Archiwum dla Luty, 2012

O wspólnocie indywidualistów

Posted in Uncategorized with tags , , on Luty 27, 2012 by Jaś Skoczowski

Na początku wyjaśnię, że pisząc o wspólnocie indywidualistów mam na myśli wspólnotę, w której ludzie robią co chcą i nadają kształt swoim indywidualnym pragnieniom samodzielnie.

Nie będę pisał, jak osiągnąć to drugie, choć owszem, to nie tak, że zawsze samodzielnie kształtujemy swoje pragnienia.

Napiszę o  tym, co moim zdaniem jest warunkiem koniecznym, by wspólnota była indywidualistyczna. Po pierwsze więc zasady działania w tej wspólnocie powinny być dobrowolnie i samodzielnie odrzucane, i przyjmowane przez jednostki. Po drugie – tacy żyjący ze sobą razem indywidualiści muszą unikać stosowania przemocy wobec siebie, tak, by w większości ich współdziałania przemoc nie odgrywała większej roli. Bez tego jednostki będą przestrzegały zasad wbrew sobie i będą zmuszane do ich przestrzegania. To jest dla mnie przeciwieństwo robienia tego, co chce się robić

To co piszę nie jest odkrywcze. Ale to co piszę dobrze opisuje charakter anarchistycznego indywidualizmu. Po pierwsze: on jest po prostu indywidualistyczny i przez to anarchistyczny. Nie ma żadnego konfliktu miedzy indywidualizmem i anarchizmem, logicznego. Ludzie mogą twierdzić natomiast, że nie da się go zrealizować, bo zniknięcie państwa będzie wymagało stosowania powszechnie przemocy jako narzędzia regulującego wspólne życie ludzi z ludźmi lub będzie wymagało poddawanie się, wbrew sobie, jakimś zasadom współżycia. Szanuję zdanie tych ludzi w równym stopniu, jak ich przekonanie, że mają mądre dzieci i pięknych partnerów. Zwłaszcza, że nie wiem, czy anarchistyczny indywidualizm jest możliwy do zrealizowania globalnie, natomiast wiem, że teoretycznie nie ma przeciwwskazań, by indywidualista akceptował ludzi chcących żyć inaczej wraz z ich sposobami życia. Tyle, że jak ktoś nie chce czegoś, to nie chce, więc nie akceptuje czyjegoś sposobu życia, jeśli jest wymuszony (z wyjątkami, zmuszenie kogoś, by nie zabił wciąż mi się podoba, poza przypadkami samoobrony).

Po drugie: mogą być anarchiści, dla których to nie jest najważniejsze. Np. każdy anarchista przywiązujący się bardziej do takiego celu, jakim jest bezklasowe społeczeństwo lub kompletny brak władzy. Takie rzeczy nie są tym samym, co dobrowolność i mało przemocy. I klasy społeczne, i władza może istnieć bez tego. Ba, do ich usuwania, tak mi się wydaje, potrzeba i sporo przemocy i narzucania innym zasad. Z drugiej strony, mniej nierówności klasowej i mniej władzy to coś, czego oczekuje po dobrowolnym życiu z innymi ludźmi, w którym rzadko, a najlepiej bardzo rzadko, odwołuje się ktoś do przemocy.

Ps. Swoją drogą takie ujęcie anarchizmu indywidualistycznego tłumaczy, dlaczego ważne jest w nim, by tworzyli je ludzie równi, w sensie szerokim, zbliżającym znaczenie słowa równość do tożsamości. Otóż: anarchistyczny indywidualista dąży do życia wśród podobnych sobie indywidualistów, czyli taki anarchista dąży do samodzielności (specyficznej, subiektywnej samodzielności, podkreślę) i życia wśród innych, samodzielnych
ludzi.

Ps.2 Dobrym pytaniem jest, dlaczego w ogóle jakikolwiek indywidualista chciałby żyć w społeczeństwie indywidualistów? Pomijając osobników, którym obojętne jest, czy innym jest dobrze, indywidualista może dbać o innych. Dbanie polega co najmniej na tym, że człowiek stara nie przeszkadzać komuś w zaspokajaniu jego pragnień. W społeczeństwie, które nie jest indywidualistyczne, zdecydowanie częściej musiałby dbać o ludzi nie będącymi indywidualistami – bo społeczeństwo nieindywidualistyczne uniemożliwia ludziom stanie się indywidualistami. Zakładając, że wzajemnie o siebie dbający ludzie są indywidualistami i szczerze dbają o siebie, rozstanie się, gdy nie można się porozumieć (bo nie da się pogodzić pragnień wszystkich zamieszanych) jest jedynym wyjściem, jedynym wyrazem dbałości możliwym. W jednak jeśli ktoś nie jest indywidualistą i tkwi w związku, w którym być nie chce, ale uważa to za swój obowiązek, to może nie dopuścić takiego rozwiązania sprawy, co utrudnia sprawę. Jeśli dbam o kogoś, to nie zmuszę go, by odszedł, ale jeśli nie potrafię go jednocześnie znieść, to muszę zwyczajnie go znosić, choć nie chcę. Moja dbałość o tego kogoś zmienia się moją klatkę. Poza tym osoba nieindywidualistyczna może nie być w stanie opuścić drugiej osoby, bo będzie tak od niej uzależniona, od indywidualisty można natomiast spodziewać się wystarczającej samodzielności. Co na jedno wychodzi. Indywidualista, któremu może zależeć na innych, ma więc powody, by żyć w społeczności indywidualistycznej, bo w takiej społeczności łatwiej żyć w zgodzie ze swoimi pragnieniami i dbać o innych jednocześnie.

Cenię sobie brak ocen i posłuszny język. Oraz – jak wyrażam swoją wolę w języku i dlaczego mogę być sam dla siebie pułapką?

Posted in Uncategorized with tags , , , on Luty 25, 2012 by Jaś Skoczowski

Cenię sobie brak ocen i posłuszny język. Oraz – jak wyrażam swoją wolę w języku i dlaczego może mi się tylko wydawać, że jestem?

Ocenianie po dwakroć wprowadza zamieszanie do mojego życia – po pierwsze, jeśli oceniam, to opisuję jakieś coś, do czego odnosi się opis wartościujący. Opisywanie świata zajmuje mnie w sposób taki, że przywiązuję się do określonych opisów i przestaję po prostu odczuwać przedmiot na ile mogę go, bez opisu, poczuć. Podejrzewam, że często robię coś z przedmiotem nie dlatego, że on jakiś nam się zdaje, ale dlatego, że znam jego opis.

Po drugie – opisy wartościujące nalezą do opisów, które z racji swojego charakteru o razu określają, co powinniśmy zrobić. Niezależnie od tego, czego chcemy. Jeśli coś ma jakąś wartość, to nie tylko jest jakieś, to jest takie, że powinniśmy ze względu na to jakoś zachować. Złego należy unikać, do dobrego dążyć.

Ale może można oceniać bez korzystania z jakiegoś języka? Zapewne, ale wtedy trzeba unikać odpowiedzi na pytania, dotyczące tego, jak to oceniam, bo inaczej będę korzystał z języka przy ocenianiu. Poza tym, nawet jeśli będę tylko odczuwał rzeczy w taki sposób, że to będzie mi od razu podpowiadało zachowanie, to nie będę go wybierał.

Wskazane wady oceniania i języka wskazują, niejasno, to co cenię. A cenię sobie możliwość kierowania sobą, ale połączone z czujnym doświadczaniem tego, co się doświadcza, czymkolwiek to jest. Ujęcie tego jako wad oznacza, że ja staram się robić co chcę, unikając wad oceniania i języka.

Ale skoro tego unikam, to jak w ogóle mogę robić co chcę? W jakim sensie robię co chcę, skoro chcę unikać wady języka polegającej na tym, że za pomocą języka można opisać to, czego chcę? W jaki sposób więc dążę do tego, czego chce, czy w ogóle tego nie określam? Nie. Staram się natomiast pamiętać jak najczęściej, że moje opisy służą dotarciu do celu. Nie traktuję sprawy dążenia do celu jako przede wszystkim przedmiotu wiedzy, tylko jako sprawę czucia. Kryterium tego, że dążę do celu jest to, że czuję, że dążę właśnie tam, nie, że potrafię to opisać. Opis jest o tyle potrzebny, o ile pomaga mi dotrzeć tam, gdzie chcę dotrzeć. Gdy przestaje temu służyć, porzucam go. Jeśli więc opis celu przeczyłby temu, że tam dotarłem, tym gorzej dla opisu.

Z tego samego powodu nie pozwalam uwieść się sugestiom, że nie docieram tam, gdzie chcę, jeśli to co czuję przeczyłoby temu, co wiem dzięki takim sugestiom. Z tego też powodu nie kieruje się doradami ludzi, którzy lepiej wiedzą ode mnie, czego ja chce. Owszem, oni mogą lepiej wiedzieć, ja natomiast lepiej czuję. Nie muszę nawet lepiej wiedzieć, co czuję, przede wszystkim ważne jest, że czuję. Owszem, bez minimalnej wiedzy psychologicznej nie wiedziałbym, co robić, bo ogóle nie rozumiałbym, co się dzieje. Jak napisałem – ocena przesądza o tym, co mam robić. Jednak nie tylko ocena. Psychologiczna teoria robi coś podobnego. W drugim przypadku jest to po prostu bardziej skomplikowane – skoro jestem taki, a nie inny, to działam tak, a nie inaczej i tylko w ramach tego mogę wybierać, czego chcę. Jeśli zechcę pewnych rzeczy, to biorąc pod uwagę to, jaki jestem, nie uda mi się. Jeśli natomiast uznam, że chcę tego lub tamtego i mój opis będzie przeczył temu, że ja tego chcę, to wniosek z tego płynący, gdyby wyżej cenić wiedzę nad to, co mogę poczuć, byłby taki, że mam błędne odczucia.

Ten sposób rozumienia wyrażonych w języku teoriach mnie pomaga mi sformułować też sposób rozumienia twierdzenia, że ja czy ego, czy jaźń są iluzją, który mi się do czegoś może przydać. Analogicznie do oceniania, pewne przekonania o tym, jaki jestem, nawet nie wyrażone w języku, mogą mną kierować wbrew temu, co czuję.

Na koniec chcę zauważyć, że zgodnie z tym co napisałem, nie wystarczy mi zaniechać opisów wartościujących i instrumentalnie traktować moje opisywanie świata. Wartościować mogę dalej w taki sposób, że to będzie określało, jak mam się zachować. Wartościowanie zgodne z kierowaniem sobą, którego chcę, wymaga niezwiązanego wartościowaniem działania. Ale jak takie jest możliwe, jeśli w ogóle działa się celowo czy, szerzej, intecjonalnie? Skoro moją intencją jest coś, to znaczy przecież, ze to cenię, prawda? Tak, ale to jeszcze nie rozstrzyga, czy cenie to, bo jakoś robię (i jakieś decyzje podejmuję), czy raczej jakoś decyduje i robię, bo jakoś cenie (oceniam) coś. W pierwszym wypadku ocena jest tylko sposobem wyrażenia decyzji i działania. W drugim jest przepisem na to, jak działać i decydować. Czym bardziej chcę sobą kierować, tym bardziej wartościuję na pierwszy sposób i unikam opisywania tego jako wartościowanie, a tym mniej wartościuję na drugim sposób (i unikam…).

Rozwinięcei myśli, że anarchizm to przede wszystkim praktya

Posted in Uncategorized on Luty 15, 2012 by Jaś Skoczowski

Wierzę, że anarchizm to pewien sposób działania, który rozwijał się dość długo i wciąż rozwija. Luzie w pewnym momencie zaczęli organizować się, w różnych miejscach, dobrowolnie, obdarowując się wzajemnie podobną mocą wpływania na swoje życie i broniąc się przed władzą z zewnątrz. Coś takiego, zdaje się, opisuje np. Graeber, opisuje on, jakoby, społeczności które organizowały się w okół sprzeciwu wobec władzy. Uważam, że to tak praktyka spłodziła różne pierwotne koncepcje anarchistyczne i że dotąd to się nie zmieniło – taki anarchizm wciąż jest, tak najlepiej go scharakteryzować. Anarchizm więc jest praktyką, w której ludzie najpierw wpadają na to i robią to, natomiast teorie potrzebne im są do wyjaśnienia sobie lepszego już istniejących działań. Nie są natomiast niezbędne do istnienia anarchizmu. To raczej sam anarchizm jest im niezbędny, by w ogóle się jakoś ukształtowały, jako anarchistyczne, musi w nich tkwić opornie i twardo odwołanie do tej praktyki, którą chyba trafnie zakreśliłem.

Z tego taki wniosek, że anarchizm nie musi przejawiać siew żadnej jednej, spójnej teorii anarchistycznej, by być anarchizmem, anarchiści mogą wierzyć w różne rzeczy, dopóki zachowują pewne zasady praktyczne. To znowu nadaje teoriom anarchistycznym głównie rolę motywacyjną i pragmatyczną, jednak nie może określać twardego rdzenia tego, czym jest anarchizm. Swobodnie więc, myślcie se jak chcecie, ale po prostu nie chciejcie rządzić, nie rządźcie, na ile możecie i nie dajcie się rządzić, i nie chciejcie, dokładnie na tej samej zasadzie, jeśli chcecie być anarchistami.

wiersze: gniew i strumień

Posted in Uncategorized on Luty 13, 2012 by Jaś Skoczowski

gniew

mój gniew jest w stanie zaplatać nitki powoju lub wina, by stworzyły zieloną pajęczynę
wypychać do góry dęby z żołędzi
może zmienić kolor nieba, by był piękniejszy, błękitny lub czerwony, lub złoty
może sprawić, że wciągnę do płuc cały świat i wypuszczę, już nasiąknięty moim zapachem

ale tymczasem
mój gniew sprawia, że ropieję
że wyję z bólu
że płaczę

dlaczego? myślę, że mój gniew dorasta
a na pewno rośnie

xxx

strumień

płynę
a czasem wyrzuca mnie na brzeg
i sam zaciągam się znów do wody
w której przecież mogę utonąć

jak płynę
to się przerabiam w co innego
by móc płynąć dalej
na brzegu się tego nie da zrobić

mijam światła w nocy
i ludzi w dzień
i choćbym chciał ich poznać
to nie zechcę zejśc na brzeg

Dlaczego egoizm bywa groźny dla egoisty

Posted in Uncategorized with tags , , , on Luty 11, 2012 by Jaś Skoczowski

Bo egoista nie musi być zdolny do rozmyślania się, gdy chodzi o to, czego chce. I ponieważ egoista jak chce czegoś, to chce i reszta go nie obchodzi, więc zdecydowanie nie musi zmieniać swoich preferencji (wystarczy mu stwierdzić, że chce czegoś, co jest niedostępne), to można łatwo go zrozumieć i wplatać w zależności, w ramach których dostanie tego co chce tylko wtedy, gdy będzie grzeczny. To sprawia, że egoizm przestaje być postawą dającą wyzwolenie.

Rzecz jasna egoiści mogą mieć w dupie wyzwolenie. Przy czym, jeśli tak, nie różnią się zbyt od reszty posłusznych podanych lub chciwych na władzę panów. Jeśli to im nie przeszkadza, to im po prostu nie przeszkadza i już.

Mnie przeszkadza, władza jest nudna.

Ale jest prosty sposób, by nie dać się złapać, tak całkiem złapać i zresztą tak czy siak egoiści z niego korzystają. Jak inni. Mianowicie, można specjalnie, z całą premedytacją, rozmyślić się i stwierdzić, że już się nie chce, bez powodu, ot tak. Do tego jednak potrzeba w ogóle być zdolnym do samodzielnego ustalania, czego się chce. To niewygodne, bo kto tak potrafi, nie ma żadnego oparcia.

Wspiera się na niczym.

Max, serio, dziękuję. Szkoda, że Cię tu nie ma. :* na tą część twojej czaszki, gdzie kiedyś były usta.

Łaska wiedzy spływa na mnie, jendak oczy me zamkniętę są, bo szczypie

Posted in Uncategorized with tags on Luty 7, 2012 by Jaś Skoczowski

Na moim blogu mało Piękna, Prawdy i Dobra. Postanowiłem to naprawić. Wizualizacja wskazana: wiele potrafi wyjaśnić obrazek Kela na nocniczku. Nocniczek mały, Kel duży. Raz wyobrażone to nie mija, to się utrwala, to daje jasność.

Mój anarchizm, mój indywidualizm, mój socjalizm.

Posted in Uncategorized with tags , , , on Luty 7, 2012 by Jaś Skoczowski

Nie chcę rządzić, nie chcę być rządzony, wyżej cenie swoją wolność niż cudzą, nie chcę uczestniczyć w strukturach władzy. Nie interesują mnie prawa jako takie, ani ich zakres, chyba, że ich istnienie może wpłynąć na unikanie tego, czego nie chcę. Ponieważ nie chcę rządzić, biorę na siebie ryzyko, że toś kiedyś będzie mną rządził.

Chcę kierować sobą w życiu w najwyższym stopniu. Do tego potrzeba niezależności, niezależność wyklucza podleganie czyjejś władzy, ale też rządzenie kimś – bo rządzić kimś, to realizować swoje cele za pomocą kogoś. Wiem, że jak dotąd doskonała i absolutna autonomia nie jest do osiągnięcia dla mnie, ale to mi nie przeszkadza.

Nie przeszkadza mi to, że ludzie chcą coś zachować dla siebie, w tym kapitał, pomimo tego, że kto inny ten kapitał będzie obsługiwał. Ale w ramach już nakreślonych i w miarę możliwości jestem gotowy tak wpłynąć na wydarzenia, żeby kapitał kontrolowali ludzie, którzy obsługują kapitał. Nie pozostaje to bez związku z moich anarchizmem jak i indywidualizmem.
Nie musi mi coś przeszkadzać jako takie, po prostu nie znaczy to jeszcze, że ponieważ coś mi nie przeszkadza, nie akceptuje walki z tym czymś. Akceptuje generalnie istnienie konfliktów między ludźmi, wolę po prostu te konflikty, które nie wyłaniają definitywnie wygranych i przegranych. Kapitalizm taki jest, czym bardziej kapitalistyczny, Stany Zjednoczone są społecznie o niebo mniej mobilne niż Szwecja. Szwecja jest mniej kapitalistyczna jednocześnie. A akceptacja dla racji, jakie stoją za czyimś roszczeniem wcale nie zmusza do odstąpienia od ewentualnej walki.