Prościutka hipoteza

Gdyby ludzie mogli wybierać system władzy, któremu mają podlegać i rezygnować z niego, byliby bardziej wolni, w sensie – mieliby więcej mocy, mogliby robić więcej, niż teraz. To moje przypuszczenie.

Chodzi o możliwość wyboru do której wystarczy oświadczenie woli, a nie zrobienie czegoś więcej, np. emigracja.

Oczywiście, do tego potrzebny jest jakiś zakres praw, który nie byłby kontraktowy, ustalany przez strony umowy, regulujący przynajmniej to, kiedy można zerwać umowę. Zapewne musiałby uregulować też, co z tymi, którzy będą objęci czyjaś władzą, choć nie będą mieli nic do gadania, bo są, kim są – noworodkom, upośledzonym umysłowo w takim stopniu, że nie pojmą, co to znaczy umowa i osobom chorym psychicznie. To nie dyskwalifikuje pomysłu, to tylko wskazuje na to, że jeśli miałby być bardzo konsekwentnie wolnościowy, to to ludzie go tworzący musieliby dalej być libertarianami czy anarchistami. Tak samo jak możliwość, że ktoś po prostu zastosuje chamską, fizyczną siłę i wszystkich sterroryzuje. To można zrobić zawsze. Tak robią ludzie teraz. I bardzo często robią to ludzie zrzeszeni w państwa i robią to skutecznie – bo państwo to instytucja, za którą stoją instytucje, za którą stoją instytucje. Czyli ostatecznie państwo to coś, co jesteśmy nauczeni akceptować, choćbyśmy wcale nie chcieli. To jest zresztą argument za tym, że nawet umiarkowany sprzeciw wobec państwowych, zaledwie, okrucieństw (a nie jakiś tam podatków), jest już antypaństwowy. Państwo straci swój charakter bez dostępu do środków sprawiania ludziom cierpienia, sama władza instytucjonalna nie wystarczy. Sprzeciw wobec okrucieństwa, powszechny, osłabiłby państwo bardziej, niż cokolwiek innego, bo zmusiłby je do wykorzystywania bazowych instytucji w sposób charakteryzujący się empatią.

Co przemawia za moim przypuszczeniem (tym z góry, nie tym z mniejszej góry)? Współczesne państwa działają inaczej i mają chronić słabszych przed silnymi – to element propagandy większości z nich. Nie robią tego w taki sposób, żeby to prowadziło do zapewnienia słabym silnej podmiotowości. Kierunek jest inny – Ty zbywasz się wolności, my Cię chronimy. Wiąże się to silnie z tym, że osoby, które mają o mnie dbać są ze mną związane luźno poprzez nasze wzajemne uprawnienia – oni mogą mi więcej niż ja im. Gdybym mógł odmówić współpracy, „taniej” niż to jest teraz (dużo „taniej), bez ruszania się z miejsca), to byłby dobry punkt wyjścia do przywrócenia większej równowagi. Mógłbym im więcej, oni mnie, to już byłaby wolność, bo moglibyśmy się rozejść, jak w przypadku rozwodu, a przecież wiązalibyśmy się, bo się potrzebujemy, bo potrzebowalibyśmy jakieś wzajemnego zachowania się, współpracy – byłaby karta przetargowa. I co tez ważne, z tego powodu, oni i ja mielibyśmy mniej powodów, żeby coś mi, a ja im, zrobić przykrego, i to byłby następny krok. W kierunku ukochanym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s