Cenię sobie brak ocen i posłuszny język. Oraz – jak wyrażam swoją wolę w języku i dlaczego mogę być sam dla siebie pułapką?

Cenię sobie brak ocen i posłuszny język. Oraz – jak wyrażam swoją wolę w języku i dlaczego może mi się tylko wydawać, że jestem?

Ocenianie po dwakroć wprowadza zamieszanie do mojego życia – po pierwsze, jeśli oceniam, to opisuję jakieś coś, do czego odnosi się opis wartościujący. Opisywanie świata zajmuje mnie w sposób taki, że przywiązuję się do określonych opisów i przestaję po prostu odczuwać przedmiot na ile mogę go, bez opisu, poczuć. Podejrzewam, że często robię coś z przedmiotem nie dlatego, że on jakiś nam się zdaje, ale dlatego, że znam jego opis.

Po drugie – opisy wartościujące nalezą do opisów, które z racji swojego charakteru o razu określają, co powinniśmy zrobić. Niezależnie od tego, czego chcemy. Jeśli coś ma jakąś wartość, to nie tylko jest jakieś, to jest takie, że powinniśmy ze względu na to jakoś zachować. Złego należy unikać, do dobrego dążyć.

Ale może można oceniać bez korzystania z jakiegoś języka? Zapewne, ale wtedy trzeba unikać odpowiedzi na pytania, dotyczące tego, jak to oceniam, bo inaczej będę korzystał z języka przy ocenianiu. Poza tym, nawet jeśli będę tylko odczuwał rzeczy w taki sposób, że to będzie mi od razu podpowiadało zachowanie, to nie będę go wybierał.

Wskazane wady oceniania i języka wskazują, niejasno, to co cenię. A cenię sobie możliwość kierowania sobą, ale połączone z czujnym doświadczaniem tego, co się doświadcza, czymkolwiek to jest. Ujęcie tego jako wad oznacza, że ja staram się robić co chcę, unikając wad oceniania i języka.

Ale skoro tego unikam, to jak w ogóle mogę robić co chcę? W jakim sensie robię co chcę, skoro chcę unikać wady języka polegającej na tym, że za pomocą języka można opisać to, czego chcę? W jaki sposób więc dążę do tego, czego chce, czy w ogóle tego nie określam? Nie. Staram się natomiast pamiętać jak najczęściej, że moje opisy służą dotarciu do celu. Nie traktuję sprawy dążenia do celu jako przede wszystkim przedmiotu wiedzy, tylko jako sprawę czucia. Kryterium tego, że dążę do celu jest to, że czuję, że dążę właśnie tam, nie, że potrafię to opisać. Opis jest o tyle potrzebny, o ile pomaga mi dotrzeć tam, gdzie chcę dotrzeć. Gdy przestaje temu służyć, porzucam go. Jeśli więc opis celu przeczyłby temu, że tam dotarłem, tym gorzej dla opisu.

Z tego samego powodu nie pozwalam uwieść się sugestiom, że nie docieram tam, gdzie chcę, jeśli to co czuję przeczyłoby temu, co wiem dzięki takim sugestiom. Z tego też powodu nie kieruje się doradami ludzi, którzy lepiej wiedzą ode mnie, czego ja chce. Owszem, oni mogą lepiej wiedzieć, ja natomiast lepiej czuję. Nie muszę nawet lepiej wiedzieć, co czuję, przede wszystkim ważne jest, że czuję. Owszem, bez minimalnej wiedzy psychologicznej nie wiedziałbym, co robić, bo ogóle nie rozumiałbym, co się dzieje. Jak napisałem – ocena przesądza o tym, co mam robić. Jednak nie tylko ocena. Psychologiczna teoria robi coś podobnego. W drugim przypadku jest to po prostu bardziej skomplikowane – skoro jestem taki, a nie inny, to działam tak, a nie inaczej i tylko w ramach tego mogę wybierać, czego chcę. Jeśli zechcę pewnych rzeczy, to biorąc pod uwagę to, jaki jestem, nie uda mi się. Jeśli natomiast uznam, że chcę tego lub tamtego i mój opis będzie przeczył temu, że ja tego chcę, to wniosek z tego płynący, gdyby wyżej cenić wiedzę nad to, co mogę poczuć, byłby taki, że mam błędne odczucia.

Ten sposób rozumienia wyrażonych w języku teoriach mnie pomaga mi sformułować też sposób rozumienia twierdzenia, że ja czy ego, czy jaźń są iluzją, który mi się do czegoś może przydać. Analogicznie do oceniania, pewne przekonania o tym, jaki jestem, nawet nie wyrażone w języku, mogą mną kierować wbrew temu, co czuję.

Na koniec chcę zauważyć, że zgodnie z tym co napisałem, nie wystarczy mi zaniechać opisów wartościujących i instrumentalnie traktować moje opisywanie świata. Wartościować mogę dalej w taki sposób, że to będzie określało, jak mam się zachować. Wartościowanie zgodne z kierowaniem sobą, którego chcę, wymaga niezwiązanego wartościowaniem działania. Ale jak takie jest możliwe, jeśli w ogóle działa się celowo czy, szerzej, intecjonalnie? Skoro moją intencją jest coś, to znaczy przecież, ze to cenię, prawda? Tak, ale to jeszcze nie rozstrzyga, czy cenie to, bo jakoś robię (i jakieś decyzje podejmuję), czy raczej jakoś decyduje i robię, bo jakoś cenie (oceniam) coś. W pierwszym wypadku ocena jest tylko sposobem wyrażenia decyzji i działania. W drugim jest przepisem na to, jak działać i decydować. Czym bardziej chcę sobą kierować, tym bardziej wartościuję na pierwszy sposób i unikam opisywania tego jako wartościowanie, a tym mniej wartościuję na drugim sposób (i unikam…).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s