Archiwum dla Sierpień, 2014

Świadomość jako sen

Posted in Uncategorized with tags , , on Sierpień 27, 2014 by Jaś Skoczowski

Gdyby świadomość była snem, rodzajem snu, to budzenie się z niego byłoby umieraniem. I wszystko mi tu pasuje. Przebudzenie jest wstrząsem dla organizmu, a śmierć to ostateczny wstrząs. Sen to zawężenie percepcji, ale percepcja w ogóle jest zawężona – postrzegamy świat dzięki selekcji, odrzucaniu danych, które docierają do naszych zakończeń nerwowych. Sen mógłby więc być spotęgowaną świadomością, maksymalnym zawężeniem postrzegania. Poszerzanie świadomości byłoby przez to ruchem przeciwko świadomości i to by tłumaczyło, czemu jej rozszerzanie tak często jawiło się jako atak na osobę, na ego rozwijającego świadomość – po prostu rozszerzanie świadomości jest wystarczająco podobne do umierania, by wywoływać niepokój organizmu, niepokój o pozostanie sobą, który jest przejawem niepokoju przed śmiercią biologiczną moim zdaniem. Jest to zresztą trafny niepokój – gdy pojmuje więcej, bo więcej przyswajam informacji, muszę częściowo zniknąć, bo muszę się zmienić, przystosowując do nowej perspektywy.

I tu mam nowy argument za nieśmiertelnością: śmierć kończy możliwość umierania, czyli budzenia się, nieśmiertelność pozwoliłaby natomiast bez końca się przebudzać

Bulina 27.8.2014

O dwóch sposobach na rozumienie błędu

Posted in Uncategorized with tags , , , on Sierpień 20, 2014 by Jaś Skoczowski

Można błąd rozumieć jako wykroczenie poza pewien gotowy wzorzec. Mozna go też rozumieć jako wybrakowanie, coś, co oddala od doskonałości. Oczywiście te dwa sposoby pojmowania mogą okazać się jednym i tym samym, jeśli doskonałośc rozumieć jako zgodność ze wzorcem. Ja jej tak nie rozumiem. Rozumiem doskonałość raczej jako cechę, na podstawie której można ustalic wzorzec. Moje wzorce są więc zależne od tego, jak postrzegam doskonałość, a nie moje postrzeganie doskonałości zależne od wzorca doskonałości.
Pierwszy sposób zakłada istnienie wzorca, który sygnalizuje nam, co jak powinno być. A jako że osiąganie celu oznacza unikanie błędów, przy takim pojmowaniu błędu działa się kierując wzorcem. Nie jest to kierowanie się pomocnicze, tak jak kierujemy się np. Mapą. Cel bez mapy może być dla nas określony. Tu jest inaczej. Wzorzec w przypadku tego rozumienia błędu jest niezbędny do pojęcia, czym jest nasz cel, jeśli jakoś stracimy wzorzec, stracimy też możliwość zlokalizowania tego, do czego dążymy.
Do uniknięcia błędu przy pojmowaniu go w pierwszy sposób wystarczy znać wzorzec i trzymać się go.
W drugim przypadku brak jest wzorca. Oczywiście – człowiek może kierować się wzorami postępowania które pozwalają na doskonalenie efektów działania. Są one pomocnicze. Ulegają odrzuceniu, jeśli się okaże, że jednak kierują nie tam, gdzie trzeba. Liczy się samo doświadczenie w dążeniu do celu i potem odbiór samego celu.
Uniknięcie błędu w drugim przypadku wydaje się utrudnione. Wynika z braku ostatecznego wzorca. Błądzenie natomiast wydaje się przydatnym w dążeniu do doskonałości. I co ważne: sama doskonałość nie musi być celem samy w sobie, jeśli doskonałość nie jest osiągalna w ogóle.
Jestem nastawiony, w moim życiu, na badanie świata, smakowanie, obmacywanie, wąchanie, oglądanie (i podglądanie), przesuwanie, zasysanie i wpychanie się w świat. I oczywiście z tego powodu wybieram drugi sposób rozumienia błędu.

Bulina 17.8.2014

O wojnie między jednostką, a społeczeństwem

Posted in Uncategorized with tags , , , on Sierpień 11, 2014 by Jaś Skoczowski

Między mną, a resztą świata toczy się walka. Narodziłem się zupełnie inny niż teraz jestem i to odbyło się tak, że ja byłem tylko czymś, na czym świat się odcisnął. Każdy impuls nie zgadzajacy się z tym światem został zduszony, chyba, że umiał się obronić. Świat więc mnie niszczył, gdy do niego nie pasowałem, lub nie miałem siły stawić oporu. To jest walka i nic innego.

Nie mam żalu do świata o to. Raz: nie chciał tego, w swojej całości, bo swiat w swojej całości, moim zdaniem, jest bezmyślny, bez uczuć, bez zamiarów i bez celu. Dwa: to co przetrwało dalej jest nie tylko kimś, ale czymś, podmiotem.

Istotnym elementem tego, co na mnie wpływało, byli ludzie, działający według różnych porządków. Uczynili mnie sobą, wzmacniajac to, co im było potrzebne i niszcząc to, co było dla nich śmieciem (śmieciem, czyli punkiem!). I dalej usiłują się to robić. Bardzo dobrze, teraz ja, w tym momencie, mogę przynajmniej sobie powiedzieć: od dziś to ja wzmacniam i niszczę, co chcę. Nie wszycy stali się tacy, ale ja taki jestem, bez rozgoryczenia więc zamierzam iść tam, gdzie chcę, mając to co mam, czyli siebie, czyli będąc sobą.
Wniosek jednak z tego doświadczenia jest taki: między mną, a całą rzeszą ludzi, którzy mnie ulepili i którzy mnie wciąż lepią, też toczy się wojna, ponieważ teraz to, co oni ulepili, chce być samodzielne – chce się od nich oddzielić. To znaczy: ja chcę móc w razie czego zaprzeczyć ich zamiarom i nawykom. I nie sądzę, bym był tutaj wyjątkowy. Ludzie tak mają. Nie wiem, czy psy i pszczoły, ale ludzie tak. Ten cholerny, dziwnie zmutowany narząd zwany ludzkim mózgiem tak właśnie nam robi.
I to jest właśnie źródło indywidualizmu, tego, z którym chcę mieć coś wspólnego.
Kolejnym wnioskiem z mojego doświadczenia jest ten, że indywidualista musi przyjąć, że świat, w tym to społeczeństwo, które go dotyczy, jest błogosławieństwem i przekleństwem zarazem. Wypada mu, tak na mój rozum, jednocześnie je chronić i walczyć z nim, dążyć do sytuacji, w któej walka nigdy go nie zniszczy. W filmie “Germinal” (opartym na książce o tym samym tytule, pana Zoli, której nie czytałem), o uciemiężonych górnikach z Francji, pojawia się “anarchista”, który chce wszystko zniszczyć. Zwłaszcza społeczeństwo. Otóż dla takiego anarchisty, którym jestem to bzdura – społeczeństwo właśnie dlatego trzeba pielęgnować, by móc z nim walczyć.
Bycie przeklętym od zawsze było złe, bycie wyrzutkiem, dziwakiem, nienormalnym, odstającym od zasad (pedałem, Żydem, czarnym, zboczeńcem itd). Bycie przeklętym natomiast jest powszechne, bo piszę o doświadczeniu powszechnym, przypominam. Stąd dla człowieka zakochanego w sobie i rozumiejącego swoje miejsce w świecie zadaniem podstawowym jest wyrobić sobie taka inność, która nie jest występkiem, ale cnotą, która to cnota dalej jest wroga społeczeństwu. Część z was, drogi czytelnicy pamiętacie może tą przenośnię Soktratesa, w której on się porównuje do owada kąsającego konia, owada, który pobudza konia do działania i zmiany. To jest własnie to, te rozumienie cnoty, które chodzi.

Bulina 9.8.2014