Archiwum dla Czerwiec, 2011

TU LEŻY MAGIK I MAŁPISZON

Posted in Uncategorized with tags , , on Czerwiec 30, 2011 by Jaś Skoczowski

Rzeczy są wartościowe. W tym sensie, że przynajmniej dla kogoś są ważne lub mniej ważne, lub nie ważne, że jest sens do nich dążyć lub ich unikać i ktoś może poczuć, a czasem zrozumieć, dlaczego tak to wszystko jest. Wartości na pewno nie są tylko cechami postrzegających ich podmiotów – bo można mieć złudzenie co do wartości czegoś i to złudzenie jest złudzeniem w każdym istotnym sensie słowa złudzenie. Bo widzimy nasz błąd i zmieniamy nasze postępowanie ,a przynajmniej – żałujemy błędu. Tak, czasem nic w rzeczy nie musi się zmienić, dlatego nie widzę powodu, by twierdzić, że wartości są czymś więcej niż relacjami między podmiotem, a przedmiotem. Rzeczy mają wartości przez podmioty i przez to, jakie one (te owe podmioty) są, ale podmioty wartościują coś, bo to coś jakieś jest. Bo jeśli rzecz okaże się czymś innym, a była cenna ze względu na to, jaka nam się wydawała, no to już wiecie, prawda? Tada.

Dlaczego tak jest? W tym kołowrotku, młynie, ruletce, tej pozytywce i karuzeli (świecie) rzeczy jakoś się układają, w tym te świadome, czyli podmioty. Nie dlatego, że są względem czegoś jakieś, tylko dlatego są względem siebie jakieś, bo jakoś się kręci. Wartości są wtórne wobec tego ruchu. Ale są też nieuniknione, bo się kręci (no dobra, może biegnie i czasem tylko skręca, mniejsza o szczegóły).
Możesz przestać wartościować tylko w jeden sposób – przyjmując ich istnienie, bo wtedy nie tworzysz nowych.

Uwielbiam ten ruch. Ma fajny rytm.

Życie, prawda, dyskurs

Posted in Uncategorized with tags , , , on Czerwiec 22, 2011 by Jaś Skoczowski

Życie, prawda, dyskurs.

Jestem po prostu (po prostu, haha, twoja mać) pojedynczym człowiekiem, czyli jednostką. Jestem przez to jak najbardziej czymś, o czym mówi się w dyskursie. Jakimś. Niejednym. Takich jak ja jest wielu i pewne opisy są nam wspólne.
W ramach tych dyskursów są prawdziwe i fałszywe sposoby mówienia o mnie.

Ale nie stanowię dla siebie wartości dlatego, że uczestniczę, jako przedmiot, w dyskursie, że można o mnie pisać i gadać, i czasem nawet się to robi. Jestem dla siebie cenny niezależnie od tego, jak jestem w dyskursie przedstawiony. I mógłbym nie być w ogóle przedstawiony i dalej byłbym dla siebie cenny. Co najwyżej nie mógłbym wam tego powiedzieć.
Jeśli więc jestem tworem jakiś dyskursów i niczym innym, nie ma to dla mnie takiej wagi, jak to, jak siebie czuję. I nie ma dla mnie wartości takiej dyskurs, który dostarcza opisu mojego doznawania, jak moje czucie siebie – nawet gdyby nie dało się go wyrazić w danym momencie. A jeśli jest wyrażane odstraszająco lub obrzydliwie, to ja pierdolę taki opis. Zrozumiem go po swojemu, nie po cudzemu. Albo udam, że go nie ma i umrze we mnie.

Nie wiem, czy każdy może mieć tak samo, ale nie rozumiem, dlaczego tak by nie miało być u każdego. Zwłaszcza, jeśli świadomie zechce, by tak było.

Co z tego wynika? Że moje życie, którym po prostu jestem, jest ważniejsze od wszelkich ustaleń dokonanych w dyskursach. Nie istnieje pełna dowolność kształtowania się dyskursów, bo istnieje hierachia dyskursów – nie taka, która wyżej stawiałaby dyskursy dostarczające jakiejś, przekraczającej dyskursy, prawdy. Taka, która służy mnie i mojemu życiu przez to. Ale to znaczy, że można spokojnie przypiąć prawdę do tego, co służy mnie. Lub nie dbać o prawdę w każdym innym przypadku.

Innym wnioskiem jest ten, że analiza dyskursów sama z siebie nie może przynieść żadnego oświecenia. Jeśli nie wiesz co z nią robić, jest po prostu kompletnie Ci zbędna. Karol M. Robiący z mojego pupilka i idola, Maxa S. spotęgowanego burżuja (bredniabredniabrednia, brednia alert) w sumie nie mówi nic ciekawego, ani do Maxa, ani do mnie, ani do nikogo, tak sam przez się. Bycie spotęgowanym burżujem jest dobre jak każde inne, chyba, że nie jest. Dla Ciebie, i Ciebie, i Ciebie, i Ciebie. I Ciebie też.

Opowiem o anarchizmie

Posted in Uncategorized with tags on Czerwiec 15, 2011 by Jaś Skoczowski

Dotąd chciałem wyrazić w jakiś taki sposób anarchizm, ale o nim nie opowiadałem. Opowiadanie jest specyficznym sposobem opisu. Nie jest takie, żeby wskazywało wam ważne elementy. Jest opisem, którego całość się liczy, a nie jedne fragmenty wskazują na drugie.

Nie lubię rządzić innymi ludźmi. Chciałbym od nich mnóstwa rzeczy, ale lubię, gdy dają mi je, bo chcą. Lubię też to, że są, Ci niektórzy. I chcę żyć z tymi niektórymi ludźmi tak, żeby byli wolni, jak dzikie zwierzęta, które jednak mnie się nie boją. I mieliby racje, bo unikałbym krzywdzenia ich.

I sam chce być takim dzikim zwierzęciem, które ma się jak najmniej bać. W tym i zwłaszcza – swoich pobratymców.

My only prayer is that they’re regarded as retarded and never heard.

Posted in Uncategorized with tags on Czerwiec 8, 2011 by Jaś Skoczowski

Nie, to nie moje, nie kurwa, nie moje. :D

To też nie. W chwili wolnego od tego, jak mi się wgra film (hyhy), chciałem powiedzieć, że na tę piosenkę z góry czekam jak na przywitanie. Kiedyś rano wstałem i tak mi się ubzdurała. Maczał w tym palce niejaki Zaratustra (huhuhu). I poczułem się dziwnie jak tego posłuchałem. Uwielbiam tę dziwność.

Pan bije po pralce kijem bejsbolowym. Nie, ja bym na to nie wpadł, choć widziałem wielokrotnie pralki. Całe mnóstwo pralek. Pralki ułożone piętrowo. I wiem, że ludzie grają na różnych rzeczach. Ma na myśli różne, tak właśnie różne rzeczy.

Groźnie wyglądający grubasek coś tam krzyczy (hyhyhuhu), a mnie się chce prawda, no wiem, spierdalać? Jaki koleś krzyczy do mnie sprzed swojego domu, jest tak na oko wyższy ode mnie o głowę i waży z 30 kilo więcej. No kurwa, uciekać, czy nie, bo zacznie gonić? :D

No i po sprawdzeniu tekstu na stronie tego pana, dowiaduję się, że ten pan tylko mnie witał. Gdybym w dzieciństwie tak rozumiał powitania musieliby mnie szczepić. Albo wpierdoliłby mnie pies sąsiadów.

A ten pan mnie tylko wita. A potem mówi mnóstwo ślicznych słów, których kurwa nienawidzę. I jakie to piękne. :D

Pruuuuuuuuuuuuuuk there goes enlightenment

Posted in Uncategorized with tags , , , on Czerwiec 7, 2011 by Jaś Skoczowski

Zawsze podobała mi się propozycja, by tratować siebie jak własne dzieło sztuki. Tylko nie wiedziałem, co to jest dzieło sztuki. I dalej nie wiem.

Za to wiem, że proces tworzenia jest strasznie ważny w powstawaniu dzieła sztuki. Zawsze to wiedziałem i jak ten pierdolony debil wiedziałem i nic, wiedziałem, i nic. I nagle właśnie no. Pruk.

Zupełnie nie związany filmik:

Niespotykanie rozsądny socjalizm

Posted in Uncategorized with tags , on Czerwiec 6, 2011 by Jaś Skoczowski

Najpierw linka. Ten pan zasługuje na pokazanie, bo jest okazem. To jest człowiek, który moim zdaniem (a materiał zawarty w tagu polityka moim zdaniem to potwierdza) pozuje na „polityczny pragmatyzm”. W jego wypadku socjalistyczny.

Polityczny pragmatyzm na poziomie propagandowym, czy powierzchownym czy po prostu – pozornym, polega na tym, że ktoś przedstawia swoje poglądy jako najlepsze dla wszystkich. Po czym, gdy okaże się, że one nie są takie, zaraz podkreśli, że ten rozsądek jest jednak przeznaczony tylko dla kogoś, a dla kogoś już nie. Może potem zaserwować jakiś relatywizm aksjologiczny czy etyczny, żeby wytłumaczyć się dlaczego tak jemu wolno. Ostatecznie będzie chodziło o to, że nie ma całkiem uniwersalnych kryteriów rozsądku. Nie nawet dobra czy właściwego zachowania, ale rozsądku, bo pojęcie rozsądku jest bardziej mgliste.

Tyle propaganda, a co to oznacza praktycznie? Ze Orliński chce, żebyśmy mieli te same problemy, które mają tam, gdzie jemu się podoba. To jest fetysz. Jego. Ja mam swoje. Poza tym jednak istnieje coś więcej, nie istnieją tylko same, lepiej lub gorzej opisane fetysze. Np. ja twierdzę, że ludzie muszą się kłócić, że inaczej nie dadzą rady. To jest teza z dużym kwantyfikatorem, którą łagodziłbym stwierdzeniem, że anomalie są nieważne. Ale nie powoływaniem się na mój fetysz. Nie wyrażam tylko swojej preferencji. Rozdzielam moje gusta (które rządzą moją polityką) od moich poglądów na ten świat. Nie zamierzam więc pozować na „rozsądnego anarchistę”. Albo „socjalistę”. Wolę już napisać, że jestem bezradny. To jest lepsze, nie stwarza pozorów, że wszystko jest ok w moim podejściu do świata i obciąża mnie – bo wyznaje poglądy polityczne, których nie potrafię zrealizować i nawet jeśli one nie są teraz realizowane, to nie jest tylko efekt tego, że inni nie są rozsądni. Oni po prostu chcą czegoś innego. To też sprawia, że kiedy decyduje się na odstępstwo od mojego poglądu, to pisze to wyraźnie.

Polityka egoizmu

Posted in Uncategorized with tags , , on Czerwiec 2, 2011 by Jaś Skoczowski

Moje myślenie jest monotonne. Jest jak szara sraczka – nudna, ale niepokojąca. Przynajmniej dla mnie.

No ale to moje myślenie. Nie będę myślał za kogoś innego cudzymi myślami. Temat poruszony tutaj już pierdylion razy zostanie znów powtórzony. Właśnie dlatego.

Są dwa rodzaje polityki, które dziś dla mnie są ważne i dziś je omówię – pierwszy, to typ nieosobisty. Człowiek uprawiający tego typu politykę może się w nią angażować, może też prezentować ją sobą. Może być tak na niej skupiony, że będzie ona wyrażała jego tożsamość. Dlaczego nie jest osobisty? Ze względu na ten porządek, zgodnie z którym ktoś wyraża się poprzez uprawianie polityki, bo ten konkretny nurt polityki, który on uprawia jest nurtem, który go pochłania tak, że jego życie jest mu podporządkowane. Oczywiście mniej lub więcej, ale jest.

Tego nurtu polityki nienawidzę, choć czasem w niego wpadam. Nie chcę być kukiełką własnych przekonań, choć to trudne i nie chcę mi się tłumaczyć dlaczego, ale tak jest, moim zdaniem. Tego typu przekonania polityczne (ale także etyczne, religijne itd) czynią ze mnie coś, czym być nie chce. Chce łakomie badać świat, a nie tylko iść przez niego utartym schematem. Tego typu przekonania, moim zdaniem, dostarczają takiego schematu i koniecznym jest przyjąć go, by je wyznawać. Jednocześnie trzeba się do nich przywiązać, czyli kultywować je w sobie w taki sposób, że nie godzi się to z ich odrzucaniem.

Drugi rodzaj polityki jest właśnie egoistyczny. Jeśli politycznie jesteś egoistą, traktujesz swoją politykę instrumentalnie. Nie tylko prezentujesz pewne poglądy i praktyki polityczne. One prezentują Ciebie. Są takim sposobem na mówienie „ja” (u niektórych wychodzi wtedy „jajajajajajajaja” czemu blisko jest oczywiście do fapfapfapfap). To wyklucza podporządkowanie się jakiejkolwiek idei politycznej – po prostu egoista szybciej się wycofa z jakiegoś poglądu albo będzie go realizował niekonsekwentnie, niż porzuci dla niego cokolwiek innego w nim, co podpowiada mu takie a nie inne zachowanie. Oczywiście, egoista może nie słuchać każdego swojego przekonania, o ile w ogóle jest do tego zdolny, instrumentalizm o którym przed chwilą napisałem nie odnosi się tylko u niego do polityki – egoista to nie jest po prostu ktoś, kto kieruje się swoim sumieniem. Wszystko, co jest w zasięgu jego mocy on traktuje instrumentalnie, by uprawiać siebie za pomocą tych środków, także swoje sumienie, jeśli ma nad nim kontrolę.

Druga opcja godzi się zdecydowanie lepiej z tym, co nazwałem „łakomym badaniem świata”, czyli tym, co można nazwać po prostu przeżywaniem (przeżuwaniem?) go po swojemu. Nie godzi się jednak do końca z anarchizmem, chyba, że on sam miałby być egoistyczny. Ale jaki to jest anarchizm egoistyczny? Taki anarchizm jest pluralistyczny i niejasny – bo musi pozostawiać egoiście swobodę do dbania o swoją dupę, a egoista nie zna tak do końca okoliczności, w których będzie musiał działać, ani swoich kaprysów w tych okolicznościach. Ta niejasność przeszkadza np. Maćkowi Dudkowi. Bez tej niejasności nie da się być egoistą, chyba, że toś ma szklaną kule i nieprawdopodobną znajomość samego w siebie. A egoizm przecież jest taki fajny.

No i chyba to sprawia, że jaśniejszym znowu staje się to, dlaczego jestem tez panarchistą. To jasne sformułowanie wizji politycznej pozwalającej na wiele nierozstrzygniętych kwestii, które mogą być rozstrzygane za pomocą postulowanych procedur, które oparte są na dobrowolności uczestnictwa w związkach między ludźmi.

EDITH: poprawki naniosłem.