Archiwum dla Listopad, 2011

Indywidualizm, a anarchizm

Posted in Uncategorized with tags , , on Listopad 22, 2011 by Jaś Skoczowski

Podobny tytuł nadał swojemu tekstowi Georges Palante, nieznany nikomu socjolog, którego lubię. Nie jestem pewien, czy o to samo mu chodziło, ale go lubię, to go zareklamuje. Tak, umarł dawno temu.

Chcę robić to, a nie tamto. Po prostu chcę. Proces fabrykowania chcenia jest skomplikowany i przypomina czasem karuzelę (jest pewien pierwotny motor i intencjonalny popęd w nas, podejrzewam, taki poznawczy i jest mozliwość mówienia sobie nie. To buduje nas równie mocno, jak inne rzeczy, jeśli nie mocniej) ale nie ma tu znaczenia. Ma znaczenie, że oprócz tego można chcieć dobra i unikać zła, lub po prostu chcieć. To drugie jest pierwotne, bo to, co może dla nas być osobiście złe lub dobre nadaje sens lub odbiera go. Bo pewne rzeczy mogą przez nas być postrzegane jako dobre lub złe jeśli zechcemy się z nimi zgodzić. Właśnie tak, zechcemy.

I ktoś może po prostu zgodzić na to, że coś jest dobre i potem działać w zgodzie z tym co dobre. Może też w ramach tej praktyki zmienić zdanie i stwierdzić, że to nie było dobre i że coś innego jest. Ale może też pozostawić sobie wyjście awaryjne i wciąż być zdolnym do działania poza tym, bez motywacji moralnej, opartej o wartościowanie, o którym przed chwilą napisałem. Po co?

Nasze wybory zazwyczaj układają się w jakiś wzór i to jest zarys mechanizmu. Znając tylko jego możemy najwyżej w nim tkwić. By tworzyć w ramach niego siebie i swoje wybory – trzeba wiedzieć, jaki ten schemat jest bez odwoływania się do jego mechanicznego aspektu. Po to jest wartościowanie.

Ale w ramach aksjologi po prostu obracamy siew potencjale naszego schematu, tym, czym może być. Nie możemy go całkiem porzucić. A działając poza dobrem i złem możemy.

I wtedy możemy być oczywiście bardziej sobą, bo możemy jeszcze bardziej swobodnie siebie tworzyć. Dlatego anarchizm jest najbardziej indywidualistycznym schematem w obrębie polityki. Ale wciąż jest tylko schematem. Warto rozumieć jego aksjologię. Warto też bywać poza nią, wychodzić poza stateczek kosmiczny z a w kółeczku na kadłubie.

Zrozumiałem coś wreszcie

Posted in Uncategorized with tags , , on Listopad 21, 2011 by Jaś Skoczowski

Chcę być w stanie podziwiać moich wrogów i pokonywać ich, i chcę kochać jak najmocniej moich bliskich i wciąż sprzeciwiać się, gdy zechce się sprzeciwić. To tłumaczy, dlaczego tak ważne dla mnie są pozamoralne motywacje.

Nawet gdybym śnił

Posted in Uncategorized with tags , , , on Listopad 17, 2011 by Jaś Skoczowski

Louie, masz kota. Ten kot ma tylko dwa ogony, żadnej głowy. Bo owszem, jeśli śnie, to śnię przypuszczenie, że śnie. A jeśli nie śnie, to przypuszczam. I nie ma między tym żadnej symetrii. Rzecz w tym, że nie wiesz, że można świadomie śnić i daje to moc. Jeśli śnie i dowiem się, że śnie i nie obudzę, staje się bogiem w moim śnie. To nie wniosek, to dość stara technika kształtowania snów. Ludzie robią o kilku lat i nie da się sprawdzić czy o robią, bo przecież to śnią. Rzecz w tym, że ta niesprawdzalność nie ma dla nich żadnego znaczenia, a Ty w tym pierdolonym „O pewności” przypisałeś temu ogromną wagę. Wagę natomiast ma podejrzenie, że się śni. Dodaje ludziom mocy.

Przypuszczenie, że coś nie jest tak, jak się wydaje, jest po prostu przypuszczeniem, że jest jakaś warstwa rzeczywistości, której jeszcze nie odkryliśmy. Przypuszczenie, że wszystko to sen to po prostu przypuszczenie, że rzeczywistość ma kształt cebuli. Cebula może brzydko pachnie, ale jest zdrowa Louie, naprawdę. To, że Ty nie potrafiłeś wyciągnąć z tego wniosków praktycznych znajduje chyba odpowiedź w twoim „dobrze”, które z siebie wydałeś, gdy dowiedziałeś się, że umierasz. Nie chciałeś być szczęśliwy, bo nie chciałeś żyć, więc nie szukałeś mocy. Ja szukam, ja jeszcze chcę żyć.

Prawda jest ważna i może nawet jedna. Rzecz w tym, że pewne prawdziwe zdania nie mają sensu, jeśli w sposób wybitny są nieinteresujące.

Magia to po prostu, jak twierdzi Graeber i jak twierdził Crowley, robienie z rzeczywistością za pomocą woli cokolwiek, co wola podpowiada. Nie, nie wiem dlaczego odkrywanie, że za jedną warstwą rzeczywistości jest druga itd i że za warstwami jest jeszcze nic daje nam moc, przynajmniej w snach, choć wątpię, że tylko w snach. Ale tak się dzieje. Wystarczająco często by warto było zapomnieć o absurdzie, który z tego wynika. A nawet nie tyle zapomnieć o nim, tylko pominąć, gdy wypowiadamy zaklęcia, gdy po prostu mówimy sobie wyraźnie, czego chcemy, by nie myśleć o tym, że przecież samo zaklęcie nic nie może.

Utopia jest tutaj czyli zaklęcie

Posted in Uncategorized with tags , , on Listopad 16, 2011 by Jaś Skoczowski

Najpierw trzeba sobie zamknąć oczy, zatkać uszy, otulić się szczelnie, zatkać nos i wstrzymać oddech. A potem zbawić świat, dopiero potem, dopiero gdy płuca same zaczną domagać się tlenu. Dlatego utopie są ważne, moja jest taka:

Jestem jasiem, który siedzi w swoim domu. Nie odbieram w ten sposób nikomu dachu nad głową, nie odbieram jedzenia, picia, nie chce go męczyć, zabić, zgwałcić i nie zamierzam zrobić niczego z tych rzeczy jego bliskim lub sąsiadom. Jestem jasiem i dlatego patrzę, czy ktoś inny nie krzywdzi moich bliskich, moich sąsiadów i mogę zaufać im, że nie robią tego obcym. Wszyscy jesteśmy gotowi się bronić i nawet zabić w imię tego, ale nie chcemy i będziemy opłakiwać każdego zabitego. Wszyscy gotowi jesteśmy tym bardziej bić ludzi i wiązać ich, jeśli będą nas chcieli krzywdzić, ale każdy więzień jest dla nas tragedią. Staramy się unikać przemocy i udaje się nam to.

A wszystko zaczęło się od tego, że kiedyś, w pewnym momencie ktoś pozwolił nam siebie wybrać i wybraliśmy siebie. I możemy porzucić.

To jest mój sen.

Słabość

Posted in Uncategorized with tags , on Listopad 10, 2011 by Jaś Skoczowski

Moja kobieta dziś pokazała mi, że jestem słaby. A przynajmniej słabszy od niej, jeśli mielibyśmy się psychicznie siłować. A przynajmniej mniej zgrabny.
I dobrze, wiem czego chcę – być jeszcze słabszy. Aż nie będzie już mnie. Bo tego się najbardziej boję. Bo po mnie zostanie pustka, którą można będzie zapełnić.

Absurd został niezrozumiany

Posted in Uncategorized with tags , on Listopad 9, 2011 by Jaś Skoczowski

Nie jest absurdem wtaczanie skały na górę w kółko, bo ta spada. To nie ma sensu, a to nie jest absurd. Nie łudźcie się. Absurd polega na tym, że wszystko może mieć sens. Absurd tkwi w waszych paranojach.

Dobrze Ci? To może dlatego, że w poprzednim życiu byłeś więźniem obozu koncentracyjnego. Wyobraź sobie, że to była całkiem niedawno bardzo powszechna rozrywka ludzi – umieszczać innych na małym kawałku przestrzeni i gnoić. I dlatego teraz masz tyle rozkoszy, że się w pale nie mieści. W ramach równowagi. Umrzesz i potem będziesz w kompletnym dole.

Źle Ci? Może zwyczajnie ostatnim razem, jak miałeś okazje, to ją brałeś, nie patrząc na innych. Ba, wdeptywałeś ich w ziemie, nie patrzyłeś na to, że płaczą, a płaczu po prostu nie słuchałeś albo traktowałeś jak wycie wiatru. Byli winni – stanęli Ci na drodze. Jak mówiłeś, że ma stanąć miasto pośrodku pustyni lub w środku bagna – to stawało i ty nie liczyłeś trupów. Miałeś tylko jedno życzenie – trupów ma być nie widać, ale mają być widoczne śliczne, białe wieże, czyste, skromne domki i schludni mieszczanie. A kurwy, które chciałeś trącać w swoim pałacu, w samym sercu miasta, miały być prima sort.

To jest absurd. Jeśli teraz tylko Ci dobrze lub źle, to jest tylko kawałek surowego świata, który wpadł Ci w pysk albo Cię w ten głupi pysk strzelił. Nic nie znaczy i po prostu sobie minie. Tak jakby to twoje życie było jedno i nie musiałbyś się o nic więcej martwić. Tak, jakbyś nie musiał przekładać tego, co Ci się dzieje na żaden język, bo jest tylko twoje, a nie cudze, przeniesione przez innych na Ciebie, choć nie prosiłeś, ani się nie sprzeciwiałeś. Choćbyś więc musiał wtaczać ten pierdolony kamień na górę, to bez powodu i gdybyś go odrzucił, to też bez innego powodu niż ten, że chcesz lub nie. Tak jakbyś miał wybór, a nie ktoś inny, którym byłeś i którego w ogóle nie pamiętasz i może nawet nie rozumiesz.

Nie potrafię tego zatytułować nie powtarzając słów które już kiedyś użyłem

Posted in Uncategorized with tags on Listopad 8, 2011 by Jaś Skoczowski

Lubię ludzi, którzy robią co chcą i lubię siebie, gdy robię co chcę. Oprócz tego nie chce, by ludzie byli głodni, chorzy, by ktoś im robił krzywdę – czuję się le, gdy to się dzieje, znaczy współczuję. Nie chcę przez to, żeby działo się dużo rzeczy, które się dzieją. Ale współczucie i sympatia dla wolnych ludzi, i to, że lubię sam być wolny, to dwa luźne punkty (dwa z tych trzech, haha), którymi można mnie opisać. Nie pozwolę się im wiązać, to prowadzi do bardzo nieładnych zabiegów na słowach, a ja lubię, gdy słowa są niepowyciskane, niepowykręcane i znaczą takie rzeczy, że im się to podoba, więc mają miękkie brzuszki i się milusio uśmiechają.

No dobra.

Czuję po prostu, że to co innego dbać o to, żeby ktoś nie cierpiał, a pozwalać mu na wolność. Co tu wyjaśniać? Łatwiej się dba się kogoś, gdy ten ktoś jest z nami, a my z nim, związany. Wtedy trudno o poszanowanie cudzej wolności, nie dlatego, że chcę (pisze o swoim kochaniu, swoim współczuciu, swoim szanowaniu cudzej wolności itd. licząc jednak, że to ma jakieś przełożenie na was) kogoś kontrolować, tylko, że jak kocham i jestem kochany, to ja wpływam mocno na tego kogoś, a ten ktoś na mnie. Miłość ułatwia więc współczucie, wcale nie ułatwia poszanowania wolności. Także własnej. Współczucie wymaga związków nie dających się ławo pogodzić z tym, co ja rozumiem jako wolność, czyli z robieniem tego, co się chce. Tak jest to we mnie poukładane.

Tak, wydaje mi się absurdalne, że wyciągam z tego wnioski polityczne, ale nie umiem i nie chcę inaczej.

Jest więc tak: współczucie i szacunek dla wolności (tak, to jest przeskok od sympatii do szacunku i co z tego?) u mnie się rozsadzają, i mnie rozsadzają przy okazji. Ale w tym właśnie rzecz – żeby o było rozsadzające. Takim chce być anarchistą. Wydawało mi się, że to sprawa czegoś obiektywnego, ale nie to tylko stary dobry ja.

No ale w sumie w takim razie jaki mam wniosek dotyczący polityki? Że dla mnie ta polityka, choćby się prężył i wił dalej jest czymś bardzo osobistym, związanym z tym, czym jestem. I kim. Stąd ostatecznie poddaje się i tego chcę. Musze tylko o tym nie zapomnieć, gdy znowu wdam się w durną kłótnię o cośtamcośtam w ramach tak zwanego anarchizmu. Prokapitaliści próbujący być anarchistami boją się panicznie współczucia, a socjalistom (czyli po prostu anarchistom, empirycznie i w ramach tradycji anarchizm i socjalizm to praktycznie jedno, tylko specyficzne jedno) się z drugim zlewa. A ja chcę, by rwało w dwie strony i żebym ja jednak potrafił.

No to na koniec: wiecie, czemu się boje podkreślać, że moje poglądy polityczne są takie jasiowe? Bo nic nie znaczę, w kategoriach polityki, jaką uprawiają ludzie mający władzę. To to i to jest kompletna paranoja bać się tego, bo to przyjecie perspektywy etatysty.

Ps. Z tego co napisałem, jeśli to nie jest jasne, nie wynika, że współczucie jest nie do pogodzenia z wolnością, bo prowadzi do naruszeń wolności, tylko, że wolność to nie jest coś, czym do końca możemy się wymieniać będąc blisko. Ale nie z wszystkimi chcemy być blisko. Choć owszem, współczucie może być groźne dla czyjejś wolności – tych, którzy krzywdzą naszych bliskich. Co mówi sporo o tym, czym jest pielęgnowanie tylko wolności wszystkich – trzeba być dość wypranym z uczuć wtedy do innych. No i to dobrze tłumaczy, czemu anarchizm mi odpowiada, to pogląd postulujący dobrowolnie zawierane i rozwiązywane związki ludzi.

Ps. II pozwoliłem sobie tu na uproszczenia: współczucie mieszam z sympatią i dbaniem o czyjąś radość (a nie tylko brak cierpienia). Nie wydaje mi się to błędem.