Nie potrzebuję usprawiedliwień

Jestem anarchistą. Anarchizm to ideologia polityczna, zgodnie z którą odrzuca się władzę. Dlatego ja staram się nie rządzić i nie być rządzonym. Dlatego nie mam się czego usprawiedliwiać, bo jako anarchista nie potrzebuję usprawiedliwień dla sobie, a opieram się na siebie (czyli, jak to Maxio ujmował, na niczym).

Tłumaczę się, trochę teatralnie: nie zamierzam Cię do niczego zmuszać – usprawiedliwienia się przydają, gdy kogoś trzeba zmusić, to brzmi paradoksalnie, ale najlepiej kary skutkują na tych, którzy uznają ich słuszność. I rozkazy też. Ale po co ja mam Ci się tłumaczyć? Mnie to zupełnie niepotrzebne, chce po prostu robić swoją rzecz. Do czego potrzebne Ci moje wyjaśnienie wychodzące poza określenie moich intencji, jak najszczerzej przedstawionych? Przecież nie do samej kontroli nade mną jeśli jestem przed Tobą szczery i serio jestem anarchistą. Bo jeśli nim jestem, to po prostu będą i tak starał się robić co mi się podoba. Jeśli nie masz nade mną władzy, nic Ci to nie da, jeśli masz, to po co Ci władza, skoro użyjesz jej dopiero wtedy, jak Cię do czegoś nie przekonam? Nie wiesz co robić, być może. Ale jeśli ja wiem, to wiem i nic mnie nie interesują twoje rozterki.

Tak, nie zawsze będę anarchistą. Nie będę anarchistą wtedy, gdy tylko przymus pozwoli mi uciec od twojego przymus, gdy będę w stanie zmusić Cie, żebyś zostawił mnie w spokoju, tak jak ja Ciebie zostawię, dopóki nie bezie we mnie ingerował – nie jestem idiotą, jestem tylko anarchistą. Nie będę anarchistą tez wtedy, gdy to po prostu niemożliwe. Jak już napisałem, nie jestem idiotą, tylko anarchistą, rozumiem, że świat ma czasem to do siebie, że nie da się go zmienić zgodnie z tym, jakby mi się podobało. Wtedy po prostu rządzę. Tego tez nie będę usprawiedliwiał. Ja po prostu nie chcę durnych niejasności, z których ludziom wynika, że jestem tacy, jak przeciwnicy anarchizmu, czyli zwolennicy życia społecznego opartego o przymus. Nie, nie jesteśmy jednakowi. Instytucje, które popieracie historycznie opierały się zawsze na przemocy fizycznej ale także na udawaniu, że ta przemoc jest usprawiedliwiona, lub że jej nie ma. A ja jako anarchista mogę przynajmniej uniknąć tego drugiego. A zazwyczaj też pierwszego. Stad nie muszę się tłumaczyć też z mojego anarchizmu wtedy, gdy robię rzeczy z nim niezgodne. Musiałbyś mi wykazać, że przemoc, która wypełnia obecne życie społeczne, jest nieunikniona. Nie jest moim zdaniem i przyjmę tylko dowody empiryczne na odparcie tego twierdzenia. Jak dotąd przeczytałem o dowodach antropologów dowodzących tego, że państwo nie jest jedyną formą społecznego życia ludzi. Wręcz przeciwnie, większość życia ludzi dotąd obywała się bez państwa. Państwo jest bardzo młodym fenomenem i ukształtowało się w pełni zaledwie paręset lat temu.

To ostatnie co napisałem, to o tym, że etatyzm i anarchizm dzieli przepaść nie do zasypania, jest bardzo ważne – ludzie na prawdę często w rozmowach ze mną (a czasem ja sam tak robiłem, ale mi przeszło) twierdzą, że między anarchizmem, a etatyzmem nie ma różnicy, bo i „tu”, i „tam”, dopuszcza się przymus. Bzdura. W etatyzmie przymus ma pozytywną wartość. W anarchizmie nie i jest najwyżej złem koniecznym. Albo złem nie dającym się uniknąć. Akceptujemy praktyki polegające na zmuszaniu kogoś do czegoś. Nie dokonujemy ich tak samo, jak koledzy etatyści. Głupio nam, że w ogóle czasem nie umiemy inaczej i jak tylko nauczymy się bez nich obywać, to będziemy bez nich. Etatystom nawet jak głupio, to dlatego, że tak wypada. Serio, przecież nie da się serio twierdzić, że się jest przeciwko władzy i postulować istnienie instytucji będącej jej tak wyraźnym ucieleśnieniem.

Przykład? Ano jest praktyczny – popieram przymus szczepień, chyba, że ktoś mi udowodni, że absolutnie nie ma chorób, które mogą bez szczepienia ludzi wybić 1/3 jakiejś populacji. Popieram karanie morderców odosobnieniem w pewnych sytuacjach (gdy nie rokują dobrze na przyszłość). I jedno i drugie wynika z tego, że dopuszczenie do śmierci ludzi oznacza pośrednie ich pozbawianie życia wbrew ich woli. Ale nie popieram istnienia państwa, które z zasady może coś zakazywać lub nakazywać, ma prawo, wyłączne stosowania przymusu, układania praw i rządzenia. Nawet jeśli w praktyce oznacza to walkę o inny kształt państwa, to nie jest to tylko walka o to. Przejawia się to w tym, że władze państwową i każdy przymus uznaje za coś wymagającego odrębnego usprawiedliwienia. A nie odstępstwo od tej władzy i tego przymusu.

I to nie jest tylko takie sobie założenie arbitralne anarchizmu. Bez tego wymogu popieramy fundamentalną, antydemokratyczną nierówność – bo jeśli mam się tłumaczyć władzy, to znaczy, że ktoś ją będzie miał i ostatecznie każda moja ocena będzie słabsza od jego. Tak jakby jedni wiedzieli, sami przez się, co jest lepsze, a co gorsze. Jeśli można stosować przemoc nie można dotrzeć do rozsądku, którzy łączy osobę przemoc stosującą i osobę przemocą dotkniętą. A to ostatecznie oznacza prawo silniejszego, niezależnie od usprawiedliwień. Oczywiście, można je akceptować. Ale jak je pogodzić z czymś innym, jak arystokratyczna oligarchia nie wiem. I nie mam zajęciu akceptować takiej oligarchii. To już tylko mój wybór i dopiero ten wybór jest tyle samo warty, co wybór oligarchii. Nie dlatego, że godzimy się na przymus my anarchiści, tak samo jak etatyści. Nie godzimy. en wybór jest tyle samo warty dlatego, że jest równie nie związany żadnymi pierwotnymi założeniami. Jest fundamentalny, tak samo jak wybór tyranii. To nie anarchizm sprawia, że odrzucamy tyranów, to odrzucenie władzy tyranów może prowadzić do anarchizmu. Tak, dalej też są wybory, choćby w stopniu radykalizmu, ale to ten moment jest jakby punktem stycznym dwóch form życia i tylko ten. Z niego nie musi się usprawiedliwiać ani jedna, ani druga strona. Bo wyboru można po prostu dokonać, mamy wolną wolę. Ale potem anarchista nie potrzebuje usprawiedliwień, natomiast ludzie chcący wspierać władze lub przynajmniej nie chcący jej niszczyć muszą ja usprawiedliwiać.

Jest tak, bo władze podpiera się przemocą, ale do stosowania takiej przemocy trzeba zazwyczaj przekonać innych, że już się ma tę władze. Zanim użyje się przemocy. Bo inaczej nie byłaby ona skuteczna. Konsekwentny i bardzo masowy opór oznacza stratę władzy. Jeśli przekonasz odpowiednią liczbę ludzi, że jesteś królem, będą dla Ciebie zabijać. Jeśli nie, będziesz pajacem, może niechcący.

ps. Tak jak u góry – Diabeł mi pomagał to napisać. I chłopaki z yrizony.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s