Archiwum dla Styczeń, 2012

Wyznanie

Posted in Uncategorized with tags , , , on Styczeń 30, 2012 by Jaś Skoczowski

Nic nie może mnie usprawiedliwić przed samym sobą, dlatego usprawiedliwianie się jest dla mnie zbędne. Dość proste odkrycie, czy ponowne odkrycie, ale dla mnie ważne. Wszystkie dające się zakomunikować wyjaśnienia nie mogą mnie przed sobą usprawiedliwić właśnie dlatego, kim chcę być i kim jestem. Na skutek czegoś zapewne banalnego zacząłem powoli odsuwać od siebie dbanie o to, by robić rzeczy dobre, a unikać złych. Sprawił to chyba po prostu ten moment z dzieciństwa, w którym dowiedziałem się, że mogę nie zrobić niczego niesłusznego i być dalej samemu sobie winny. Jeśli tak, nie dbam o żadną słuszność. A jest tak, to ma wiele sensu, bo mógłbym wielokrotnie robić co innego, gdybym namyślił się i zmienił zdanie. Jakie to gładkie i banalne, prawda? Ale na tym banale polega bycie „samemu sobie winnym” gdy nie robi się nic złego, gdy to nam ktoś wyrządza zło. I jeśli po prostu wolę wybierać, co chcę robić (a tego chcę, jak najbardziej), to wystarczy mi być świadomym, jak najbardziej, w swoich wyborach i nie bać się „być sobie winnym”, i nic więcej. Amen. Moje doświadczenie, skromne, poucza mnie, że nie dbam o to, czy czynie słusznie, skoro mogę czynić tak i dalej robić coś niewłaściwie i poucza mnie, że nie zamierzam bać się popełniania błędów tego drugiego typu

Jeśli chodzi o potępienia, są one równie nie wystarczające z tego samego powodu – nic mnie samemu ostatecznie nie dadzą. Żaden sposób oceniania nie będzie mi bliski, jeśli nie będzie po prostu wyrazem moich gustów. Ciągle i zawsze nie chodziło mi o to (choć dopiero teraz odkrywam, o co mi chodziło), że cudze sposoby oceniania są błędne. Cały czas chodziło o to, że dalej ja oceniam inaczej, chcę oceniać, niezależnie od tego, jak bardzo wy macie racje, a ja się mylę. Jak napisałem, mogę zawsze być sobie winny. Zasługuję zawsze na to, co dostaje. A jeśli tak, nie obchodzi mnie to, że moje działania są niesłuszne – bo co mi po słuszności? Nic. Zło jest równie bardzo czymś, na co ani nie zamierzam się kierować, ani czymś, co chcę umierać, z tego samego powodu. Liczy się tylko to, że jakoś doznaje świat, aktywnie. Z całego tego waszego gadania moralnego czy etycznego wyniosłem jedną naukę – jest coś takiego jak możliwość kierowania sobą, bo wiem, że gdybym pewne rzeczy rozumiał i czuł inaczej, to zrobiłbym inaczej. I wiem, że mógłbym je rozumieć i czuć inaczej. I mogę wpływać na moje rozumienie i czucie świata. Jestem obrazem, który sam się dopełnia i jestem swoją paletą barw. Część mnie zaschła i maluje siebie na czymś, czego sam nie wybierałem.

Rzecz ostatnia: nawet sposób opisu mojego oceniania jest mi często jakoś obcy, bo doskonale rozumiem, że ponieważ ma swój, niezależny ode mnie charakter, możecie wyciągać z niego wnioski nie będące po mojej myśli. Jakiś sposób opisu jest mi potrzebny, by z wami żyć, bo jesteście mi potrzebni. Niektórzy bardzo. Ale zamierzam zawsze trzymać się za fraki, kiedy będę wchodził w labirynt słów, bo te nigdy nie są do końca moje i w razie czego się wyciągnąć z niego. I obiecuję sobie w razie czego zburzyć każdą ścianę, która uparcie stanie mi na drodze.

Chcący i nie chcący Diabełek mi pomogła to napisać. Głównie niechcący z mojej strony, bo jak rozmawialiśmy, to jeszcze nie wiedziałem, że to napiszę.

Dobro i zło nie istnieją

Posted in Uncategorized with tags on Styczeń 23, 2012 by Jaś Skoczowski

Dlaczego? No więc dlatego, że nie można dopatrzeć się desygnatów pojęć, którymi je pojmujemy. Kiedy mówię, że coś jest dobre lub złe nie zmieniam wartości logicznej żadnego zdania o tym czymś. Wniosek jest taki, że opis, zgodnie z którym coś jest dobre lub jest dobrem, nie dotyczy żadnej istniejącej cechy przedmiotu albo posługuje się jakąś niedobrą logiką. No bo czego opisem jest opis, który nie ma wpływu na wartość logiczną innych opisów? Hyhyhuhu. Co ważne – nie zmienia to niczego w tym, że pytanie „czy to jest dobre?” ma znaczenie. Znaczenia to nie desygnaty, tak powiedział mi Gottlob.

Oczywiście piszę tu, że nie ma czegoś takiego jak dobro lub zło, które byłyby odrębnymi bytami lub cechami. Nie piszę, że nie można czegoś sobie nazwać dobrym, uznać za dobre, czuć, że jest dobre itd.

I wcale nie mam na myśli tego, że zdania zgodnie z którymi coś jest dobre lub złe, są fałszywe. Natomiast wynika z tego co innego – jeśli ja nie uważam czegoś za dobro i wiem, czym to jest, nie można mi zarzucić, że ja nie wiem, co to jest dobro jako takie i dlatego tak nie uważam. Absurdalnym wydaje mi się tez twierdzenie, że jeżeli nie chce realizować czegoś dobrego, to nie rozumiem, że to jest dobre. O ile rozumiem, czym coś jest, to rozumiem, co robię, gdy nie realizuję tego czegoś. A do zrozumienia, co czym jest nie potrzebuję wiedzieć, że to jest dobre.

Moja Utopia

Posted in Uncategorized with tags on Styczeń 11, 2012 by Jaś Skoczowski

Połowę tego, co ludzie wydają na zbrojenia, to pieniądze wydawane przez Stany. Niech choć połowę tego Stany wydadzą na coś dobrego, na akcje bombardowań Korei Północnej. Jedzeniem.

Czy istnieje etyka indywidualistyczna?

Posted in Uncategorized with tags , , , on Styczeń 9, 2012 by Jaś Skoczowski

Rozumiana jako etyka ludzi robiących co chcą i decydujących o tym, czego chcą? Kiedyś twierdziłem, że nie, ale teraz myślę, że tak, choć jest to etyka egzotyczna. Można zawieść według standardów etycznych takiego indywidualizmu, ale nie można złamać jego norm. Wszystko co robię i z czego rezygnuję jest słuszne. Dalej mogę robić coś, co pozbawia mnie albo możliwości działania w zgodzie z własną wolą, albo możliwością określenia tej woli.

Jako indywidualista zawodzę, gdy czegoś nie mogę i jako indywidualista zawodzę, jeśli nie jestem w stanie się powstrzymywać. Nie robię niczego niezgodne z zasadami jednocześnie. Po prostu jestem mniejszym indywidualista, a mógłbym być wyrośnięty.

W dodatku, jeśli moje życie polega głównie na powstrzymywaniu się, to ostatecznie ograniczam mój potencjał skrajnie. Jeśli tylko robię co chcę i nigdy sobie nie odmawiam, a zwłaszcza – jeśli ciągle słabnie we mnie umiejętność mówienia sobie „nie”, zatrzymywania się, to przestaje być autorem swoich działań. Może nikt inny nim nie jest, ale nie jestem tez nim ja.

Indywidualizm wiec ma trzy aspekty – niezależność od otoczenia, poszerzanie swojej mocy i umiejętność odmawiania sobie.

Najprawdopodobniej nie da się osiągnąć żadnej z tych trzech cech (relacji?) w stopniu absolutnym. No to potrzeba indywiduliście jeszcze jednego – pogodzenia się z tym. Inaczej całe życie nie będzie robił tego, co chce i decydował o tym, czego chce, ale będzie walczył o to, by dopiero to robić. Indywidualista potrzebuje zdolności do akceptacji świata takim, jakim jest w danej chwili.

W tym akceptacji tego, że będzie zawodził. I co zabawne, jestem przekonany, że ta akceptacja jest początkiem wyzwolenia, nie końcem.

Normy

Posted in Uncategorized with tags , on Styczeń 7, 2012 by Jaś Skoczowski

Normy są przepisami na ludzkie zachowanie. Jakkolwiek są przekazywane, ich treść opisuje to, co ktoś ma do robienia. Normy mogą się praktycznie wykluczać. Jak wskazać ważniejsze i mniej ważne normy, które się ze sobą kłócą, nie odwołując się do preferencji jednostek lub społecznie przyjętych wartościowań? Kilka odpowiedzi – Bóg, natura człowieka, charakter relacji między ludźmi. Na przykład. Pozwolę sobie je podsumować – podkreślają nasz wgląd w rzeczywistość, taki głębszy, który pozwalałby wyjść poza naszą perspektywę – Boga nie znamy, może nam się objawić (co nie jest zwyczajną częścią naszego życia), relacje między ludzkie to muszą być te też, których nie znamy, natura ludzka to nie może być tylko ta, która jest tylko jednej osoby lub poznajemy ją dla jakiejś grupy.

Czyli albo muszę zrobić coś niemożliwego, bo nawet jak siebie przekroczę, to będę sobą, tylko zmienionym (a tu musiałbym pozostać niezmieniony, wrócić do perspektyw, jednak dalej rozumieć i czuć obcy mi sposób czucia i rozumienia świata) albo bezwolnie podążać za moimi impulsami lub tym, co innym zdaje się słuszne, by przestrzegać norm, bo są one tymi słusznymi normami.

No chyba, że słuszne jest to, co mi się podoba i powinienem robić to, co chce robić.

Tak moim zdaniem przedstawia się sprawa z ludzkim życiem. Nie ma tożsamości między przyjęciem zewnętrznego autorytetu określającego tego, co mamy robić, a afirmacją siebie, nigdy. Bo tylko odrzucenie autorytetu innych ludzi, Boga, wierności ludzkiej naturze oznacza z jednej strony wybór wywalania się władzy innych i kierowanie sobą, a z drugiej – swobodne, nie skrępowane abstrakcyjnymi granicami, rozwijanie się.

Ps. Preferencje też nie są tym, co może wyznaczać normy osoby afirmującej samego siebie – nie są wystarczające, są tylko konieczne. Jeśli tylko kieruje się moimi potrzebami, to nie potrafię z nich zrezygnować. Jestem więc mniej pod własną kontrolą i mniej swoim tworem, niż gdybym był w stanie przestać czegoś chcieć. Stąd nie ma mowy o tym, że kiedykolwiek robię coś niesłusznego, gdy odrzucę wskazane przeze mnie kryteria słuszności i pozostanę przy tym, że to ja wyznaczam dla siebie, co dla mnie słuszne. Czy to jest jeszcze etyka? Dziwna, nie można w niej złamać żadnej normy.