O mojej perspektywie i związku środków z celami

Przy okazji czytania o autonomii uświadomiłem sobie, że autonomia nie jest tym, co mi wystarcza. Chce kierować sobą, ale chcę też pewnych rzeczy dla innych ludzi i one nie wyczerpują się na dbaniu o ich autonomią. A czasem są jej wbrew. Kilku ludzi pozbawiłbym i wszelkiej wolności i życia, innych tylko wolności. Innym dałbym wolność i szczęście. Moja autonomia jest ważna, ale co innego jest ważne, gdy ma się dziać innym. I to jest ważniejsze od każdego światopoglądu. Za rozkochaniem się w możliwości sterowania sobą i różnych stanach, w których mogą znajdować się inni jakby coś pozornie stało, choć moim nie stoi nic lub, jesli wolicie, stoi chaos.
Kiedy poznałem się ze Stirnerem, to było dla mnie uwodzące, że nie można było wskazać, patrząc z jego miejsca, tego, co jest najważniejsze dla niego. Stąd on pisze, że on jest dla siebie najważniejszy, ale on jest tworzącym niczym. To było mi bliskie, bo przecież jako nic przedstawiano mnie samemu sobie już w zen. Czy chodziło o to samo? Interesowało mnie to kiedyś, dalej interesuje, ale coraz bardziej czuję, że tak czy siak, mnie odpowiada takie same rozumienie tego, jak i Stirnera. W końcu i jedno, i drugie ułożyli ludzie, ja to mam w myślach lub przed oczami i mogę z tym zrobić, co chcę. I tylko moje możliwości mnie ograniczają.
Stirnera nie lubią ludzie (w tym Marks i chyba zwłaszcza), którzy jednak woleliby, żeby coś było najważniejsze. Stąd z jednej strony chcą wykazać, że jednak coś jest najważniejsze dla Stirnera i naśladowców, i podobnych (o jednych i drugich można mnie zaliczyć, a potem wykazać, że cenią nie to, co trzeba. Stąd np. mój znajomy, też anarchista (chyba), twierdzi, że nie ma anarchizmu bez, jeśli rozumiem, postrzegania rzeczywistości w sposób „klasistowski” (nie wiem, czy to poprawna nazwa, wstawiam ją w cudzysłów więc). Nie do końca sobie to wyjaśniliśmy, nie twierdzę tutaj, że przedstawiam jego punkt widzenia. Przedstawiam swój, z którego nie mogę się, wstępnie, zgodzić z kolegą.
Świat jakiś jest i kiedyś wydawał mi się inny niż teraz. Dalej nie jestem zwolennikiem (ani wielkim przeciwnikiem, chyba po prostu nie znam się) marksizmu jako opisu świata. Ale jestem w znacznie mniejszym stopniu zwolennikiem widzenia ludzi jako hedonistycznych kalkulatorów, czyli tak, jak chcą widzieć ludzi np. zazwyczaj ekonomiści. Zmienia to moje poglądy polityczne, to prawda. Ale nie zmienia w nich tego, co jest dla mnie najważniejsze.
Szanuje cudzą wolność. To jest ważne w moich poglądach politycznych. Nie: dążę do tego, by każdy był wolny, ale nie tylko unikam naruszeń wolności lub ich promowania u innych. Szanuję, to znaczy, robię jedno i drugie, i staram się to godzić ze sobą. Poza tym, nie zamierzam z tego powodu dokonywać jakiś „samopoświęceń”. Szanuję też swoją wolność, bardziej niż cudzą. Mogę gorzej lub lepiej rozumieć, jak działają inni ludzie, ale szanuje i od pewnego momentu szanowałem cudzą wolność, na ile to potrafiłem i na ile teraz potrafię. Twierdzenie, że teraz robię coś zupełnie innego niż kiedyś to bzdura dla mnie. Czyli jeszcze mnie nikt nie przekonał.
Z mojej perspektywy każdy klasizm pozostaje narzędziem, moim, do myślenia. Jak inne myśli. Gdy przestanie być dla mnie narzedziem, chcę być w stanie go porzucić, tak jak porzuciłem fragmenty z Misesa/Friedmana. Wiem to o sobie, wiedząc to, dlaczego miałbym uznać, że klasizm jest dla mnie tak ważny, żeby uznać, że nierozerwalnie wiąże się z anarchizmem? Nawet jeśli się wiąże, dlaczego miałbym tym się martwić? Przecież jeśli przestanę być anarchistą, bo kiedyś porzucę myślenie polegające głównie na analizie klasowej (a u mnie i tak ten sposób myślenia jest powierzchowny), to czemu miałbym nie uznawać siebie za anarchistę? Może raczej powinienem uznać, że to rozumienie anarchizmu, zgodnie z którym ktoś jest anarchistą, jeśli przyjmuje perspektywę klasistowską i tylko wtedy, jest błędne? Bo ja właśnie tak uznaje. Mam pewien porzadek myślenia w głowie, widze inne mozliwości myślenia, wybieram te. Tak po prostu.
Moja perspektywa jest więc taka, że nie widzę z niej związku z moim anarchizmem, a uznaniem pewnej metody opisywania społeczeństwa nazywanej tu klasizmem. Nie widzę jej i nie mam ochoty jej widzieć. Byłem tym, co nazywam anarchistą, zanim postrzegałem świat klasistowsko i zanim wydawało mi się to postrzeganie tak ważne, jak wydaje mi się teraz i wydaje mi się, że będę nim po porzuceniu go. Ale nie wyobrażam sobie bycia anarchistą, gdyby nie było dla mnie ważne, czy wobec pewnych ludzi (trudno mi określić ich jedną charakterystyką, ale na pewno są wśród nich ci, których lubię i kocham) zachowuje się tak, by szanować ich wolność. Gdzie niby tkwi w takiej postawie błąd? I dlaczego miałbym się nim przejmować? Wydaje mi się głęboko osadzony, więc odwołam się do Wittgensteina: jak ktoś mi wskaże ten błąd, czemu w ogóle mam uznać go za błąd? Czy nie będzie mi mówił, że w tej chwili śnie, chociaż ja nigdy się jeszcze nie przebudziłem? Moim zaniem tak i to tłumaczy, czemu nie chcę wyobrażać sobie też spraw inaczej.
Co do związku celów i środków: ja je wiąże. Zarówno mogę stosować środki, jak potem mieć do czynienia ze skutkiem. Nie oceniam według schematu, innego niż taki spontanicznie (nieintencjonalnie, nieświadomie i tak, że jestem wobec niego bez żadnej mocy itd) dyktowany mi przez moje własne ciało, a jego ramach nie mieści się cenienie tylko środków lub celów, tylko cenienie tego, co dla mnie cenne.
Dobranoc.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s