Archiwum dla Kwiecień, 2012

wiersz: co to znaczy

Posted in Uncategorized on Kwiecień 26, 2012 by Jaś Skoczowski

to znaczy nic
to jest ciemna szczelina
do której nie dochodzi światło
to jest to, czego sobie nie wytłumaczysz
bezradne są wszystkie biblioteki

tutaj wszystko może być wszystkim
przelewając puste w próżne możesz się oblać
i możesz się poparzyć
wyjście i wejście ciągle się wierci
nie możesz do nich wrócić

ludzie tutaj dostali wyrok
są skazani na milczenie
co dzień wspominają swoje zbrodnie
dziękują za nie po cichu
bo mogą być wolni
za karę

ludzie z zewnątrz przychodzą tutaj
pokazują ludziom stąd wymięte gazety
oblane kawą książki, nadgryzione przez szczury
są bardzo przejęci tym, co przeczytali
i tym co chcą powiedzieć

wiersz: o tym, że warto żyć

Posted in Uncategorized on Kwiecień 21, 2012 by Jaś Skoczowski

nad brzegiem rzeki Yalu
stoi kobieta
uśmiecha się

O mojej perspektywie i związku środków z celami

Posted in Uncategorized with tags , , on Kwiecień 17, 2012 by Jaś Skoczowski

Przy okazji czytania o autonomii uświadomiłem sobie, że autonomia nie jest tym, co mi wystarcza. Chce kierować sobą, ale chcę też pewnych rzeczy dla innych ludzi i one nie wyczerpują się na dbaniu o ich autonomią. A czasem są jej wbrew. Kilku ludzi pozbawiłbym i wszelkiej wolności i życia, innych tylko wolności. Innym dałbym wolność i szczęście. Moja autonomia jest ważna, ale co innego jest ważne, gdy ma się dziać innym. I to jest ważniejsze od każdego światopoglądu. Za rozkochaniem się w możliwości sterowania sobą i różnych stanach, w których mogą znajdować się inni jakby coś pozornie stało, choć moim nie stoi nic lub, jesli wolicie, stoi chaos.
Kiedy poznałem się ze Stirnerem, to było dla mnie uwodzące, że nie można było wskazać, patrząc z jego miejsca, tego, co jest najważniejsze dla niego. Stąd on pisze, że on jest dla siebie najważniejszy, ale on jest tworzącym niczym. To było mi bliskie, bo przecież jako nic przedstawiano mnie samemu sobie już w zen. Czy chodziło o to samo? Interesowało mnie to kiedyś, dalej interesuje, ale coraz bardziej czuję, że tak czy siak, mnie odpowiada takie same rozumienie tego, jak i Stirnera. W końcu i jedno, i drugie ułożyli ludzie, ja to mam w myślach lub przed oczami i mogę z tym zrobić, co chcę. I tylko moje możliwości mnie ograniczają.
Stirnera nie lubią ludzie (w tym Marks i chyba zwłaszcza), którzy jednak woleliby, żeby coś było najważniejsze. Stąd z jednej strony chcą wykazać, że jednak coś jest najważniejsze dla Stirnera i naśladowców, i podobnych (o jednych i drugich można mnie zaliczyć, a potem wykazać, że cenią nie to, co trzeba. Stąd np. mój znajomy, też anarchista (chyba), twierdzi, że nie ma anarchizmu bez, jeśli rozumiem, postrzegania rzeczywistości w sposób „klasistowski” (nie wiem, czy to poprawna nazwa, wstawiam ją w cudzysłów więc). Nie do końca sobie to wyjaśniliśmy, nie twierdzę tutaj, że przedstawiam jego punkt widzenia. Przedstawiam swój, z którego nie mogę się, wstępnie, zgodzić z kolegą.
Świat jakiś jest i kiedyś wydawał mi się inny niż teraz. Dalej nie jestem zwolennikiem (ani wielkim przeciwnikiem, chyba po prostu nie znam się) marksizmu jako opisu świata. Ale jestem w znacznie mniejszym stopniu zwolennikiem widzenia ludzi jako hedonistycznych kalkulatorów, czyli tak, jak chcą widzieć ludzi np. zazwyczaj ekonomiści. Zmienia to moje poglądy polityczne, to prawda. Ale nie zmienia w nich tego, co jest dla mnie najważniejsze.
Szanuje cudzą wolność. To jest ważne w moich poglądach politycznych. Nie: dążę do tego, by każdy był wolny, ale nie tylko unikam naruszeń wolności lub ich promowania u innych. Szanuję, to znaczy, robię jedno i drugie, i staram się to godzić ze sobą. Poza tym, nie zamierzam z tego powodu dokonywać jakiś „samopoświęceń”. Szanuję też swoją wolność, bardziej niż cudzą. Mogę gorzej lub lepiej rozumieć, jak działają inni ludzie, ale szanuje i od pewnego momentu szanowałem cudzą wolność, na ile to potrafiłem i na ile teraz potrafię. Twierdzenie, że teraz robię coś zupełnie innego niż kiedyś to bzdura dla mnie. Czyli jeszcze mnie nikt nie przekonał.
Z mojej perspektywy każdy klasizm pozostaje narzędziem, moim, do myślenia. Jak inne myśli. Gdy przestanie być dla mnie narzedziem, chcę być w stanie go porzucić, tak jak porzuciłem fragmenty z Misesa/Friedmana. Wiem to o sobie, wiedząc to, dlaczego miałbym uznać, że klasizm jest dla mnie tak ważny, żeby uznać, że nierozerwalnie wiąże się z anarchizmem? Nawet jeśli się wiąże, dlaczego miałbym tym się martwić? Przecież jeśli przestanę być anarchistą, bo kiedyś porzucę myślenie polegające głównie na analizie klasowej (a u mnie i tak ten sposób myślenia jest powierzchowny), to czemu miałbym nie uznawać siebie za anarchistę? Może raczej powinienem uznać, że to rozumienie anarchizmu, zgodnie z którym ktoś jest anarchistą, jeśli przyjmuje perspektywę klasistowską i tylko wtedy, jest błędne? Bo ja właśnie tak uznaje. Mam pewien porzadek myślenia w głowie, widze inne mozliwości myślenia, wybieram te. Tak po prostu.
Moja perspektywa jest więc taka, że nie widzę z niej związku z moim anarchizmem, a uznaniem pewnej metody opisywania społeczeństwa nazywanej tu klasizmem. Nie widzę jej i nie mam ochoty jej widzieć. Byłem tym, co nazywam anarchistą, zanim postrzegałem świat klasistowsko i zanim wydawało mi się to postrzeganie tak ważne, jak wydaje mi się teraz i wydaje mi się, że będę nim po porzuceniu go. Ale nie wyobrażam sobie bycia anarchistą, gdyby nie było dla mnie ważne, czy wobec pewnych ludzi (trudno mi określić ich jedną charakterystyką, ale na pewno są wśród nich ci, których lubię i kocham) zachowuje się tak, by szanować ich wolność. Gdzie niby tkwi w takiej postawie błąd? I dlaczego miałbym się nim przejmować? Wydaje mi się głęboko osadzony, więc odwołam się do Wittgensteina: jak ktoś mi wskaże ten błąd, czemu w ogóle mam uznać go za błąd? Czy nie będzie mi mówił, że w tej chwili śnie, chociaż ja nigdy się jeszcze nie przebudziłem? Moim zaniem tak i to tłumaczy, czemu nie chcę wyobrażać sobie też spraw inaczej.
Co do związku celów i środków: ja je wiąże. Zarówno mogę stosować środki, jak potem mieć do czynienia ze skutkiem. Nie oceniam według schematu, innego niż taki spontanicznie (nieintencjonalnie, nieświadomie i tak, że jestem wobec niego bez żadnej mocy itd) dyktowany mi przez moje własne ciało, a jego ramach nie mieści się cenienie tylko środków lub celów, tylko cenienie tego, co dla mnie cenne.
Dobranoc.

wiersz: droga

Posted in Uncategorized on Kwiecień 16, 2012 by Jaś Skoczowski

wolę iść tam gdzie jest trawa
tam gdzie nie ma trawy jest błoto
dlatego wolę iść po garbie między koleinami kół
jest ciemno

moje myśli milczą
dawno tak nie robiły
idę
nie mam nic innego do roboty

obracam moim myślami w ciszy
przyglądam się im
tak łatwiej jest
po ciemku

w takiej chwili nie ma słów
nie ma głosu z nieba
nie ma więc podziękować i błogosławieństw
nie ma oświecenia, które cokolwiek by znaczyło
i nie opisałem wam tego

Numerologia, 4

Posted in Uncategorized with tags , on Kwiecień 15, 2012 by Jaś Skoczowski

Dlaczego data urodzin? Bo datę urodzin się zna.  A datę poczęcia trzeba poznać.

Sentyment antyanarchistyczny

Posted in Uncategorized with tags , , on Kwiecień 8, 2012 by Jaś Skoczowski

Jesteśmy ludźmi o małym wpływie na innych ludzi. Tak, sporo z nas może człowieka zabić. To jednak uniemożliwia wykorzystanie człowieka do czegokolwiek innego. Ilu z nas chce po prostu pozabijać innych? Mało i ja na pewno się nie zaliczam do tego grona. Wszystko inne jest trudne, czasem mniej, ale jest trudne. Wielu jest natomiast takich, którzy chcieliby kierować innymi inaczej, niż przez te krótkie chwile, w których kierowaliby ich w stronę śmierci.

Ludzi z ogromną charyzmą, przekonywujących innych do czegoś nie jest zbyt wielu. Mało jest też ludzi, którzy skutecznie zastosują przemoc fizyczną, psychiczną i symboliczną ta, by mieć zadowalającą do swoich celów kontrolę nad innymi.

Zdecydowanie więcej jest ludzi, którzy sami nie wiele mogą, ale ustanowienie instytucji, która będzie wiele mogła daje im władzę. Stąd ludzie wspierają państwo, bo takie jest państwo i stąd żywią sentyment antyanarchistyczny. Bezsilność to coś, z czym trudno dać sobie radę, a sami możemy bardzo mało, stąd o jakże lepiej byłoby nam, gdybyśmy mieli do dyspozycji porządek, w ramach którego możemy innym narzucić nasza wolę tak, by robili to, co chcemy.

Ten sentyment, to nastawienie jest łudzące. Porządek o który chodzi ludziom jest porządkiem instytucjonalnym. Zbudować mogą go tylko działania ludzi i ich światopoglądy. W tym świecie można albo być charyzmatycznym, albo brutalnym, albo bezradnym wobec tego, że inni nie chcą być nam posłuszni. Większość ma możliwość bycia tylko tym ostatnim. Państwo i inne instytucje władzy (ich porządki itp, itd) to sposób na łudzenie siebie i oddania władzy jakimś, często kompletnie nam nie znanym ludziom. Ludziom, którym przynajmniej ja nie mam powodu ufać. Nie zamierzam więc udawać przed sobą, że nie jestem bezradny, wolę pozostać z moimi możliwościami.

Mogę więcej. Mogę unikać władzy. Nie mam większych możliwości wpływać na ludzi, ale większość nie ma szans wpływania na mnie. Nie zamierzam próbować rządzić innymi, ale też nie zamierzam poddawać się innym. Owszem, będą ludzie którzy będą wstanie mnie uwieść i mnie o czegoś zmusić. Ale nie muszę im tego ułatwiać.

Bo jasne, są ludzie zdolni do przemocy czy charyzmatyczni tak po prostu. To malutka mniejszość. Ich moc potęguje się tylko dzięki nasze zgodzie. Często może nawet na niej im nie zależy. Sądzę, że urzędnicy, właściciele środków produkcji, draby („policjanci”), kapłani („intelektualiści”, „autorytety”) to często ludzie, dla których władza jest przyjemna, ale nie wiem, czy aż tak, Co innego móc coś zrobić, co innego zrezygnować z choćby odrobiny sympatii, którą można uzyskać od innych. Czym mniej będziemy na nich polegać, tym mniej będą ważni. Czy mniej będą ważni, tym mniej będzie władzy. Może nie będziemy w stanie zbawić świata, w pojedynkę, ale razem będziemy mogli się dogadać. Wolę taki świat, niż ten obecny, na ile jest on różnym od tej wizji. Jasne, trzeba będzie w nim rozwiązać problemy prawie odwieczne: sprawić, żeby kobiety i dzieci byli (były jest jakieś takie uprzedmiotawiające) traktowani dobrze, w rozumieniu dobra, które będzie tworzone także przez kobiety i dzieci. Wierzę, że to możliwe i nie wierzę, że obecna sytuacja kobiet i dzieci na Zachodzie to zasługa państw.

Ta, pominąłem zwierzęta. Ze zwierzętami jednak, uważam, też możemy się dogadać.

Wyzysk

Posted in Uncategorized with tags , , on Kwiecień 2, 2012 by Jaś Skoczowski

Najbardziej podobającym mi się wytłumaczeniem, czym jest wyzysk, jest to, zgodnie z którym wyzysk polega na kontrolowaniu instytucji, których sami nie tworzymy. Np. większość ludzi w społeczeństwie, w którym istnieją jakieś prawa tworzy je – poprzez przestrzeganie go. Jednak to osoba, która „ma prawo” kontroluje instytucje, jakim jest to prawo. Wszyscy, którzy natomiast sprawiają, że to prawo działa, tworzą je.

Pracownicy byliby więc wyzyskiwani przede wszystkim dlatego, że to oni bezpośrednio mają kontakt, fizyczny, z cudzymi rzeczami i nie biorą ich sobie. Czy gdyby robili to dobrowolnie, dalej byłby to wyzysk? Myślę, że nie ma to znaczenia. Jeśli wyzysk to coś podobne do pasożytnictwa, a ja lubię biologiczne analogie, biologia jest najbliższa antropologii, psychologii, ekonomii i socjologii moim zdaniem, to różnica między symbiozą a pasożytnictwem jest rozmyta, ale można badać, co jest czemu bliższe empirycznie za to – stąd po prostu by się to badało, właśnie tak. Rzecz w tym, że obecne prawa własności środków produkcji wymuszane są siłą. Czy w związku z tym można pojmować tworzenie prawa przez pracowników jako coś innego, niż wyzyskiwanie ich? Człowiek jest świadomy, działa celowo (szerzej: intencjonalnie), napotyka na przeszkody. Przynajmniej czasem. Jeśli sam musi rezygnować z osiągania własnych celów, ponieważ w innym wypadku ktoś mu zrobi krzywdę i dzięki temu ten ktoś może kontrolować go i realizować w ten sposób swoje cele, to czym może to być innym, niż wyzyskiem? Myślę, że w przypadku oszustw i manipulacji to pytanie też jest aktualne. To pytanie tez skłania mnie do uznania stosunków między kapitalistą, a pracownikiem, za stosunki w którym kapitalista wyzyskuje pracownika. Przy czym, nie zachodzą one tylko między kapitalistą, a pracownikiem.

Na to pytanie zwolennicy kapitalizmu odpowiadają: tylko, jeśli posiadanie czegokolwiek jest wyzyskiem, gdy bronimy go przemocą. Rzecz w tym, że nie i to tłumaczy, dlaczego różnica między posiadaniem, a własnością jest ważna (choć równie nieostra, co rozróżnienie między symbiozą, a pasożytnictwem). Posiadanie to fakt kontroli i jeśli sam fakt nie polega na wyzysku, nie ma mowy o wyzysku. W tym – gdy posiadam, nie wyzyskując np. mój dom, mój zegarek, mój komputer, moją gitarę. Jeśli mi odbierasz posiadaną rzecz, a ja stawiam opór lub gdy zabierasz mi ją oszukując lub po kryjomu, to niekoniecznie wyzyskuję Ciebie, gdy potem siłą Ci to odbiorę. Nigdy tak nie jest, gdy posiadałem coś osobiście, bo wtedy to ja sam, swoim zachowaniem, tworze fakt posiadania. Nie można więc obrócić krytyki własności prywatnej w stronę posiadania.

Korzystam z pojmowania wartości zaproponowanej przez Graebera w jego książce o wartości – „Toward An Anthropological Theory of Value”.