Dwa brzegi alienacji

Wyobcowania czyli alienacji, którą pozwole sobie tu rozumieć jako po prostu czucie się obcym lub/i bycie nim. Uważam, że są dwie drogi do czucia się obcym.

W jednym przypadku jest tak, że nagle cały świat jest przeciwko mnie. Coś takiego wizualizował sobie Stirner i coś takiego nas dotyka i wcale nie jest takie fajne, jak się Stirnerowi wydawało. Walka wymaga zaangażowania, a angażowanie się w walkę oznacza zajmowanie się tym, co nie jest nami i co się stać nami nie może, dopóki tego nie pokonamy, czyli albo zniewolimy, albo zabijemy. Wyobcowanie tutaj jest wyjątkowo bolesne – nie możemy zająć się sobą, bo musimy czujnie obserwować wroga, musimy tez zgadywać, co knuje. Redukujemy się do maszyny, która walczy, czyli czymś, a wróg staje się coraz bardziej kimś, choć pierwotnie można go ujmować tylko jako coś, jako cel. Podobnie jest zresztą z niewoleniem kogoś. Nie lubię tego wyobcowania. Jest też nie do pogodzenia z drugim, choć może drugie powodować – jeśli ktoś nie ma siły walczyć, bo nie godzi się na upraszczanie wroga w swoim obrazie. C ow sumie może się zdarzyć, gdy stanie się za bardzo podmiotem.

Ale jest inne wyobcowanie, również czasem bolesne, ale inne, bo ma inne źródło i inny przebieg. Wyłania się z doświadczenia świata jako nieskończenie złożonego i z samoświadomości. Jest to wyobcowanie głębsze w tym sensie, że nie czuje się tylko obco wobec rzeczywistości która nie jest mną, przez to, że zwyczajnie nie mogę jej tak po prostu zrozumieć, że wszelkie, służące mi do tego zrozumienia wyobrażenia okazują się blade, bo są tylko uproszczeniami. Czuję się wyobcowany również dlatego, w tym rodzaju wyobcowania, bo sam sobie jestem obcy, bo tak bogaty. Mam więc mnóstwo przedmiotów, punktów na mojej mapie, w tym jeden wyróżniony, ruchomy, który mówi mi „jesteś tutaj” i choć w działaniu nie muszę nic więcej rozważać (najwyżej widzę co pewien czas, że mapa jest niedokładna, ale nie ma w tym większej filozofii), to gdy zacznę, bez potrzeby, coraz bardziej wszystko, co na mapie wydaje mi się bezsensowne w zestawieniu z tym, co czuję, a czuję siebie i resztę świata (moja mapa jasia realisty). Pozostaje kontemplacja, chłonięcie wszystkiego jak leci, w ciszy, którego nie da się opisać, no bo odbywa się w ciszy. I ból, gdy nie możemy się wyciszyć jakoś, a zastanawiamy się zbytnio.

Pomimo tego, że to drugie wyobcowanie boli, to wole je od pierwszego. To drugie także może prowadzić do pierwszego, wcale nie musi skończyć się na kontemplacji, przecież jest całkiem sensownym zabić kogoś z inną mapą, to upraszcza sytuacje i dodaje odrobinę sensu do naszym ubożuchnych wyobrażeń. Można zapewne także całe życie spędzić na tępieniu innych, którzy wyobrażają sobie świat inaczej i w ten sposób uciekać. Dlatego to pierwsze wyobcowanie jest nie do pogodzenia z tym drugim. Musi być ucieczką przed tym drugim, choć to drugie może tę ucieczkę spowodować.

Powód dla którego lubię drugie, a nie lubię pierwsze jest taki sam: bo tylko dzięki drugiemu mogę wybrać kontemplację i tylko to doświadczenie czyni mnie kompletnie odrębnym mną, bo jest tylko moje i nie da się go upublicznić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s