Archiwum dla Marzec, 2012

Egoizm, a egocentryzm. Obdarowywanie i dbanie. Dwór, a wspólnota egoistów.

Posted in Uncategorized with tags , , , on Marzec 23, 2012 by Jaś Skoczowski

Egoista kocha siebie. Bardzo. Uwielbia być sobą w na ten przykład.

Egocentryk jest na sobie skupiony. Nie liczy się z innymi, bo ich nie dostrzega, chyba, że inni mogą być jego narzędziami do osiągnięcia jakiś celów. Ale nic, co jest związane ściśle z drugą osobą (jego cierpienie, jego radość) nie może być celem egocentryka, bo wtedy to on już egocentrykiem nie jest. Zabieg stosowany przez Stirnera – że przecież ostatecznie ktoś robi coś tylko dla swojego zadowolenia, nawet jeśli przejmuje się jakoś innymi, zaciemnia sprawę. Nie chodzi tylko o skutki działania egocentryka, ale to co dzieje się w jego wyobraźni. Wyobraźnia egocentryka szuka tylko związku między działaniem przedmiotu, a jego zadowoleniem. Człowiek, który nie jest egocentryczny szuka czegoś w wyobraźni (subiektywności, jeśli wolicie) drugiej osoby, a przynajmniej jest do tego zdolny. Polega więc na tym, co ona o sobie mówi i stara się oprowadzić do stanu, w którym ona da niewymuszony znak, że osiągnęło się w głowie drugiej osoby to, o co chodziło.

Oczywiście cfaniaczki mogą odpowiedzieć: nienienie, nie chcemy, żeby ktoś coś poczuł, chodzi nam o to tylko, by w określony sposób się zachował. Rzecz w tym, że oczekiwanie od kogoś zachowań, które oznaczają tylko „wewnętrzne” stany kogoś to też nie egocentryzm. Ciało jest najlepszym obrazem człowieka, jak napisał jeden taki. Jeśli chcesz, by X lub Y dał znak bólu lub cierpienia i nic więcej, to chcesz, by coś poczuł, chyba, że obojętne jest Ci, czy będzie udawał, czy nie. Na przykład.Nie wymagam, by toś miał jakieś bardzo określone wyobrażenie tego, cyz są cudze wrażenia, te całkiem prywatne i subiektywne, chodzi o to, że są takie zwroty w różnych językach, które wskazują na nie i jeśli chcemy przynajmniej tego, by u kogoś się pojawiły, to nie jesteśmy egocentryczni

Egoista może być egocentrykiem w dwóch przypadkach – albo nie będzie miał potrzeby zajmowania się innymi, albo zmusi się do zajmowania się tylko sobą. Przymuszający się do czegoś egoista działa przeciwko sobie i i jest idiotą. Egocentryzm ma sens tylko wtedy, gdy człowiek nie może poza niego wyjść, w każdym innym wypadku ktoś odmawia sobie cukierków nawet wtedy, gdyby nie psują zębów. A ponieważ ludzi, którym reszta świata zwisa jest trochę, ale to nie wszyscy ludzie, to bardzo upraszam o to, by stulili ryje, gdy mówią mi, że muszę być egocentrycznym bucem, by kochać siebie. O to samo proszę ludzi, którzy nienawidzą kochania siebie, bo czują się zaropiałą częścią wszechświata, dziękuję.

Egoizm ściśle więc wiąże się z dawaniem ludziom darmo rzeczy i robieniem im darmo przyjemności, jeśli ich się kocha lub lubi. Egoizm wiąże się z gnojeniem, paleniem domów i posypywaniem zgliszczy solą, gdy kogoś nienawidzimy. Także.

Świat, w którym egocentryk zdobywa i utrzymuje władze nad innymi jest jego dworem, miejscem, gdzie ma urządzenia do sprawiania sobie rozkoszy. Świat, w którym ktoś, nie będący egoistą robi co chce jest światem, w którym z pewnymi ludźmi ma on pewien niepisany pakt miłości i sympatii. Nawet gdy ma z nad nimi władzę, to ich kocha, więc nie zawsze jej wykorzysta. Tylko druga wspólnota jest stirnerowską unią egoistów. Dlaczego? Bo tylko tam w ogóle jest miejsce na jakiś związek egoistów. Egocentryk z egoistą może najwyżej handlować, bez żadnych zasad, może go ujarzmić albo egoista może nie dać latającego faka na jego roszczenia. Nie ma żadnej wzajemności tutaj, jest albo zupełnie oderwana od czegokolwiek kalkulacja (a ta wspólnotą nie jest czy związkiem, w żadnym stopniu, ludzie dokonujących takich kalkulacji nie mają nic wspólnego z kontrahentami). Nieegocentryczni egoiści mogą natomiast kochać się i lubić. Piękne.

Panom Davidowi Graeberowi (i wszystkim jego inspiratorom, w tym Maussowi) i Stirnerowi bardzobardzo dziękuję.

Reformy

Posted in Uncategorized with tags , on Marzec 12, 2012 by Jaś Skoczowski

Jestem zwolennikiem zniesienia państwa, tj. chce, by władza powstawała tylko na skutek realnej i dobrowolnej umowy, dającej się zerwać jednostronnie, by było jej mało, by była zrównoważona zawsze jakąś kontrwładzą (counter power? chyba to ten termin po angielsku), by była zdecentralizowana. Jednak wiele innych rzeczy też chcę, nie znoszących państwa i są to zazwyczaj rzeczy nie tworzące władzy bez zgody wszystkich stron (np. śluby dla homoseksualistów). Są też takie instytucje, które i tak zaakceptuje, choć będą i przymusowe, i nie tworzone kontraktowo (np. silne związki zawodowe nastawione na akcje bezpośrednie, prawo do strajku okupacyjnego). Stąd akceptuje częściowe zmiany rzeczywistości, choć nie doprowadzą one same w sobie do upadku państwa. Popieram więc reformy, w sposób przedstawiony.

Uwaga: popieram też generalnie, możliwość tworzenia tej wspomnianej kontrwładzy. Nawet przez kapitalistów, o ile nie uniemożliwiałaby tworzenia kontrwładzy innym ludziom. Wierzę w to, że jeśli wszyscy mają możliwość tworzenia instytucji osłabiających władzę osób, które nimi rządzą (np. powszechnego ruchu nieposłuszeństwa), to trudno stworzyć kapitalizm.

Uwaga druga: może żadna zmiana pojedynczo nie obala państwa, jednak ruch, który zmiany przyniósł mógłby przynieść anarchizm, gdyby był sam anarchistycznie zorganizowany. I gdyby był zdolny wywołać takie pojedyncze zmiany.

Radykalny indywidualizm jako pasożyt. Subiektywna perspektywa jako przeszkoda opisu.

Posted in Uncategorized with tags , , on Marzec 12, 2012 by Jaś Skoczowski

Radykalny indywidualizm przedstawiam sobie jako skupiony na autonomii. Autonomia jest trzecim rodzajem wolności. Nie jest wolnością negatywną, bo fakt, że nikt i nic mnie nie ogranicza nie wystarczy, bym sobą kierował – nikt nie musi mnie do niczego zmuszać, a ja mogę być bezwładny. Nie jest wolnością pozytywna – możliwość realizowania tego, co dla mnie cenne nie pozwala jeszcze na określanie tego, co dla mnie cenne w sposób swobodny. Autonomia natomiast to sterowanie sobą. Radykalna autonomia oznacza też radykalny indywidualizm więc, bo człowiek swobodnie kierujący sobą, także określający, co dla niego cenne, jest bardziej zindywidualizowany od osoby, której nikt nie ogranicza i osoby, która może swobodnie realizować swoje wartości. Przy czym zarówno pozytywna, jak i negatywna wolność są potrzebne, by być autonomicznym. Mogę swobodnie określać, co dla mnie cenne, ale jeśli ktoś mnie od tego powstrzymuje lub nie jestem zdolny do realizacji wolności, to autonomia też nie jest.

Radykalny indywidualizm pasożytuje na ideologiach, a nie jest ideologią. Ideologie zbudowane są z pewnych opisów rzeczywistości, także metafizycznych, czyli niesprawdzalnych. Ideologie zawierają też dyrektywy, zwłaszcza metodologiczne. Ideologie dostarczają kryteriów prawdziwości innych kryteriów ocen. Są więc podstawami wszelkich innych opisów rzeczywistości i mocno determinują charakter ludzkich działań, na ile jest on świadomie tworzony.
Ideologie więc wyznaczają człowiekowi, wyznającym je, cele. Dopóki tylko ten człowiek, wyznający określona ideologię, decyduje, co ona dla niego znaczy, nie jest sterowany przez nikogo pod tym względem, tylko siebie – ideologia wyznacza mu takie cele, jaki on uważa i nie może się co do tego mylić. W innym wypadku na to, jakie człowiek obiera sobie cele mieliby wpływ inni. Człowiek dążący do coraz to większego panowania nad sobą wyznawałby więc ideologie po swojemu w najwyższym, dostępnym dla siebie, stopniu i porzucałby niezwłocznie, gdyby nagle przestawałyby mu pasować. W ten sposób indywidualista pasłby się wszystkim, co nie jest indywidualizmem i porzucał, gdyby stało mu się zbędne. Czemu jednak indywidualizm nie mógłby być kolejną, tak przedstawioną, ideologią? Indywidualizm nie uniemożliwia porzucenia samego siebie. Dlatego. Ideologie są telocentryczne, cel jest tym, co je charakteryzuje i buduje, gdyby nie wskazywały komuś celu, nie miałyby sensu (są też dlatego normatywne). Indywidualizm jest nietelocentryczny. Wyraża się go nie przez określenie celów właściwych dla każdego indywidualisty, tylko przez opis samego procesu wskazywania celów i ich realizowania. Cele wskazywane są maksymalnie swobodnie przez indywidualistę, a realizowane tak, że indywidualista ma zawsze większa lub mniejszą możliwość wycofania się z ich realizacji.
No chyba, że jak coś da się wytłumaczyć bez określania celu osoby prezentującej to w działaniu, to to tez jest ideologia. Ale wtedy i tak wiadomo, o co mi chodzi.

Co do subiektywnej perspektywy – może być intersubiektywne i nieintersubiektywna. Nieintersubiektywna może kształtować się dużo swobodniej, jest jednak niezrozumiała. Nieintersubiektywna perspektywa jest jednocześnie bardziej dogodna dla radykalnego indywidualisty. Prowadzi jednak do tego, że ideologia takiego indywidualisty jest w znacznej mierze bez znaczenia dla innych.
Opisywanie świata jako działalność zbiorowa (chociażby w ten sposób, że jest opisujący i publiczność) jest więc nieindywidualistyczne (choć nie antyindywidualistyczna sama w sobie), a indywidualizm radykalny i związana z nim skłonność do przyjmowania perspektywy subiektywnej i nieintersubiektywnej utrudnia indywidualiście wytłumaczenie siebie innym, bo w pewnych sprawach nie ma miejsca na żadne wytłumaczenia – pewne decyzje dla indywidualisty radykalnego po prostu on podejmuje i nie ma dla nich szczerego usprawiedliwienia. Przyjęcie natomiast postawy, w której człowiek stara się ze wszelkich sił wyeliminować opisy nieintersubiektywne jest antyindywidualistyczne.

Normatywność

Posted in Uncategorized on Marzec 8, 2012 by Jaś Skoczowski

Gdy się twierdzi, że coś jest właściwe lub nie, twierdzi się coś, jakby jakaś część tego świata nie pasowała do reszty. Dokładnie – czyjeś zachowanie. To ułatwia patrzenie na świat. O to jakiś jego fragment jest nie na miejscu i wszystko jasne – wszelkie bezsensowne pytania „dlaczego?”, na które bez tego nie ma odpowiedzi, stają się sensowne i mają odpowiedź.

Za cenę potraktowania świata jak zepsutego zegarka. Co niby miało by być zepsutego w całości wszystkich rzeczy? Bo ja nie widzę niczego takiego. A jeśli nic nie jest zepsute, bo całość jest ok, to jedyna odpowiedzią na nasze pytania czasem jest milczenie. Chcę czasem milczeć.

O wartościach któryś raz z kolei

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Marzec 7, 2012 by Jaś Skoczowski

Że wartości są balastem w tym świecie, dla mnie, gdy mam o sobie decydować. Wartości, które są czymś lub czemuś przysługują niezależnie od tego, czy to coś mi się podoba, czy tego chce (robić, mieć itd) mogę zignorować. Nie mogę zignorować oddziaływań fizycznych, ale do cholery, mogę zignorować wartościowanie kogoś kierujące kimś gdzieś. Zignorować w tym sensie, że nie wartościować tak jak on. Jeśli chodzi o wartości, które miałyby przysługiwać czemuś lub czymś być ze względu na to, że coś by mi odpowiadało jakoś, podobało się – to przecież wtedy takie wartości swobodnie byłyby nadawane przeze mnie rzeczom. Wartość redukowałaby się do tego, co mi się podoba. Po co mi by w świecie były wartości? Czemu miałby je szukać, w sensie takim, że mógłbym ich nie znaleźć? No i dlatego, dla mnie wartości to balast. Może są, ale są mniej ważne od małego, niebieskiego czajniczka pomiędzy Jowiszem, a Saturnem. Ważne jest to, co czuję i myśli. Ważne jest, by umieć tego „słuchać”. Bo owszem, możliwe jest, że człowiek coś czuje lub myśli i mu z tym przykro. A ja jestem tym człowiekiem, właśnie takim. Normy natomiast są przydatne dla mnie tylko jako normy techniczne.

Można powiedzieć oczywiście, że nie ma ludzi nie wartościujących. Ale koniecznie muszą być tylko tacy, który wartościują w sensie, w którym można wartości wyeliminować, bo można samo wartościowanie sprowadzić do tego, że coś się komuś podoba, a wartości – do tych cech, które się podobają. Taka radykalna relatywizacja nie pozwala na kierowanie się wartościami. Coś może mi się podobać (być wartością tym sensie), a potem przestać i już nie być. Ja wtedy nie neguję wartości, w przyjętym sensie, po prostu nic nie jest wartością dla mnie, czego nie chce osiągnąć. Natomiast wartości, których nie da się zredukować do cech przedmiotów, które mi się podobają, to ja mogę zignorować. Balast pozostaje balastem, gdy mam o sobie decydować.

Podstawowe zarzuty do tak przedstawionej postawy, jakie spotykam, to te, że to nie może być postawa moralna pozwalająca komuś być rewolucjonistą. Ludzie którzy tak uważają myślą, że ludzkie pragnienia nie mogą doprowadzić do rewolucji, że muszą to być pragnienia skierowane na realizacje jakiejś normatywnej wizji. Dlaczego? Czemu ludzie, mocno czegoś pragnąc, nie mogą zmienić zasad życia z sobą? Nie widzę powodu, owszem, oni nie robią tego zawsze i ciągle. Ale brak permanentnej rewolucji nie świadczy o niczym. Ta postawa natomiast, owszem, jest skrajnie indywidualistyczna i gdyby kiedyś jednak doprowadziła do rewolucji, to skrajnie indywidualistycznej, czego sobie i wam życzę. :)

wiersz: w tym miejscu zaczynam się ja

Posted in Uncategorized on Marzec 6, 2012 by Jaś Skoczowski

proszę pana
ja nie wiem
zwyczajnie
chciałbym po prostu sobie tu pobyć
a pan każe mi
powiedzieć dlaczego

to słowo jest głupie
pan tego nie rozumie
a ono jest
głupie
chyba, że zadaje je dziecko
pan dzieckiem nie jest

tak, teraz to chce mi się płakać
nie umiem powiedzieć skąd
pewnie dlatego, że już czuję się bezpiecznie
to sobie pozwalam i oczy jakoś tak same
pewnie też dlatego tylko rozmawiamy

marzy mi się taki spokój
w którym mogę odpowiadać na pytanie „dlaczego?”
i nie tłumaczyć się
z samego siebie
ale takich odpowiedzi przecież pan nie chce?

no dobrze, to powiem panu
nie widzę wielkich sensów
które trzeba byłoby odsłaniać
jestem proszę pana
nie rozumiem nawet tego słowa, a jestem

tak jak czasem się śmieję
to potem się popłaczę
i tak w kółko proszę pana
i mnie nie mdli, a innych by od tego mogło
takie to nudne

nie wiem skąd u niektórych taka wielka miłość
do spraw pisanych z Dużej Litery
że szukają, kopią, drążą
znajdują, najdziwniejsze to dla mnie
i potem wskazują coś gdzieś tam, gdzie dla mnie nic nie ma

ja lubię zachody słońca
pić
palić
jeść

moją dziewczynę kocham
jak mnie zostawi, przestanę
a rodziców i siostrę tylko kocham
(i psy, także te zmarłe, i koty)

widziałem rzeczy które wydawały mi się wielkie
i potem zrozumiałem, że dla reszty one są małe
a dla części to w ogóle ich nie ma
przełknąłem to, było gorzkie
teraz już tylko je widzę i się uśmiecham

wkrótce umrę
tak, to będzie wkrótce, za parędziesiąt lat
mam nadzieję
zapewne przegapię większość z tego
goniąc za czymś, co mnie nie interesuje
by, gdy już to złapię, zaraz oddać

dodawać więcej nie chcę
i choćbym rozumiał po co, nie dodałbym
żeby się dalej tłumaczyć najpierw
musiałbym cokolwiek wyjaśnić sobie
a co tu wyjaśniać?

Wewnętrzna wojna czyli o pożytkach łapczywości

Posted in Uncategorized with tags , , on Marzec 6, 2012 by Jaś Skoczowski

Jeśli chcesz kilku rzeczy na raz, których nie da się mieć na raz, to są trzy możliwości: albo poprzestaniesz na jednej rzeczy, albo, jeśli nie możesz czegoś, bo jesteś jakiś, zmienisz siebie, albo zmienisz to, co jest na zewnątrz Ciebie, jeśli nie możesz czegoś z powodów nie tkwiących w Tobie. Choć to, że czegoś nie możesz zawsze jest spowodowane czymś w Tobie, chyba. Przecież albo nie wiesz, jak coś zrobić, albo wiesz i jakoś tego nie robisz, choć chcesz.

Łapczywość, chciwość, żarłoczność czy jak to tam jeszcze nazwać może być piękna, jeśli jesteś gotowy na zmienianie siebie. Jasiulku. Czyli, że tak to ujmę, że jesteś sam siebie gotów przechytrzyć i zwyciężyć.

To o tyle przewrotne, że tę wojnę toczy się przecież po to, by niczego w sobie nie stłamsić, by nic we mnie nie było moim niewolnikiem i nic nie była władcą.