Archiwum dla Sierpień, 2012

wiersz: jako-tako, czyli znowu jestem bezradny, uśmiechnięty, spokojny

Posted in Uncategorized with tags , , , , , on Sierpień 15, 2012 by Jaś Skoczowski

jako uczestnik przerwanego kursu nietzscheanizmu
który odbywał się korespondencyjnie, bo pan Nietzsche nie raczył się zjawić
(w czym jest usprawiedliwiony)
kocham cały świat

wciąż jednak nie wiem, jak pogodzić to ze zwyczajną bieganiną codzienną
w której czasem trzeba kogoś przegonić, czasem pogonić, a czasem wyprzedzić
zgniataniem i wyrzucaniem, na przykład, puszek po piwie do śmieci
paleniem własnych wierszy albo chowaniem ich przed innymi
samodyscypliną, bez której nawet nie potrafiłbym porządnie kochać
kogokolwiek i czegokolwiek
bo trafiałbym poza tarczę strzelniczą
która choć wzorowana jest na kształcie dupy
przypomina nam serce

jako uczestnik kursu gry na gitarze
który przerwałem z braku wytrwałości, wiem
że czasem brak nauczyciela jest najlepszą nauczką
bo gdy jesteśmy pozostawieni sami sobie
patrzymy w siebie i nagle nasze palce układają się dobrze na gryfie
nasze słowa chcą tańczyć jak wypada
dokładnie wtedy, gdy nikogo nie ma, oprócz nas, by to usłyszeć i zobaczyć
albo i nie

jest tak dlatego, bo mamy w sobie tłum
który inni chcą zakrzyczeć
by usłyszeć własny tłum
przez co nikt nikogo nie słyszy
i nie potrafi czasem nawet słuchać, jak zrobi się cicho

Laocy nie nauczył mnie niczego
Czuangdze tylko wodził mnie za nos
i stoję w ślepej uliczce
a słońce już zaszło
nad dachem domu, tego, co stoi mi na drodze, widać gwiazdy
okna domu same się proszą o to, by przez nie wejść
zwłaszcza, że nie ma szyb
ludzie dawno stąd odeszli, dom jest pusty i potrzebuje ciepła
na parterze, przez deski w podłodze, wystrzeliło drzewo
i ogólnie tu pięknie jest, choć to zaułek opuszczonych domów
może więc tu zamieszkam?

Laocy i Czuangdze, szkoda, że was nie ma
bo mam jeszcze butelkę wina na jednego

Kraj maminsynków

Posted in Uncategorized with tags on Sierpień 14, 2012 by Jaś Skoczowski

Tysiące lat patriarchatu czy więcej są niczym w porównaniu z 50cioma 4oma lat tak zwanej komuny. Ludzie nie reagują na jakieś wielkie tradycje, wielkie tradycje (narracje-sracje, nie ma żadnego narratora, nie ma narracji, ja prosty chłopak jestem) to próby przypisania intecjonalności do czegoś, co działo się mimochodem. A mimochodem w Polsce mieliśmy kobiety wychowujące samotnie chłopców. Jak Ci chłopcy przestali ginąć od głodu, chłody, wojen i chorób, czyli w czasie komuny, to zaczęli orbitować w tak zwanej rodzinie, a jako pasywni i wypasieni, przyciągali innych do siebie. Chłopcy chcieli być jak chłopcy-tatusiowie. Dziewczynki chciały mieć takich chłopców. Chłopcy bez ojców chcieli mieć takich ojców i takich sobie szukali zastępczych ojców.
I przez to kobieta u nas jest narzędziem do wychowania córki, która złapie maminsynka, a mężczyzna jest panem, któremu wszystko wolno, jak kocha mamę. I to jest problem. Kobiet. Bo są sprowadzone do obsługi synka. Dlatego ja nie będę pisał dziś o chłopcach-maminsynkach (czyli tez o sobie), tylko o kobietach, czyli o ludziach, na których się nie znam. O facetach bez ojca nie będę pisał, bo może się i znam, ale o wiedzy zdecydowanie wyżej cenię jakiś pożytek. Żadnego pożytku wam nie mogę przynieść. No może poza uwagą, że nie, faceci generalnie nie bardzo nadają się do przynoszenia wam pożytków i że, wierzę w to mocno, świetnie sobie radzicie.
A w zasadzie nie będę pisał o kobietach, tylko do kobiet (co zabawne, wśród nielicznych czytelników tego bloga może nie być ani jednej kobiety). Nie dajcie się wrobić w bycie do macierzyństwa, choćbyśmy mieli wymrzeć. Nie dajcie się tez wrobić w usługiwanie facetom. Moim zdaniem, kompletnie laickim, będzie wam od tego lepiej. Rzecz jasna, wy to już wiecie, ale chcę to wam przyklepać, że to jest dla mnie w porządku. Nie jestem feministą, choć mi się zdawało. Nie dlatego, że to coś złego, tylko nie potrafię, co znaczy, że przynajmniej dla niektórych kobiet bywam zły i wcale nie chcę poprawy. Ale wciąż chciałbym traktować was „jak ludzi” (i choćby krzywdzić, ale „po ludzku”, a nie ja jakiś popierdolony schiz, jeśli rozumiecie, o co mi chodzi) drogie kobiety, a do tego potrzebne mi, byście nie wypełniały programu: chłopa obsłużyć, dzieciątko odchować, córkę na kobietę, synka na maminsynka. Nie da się, ludzie wykonujący taki program kiepsko nadają się do rozmawiania. Tak, chodzi mi głównie o seks, a nie rozmawianie, ale rozmowy są pouczające, bo mogą kazać i usłyszeć to, co ktoś ma w głowie. Nawet jeśli chodzi o seks. I to jest właśnie to lepiej. Lepiej będzie dla was, z mojej perspektywy, gdy będzie lepiej widać i czuć, co macie w głowach.
Z góry dziękuję.