Kraj maminsynków

Tysiące lat patriarchatu czy więcej są niczym w porównaniu z 50cioma 4oma lat tak zwanej komuny. Ludzie nie reagują na jakieś wielkie tradycje, wielkie tradycje (narracje-sracje, nie ma żadnego narratora, nie ma narracji, ja prosty chłopak jestem) to próby przypisania intecjonalności do czegoś, co działo się mimochodem. A mimochodem w Polsce mieliśmy kobiety wychowujące samotnie chłopców. Jak Ci chłopcy przestali ginąć od głodu, chłody, wojen i chorób, czyli w czasie komuny, to zaczęli orbitować w tak zwanej rodzinie, a jako pasywni i wypasieni, przyciągali innych do siebie. Chłopcy chcieli być jak chłopcy-tatusiowie. Dziewczynki chciały mieć takich chłopców. Chłopcy bez ojców chcieli mieć takich ojców i takich sobie szukali zastępczych ojców.
I przez to kobieta u nas jest narzędziem do wychowania córki, która złapie maminsynka, a mężczyzna jest panem, któremu wszystko wolno, jak kocha mamę. I to jest problem. Kobiet. Bo są sprowadzone do obsługi synka. Dlatego ja nie będę pisał dziś o chłopcach-maminsynkach (czyli tez o sobie), tylko o kobietach, czyli o ludziach, na których się nie znam. O facetach bez ojca nie będę pisał, bo może się i znam, ale o wiedzy zdecydowanie wyżej cenię jakiś pożytek. Żadnego pożytku wam nie mogę przynieść. No może poza uwagą, że nie, faceci generalnie nie bardzo nadają się do przynoszenia wam pożytków i że, wierzę w to mocno, świetnie sobie radzicie.
A w zasadzie nie będę pisał o kobietach, tylko do kobiet (co zabawne, wśród nielicznych czytelników tego bloga może nie być ani jednej kobiety). Nie dajcie się wrobić w bycie do macierzyństwa, choćbyśmy mieli wymrzeć. Nie dajcie się tez wrobić w usługiwanie facetom. Moim zdaniem, kompletnie laickim, będzie wam od tego lepiej. Rzecz jasna, wy to już wiecie, ale chcę to wam przyklepać, że to jest dla mnie w porządku. Nie jestem feministą, choć mi się zdawało. Nie dlatego, że to coś złego, tylko nie potrafię, co znaczy, że przynajmniej dla niektórych kobiet bywam zły i wcale nie chcę poprawy. Ale wciąż chciałbym traktować was „jak ludzi” (i choćby krzywdzić, ale „po ludzku”, a nie ja jakiś popierdolony schiz, jeśli rozumiecie, o co mi chodzi) drogie kobiety, a do tego potrzebne mi, byście nie wypełniały programu: chłopa obsłużyć, dzieciątko odchować, córkę na kobietę, synka na maminsynka. Nie da się, ludzie wykonujący taki program kiepsko nadają się do rozmawiania. Tak, chodzi mi głównie o seks, a nie rozmawianie, ale rozmowy są pouczające, bo mogą kazać i usłyszeć to, co ktoś ma w głowie. Nawet jeśli chodzi o seks. I to jest właśnie to lepiej. Lepiej będzie dla was, z mojej perspektywy, gdy będzie lepiej widać i czuć, co macie w głowach.
Z góry dziękuję.

Jedna odpowiedź to “Kraj maminsynków”

  1. to się nazywa: „zrobić Mani Fest”

    pozdrawiam spod Góry Dorotki i Najdziszowa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s