Wyznanie

Nic nie może mnie usprawiedliwić przed samym sobą, dlatego usprawiedliwianie się jest dla mnie zbędne. Dość proste odkrycie, czy ponowne odkrycie, ale dla mnie ważne. Wszystkie dające się zakomunikować wyjaśnienia nie mogą mnie przed sobą usprawiedliwić właśnie dlatego, kim chcę być i kim jestem. Na skutek czegoś zapewne banalnego zacząłem powoli odsuwać od siebie dbanie o to, by robić rzeczy dobre, a unikać złych. Sprawił to chyba po prostu ten moment z dzieciństwa, w którym dowiedziałem się, że mogę nie zrobić niczego niesłusznego i być dalej samemu sobie winny. Jeśli tak, nie dbam o żadną słuszność. A jest tak, to ma wiele sensu, bo mógłbym wielokrotnie robić co innego, gdybym namyślił się i zmienił zdanie. Jakie to gładkie i banalne, prawda? Ale na tym banale polega bycie „samemu sobie winnym” gdy nie robi się nic złego, gdy to nam ktoś wyrządza zło. I jeśli po prostu wolę wybierać, co chcę robić (a tego chcę, jak najbardziej), to wystarczy mi być świadomym, jak najbardziej, w swoich wyborach i nie bać się „być sobie winnym”, i nic więcej. Amen. Moje doświadczenie, skromne, poucza mnie, że nie dbam o to, czy czynie słusznie, skoro mogę czynić tak i dalej robić coś niewłaściwie i poucza mnie, że nie zamierzam bać się popełniania błędów tego drugiego typu

Jeśli chodzi o potępienia, są one równie nie wystarczające z tego samego powodu – nic mnie samemu ostatecznie nie dadzą. Żaden sposób oceniania nie będzie mi bliski, jeśli nie będzie po prostu wyrazem moich gustów. Ciągle i zawsze nie chodziło mi o to (choć dopiero teraz odkrywam, o co mi chodziło), że cudze sposoby oceniania są błędne. Cały czas chodziło o to, że dalej ja oceniam inaczej, chcę oceniać, niezależnie od tego, jak bardzo wy macie racje, a ja się mylę. Jak napisałem, mogę zawsze być sobie winny. Zasługuję zawsze na to, co dostaje. A jeśli tak, nie obchodzi mnie to, że moje działania są niesłuszne – bo co mi po słuszności? Nic. Zło jest równie bardzo czymś, na co ani nie zamierzam się kierować, ani czymś, co chcę umierać, z tego samego powodu. Liczy się tylko to, że jakoś doznaje świat, aktywnie. Z całego tego waszego gadania moralnego czy etycznego wyniosłem jedną naukę – jest coś takiego jak możliwość kierowania sobą, bo wiem, że gdybym pewne rzeczy rozumiał i czuł inaczej, to zrobiłbym inaczej. I wiem, że mógłbym je rozumieć i czuć inaczej. I mogę wpływać na moje rozumienie i czucie świata. Jestem obrazem, który sam się dopełnia i jestem swoją paletą barw. Część mnie zaschła i maluje siebie na czymś, czego sam nie wybierałem.

Rzecz ostatnia: nawet sposób opisu mojego oceniania jest mi często jakoś obcy, bo doskonale rozumiem, że ponieważ ma swój, niezależny ode mnie charakter, możecie wyciągać z niego wnioski nie będące po mojej myśli. Jakiś sposób opisu jest mi potrzebny, by z wami żyć, bo jesteście mi potrzebni. Niektórzy bardzo. Ale zamierzam zawsze trzymać się za fraki, kiedy będę wchodził w labirynt słów, bo te nigdy nie są do końca moje i w razie czego się wyciągnąć z niego. I obiecuję sobie w razie czego zburzyć każdą ścianę, która uparcie stanie mi na drodze.

Chcący i nie chcący Diabełek mi pomogła to napisać. Głównie niechcący z mojej strony, bo jak rozmawialiśmy, to jeszcze nie wiedziałem, że to napiszę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s