Najpierw sobie pogrzeb w oczywistości, potem ulep sobie kulkę.

Nie jestem całkiem wolny, jeśli nie mogę robić tego, co chcę. Tak, tak zwana wolność negatywna jest wolnością. W takim samym stopniu jak pozytywna – są pewnymi jej przybliżeniami. Większość tego, co nazywamy wolnością prostu jest określonym stanem rzeczy (zazwyczaj instytucjonalnym, czyli po części normatywnym), w którym najprawdopodobniej możesz więcej. Tak, tylko prawdopodobnie, ze względu na co są one tylko wolności przybliżeniami i uproszczeniami (stąd wolność jako taka może być tylko rodzajem pojęcia, które w ogóle nie odnosi się do niczego, poza uproszczeniami i przybliżeniami). Sprawa tego, czy jesteśmy wolni, czy nie, nie jest kwestią, która da się rozstrzygnąć bez prostych eksperymentów z tego właśnie względu. Sensowny libertarianizm jest ze względu na to probabilistyczne ujęcie swobód zajęciem empirycznym, w którym to przedmiot eksperymentu – człowiek poddany jakiejś instytucji, jest autorytetem poznawczym.

To zdaje mi się usprawiedliwiać panarchizm. Pozwolę sobie na empiryczną tezę: system w którym podstawy ładu politycznego tworzone są przez realne umowy, które da się zerwać i które można swobodnie zawierać, sprzyja eksperymentom mającym na celu maksymalizację wolności. Oczywiście można ją krytykować nie tylko za pomocą danych empirycznych – jest ich zresztą mało. Ale można.

Co ze wbudowanymi w nas ograniczeniami? Co, jeśli pewne rzeczy musimy chcieć? Czy też możemy być w takich sytuacjach wolni, więc jeśli ktoś nas wyhoduje lub wychowa tak, byśmy mieli te ograniczenia, to nie odbierze nam wolności? Wtedy libertariański raj mógłby być społeczeństwem panów i niewolników. Absurd.

Dwie sprawy: jeśli nie możemy wybierać, to czy jesteśmy wolni? Jeśli nie (a nie jest to twierdzenie kontrowersyjne), to mamy non sequitur. Z tego, że ktoś nie jest całkiem wolny w sytuacji, w której nie może robić co chce, nie wynika wcale, że ktoś, kto może robić co chce, jest zawsze wolny.

I druga: co innego, że jesteśmy ograniczeni, co innego, jak to się stało. Np wychowanie po prostu nie jest wolnościowe i może mieć uzasadnienie głównie konsekwencjalistyczne. Hodowla tak samo: może mieć wolnościowe skutki, ale wątpię, że może mieć wolnościowe metody. Znowu więc usprawiedliwienie musiałoby tkwić w konsekwencjach. Zwróćcie uwagę czytelnicy na jedno: że wiemy, że metody będą niewolnościowe, najprawdopodbniej. Inaczej niż w przypadku panarchizmu – tu to prawdopodobieństwo jest o wiele, wiele mniejsze. Panarchizm nie wymaga usprawiedliwienia jako taki, w takim stopniu, w jakim wymaga go tylko takie rozwiązanie w jego ramach, które pozwala na hodowlę ludzi o naturalnej skłonności do posłuszeństwa, czy o innych silnych usposobieniach. I ta różnica stopnia tworzy różnicę jakościową. Bo to rozsądne, pomyślcie: jasne, w ramach panarchizmu możliwe jest umówienie się eugeników – i to jest jakiś zarzut, ale od niego do zarzutu popierania hodowania niewolników daleko, bo to jeszcze wcale nie pociąga za sobą tego, że wolno im będzie dowolnymi środkami produkować sobie poddanych.

I tyle.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s