Archiwum dla Lipiec, 2011

Na konwencie libertariańskim

Posted in Uncategorized with tags , on Lipiec 27, 2011 by Jaś Skoczowski

naprawdę świetny był moment w którym odpaliliśmy pierwszy raz coś, czego nie potrafię nazwać, bo nie odpowiadają mi pojęcia tego w języku polskim, takie jak „jaranie”, „buchanie”, „palenie”. Ta samo jak pojęcia „pić”, „schlać się”, „najebać”.

Podobało mi się też żarcie, kebababiarnia, wbita między sex szop i coś tam jeszcze (sklep odzieży ślubnej pasowałby. Dlatego to nie mogło być to, wiem, że to nie było to, to moja roześmiana pamięć). Było pusto.

Mniej mi się podobał ten idiota Mikke i moja plama po sosie na mojej koszuli. Od kebabu. I że koledzy kazali mi się definitywnie kurwajasiuzamknijsię.

Potem pamiętam głównie, jak w warszawie rzygałem. A. I lizałem się dwa razy, raz chciałem. A może więcej. No i raz zatrzymałem deszcz, powiedziałem: nie padaj. I przestał.

Jeśli czytelnikowi umknął z notki libertarianizm. Tak, kiedyś byłem nim zajęty. Równie mocno. Ale nawet wtedy mogłem przypuszczać, że jeśli nawet tak bardzobardzobardzo mi pasuje (słowo to wychodzi mi dopiero teraz, wcześniej nie mogłem go w żaden sposób wyrazić) i przypuszczałem, jak najbardziej przypuszczałem. Przypuszczałem, że tam może być więcej ludzi jebniętych. Ba, że świętobliwi mogą być jebnięci. Że genialni mogą być. Też. Że wiedzący, tak solidnie i bez fajererków. Że dobrzy mogą być jebnięci. I źli.

I wtedy nie potrafiłem tego powiedzieć, a teraz mi się wydaje (hihihi), że potrafię: wymyśl sobie własny program polityczny. Ty sam. Bezsilny robociku. Bo bez tego nie jestem pewien, czy mogę być wolny ja i jak najbardziej, i vice versa.

elektryfikacja

Najpierw sobie pogrzeb w oczywistości, potem ulep sobie kulkę.

Posted in Uncategorized with tags , , on Lipiec 20, 2011 by Jaś Skoczowski

Nie jestem całkiem wolny, jeśli nie mogę robić tego, co chcę. Tak, tak zwana wolność negatywna jest wolnością. W takim samym stopniu jak pozytywna – są pewnymi jej przybliżeniami. Większość tego, co nazywamy wolnością prostu jest określonym stanem rzeczy (zazwyczaj instytucjonalnym, czyli po części normatywnym), w którym najprawdopodobniej możesz więcej. Tak, tylko prawdopodobnie, ze względu na co są one tylko wolności przybliżeniami i uproszczeniami (stąd wolność jako taka może być tylko rodzajem pojęcia, które w ogóle nie odnosi się do niczego, poza uproszczeniami i przybliżeniami). Sprawa tego, czy jesteśmy wolni, czy nie, nie jest kwestią, która da się rozstrzygnąć bez prostych eksperymentów z tego właśnie względu. Sensowny libertarianizm jest ze względu na to probabilistyczne ujęcie swobód zajęciem empirycznym, w którym to przedmiot eksperymentu – człowiek poddany jakiejś instytucji, jest autorytetem poznawczym.

To zdaje mi się usprawiedliwiać panarchizm. Pozwolę sobie na empiryczną tezę: system w którym podstawy ładu politycznego tworzone są przez realne umowy, które da się zerwać i które można swobodnie zawierać, sprzyja eksperymentom mającym na celu maksymalizację wolności. Oczywiście można ją krytykować nie tylko za pomocą danych empirycznych – jest ich zresztą mało. Ale można.

Co ze wbudowanymi w nas ograniczeniami? Co, jeśli pewne rzeczy musimy chcieć? Czy też możemy być w takich sytuacjach wolni, więc jeśli ktoś nas wyhoduje lub wychowa tak, byśmy mieli te ograniczenia, to nie odbierze nam wolności? Wtedy libertariański raj mógłby być społeczeństwem panów i niewolników. Absurd.

Dwie sprawy: jeśli nie możemy wybierać, to czy jesteśmy wolni? Jeśli nie (a nie jest to twierdzenie kontrowersyjne), to mamy non sequitur. Z tego, że ktoś nie jest całkiem wolny w sytuacji, w której nie może robić co chce, nie wynika wcale, że ktoś, kto może robić co chce, jest zawsze wolny.

I druga: co innego, że jesteśmy ograniczeni, co innego, jak to się stało. Np wychowanie po prostu nie jest wolnościowe i może mieć uzasadnienie głównie konsekwencjalistyczne. Hodowla tak samo: może mieć wolnościowe skutki, ale wątpię, że może mieć wolnościowe metody. Znowu więc usprawiedliwienie musiałoby tkwić w konsekwencjach. Zwróćcie uwagę czytelnicy na jedno: że wiemy, że metody będą niewolnościowe, najprawdopodbniej. Inaczej niż w przypadku panarchizmu – tu to prawdopodobieństwo jest o wiele, wiele mniejsze. Panarchizm nie wymaga usprawiedliwienia jako taki, w takim stopniu, w jakim wymaga go tylko takie rozwiązanie w jego ramach, które pozwala na hodowlę ludzi o naturalnej skłonności do posłuszeństwa, czy o innych silnych usposobieniach. I ta różnica stopnia tworzy różnicę jakościową. Bo to rozsądne, pomyślcie: jasne, w ramach panarchizmu możliwe jest umówienie się eugeników – i to jest jakiś zarzut, ale od niego do zarzutu popierania hodowania niewolników daleko, bo to jeszcze wcale nie pociąga za sobą tego, że wolno im będzie dowolnymi środkami produkować sobie poddanych.

I tyle.

Lolibertarianin

Posted in Uncategorized with tags , , on Lipiec 7, 2011 by Jaś Skoczowski

Tu. Najpierw myślałem, że to fejk, bo to

Chociaż pod względem gospodarczym – jak zauważył jeden z zachodnich uczestników konferencji – Polska jest „jednym wielkim slumsem” z podupadłymi obszarami wiejskimi, walącymi się miasteczkami i zniszczonymi miastami, to pod względem intelektualnym ten mężny naród cieszy się największą wolnością w całym bloku wschodnim.

można byłoby napisać o jakimkolwiek z krajów Bloku Wschodniego, nie dlatego, że to byłaby prawda, tylko dlatego, że żaden amerykański libertarianin nie zastanowiłby się nawet, jak sprawdzić słowa Rothbarda. Ale, ale potem przeczytałem to

Najbardziej wzruszająca chwila sympozjum miała miejsce w czasie bankietu ostatniego wieczoru, gdy angielski socjolog, który przewodniczył konferencji, po wygłoszeniu podziękowania pod adresem polskich gospodarzy, wzniósł płynący z głębi serca toast za „wolną, niepodległą i katolicką Polskę”. Wszyscy zrozumieliśmy jego intencje i każdy obecny na sali – także protestanci i ateiści – wzniósł kieliszek i ochoczo spełnił toast. Również agent służb rządowych.

Yep, we’re all home now.

wiersz: werdykt

Posted in Uncategorized with tags , , on Lipiec 7, 2011 by Jaś Skoczowski

tak, owszem, to prawda, że jesteśmy wolni
i możemy łamać umowy
potem ukrywać się gdzieś w trzcinach
i mieć nadzieję, że tego nie wyśpiewają

możemy jeść poziomki, marne poziomki
które nie dotrwają i tak przyszłego roku
i zamiast kąpać się w nieskończoność
zamknąć siebie w chwili

to ogromne niebo pościelone nade mną
nie mogę się na nim położyć
dalej widzę jego, pardon my french, piękno
senne piękno w które patrzę, z otwartymi oczami

ziemia jest bardzo ciężka, ale taka kochana
przygniata nas do nieba
jesteśmy cały czas w domu
choć przeszliśmy już wiele drogi

Moja Pani go nie lubi

Posted in Uncategorized with tags on Lipiec 1, 2011 by Jaś Skoczowski

a ja tak

wklejam go więc, zakochany. Złośliwie i kochliwie.