Nowa toeria polityczna dla libertarianizmu

Kiedyś napisałem to. I ciągle się z tym zgadzam, rzecz w tym, że i wtedy miałem braki w wiedzy technicznej, i trochę brakowało mi teorii polityki związanej z takim pojmowaniem wolności. Braki techniczne dalej mam, może mniejsze, ale coraz bardziej czuję jakby mi się teoria pojawiała.

W polityce jest niezbędnym decydowanie o innych niezależnie od ich woli. Polityka jest z gruntu „niewolnościowa”, bo jeśli wolność każdego ma być wysoko postawionym dobrem, to wydaje się z tego względu, że w istocie polityki tkwi łamanie czyjejś wolności, zmniejszanie jej, wypaczanie itd. Dlatego można postawę wycofania się ze świata uznać za pewną libertariańską skrajność (w tym tekście pozwolę sobie używać jako synonimów słów „libertarianizm” i „polityka wolnościowa”. Jest to konwencja, ale ma uzasadnienie). Ta postawa może być konsekwentnie zrealizowana albo przez bardzo nielicznych i oddzielonych od siebie ludzi, albo wcale. Jest natomiast na pewno opcją doskonałą. Stąd „Księga drogi i cnoty” Lao Tzego jest dla mnie dziełem libertariańskim w najwyższym stopniu. Stąd też taoizm jest dla mnie dobrym punktem wyjścia i koncepcja wykuta w ramach tej tradycji, czyli koncepcja wu wei – nie-działania, będzie mi pomocna przy tworzeniu politycznej teorii libertartariańskiej, opisującej to, jak ma wyglądać polityka wolnościowa. A ma ona wyglądać tak, że będziemy unikać ingerowania w cokolwiek. Czy, jak podaje Ciocia Wiki i jest to chyba istotna różnica – będziemy osiągali brak działania działając, a nasze działania będą przez to wybrakowane.

Polityka libertarianizmu więc musi kierować ludzi w stronę wzajemnego niezwiązywania się relacjami, w których jedna osoba decyduje o drugiej. Stąd usprawiedliwienie znajduje postulat, by ludzkie zrzeszenia były dobrowolnie tworzone, by przystąpienie do nich było dobrowolne i opuszczenie też. Stąd postulat, by zobowiązania też powstawały dobrowolnie i mogły być zrzucane dobrowolnie. Postulaty zresztą ze sobą związane mocno, więc nie wiem, czy jednego nie da się do drugiego sprowadzić.

Skąd taka konieczność? Właśnie to minimalizuje, na ile może, „działanie w działaniu”. Działanie ma intencje, bez intencji nie można go do końca zrozumieć. Współdziałanie ma intencje kolektywną, możliwość zrezygnowania z niego, jednostronna, pozbawia je sensu. Polityczność takiego rozwiązania jest bardzo krucha i o to chodzi.

Drugą stroną jest rezygnowanie z przemocy. Przemoc jest bardzo daleko idącą ingerencją, jest przeciwieństwem wu wei najbardziej wyraźnym. Nie jest tak, że w ramach uprawniania wu wei można całkiem uniknąć przemocy – jednostki mają poważny powód, na gruncie libertarianizmu, by stosować ją wobec zarówno osób narzucających im różnego rodzaju zobowiązania, jak i osobom, które nie chcą zobowiązać się do wszystkiego tego, czego wymaga wu wei. Bo oczywiście gdyby nawet wszelkie zobowiązania pochodziły z umowy, to nie zapewni nam pełnego uszanowania wolności każdego – jak napisałem, to zapewniłaby tylko pełna izolacja każdego od każdego, której ani chcemy, ani nie jest ona możliwa. To jest też doskonałe, niewzruszone wu wei i tylko to, i jest nam niedostępne. To co nam jest dostepne, to niedoskonałe środki, powtarzam. No ale one nie muszą być niewystarczajace i mogą być dobre. Nie musimy znać sposobu na wyeliminowanie konfliktów i nikt go przecież nie zna – mozemy jednak założyć, że będziemy tworzyli sytuacje, w których konflikt będzie roztrzygany bez lub z mniejszą ilością przemocy.

Ostatnia uwaga ujawnia coś ważnego – libertarianizm, by być sensownym, musi zaakceptować niewystarczające, ale dobre środki. Moja propozycja nie dostarcza doskonałego narzędzia np. do dzielenia ludzi na winnych i cnotliwych. Z wu wei da się pogodzić działania praktycznie się wykluczające. Moim zdaniem należy to uczciwie zaakceptować i przejść z tym do porządku dziennego. Ludzie życie ma charakter polityczny i to wiąże się z istnieniem walki między opcjami politycznymi. To problem, z którym borykałem się w pierwszym poście i to nie jest problem, który ma swoje rozwiązanie, jest to natomiast problem, który ogranicza nasz wybór dotyczący polityki, jeśli chcemy być libertarianami – nie wolno nam wybierać, jako libertarianom, programów, które propagują rozstrzyganie na korzyśc jednej strony konfliktów, jesli ma to się odbywać fizyczną przemocą. Nie powinniśmy tym bardziej godzić się na realizacje takich zasad, które umożliwiają na kompletną likwidcje przeciwników, z wyjątkiem sytuacji, w której toś sam broniłby się przed taką likwidacją.

Jeśli libertarianizm to to, co określiłem jako libertarianizm, to ja wciąż chcę być libertarianinem. No i tu owszem właśnie pojawiają się problemy techniczne i sobie je przemilczę. :). Choć poważniej dodam, że jak najbardziej wierzę, że można stosować mniej i więcej przemocy, że przemoc nie jest czymś jednolitym. No i wierzę, że możliwy jest ład kontraktowy, pomimo tego, że nie da się ustalić wszystkich zobowiązań kontraktowo. I tak uważam, że to, że ludzie przestrzegaliby względem siebie zobowiązań nie wynikających z umów wcale nie czyniłoby porządku politycznego niekontraktowym. Po prostu np. zasada, że nie zabija się matki by wziąć jej pieniądze i upić się za nie to jedno z takich zobowiązań. I tego typu zobowiązania nie determinują treści ładu politycznego. Bo uważam, że właśnie to są takie, bardzo konkretne zobowiązania, bardziej nawet niż podany przykład, bo dotyczą jeszcze bardziej konkretnych sytuacji i ludzi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s