Archiwum dla Czerwiec, 2012

Donald zrobił Tusk.

Posted in Uncategorized with tags , on Czerwiec 29, 2012 by Jaś Skoczowski

Ustanowili takie prawo, żeby nie było można robić kontrmanifestacji. Takich, jakie widziałem jakieś pół roku w telewizji. I jednocześnie mogą wcale nie chcieć żadnej kontroli Unijnej. Jak pięknie musi wyglądać sytuacja, w której polski premier mówi nie jakiemuś europejskiemu Trybunałowi, który sprawdza, czy było się grzecznym chłopcem. Komuś może się wydawać, że Tusku może nawet mieć za krótkie nogawki.

wiersze: mężczyźni na ławce i homunculus

Posted in Uncategorized on Czerwiec 22, 2012 by Jaś Skoczowski

mężczyźni na ławce

siedzą i obgadują sąsiadów
ja stoję, ale nie dajcie się zwieść
nie sprzeciwiam się temu
za chwilę mówię żart

że ci z dołu, jak babka umrze
zawsze i tak mogą wystawiać ją do okna
w końcu co renta, to renta
koledzy się śmieją

nie, nie zamierzam być mądrzejszy
to pewien problem, bo oni chcą być
i szukają kogoś do tego
a ja wcale nie czuję się do tego

ale tak, lubię ich i lubię
wypić piwo z nimi, jak siedzą na ławce
z nimi, choć to wcale
nie ułatwia mi puentowania życia

xxx

homonculus

mój mały człowieczek
umie przechodzić między myślami i słowami
plątać ich nogi
wpuszczać w labirynty rzeczy i spraw

wszystko ma bardzo proste
nóżki, rączki, plecy, uśmiech i płacz
niczego nie trzeba mu tłumaczyć
choć czasem nic nie rozumie

bo on swoje wie
umie też latać, jak trzeba
jak trzeba, trzymać się kłębka trawy
żeby go nie zwiało

Jestem ateistą

Posted in Uncategorized with tags , , , on Czerwiec 12, 2012 by Jaś Skoczowski

Jestem ateistą. Takim wierzącym. Uznaje, że nie ma boga, tak samo, jak nie ma potworów w lesie i pod łóżkiem. I dobrych wróżek. Nie mam ochoty robić czegoś, bo dobra wróżka lub bozia nagrodzi, lub potwór albo bozia pokarze. Chcę doświadczać świata w taki sposób, by to na moje doświadczanie go nie wpływało, stąd nie wierzę w Boga, wróżki i potwory. Wierzę w to, a nie tylko stwierdzam, że nie jest dowiedzione istnienie ich. Nie wierzyłbym też w grawitacje, gdybym nie wiedział, że działa i nie obchodziłoby mnie, że nie jest dowiedzione, czy się nie rozpierdolę. Wolałbym się rozpierdolić, niż nie posmakować lotu (acz startowałbym z ziemi :) ). Jest to mój wybór, choć owszem, rozsądny, bo rozsądnie ujmując boga nie ma i tylko wybitne, metafizyczne pierdolenie pozwala jakoś uzasadnić jego istnienie, bo bóg nie działa czy, jak wolą teiści „działa w tajemniczy sposób”. Czyli nie działa. Podkreślam, to mój wybór, nie związany z tym, że np. jestem oddany we władanie jakiejś zasady, że np. nie wolno wierzyć w boga, bo to takie „nieracjonalne”. Gdyby nieracjonalność dawałaby mi coś ciekawego, byłbym nieracjonalny.
Ateizm musi być wiarą, by miała wartość. Ateiści, którzy ujmują ateizm jako stwierdzenie, że się tylko w coś nie wierzy, bo nie ma na to dowodów, nie pojmują w ogóle, co mówią, albo stwierdzają błahostkę świadomie. Bóg, rozumiany inaczej, niż właśnie tak rozsądnie, jako coś, co może wpłynąć na moje działanie, ale tylko wtedy, gdy wierzę, że go nie ma, może istnieć i nie ma to żadnego znaczenia z pragmatycznego punktu widzenia. Po prostu nazywa się wtedy bogiem jakieś inne, urojone coś – byt, absolut, prajednie. Coś, co może jest w szerszym sensie, może nie, co można sobie wykalkulować, zwłaszcza, jak komuś się wydaje, że np. wątpliwość, czy cokolwiek istnieje lub „jest realne”, ma jakiś sens większy. Przeczenie takiemu czemuś nie ma żadnego znaczenia, bo sama wiara w takie coś nie ma znaczenia – bo mogę się przeciwko temu buntować. Ale ma wiara w tego boga, która wpływa na nasze działanie. A tylko wiara, w to, że nie ma boga, potworów czy dobrych wróżek może sprawić, że w nie nie wierzysz, jeśli ktoś Ci kiedyś skutecznie wmówił to, że mogą być. Stwierdzenie, że istnieją fakty zaprzeczające istnieniu potwora pod moim łóżkiem mają sens tylko wtedy, gdy przestaję się bać potwora pod łóżkiem. A jeśli nie boję się potwora bez dowodu, ma to ten sam skutek. Stad powtórzę się – to co się nazywa rozumem ja lubię, bo dla mnie się sprawdza i z żadnego innego powodu.
A teraz skupmy się, jaki jest ten skutek? Ano, ateizm, rozumiany jako wiara wyzwala mnie z poddawania się władzy urojonym cosiom, które mówią mi, jako urojone, co mam robić, a czego nie. Takim cosiem może być tez racjonalność i jest nim, i jest tym groźniejsza, że może być bardziej efektywna niż wiara w boga, ta wiara w rozum. Zwłaszcza, że zaletą ludzkiego myślenia nie jest nieomylność, tylko to, że człowiek potrafi wymyślić, jak naprawić błędy, jak je stwierdzić itd. Stąd tak, ja wierzę, że nie ma boga. Nie wierzę natomiast w rozum, jak z niego korzystam, dlatego wierzę, że nie ma boga. I kiedy nagle poczuję, że chcę wierzyć w niewidzialnego i wszechmocnego przyjaciela, to cóż. To zacznę wierzyć. Ważny jestem w tej zabawie ja. Nie wiem, czemu miałbym, co by mi to miało dać. Ale nie wiem, co mogłoby być ważniejsze do tego, że to mogłoby mi coś dać.

Przewrotność a indywidualizm. I sprawa z tym związana.

Posted in Uncategorized with tags , on Czerwiec 10, 2012 by Jaś Skoczowski

Ludzie łatwo ulegają pozorom. Na przykład patrzą na odbicie w lustrze jak na siebie, a ono nie jest nimi (a ja uważam, że w ogóle nic nie jest nimi, ponieważ jestem zwolennikiem tezy, że nie ma czegoś takiego jak „ja”, przynajmniej rozumianego w taki sposób, jak go pojmujemy na co dzień). Albo korzystają z map tak, jakby pokazywały terytorium, a nie pokazują i gdyby uparcie dostrzegać w nich to, co jest inne od terytorium, trzeba byłoby spalić mapy. Świadomość, że to są pozory, nie sprawia, że nie mogą tym pozorom ulegać. Myślę, że dzięki takiej świadomości mogą im ulegać skuteczniej lub odrzucać ich wpływ, do pewnego stopnia, ale pojęcie tej pozorności do niczego człowieka nie zmusza, a daje pewne możliwości i na pewno daje mu pewną moc.

Jestem na kilka sposobów indywidualistą. Chcę zachować autonomię i odrębność od innych. I nie chcę postrzegać innych jako tylko to, co w innych da się sklasyfikować. Czyli chcę tak jakby widzieć ich, a nie ich odbicia, lub nie patrzeć na mapę. Nie odrzucam wyjaśnień tego, czym są. Traktuje je głównie instrumentalnie, a efekt jakiś konkretny, który chcę uzyskać robiąc innym coś, nie jest dla mnie najważniejszy. Chcę być otoczony ludźmi, którzy mogą po prostu być i mnie to już będzie cieszyło i rządzić (kierować itd) sobą, jednocześnie.

Nie proponuje ignorowania faktów, o ile one są ważne. Ale czy nie warto byłoby ignorować tych faktów dotyczących nas, na skutek których moglibyśmy wyrabiać sobie takie poglądy o ludziach, które znowu skłaniałyby nas do traktowania ich jako bardzo do siebie podobnych? Takich, które umożliwiłyby nam uschematyzowanie ludzkich zachowań do tego stopnia, że indywidualność stanie się czymś zbędnym? Jaka prawa byłaby ważniejsza od tego, by indywidualizować ludzi? Ja jej nie widzę. Wszędzie więc wtykam, do mojego widzenia świata, widzenie ludzi jako bardzo ekscentrycznych. Przestaje postrzegać ich jako zachowujących się swoiście tylko tak jak inni dopiero, gdy znajdę coś, co mi to potwierdza. Postrzegam też tak ich światopoglądy.

Ułatwia mi to, o czym już napisałem – jako człowiek mogę świadomie ulegać pozorom. Wiem, że indywidualistyczne postrzeganie ludzi może być pozorem i decyduje się na niego. To raz. To mój wybór. A dwa – wiem, że pewne sposoby myślenia sprzeczne pod jakimś względem z takim indywidualistycznym postrzeganiem, mogą być przydatne i jestem gotowy z nich korzystać (choć dotąd nie poczułem takiej potrzeby, no ale mogę robić to nieświadomie), nawet gdyby logicznie wynikało z tego napisałem, że są pozorne. Metodologiczny indywidualizm, tak zwany, zdaje mi się całkiem wygodnym sposobem myślenia o społeczeństwie i tłumaczyłem już dlaczego.

Jak widzicie, moja „socjologia” pokrywa się z moją polityką w znacznym stopniu, przyznaje to. Tylko, że to dla mnie argument za tym, że dla mnie anarchizm jest dobry, jak i metodologiczny indywidualizm. Te dwa stanowiska czy poglądy wynikają dość głęboko z tego, kim i czym jestem. Pozwolę sobie to wam wytłumaczyć, na ile potrafię.

Widziałem w życiu mnóstwo nieporozumień wynikających z nie przyswojenia sobie tego, że gdy ktoś coś myśli lub czuje, to pomimo tego, że rządzą tym jakieś zewnętrzne względem niego zasady, robi to on po swojemu i będzie postępował także po swojemu. Wiem też, że na wiele sposobów nieefektywna taktyka, szanująca indywidualność, usuwa ten rodzaj nieporozumień. Bo ludzie przestają w ogóle traktować takie sytuacje jako powstające na skutek błędu w rozumowaniu drugiej strony. Wiem też, że ważne, z punktu widzenia intersubiektywnego, decyzje, ludzie dokonują bardzo często w psychicznej izolacji. I wątpię, że a się ją przekroczyć.

Jednocześnie nie chcę rządzić ludźmi. Wymaga to działań, które w moim mniemaniu obdzierają mnie z indywidualności i myślę, że nie tylko ja mam tak. Władza zazwyczaj wymaga uczestniczenia w hierarchii, w ramach której definiuje się człowieka, wraz z jego prawami i obowiązkami, i jeśli uda mu się dostać dla siebie korzystną definicje, to rządzi, jak nie, to służy (piszę tu o korzystnej sytuacji dla kogoś pożądającego władzy).

No i lubię ludzi. Niektórych bardzo, czyli tych bliskich bardzo. Jestem gotów, unikając władzy na ludźmi, pomagać ludziom dlatego. Jednym mniej drugim bardziej.

Co mogłoby do takich doświadczeń bardziej pasować, niż indywidualistyczne postrzeganie człowieka i anarchistyczny indywidualizm (o socjalistycznym charakterze), związane ze sobą? Jako indywidualista postrzegam ludzi jako jednostki i ich jednostkowość chcę szanować, na ile sam potrafię. Indywidualizm taki nie bardzo godzi się z władzą – poddawaniem się jej i zdobywaniem jej, i posiadaniem jej. To świetnie godzi się z anarchizmem. Anarchizm i socjalizm są związane z sobą prostotą. Jeśli nie decydujemy się na całkowite wyeliminowanie przemocy z naszego życia, chyba lepiej, by używać ich w sytuacji, gdy ktoś chce, z jej pomocą, sprzeciwiać się wyzyskowi, który jest i tak związany z tym, że wyzyskiwacz ma władze nad wyzyskiwanym? Moim zdaniem tak.

Oczywiście, to tylko moja mapa i moje lustrzane odbicie rzeczywistości nie będące nią.