Archiwum dla Czerwiec, 2014

Egoizm, wartości, chaos

Posted in Uncategorized with tags , , on Czerwiec 27, 2014 by Jaś Skoczowski

Wartości są subiektywne lub niesubiektywne.
Wartości są subiektywne wtedy, gdy ktoś czegoś chce, bo uważa to za wartościowe. Jest to subiektywne, ponieważ podstawą wartościowania jest to, jaki ktoś jest. Wartościujący subiektywnie nie wyraża preferencji względem własnych wartościowań dlatego – gdyby tak było, nie wartościowałby na podstawie tego, kim jest.
Ale możemy chcieć, byśmy byli inni – i wtedy ta zmiana jest przez nas w określony sposób wartościowana. Jaką wartością jest taka zmiana, subiektywną czy niesubiektywną? Zmiana ma subiektywną, ale wartościowanie, które miałby dokonywać odmieniony podmiot jest niesubiektywne, ponieważ polega na wartościowaniu, którego dokonalibyśmy, gdyby bylibyśmy inni.
Chęc zmiany tego, który ma coś osiągać nie jest tym samym, co chęć osiągnięcia czegoś. Chęć zmiany to chęć, by nasza obecna wola była inna, bo bez tego się nie zmienimy. To wymaga wskazania sobie celu do realizacji, które nie możemy wskazać sobie na podstawie tym, kim jesteśmy aktualnie. Nasza wola powstaje, bo jacyś jesteśmy, mamy swój program, który nami kieruje. Bez tego programu nie ma nas. Jeśli więc w ogóle wartościowanie wskazuje wartości (a czemu nie?) i może wskazać sobie jako wartość innego siebie, to wskazuje się też możliwość innego wartościowania jako wartościową i przez to wskazuje te możliwe wartości. Wartości są niesubiektywne więc wtedy, gdy są możliwe i niezaktualizowane.

Niesubiektywne wartości mogą prowadzić do agresji wobec samego siebie – dlatego wartości niesubiektywne są zagrożeniem dla podmiotu. By osiągnąć zmianę może być niezbędne, by nie tylko nastąpiła zmiana w podmiocie, niezbędne może być, by ta zmiana była na tyle duża, by wszystko, co było ważne dla bycia tym konkretnym podmiotem zniknęło. To oznacza zniszczenie podmiotu. Osiągnięcie niesubiektywnych wartości może być też źródłem “nawiedzenia” podmiotu. Staje się to wtedy, gdy pomiot nie został jeszcze zniszczony, ale wszystko w nim jest dla niego samego mniej ważne, niż zmiana, która sprawi, że zupełnie inaczej zacznie wartościować. Dlatego nie ważne, czy wierzymy w pewną doktrynę, czy w bóstwo – dopóki wymaga ono od nas fundamentalnej zmiany efekt jest ten sam, rządzi ona nami. I co ważne, taka władza oznacza także autoagresję.

Subiektywne wartości tworzą inne zagrożenie – dążenie od ich realizacji może prowadzić do ograniczenia podmiotu, zahamowania jego potencjału. Ludzie, w swej części subiektywnej, mogą być wysoce dynamiczni, czyli zmienni, jeśli coś w nim jednocześnie hamuje zmiany, hamuje ich potencjał.

Zarówno jeden typ zagrożeń, jak i drugi nie jest niespecyficznym typem zagrożeń, groźnym dla każego rodzaju podmiotu. One są groźne, jeśli ktoś jest egoistą – czyli kocha siebie, uznaje siebie za wartość najwyższą. Wtedy wartości, ponieważ mogą prowadzić kogoś do zamachu na samego siebie, są dla niego groźne. To jest specyfika moralności egoistycznej.

Co jest więc techniką dobrego życia w ramach egoizmu? Technika ta rozpada się na dwie umiejętności: umiejętność unikania wartościowań w ogóle i związana z nią umiejętność do tak spontanicznego działania, że jest ono jak najbliższe braku intencji. Wtedy, gdy wyzwalasz się z wartości, wtedy kochasz siebie najpełniej. Stan, który realizują (ale nie: do którego realizacji dążą!) udani, dobrze wypieczeni, egoiści, to chaos vel pustka vel tao (Wielkie Tao™), coś, co nie jest całkiem do określenia, nie określa je nawet zanegowanie tego, że nie jest czymś innym. Egoizm sprzyja więc specyficznemu ateizmowi. Ateizm z ramach egoizmu swobodnie może nabrać “religijnego” czy “duchowego” charakteru, bo egoista zachwyci się tym, co wchodzi na miejsce bóstwa – bezładem, który związany jest z brakiem ostatecznego władcy wszystkiego. Ateizm ten jednak ma też coś, czego nie mają ateizmy wyznawane przez ludzi nieegoistycznych: ateizm ten nie jest kultem bezosobowych praw rządzących wszechświatem, zwłaszcza jakiejś logiki, czyli odwiecznych praw myślenia. Nie czci się w ramach egoizmu więc tego, co nieuniknione. Nie ma więc powodów, by nie przekraczać tego, co dotąd nie zostało przekroczone, tylko dlatego, że może nie da się tego przekroczyć. Jeśli się nie da, to nie da, ale nie ma powodu, by nie próbować. I nawet poprawne wnioski, wskazujące na to, że coś jest nieuniknione, nic tu nie zmienią. Zrzucenie egoiście, że zachowuje się “nieracjonalnie” może go rozbawić lub wręcz dostarczyć czegoś w postaci dumy.

Obydwa typy wartości nie są więc odrzucane przez egoistów – ale w ich życiu są tylko narzędziami. I trudno powiedzieć, że do jakiegoś celu, ale nadają temu życiu z jednej strony dynamiki, bo egoista jak najbardziej może traktować siebie jako swoje tworzywo, ale z drugiej strony – sprawiają, że działa z miłości do siebie, z miłości do tworzywa.

Bulina 27.6.2014

Nie jestem iluzją bo jestem więzieniem

Posted in Uncategorized with tags , , on Czerwiec 15, 2014 by Jaś Skoczowski

Nauka o nieistnieniu „ja” nie daje żadnej pociechy. Po pierwsze: praktycznie ja istnieje, czym by nie było. To ja, czyli po prostu Jan Kowalski czy ktokolwiek inny, czy czuje się sobą, czy nie. I idzie Jan Kowalski za Janem Kowalskim krok w krok, i nigdy go nie opuszcza. Pisze o tym, żeby było jasne: nie pisze o nieistnieniu „ja”. To głupia doktryna. Jest jak leczenie bólu zęba poprzez mówienie sobie, że wcale nie boli.

Ulgę mnie przynosi, gdy widzę dziurę w samym sobie, sposób, w jaki mogę wyjść z siebie. Dlatego dobre bywa pisanie, jeśli nagle da się ułożyć tak litery, by dały niepowtarzane słowa, lub przynajmniej zdania.

Ulgę przynosi to, co zmusza do stanu, w którym czuję się nowicjuszem dlatego dobre jest siedzenie ze skrzyżowanymi nogami, bo wtedy myśli wylewają jakby z koryta.

Cudownie było w tą zimę rąbać drzewo i rozbijać je klinem. Dobrze było zamiatać halę na stolarni. Raz, było to nowe, dwa, wystarczająco trudne, by nie zasypiać kompletnie podczas robienia tego, co się robi.

Nie godzę się na to, by być zamknięty sam w sobie. To byłby najwredniejszy kaprys losu, jaki można sobie pomyśleć. Nie wiem, ile jeszcze pożyję, ale to zawsze będzie za wiele dla jednego tylko, niezmiennego jasia. Umrzeć za życia? Proszę bardzo, ale śmierć to rozkład i coś nowego, też.

Bulina 15.6.2014

Jasiu się gubi.

Posted in Uncategorized with tags , , on Czerwiec 14, 2014 by Jaś Skoczowski

I może dobrze, niech się zgubi, niech już sobie pójdzie. Za bardzo boi się przecież, że zniknie, przez co nie chce zrobić miejsca czemuś nowemu. Choćby jasiowi2.

Straciłem dużo z czegoś, co nazwałbym chaotycznością. Prawie nigdy nie byłem z siebie zadowolony, ale to odbiera słodycz życia naprawdę mocno, ten brak, stąd jestem niezadowolony podwójnie. Nie chodzi o to, że moje życie przestało być bajzlem. Ten bajzel po prostu zdaje mi się martwy i chciałbym go porzucić. Gdyby nie to, że kocham kilka osób, czułbym się trupem. Nie, nie trupem, zombie. A wolałbym być trupem, czymś dynamicznym, co się zmieni, z czego coś wyrośnie. Niech więc ludzie pozostaną, ale niech ja się zmienię. Crowley, w jednej z licznych, napuszonych, linijek tekstu napisał, że trzeba wielokrotnie umrzeć przed śmiercią. I miał rację, na swój nadęty sposób.

Wszelkie formuły na życie, które ułożyłem, nie bawią mnie, bo chcę czuć życie, a nie opisywać je tylko. Potrzebuję wiec najwyżej na tyle praktycznych formuł, że one pozwolą mi je czuć mocniej. Potrzebuję zaklęć, języka-narkotyku, zmieniającego świadomość, tak, by czuć więcej. I bardzo dlatego rozczarowuje mnie to, że nie potrafię ułożyć zaklęć politycznych ani moralnych. Polityka i moralność fascynują mnie. Wkurza mnie ta moja impotencja.

Jest miłość do wspaniałych ludzi, owszem, ale chyba jestem wciąż do tej miłości za mały. Znaczy: moim zdaniem w tej miłości jest wszystko, bym zmieniał się i rozrastał. A stoję w miejscu.

Eris najkochańsza, proszę o wstrząs od nasion, niech z nich wystrzeli ku górze las kwiatów, łodyg, pni. I wszystko szalone. Ten świat potrzebuje szaleństwa i chce go mu dać. Nie, nie ja potrzebuję kaftana (kaftanu brzmi lepiej, jak Cię kocham, kto wymyślił gramatykę języka polskiego, pojadę mu wpierdolić?), raczej – część mojego środowiska to kaftan i trzeba go zedrzeć! Najpiękniejsza, Kallisti, dlaczego wariować mieliby tylko ludzie kompletnie zimni, jak gady? Wariować na wielką skalę, tak, że ich szaleństwo ustala przepisy ruchu, drogowego i nie tylko? Dlaczego raz, zasady nie miałyby wyrażać troski, a nie tylko chęci uporządkowania, kontrolowania i dlaczego część z nich nie mogłaby być niewinnymi żartami? Takimi, które otwierałyby ludziom oczy. Dlaczego zamiast tego mamy głównie przepisy na to, jak zrobić z nas lepszych lunatyków, lepsze roboty?

Obyście, moim bliscy krewniacy, czyli wy, ludzie, tak wy, obyście: działali z kimś w zgodzie, a komuś na przekór i nigdy nie potrzebowali, i nie użyli jednego nawet rozkazu. Chyba, że samym sobie byście rozkazywali. Każdy tylko samemu sobie. I żebym ja tez tak robił, tego sobie życzę, to zaklinam.