Rozwydrzony gówniarz w mojej głowie, czyli odpowiadam Feralnemu Faunowi

http://www.anti-politics.net/feral-faun/cops-in-our-heads.html

Zacznijmy od tego, że autor używa słowa moralność, a ono jest tak cudownie niejasne, że można go użyć prawie dowolnie. To co on prezentuje to też może być moralność, jak się komuś to spodoba tak zrozumieć.

Poza tym autor twierdzi, że chce się kierować swoimi „whims”. Może to moja nieznajomość angielskiego, ale „whims” to po prostu silne impulsy. Rzecz w tym, że to, co każe mu podziękować sprzedawcy: „When we feel disgust, anger, joy, desire, sadness, love, hatred, we need to express them. It isn’t easy. More often than not, I find myself falling into the appropriate social role in situations where I want to express something different. I’ll go into a store feeling disgust for the whole process of economic relationships, and yet politely thank the clerk for putting me through just that process.” to też jest taki impuls. Może wyuczony, ale teraz to jest impuls, po prostu obecnie silniejszy. Tak samo jak impulsem jest dla wielu nie srać w gacie, a kiedyś było ulżyć sobie. Żeby przestać się szczerzyć do sprzedawcy, Feralny Faun musi się ograniczyć, powściągnąć, powstrzymać, pokonać – synonimy można mnożyć.
Tak, to prawda, jeśli chcę komuś powiedzieć „spierdalaj”, a mówię „tak jest panie kierowniku!” to nie jestem wolny. Ale do tego, by się z tego wyzwolić, nie wystarczy kierować się „whims”, do tego potrzebna jest zdolność kontrolowania „whims”, tworzenia ich i niszczenia – tacy jesteśmy, nie ma w nas cudownie wolnego ducha, zanieczyszczonego przez diaboliczne podszepty moralności (a kamień śni o Wiedniu, a jego sny piją trwogę, a świstak siedzi i je zawija. W różowe liście marzeń), jest tylko wolny duch i czasem nas bardzo wkurwia tym, co z nami robi. Nie mamy jak uciec od whimsów, ale nie mamy też przed czym w nie uciekać. A do niszczenia/tworzenia/kontrolowania może być potrzebny policjant właśnie, moralność właśnie (tak jak ją zdaje się rozumieć Feralny Faun) i przede wszystkim: kupa roboty nad sobą i mnóstwo skupienia. W dodatku to wszystko, by prowadziło do założonego celu, musi być dziełem samej jednostki, a nie kogoś z zewnątrz tej jednostki. Indywidualizm jest często rozumiany jako obietnica uwolnienia się od tej pracy. Ja tak go rozumiałem też. Jak zwykle potwierdza się, że Klub Idiotów i Głupków jest najliczniejszy we Wszechświecie.
Oczywiście dobrym pytaniem jest, jak w ogóle to możliwe, że mogę zapanować nad swoimi impulsami/pasjami? Drugą sprawą jest to, że one są motorem – a jeśli tak, to czy pełna kontrola nie oznaczałaby jakiejś, kompletnie nierealnej (lub dostępnej tylko w przypadku śmierci mózgowej), bezczynności? Na pierwsze pytanie odpowiadam sobie tak, że musi jakoś być, chyba, że pojęcia silnej i słabej woli są dla kogoś bezużyteczne. Jeśli pale, a jednak potrafię kilka dni nie sięgnąć po papierosa, to coś sprawia we mnie, że tego nie robię i nie jest to nałóg nikotynowy. Nie chodzi o to, że jest to jakieś lepsze, czystsze i tak jakościowe różne od tego, że o to dzieliłbym na jakieś dwie części zupełnie do siebie nie przystające. Nie ma więc problemu wolnej woli dla mnie i podobnych bzdur – ale coś może być we mnie silniejsze, a coś słabsze, i to coś silne jest silną, a to coś słabe, słabą wolą.
W dodatku: nałóg to ta cecha, która każe mi sięgnąć po pałeczkę śmierci, powściągliwość powstrzymuje moją łapkę, każe się jej się zająć czymś innym – wyraźnie wiec są różne. Gdyby stwierdzić, że nie ma żadnej kontroli nad pasjami, to jak można byłoby w ogóle je od siebie odróżniać? Po prostu nie chciałbym palić i już. A to bzdura, ja chcę palić i nie palę lub nie chcę zapalić i jednak sobie to wtykam w pysk!
Na drugie pytanie odpowiadam tak: tak, uważam, że dążenie do wyzbycia całkowitego się pasji/impulsów/whatever to zabawa głupiego, bo raz – raczej nie jest osiągalne, zwłaszcza dla mnie, a dwa – prowadziłoby do czegoś zupełnie przeciwnego niż to, o co mi chodzi. Chcę być jak najbardziej niezależny/samodzielny. Chcę, by to, co mną porusza we mnie było silne przez to, gotowe przebijać mury (w tle zaczyna grać Wagner). Nie stanie się to bez samodyscypliny. Ale ona nie jest dla samej siebie, ja jestem sam dla siebie. Bo tak chcę.

Kochajcie i róbcie co chcecie!

Kol. Nietzschemu należą się podziękowania, bo zasponsorował ten wspisik.

Komentarze 3 to “Rozwydrzony gówniarz w mojej głowie, czyli odpowiadam Feralnemu Faunowi”

  1. Długo się nie odzywasz. Wszystko u Ciebie w porządku, Jasiu?

  2. Tak się składa, że moje milczenie jest dla mnie oznaką (oznakiem kurwa) zdrowia, co bez trudu zrozumiałbyś, gdybyś przeczytał tę część, która jest o powściągliwości. Oraz: wpisz sobie polityka indywidualizmu i salon 24 lub poszukaj sobie na fejsbuku, skoro tak tęsknisz.

  3. A, to spoko. Nie odzywaj się dalej zatem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s