie wolno
bo inaczej wolno byłoby ci wszystko
myślisz, że ci wolno? to spróbuj

prawda, to widzieć więzienie
bo widzieć granice to widzieć więzienie
należy je widzieć, tak, tak trzeba
jeśli zapytasz: co to znaczy, że należy?
to znaczy, że się budzisz
i dlatego ci nie odpowiem, żeby nie przeszkadzać

wolno ci więc żyć z prawdą i w prawdzie
dzień w dzień
i powinieneś prawdy nienawidzić
tak długo, aż ją pokochasz
bo:
jakżebyśmy byli wolni, gdybyśmy mogli
pokonać, przebić, zerwać, rozwiać
złudzenia

ale prawda jest taka, że zawsze kłamiemy

Bulina 14.12.2015

wiersze: radość i sam na sam ze sobą w sobie zakopany jestem

Posted in Uncategorized on Październik 15, 2015 by Jaś Skoczowski

radość

u mnie radość jest czarna
gęsta
ale ciekła

moja radość jest tak jad
który z krwią trafia wszędzie
który odbiera rozum

który miesza uczucia
stapia je w jedno
twarde, czarne coś
co równie dobrze może być niczym

po mojej radości zastaje tylko milczenie

23.9.2015 Bulina

sam na sam ze sobą w sobie zakopany jestem

morze jest wielkie
było zawsze
ja jestem chwilę, najmniejszy z najmniejszych
na na dachu promu i nikogo innego

pada lekki deszcz
papieros się wypala
a wiatr przebija mnie na wylot
bo może już mnie nie ma? Kto mi to powie?

nie ma innych, więc nie ma też słów
przynajmniej takich, które muszą coś znaczyć
uczucia i emocje bledną
myśli stają się odległym brzęczeniem muchy
jak cudownie!

tak, przyznaje się, to jest ucieczka
skażcie mnie za to! zniszczcie!
z zazdrości chyba, że jest niebo
że to nie wasze niebo
że ono jest moje
tylko moje

23.9.2015 Bulina