O wartościach któryś raz z kolei

Że wartości są balastem w tym świecie, dla mnie, gdy mam o sobie decydować. Wartości, które są czymś lub czemuś przysługują niezależnie od tego, czy to coś mi się podoba, czy tego chce (robić, mieć itd) mogę zignorować. Nie mogę zignorować oddziaływań fizycznych, ale do cholery, mogę zignorować wartościowanie kogoś kierujące kimś gdzieś. Zignorować w tym sensie, że nie wartościować tak jak on. Jeśli chodzi o wartości, które miałyby przysługiwać czemuś lub czymś być ze względu na to, że coś by mi odpowiadało jakoś, podobało się – to przecież wtedy takie wartości swobodnie byłyby nadawane przeze mnie rzeczom. Wartość redukowałaby się do tego, co mi się podoba. Po co mi by w świecie były wartości? Czemu miałby je szukać, w sensie takim, że mógłbym ich nie znaleźć? No i dlatego, dla mnie wartości to balast. Może są, ale są mniej ważne od małego, niebieskiego czajniczka pomiędzy Jowiszem, a Saturnem. Ważne jest to, co czuję i myśli. Ważne jest, by umieć tego „słuchać”. Bo owszem, możliwe jest, że człowiek coś czuje lub myśli i mu z tym przykro. A ja jestem tym człowiekiem, właśnie takim. Normy natomiast są przydatne dla mnie tylko jako normy techniczne.

Można powiedzieć oczywiście, że nie ma ludzi nie wartościujących. Ale koniecznie muszą być tylko tacy, który wartościują w sensie, w którym można wartości wyeliminować, bo można samo wartościowanie sprowadzić do tego, że coś się komuś podoba, a wartości – do tych cech, które się podobają. Taka radykalna relatywizacja nie pozwala na kierowanie się wartościami. Coś może mi się podobać (być wartością tym sensie), a potem przestać i już nie być. Ja wtedy nie neguję wartości, w przyjętym sensie, po prostu nic nie jest wartością dla mnie, czego nie chce osiągnąć. Natomiast wartości, których nie da się zredukować do cech przedmiotów, które mi się podobają, to ja mogę zignorować. Balast pozostaje balastem, gdy mam o sobie decydować.

Podstawowe zarzuty do tak przedstawionej postawy, jakie spotykam, to te, że to nie może być postawa moralna pozwalająca komuś być rewolucjonistą. Ludzie którzy tak uważają myślą, że ludzkie pragnienia nie mogą doprowadzić do rewolucji, że muszą to być pragnienia skierowane na realizacje jakiejś normatywnej wizji. Dlaczego? Czemu ludzie, mocno czegoś pragnąc, nie mogą zmienić zasad życia z sobą? Nie widzę powodu, owszem, oni nie robią tego zawsze i ciągle. Ale brak permanentnej rewolucji nie świadczy o niczym. Ta postawa natomiast, owszem, jest skrajnie indywidualistyczna i gdyby kiedyś jednak doprowadziła do rewolucji, to skrajnie indywidualistycznej, czego sobie i wam życzę. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s