Archiwum dla Sierpień, 2011

wiersz: przychodzę do domu

Posted in Uncategorized with tags on Sierpień 24, 2011 by Jaś Skoczowski

przychodzę do domu
i wtedy gąsienice
które wgryzły mi się w plecy
które zmieniły się w moich plecach w motyle
pojmują, że to pułapka

a ja unoszę się do góry

Miłość to śmierć

Posted in Uncategorized with tags , , , on Sierpień 24, 2011 by Jaś Skoczowski

Nie znam się na malarstwie. Nie znam się na malarstwie, ale: istnieje interpretacja obrazu „Ogród rozkoszy ziemskich” pana Hieronima Boscha, zgodnie z którą to obraz wyrażający typową dla okresu, w którym tworzył autor, pogardę dla cielesności, seksualności i pożądania. I że jest to wyraz bardzo ortodoksyjnego światopoglądu autora. No dobsz, przyjrzyjmy się pewnemu fragmentowi:

Ja na nim widzę Kolesia z Brodą wyglądającego na Jezusa, nagiego faceta, który nie reaguje na kobietę i laskę, która jest trzymana przez faceta za nadgarstek i ganiona. Paluszkiem. Teraz mała interpretacja, za co jest ganiona: raczej nie za to, że chciałaby coś z facetem zrobić, który leży bezradny. Cała pozycja jej ciała na to nie wskazuje. Hmhm.

Co jeszcze? Ano kotek, po lewej dolnej, który albo ucieka z dzieckiem (mało prawdopodobne, Bosch nie miał połamanych palców i potrafił namalować kociątko. Wierzę w to), albo coś upolował. Słowem: przemoc, strach, ból. W Niebie.

A co jest w środku obrazu, który ma wyrażać jakoby odrazę?

Jak dla mnie żadnej przemocy, bólu, strachu, za to dużo rozkoszy i symbole przemijania – poziomki (łatwo się psują i są cudowne). Wszyscy się cieszą się. Co ważne, postacie są ustawione, moim zdaniem, promieniście, nie ma tak, że skierowane są tylko w stronę piekła po prawej.

No właśnie, bo po prawej jest piekło. Opowiem wam o nim kiedy indziej, jak zobaczę je odrębnie. Na razie jedyna refleksja, jaka mi się nasuwa, to ta, że tam nie ma przemocy w sumie, tam jest bezradność, bezsilność, śmierć – bo cierpienie sprawiają ludziom istoty dość nieludzkie… Ale może to moje, zakrzywiające okulary.

Kolega z pewnego bloga anglojęzycznego (wkleję link kiedy indziej) zwraca uwagę na to, że podobno w Ogrodzie i Piekle pojawia si posta podobna do portretów i autoportretów Boscha – w raju jest malutka (podobno, ja jej nie znalazłem, ale mam kiepskie odbitki, jak widzicie), w piekle to „człowiek drzewo”. Na środku prawie są obydwie te postacie. Nie moja interpretacja (wkleję link do bloga, gdzie ona jest) brzmi: to obraz pewnego dystansu wobec i raju i piekła. Ale ja dodam tez swoją – to jednak wyraz uczestnictwa, w niebie Boscha nie ma. Teraz: dystans nie jest odrazą, dystans oznacza świadomość badawczą, świadome, intelektualne przeżywanie. Gdyby ja to tak przeżywał, to jeszcze bym ryczał i powtarzał, że to jakieś piękne. No i dodam – zauważyłbym, że nie mogę tak przezywać Nieba. Bo jest mi niedostępne. I co ciekawe, wcale nie wydaje mi się doskonałe, doskonały okazuje się Raj, jest tylko nietrwały.

Na koniec dwie rzeczy. Ta:

To jest obraz, jak się go zamknie. Ta kula to stworzenie, moim zdaniem zamyka w sobie i Niebie, i Eden, i Piekło. Wszystko. Z którego więc punktu nie wyjdziesz, w końcu możesz trafić do tego samego punktu. Tak, jasne, nie musisz. Ale możesz, a przecież wiesz, że trafiasz. A to znaczy, że to wszystko nie istnieje, bez tego wszystkiego („buy a ticket, take a ride”). Jeśli płaczę, to dlatego, że jest ta cholerna doskonałość Edenu, stąd mogę zacząć się radować, choć na chwilę, w moim płaczu. Porażająco głębokie prawda?

Druga rzecz:

PS. Tak, ten wpis jest jednym wielkim plagiatem Majewskiego. Oraz: tak, poprawię literówki. I błędy interpunkcyjne. Kiedyś. Na razie jestem zakochany.

Pobożny i okrutny jest Filip II Hiszpański

Posted in Uncategorized with tags , , on Sierpień 22, 2011 by Jaś Skoczowski

obym zawsze
wolał być bezbronny
niż na koniu i z mieczem

żebym kochał
zamiast nienawidzi(e)ć
wstawił to pierwsze w miejsce tego drugiego

miłość, miłość całym moim prawem, miłość podług woli

Wyciął mnie

Posted in Uncategorized with tags , on Sierpień 11, 2011 by Jaś Skoczowski

Mruwnica. Inżynier. Tu zadał takie pytanie: Chętnie poznałbym też odpowiedź zwolenników swobodnego dostępu do broni czy i tym razem “gdyby wszyscy mieli broń to by do tego nie doszło”. Odpowiedziałem mu, jako zwolennik powszechnego prawa do posiadania broni, że oczywiście to pewnie skończyłoby się rzezią. Ale spytałem, czemu nie zapytał się, gdyby tłum bł pod wpływem jakiś organizacji – marxistowskich, anarchistycznych, blacblockerskich. I napisałem, że ja bym się wtedy cieszył.

I mnie wyciął. Uważam, że dlatego, że musiałby wtedy powiedzieć, że nie, nie popiera zmiany systemu przemocą. Albo, żeby jaśniej wyrazić moje zdanie o nim: że popiera przemoc stojącą za systemem politycznym Wielkiej Brytanii i potępia przemoc obronną wobec niej.

A i dodałem, że dostęp do broni w Wielkiej Brytanii jest, do białej i to raczej powszechny i ta broń jest dość powszechnym tam narzędziem przestępstw. Przeciwnicy powszechnego prawa do posiadania broni należą do tych ludzi, którzy uważają, że jak ludziom (w domyśle – gorszym ludziom, którym można najwyżej rozkazywać i nakazywać i zabraniać)) coś się zabroni, to sprawa będzie rozwiązana. A zakazy działają w wyjątkowych sytuacjach, w którym możliwa kontrola nad osobami, które mają być posłuszne prawu – to jest oczywistość. Mniej oczywiste jest, zwłaszcza dla zarozumiałych etatystów w stylu Mruwnicy, że państwo nie jest najlepszym narzędziem wymuszania zakazów. Składa się an to milion i jeden powodów (choćby rozmiar struktury jest tu ważny i fakt, że do państwa lgną ludzie najmniej zainteresowani ładem i porządkiem, a najbardziej władzą i kasą), i być może żaden nie jest przekonujący, tak absolutnie. Tego nie można tylko rozumieć, to trzeba przyjąć.

Bo anarchizm jest odrębnym paradygmatem myślenia o polityce i politycznego działania. Lepszym od innych.

EDITH: a jednak jestem u Mruwnicy. Grzeczny chłopiec.

Chcę Ci powiedzieć, że

Posted in Uncategorized with tags , on Sierpień 10, 2011 by Jaś Skoczowski

to nie o Tobie, ale wyobraź sobie
taoistę, do którego przychodzi niedoszły władca
i ten mu się zwierza, że chce władzy, a tamten mu mówi
rządź
i cesarz umiera nieszczęśliwy

Pamiętam, przyszedł taki jeden

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Sierpień 8, 2011 by Jaś Skoczowski

Pamiętam, przyszedł taki jeden. Naganiałam. No i wiesz, podchodzi do Ciebie kolo i pyta się:
– Dupczysz się czy trzeba z Tobą chodzić?
No to rozumiecie, ja lubię konkret, no to mógł być konkret i dlatego właśnie, nie myśląc wiele, rzuciłam mu:
– Ohoho, jaki kolega śmiały, ale z grzecznością to jakoś gorzej.
Speszył się.
– No dobrze, kolego. Dupczę. Ale to znaczy, że idę na dobrą kolację, słucham dobrej muzyki, śpię w dobrym hotelu. A po wszystkim mi płacisz. Sporo.
– Ile?
– Pięć tysięcy. Wittgensteinów, czyli po wszystkim ja Cię nie znam, Ty mnie nie znasz i nie chcę Cię więcej widzieć.
To go trochę podkurwiło. I dobrze, pomyślałam. Jest chamski. Całkiem niezły, ale chamski.
A jaki był? No wysoki brunet, taki postawny. Bardzo sympatyczna twarz, leciuteńki zarost, taki, co jest, choćbyś ciął brodę przy skórze, jasne, prawie szare oczy, dość szeroka szczęka. Dobrze z tych oczu patrzało, cały był taki jakiś przepełniony dobrotliwością. To jego dupczysz brzmiało jak żart. Nawet. Taki luźny był. A ja chciałam zobaczyć, jak wygląda wkurwiony. No to zobaczyłam. I już wiedziałam, że będzie fajnie.
– Ok. Jak dla mnie bomba.
Noc została zaplanowana.
Byliśmy w Hippelu. Dobrze wybrał, tam jest spokojnie, tam grają XX wieczny dżez. Nie miałam ochoty dzisiaj napierdalać, tarmosić się, skakać, chciałam porządnie zjeść. Zjadłam. Skurwiel zamówił wieprzowinę. Ostrą. Lubię świniaka na ostro, z jakimiś tam warzywami. Było mi dobrze. No, ale zadowolenie zburzyło mi troszkę to, że zamówił coś przyprawiane narkotykiem. I nie powiedział. Pomyślałam, no trudno, no coś kiepsko jednak wychodzi mu wzbudzanie zaufania. I wypiłam wino, wino pasuje absolutnie do wszystkiego.
Potem poszliśmy do hotelu. Tak, wybrał fajny. Tapeta w pokoju miała pstrokaty, abstrakcyjny wzorek, głównie zielony, kropkami czerwony, przepleciony czarnym, niebieskim, była śliczna. I wypukła, sprawdziłam, w dotyku przypominała wiklinowy koszyk, tylko jakby był z bardzo cienkiej trawy.
Złapał mnie za szyję i ugryzł w ucho. Delikatnie. Tak zaczęliśmy, nie pamiętam dokładnie, co robiliśmy dalej i nie wiem jak długo, ale pamiętam, że facet miał cudowne ręce – duże, ciepłe, suche, ale nie szorstkie. A dotykał mnie jak miękką kaczuszkę, a potem jakbym była pękniętą brzoskwinią, a on lekko wodził palcem po pęknięciu. I potem go mi wepchnął. Czy jakoś tak, no nie wiem, nie pamiętam, nie robiłam notatek.
W końcu wylądowałam w majtkach na łóżku, cała mokra. Zdjęłam mu koszulę (szybko, chciałam zobaczyć jego cycki i i ich dotknąć. Fajne były), rozpięłam spodnie. Ślicznie wyskoczył, naprawdę. I wszedł.
Ludzie, jego kutas był jak odlew mojej cipki, ale w skali dwa do jeden. No dobrze, może półtora. Chciałam zamruczeć, a wyszło mi jakieś jęczenie.
No i posuwał mnie, i fajnie by było, ale niektórzy muszą wszystko spierdolić. Znaczy, że przystanął i wyjął nóż było całkiem spoko. To, że zaczął mnie posuwać znowu, tym razem naprawdę mocno i wbijać nóż po lewej i prawej stronie łózka, a po środku była moja głowa też mi się podobało. Coś jak cyrk i facet rzucający w kobietę nożem. Lubię cyrk. A on był ostrożny.
Ale potem przyłożył mi do gardła nóż. I powiedział:
– A teraz odwrócisz się grzecznie, wystawisz dupę i Cię w nią zerżnę.
O kurwa, o kurwa, ostrze obok mojej szyi. Przegiął. Ścisnęłam go bardzo, bardzo mocno. Bolało. Wbiłam bu paznokcie w bok, przeszłam przez skórę do mięsa. Zapewne nie wiedział, że są z metalu i są bardzo ostre. Puścił nóż i lekko odskoczył. O to mi chodziło, odepchnęłam go na mój lewy bok, wciąż trzymając. Obaliłam na plecy, siadłam na nim, znów tak bardzo mocno ścisnęłam, że bolało, spojrzałam mu w oczy, zaczęłam jebać i wysyczałam:
– Ty pierdolony gnoju. Przyłożyłeś mi nóż do gardła, Ty skurwysynu!
I zaczęłam go jebać. Jeszcze szybciej i szybciej. Tym razem to on jęczał i chyba nie dlatego, że mu się podobało, choć kto to wie. Trochę mi tak zleciało czasu. Każdy mój ruch robił mi tak, że miałam dreszcze. Doszłam. W tym samym momencie, co on. Zeszłam. Żołądź miał pęknięty i zakrwawiony. Ledwo co zeszłam, złapał się za swój nadwyrężony instrumencik.
– Ty kurwo jebana, jezu, krwawię!
– Nie musiałeś chuju podstawiać mi noża pod gardło.
Był wkurwiony, to go jeszcze bardziej wkurwiło i ocuciło z bólu. Jakoś zobaczył nóż i chciał po niego sięgnąć. We włosach mam spinkę. Nie widać jej. Nie zsunie się, chyba, że dotknę ją swoją ręką. To taki cieniutki sztylecik. Wbiłam mu go w okolicach łokcia. I wcisnęłam czerwony przycisk, żeby wezwać ochronę.
To wszystko.