Nie jestem iluzją bo jestem więzieniem

Nauka o nieistnieniu „ja” nie daje żadnej pociechy. Po pierwsze: praktycznie ja istnieje, czym by nie było. To ja, czyli po prostu Jan Kowalski czy ktokolwiek inny, czy czuje się sobą, czy nie. I idzie Jan Kowalski za Janem Kowalskim krok w krok, i nigdy go nie opuszcza. Pisze o tym, żeby było jasne: nie pisze o nieistnieniu „ja”. To głupia doktryna. Jest jak leczenie bólu zęba poprzez mówienie sobie, że wcale nie boli.

Ulgę mnie przynosi, gdy widzę dziurę w samym sobie, sposób, w jaki mogę wyjść z siebie. Dlatego dobre bywa pisanie, jeśli nagle da się ułożyć tak litery, by dały niepowtarzane słowa, lub przynajmniej zdania.

Ulgę przynosi to, co zmusza do stanu, w którym czuję się nowicjuszem dlatego dobre jest siedzenie ze skrzyżowanymi nogami, bo wtedy myśli wylewają jakby z koryta.

Cudownie było w tą zimę rąbać drzewo i rozbijać je klinem. Dobrze było zamiatać halę na stolarni. Raz, było to nowe, dwa, wystarczająco trudne, by nie zasypiać kompletnie podczas robienia tego, co się robi.

Nie godzę się na to, by być zamknięty sam w sobie. To byłby najwredniejszy kaprys losu, jaki można sobie pomyśleć. Nie wiem, ile jeszcze pożyję, ale to zawsze będzie za wiele dla jednego tylko, niezmiennego jasia. Umrzeć za życia? Proszę bardzo, ale śmierć to rozkład i coś nowego, też.

Bulina 15.6.2014

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s