Normy

Normy są przepisami na ludzkie zachowanie. Jakkolwiek są przekazywane, ich treść opisuje to, co ktoś ma do robienia. Normy mogą się praktycznie wykluczać. Jak wskazać ważniejsze i mniej ważne normy, które się ze sobą kłócą, nie odwołując się do preferencji jednostek lub społecznie przyjętych wartościowań? Kilka odpowiedzi – Bóg, natura człowieka, charakter relacji między ludźmi. Na przykład. Pozwolę sobie je podsumować – podkreślają nasz wgląd w rzeczywistość, taki głębszy, który pozwalałby wyjść poza naszą perspektywę – Boga nie znamy, może nam się objawić (co nie jest zwyczajną częścią naszego życia), relacje między ludzkie to muszą być te też, których nie znamy, natura ludzka to nie może być tylko ta, która jest tylko jednej osoby lub poznajemy ją dla jakiejś grupy.

Czyli albo muszę zrobić coś niemożliwego, bo nawet jak siebie przekroczę, to będę sobą, tylko zmienionym (a tu musiałbym pozostać niezmieniony, wrócić do perspektyw, jednak dalej rozumieć i czuć obcy mi sposób czucia i rozumienia świata) albo bezwolnie podążać za moimi impulsami lub tym, co innym zdaje się słuszne, by przestrzegać norm, bo są one tymi słusznymi normami.

No chyba, że słuszne jest to, co mi się podoba i powinienem robić to, co chce robić.

Tak moim zdaniem przedstawia się sprawa z ludzkim życiem. Nie ma tożsamości między przyjęciem zewnętrznego autorytetu określającego tego, co mamy robić, a afirmacją siebie, nigdy. Bo tylko odrzucenie autorytetu innych ludzi, Boga, wierności ludzkiej naturze oznacza z jednej strony wybór wywalania się władzy innych i kierowanie sobą, a z drugiej – swobodne, nie skrępowane abstrakcyjnymi granicami, rozwijanie się.

Ps. Preferencje też nie są tym, co może wyznaczać normy osoby afirmującej samego siebie – nie są wystarczające, są tylko konieczne. Jeśli tylko kieruje się moimi potrzebami, to nie potrafię z nich zrezygnować. Jestem więc mniej pod własną kontrolą i mniej swoim tworem, niż gdybym był w stanie przestać czegoś chcieć. Stąd nie ma mowy o tym, że kiedykolwiek robię coś niesłusznego, gdy odrzucę wskazane przeze mnie kryteria słuszności i pozostanę przy tym, że to ja wyznaczam dla siebie, co dla mnie słuszne. Czy to jest jeszcze etyka? Dziwna, nie można w niej złamać żadnej normy.

komentarze 4 to “Normy”

  1. Odrzucenie wierności ludzkiej naturze? Jeśli masz na myśli uwarunkowania biologiczne, to trudno je przeskoczyć. Proponujesz jakiś rodzaj ascezy? Brr.

  2. Nie odpowiem po prostu tak lub nie, żeby Cię nie zmylić, bo nie wiem, co rozumiesz przez ascezę. Chodzi mi o to, że jakbym nie był zbudowany, jestem gotowy to przeskoczyć, dla samego siebie. Np. wymieniłbym sobie oczy i skórę w pierwszej chwili, gdybym mógł. Także – serce, pewnie płuca i kręgosłup. Inne ciało ułatwiłoby mi prowadzić życie takie, jakiego chcę.

    Biegam, dokładnie z tego samego powodu – bo daje to frajdę robienia ze sobą, co się chce, nawet wbrew sobie*. I dlatego ćwiczę jogę, która zresztą całkiem nieźle pokazuje, co to znaczy wychodzić np. poza granice własnego ciała i przez to je rozwijać. W końcu w hata jodze przyjmuje się wszystkie te dziwne pozy. Nic wzniosłego więc to nie jest, tak na marginesie. Za to można to jako pewien rodzaj ascezy rozumieć, ale raczej takiej przedchrześcijańskiej, którą uprawiali cynicy. I jeśli o to pytałaś, to taka asceza dla mnie nie jest br. Ani be. Jak nie zechcesz sobą rządzić, ktoś inny będzie Tobą rządził lub coś. I nie, wtedy to nie jest twój wybór, bo nie masz swoich wyborów, ktoś za Ciebie wzbiera lub w ogóle nie ma wyboru.

    Nie przyjmuje też żadnych zobowiązań, które miałyby wynikać z mojej, jakby jej nie pojmować, natury. Zobowiązań i norm. Jest przecież mnóstwo ludzi, którzy wnioskują, że ponieważ jestem jakiś to powinienem coś robić. I nawet gdyby była to prawda, to ja ją gotowy jestem zaakceptować jako prawdę i dalej robić swoje, niezależnie czy w zgodzie z normami i obowiązkami nałożonymi na mnie, czy nie. Bo jedyna prawda, która może na mnie wpłynąć, na temat mojej natury, jest w zgodzie z tym, co chcę robić lub jest wobec tego neutralna.

    Stąd przechodzę do tego, że czego nie da się przeskoczyć, to tego się nie da i już – to jest właśnie neutralne, a nie wbrew mojej woli. To co niemożliwe nie jest normatywnie niemożliwe, po prostu jest i stąd opis przeszkody, prawdziwy może zmienić moje zachowanie, bo jest neutralny. Mury nie zakazują mi niczego, one tylko stoją mi na drodze – wiedza o tym może być natomiast bardzo przydatna. Natomiast normy mają moc głównie dlatego, że je wypełniam, jakby nie były prawdziwe więc, służą mojemu uwiązaniu do czegoś, do czego na pewno nie chce być uwiązany. Nie chcę robić niczego na chwałę tego czegoś, najwyżej chcę coś robić dla siebie.

    * wbrew sobie, bo nie wierzę, że jestem pod względem tego, co mną może kierować, jednolity. Jestem podmiotem moim zdaniem i jest to podmiot który dzieli się na różne ośrodki decyzyjne. Wszystko to jest oczywiście jedna wielka kalka z Nietzschego. Ale ostatnio bardzo się polubiliśmy. No i oczywiście pomaga mi też Stirner. Dwóch fajnych Niemców.

  3. FatBantha Says:

    Jasiu, nie za dużo ostatnio piszesz o etyce? Najpierw cnoty, teraz normy… W końcu w tym MBTI ostatnia literka wyszła Ci „P”, a nie „J” – no chyba, że Twój niecny plan polega na tym, aby przeewoluować mentalnie we mnie i pozbawić mnie wyjątkowości i unikalności w środowisku.

    A co do ascezy – przecież jest spoko i każdy średnio rozgarnięty hedonista, zwłaszcza leń, to przyzna. Asceza pozwala na zawrócenie z drogi eskalacji siły bodźców zaspokajanych potrzeb i tym samym po jej zastosowaniu, można „zaczynać od zera” i znajdować przyjemność znowu w najprostszych rzeczach, które do ich zdobycia nie wymagają od nas wiele wysiłku.

    Bez ascezy popadlibyśmy w stan, w którym musielibyśmy zaspokajać swoje podstawowe potrzeby w coraz to bardziej wysublimowany sposób, albo w większym natężeniu. Na przykład jeść, albo coraz więcej, albo coraz lepiej (albo jedno i drugie jednocześnie). I musielibyśmy zmuszać się do robienia rzeczy, które umożliwiłyby nam osiągnięcie takiego celu, np. więcej pracować.

    A tak, mamy ascezę, zrobimy se głodówkę i znowu suchy chleb smakuje najzajebiściej, a jest tani, więc możemy się opierdalać. Same korzyści. Więc w czym problem?

    Grunt by Koreę Północną odnaleźć w sobie, dobrowolnie, a nie zostać zmuszonym, by się w niej fizycznie odnaleźć.

  4. Nie pisze za mało, pisze proporcjonalnie do tego, jak mnie zajmuje. Ja nie chcę opisywać swojego życia i cudzego tak, żeby dużo z niego ujmować. Nie chcę np. oszukiwać siebie, że nic w moim życiu nie jest jakoś związane z jakimiś normami, więc dopuszczam, że pewne rzeczy mogą być słuszne nawet według mnie czy innych ludzi, którzy też chcą być jak najbardziej samodzielni.

    A Korea Północna w ogóle nie jest społeczeństwem ascezy, asceza jest dobrowolna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s