Archiwum dla Maj, 2011

Polityczny kopas ssie paukę

Posted in Uncategorized with tags on Maj 29, 2011 by Jaś Skoczowski

Le(d)wodolnie

Hahaha. Zapewne nie zrozumieli, że przez kontrolę multinaszionalsów rozumiem przejmowanie ich przez pracowników zrzeszonych w dzielnice, które zrzeszają się gminy które itp. I coś tam jeszcze, co mnie odbiło do dna. W ogóle twierdzę, że miałem być dokładnie na dole i ani w lewo, ani w prawo. no ale cóżcóżcóż.

Bogactwo, a władza

Posted in Uncategorized with tags , , , on Maj 25, 2011 by Jaś Skoczowski

Wśród apologetów kapitalizmu krąży całkiem silny argument – ludzie, którzy mają bogactwo zazwyczaj zapracowali na nie ciężką pracą. Znaczy on nie jest bardzbardzo silny, bo można wskazywać ludzi, takich jak Gates, jeśli się nie mylę, którzy zarobili głównie kradnąc innym pomysły. No i mieli przede wszystkim niezły start i nie zaczynali wcale w żadnym garażu lub na straganie. Ale to nie są silne kontrargumenty znowu – można je zbywać, że to są anomalie, a anomalie to sobie odpuszczamy, bo jak będziemy tacy skrupulatni, to dalej zostaniemy, gdzie jesteśmy – w dupie, nie rozumiejąc, jak powstaje bogactwo – bo bogactwo jest skorelowane z powstaniem kapitalizmu, jakoby. Stąd argument nie jest powalający, ale dalej ma moc.
Nie jestem ekonomista, a ekonomiści jakoby są jakimiś tam fachowcami – w sensie, może ekonomia to pierdolenie, ale pierdolenie o jakiś faktach i przynajmniej te fakty mogą znać i nie muszą ich wcale źle sobie konceptualizować. Jeśli ekonomista więc mówi: bogactwo zazwyczaj jest efektem harówki, to ja to przyjmuje na klatę i dalej jestem tam gdzie jestem – socjalistycznym i anarchistycznym grajdołku, a proudhońską nutę.
Bo bogactwo to nie władza.
Należę do tradycji socjalizmu, tej, w której brak kontroli nad sobą w miejscu pracy, brak kontroli nad prawami, które powstają i potem obejmują tego, kto nie kontroluje powstawania praw (bo piszą je lobbyści parlamentarzystom), i wszystkie inne braki, które są po prostu szczerbami na autonomii ludzkiej, są chorobą. Chorobą – nie tym, co ją powoduje, po prostu są chorobą. Brzydko pachną. Same z siebie, a nie tylko dlatego, że mają złe skutki. O ile nie powodują dalszych szkód – ok, niech się w to bawi, kto chce. Dobrowolnie. Władza jest dla nas, wolnościowców pewnym rodzajem szaleństwa, moim zdaniem – rodzajem typowym (jest bliżej szaleństwa niż brak władzy) i skoro chcesz szaleć, to szalej, ale na własny rachunek.
Kapitalizm to pewne instytucje. Ich cechą jest podporządkowanie. Naprawdę. Przez 8 godzin stajesz się czyimś podwładnym – a nasz kodeks pracy, ten socjalistyczny wymysł, sankcjonuje to wprost. I albo jesteś podwładnym, albo na wyższym szczebelku i też możesz kogoś dziobać po głowie, albo, bardzo rzadko – szefem. To jest kapitalizm. Wyzysk? Jeśli na czymś polega, to na tym, że jeden człowiek mebluje drugiemu życie, a ten nie może się tak po prostu z tego wycofać. Niechby ono było bogate i przyjemne. Jasne – pracownik może odejść. Nie może natomiast zostać i robić co chce w swoim miejscu pracy, bo ono nie jest jego. Nie może wycofać się z kapitalizmu, może się przemieszczać po mapie, której granice wyznacza kapitalizm.
No i właśnie tu dochodzimy do tego, o co chodzi – jeśli kapitalizm to system, gdzie ludzie ciężko pracują i za to są bogaci (chociaż kurwa, górnik pracuje i nie jest), to dlaczego potrzebują do tego takiej władzy? Czemu ich bogactwo miałoby usprawiedliwiać władzę? Czyżby ona była niezbędna do tego bogactwa? A dlaczego?
Moim zdaniem władzy nie usprawiedliwia pracowitość, ani to, że przynosi ona bogactwo i tym bardziej – nie jest wytłumaczone, dlaczego ktoś zdobywa władzę, jeśli wykaże się, że był pracowity. Jeśli mielibyśmy być biedniejsi dlatego, że niektórzy nie mogliby nami rządzić (a w zasadzie wami, jestem wciąż bezrobotny, sialala, ale staram się, naprawdę :* ), to dlaczego nie możemy z bogactwa zrezygnować, gdy już go nie chcemy, bo możemy je zyskać tylko poprzez zaprzedanie paru-parunastu godzin naszego życia komuś innemu? Bbbbbo będziemy biedni? Ojej, ale dlaczego mamy być bogaci tylko pod warunkiem, że się podporządkujemy? Tak, jesteśmy kurwa jebaną wysepką, tak, w znacznej mierze Zachodnią, tak kapitalistyczną i to mniej więcej od powstania kapitalizmu. Rzecz w tym, że okresy biedy wcale nie wiązały się z większymi zakresami wolności, przeciwnie – kapitalizm powstał, bo na skutek całego mnóstwa procesów (w tym rewolucji) ludzie zyskali trochę swobód. Czemu gdyby zyskali ich więcej, miałoby być gorzej? Czemu, gdybyśmy chcieli jednak wolności, mielibyśmy martwić się tą biedą?
Jesteśmy na końcu, drodzy apologeci, socjalizm nie musi być egalitarny bez powodu. Bogactwo w naszym, kapitalistycznym świecie jest skojarzone z władzą, prawnymi i mniej sformalizowanymi kanałami. Jestem socjalistą, bo jestem anarchistą. Wolę być biedniejszy i wolny, jeśli w ogóle istnieje to ryzyko, że będę biedny. Właśnie dlatego i właśnie dlatego chce ograniczenia wolności pewnych ludzi – w ramach podstawowego egalitaryzmu, zrównywania ludzkich wolności, które postulował choćby znany socjalista, Herbert Spencer (razem z nacjonalizacją ziemi!). Przecież ludzie mogą przecież dla siebie wybrać coś nawet lepszego, niż kapitalizm, bo jesteśmy w stanie na coś takiego wpaść, bo jesteśmy kurwa, choć trudno w to uwierzyć, pierdolonym, rozproszonym geniuszem, który stworzył ten wspaniały kapitalizm. W końcu to jest ludzki wynalazek, który okazał się lepszy, czemu nie miałoby wtedy powstać coś jeszcze lepszego? Czy przypadkiem tego samego rozumowania, które stoi za apologetyką kapitalizmu nie da się zwrócić przeciwko kapitalizmowi? Czy przypadkiem to nie nadawanie swobód było niezbędnym elementem do powstania kapitalizmu? No, a my anarchiści chcemy ich po prostu więcej dla większej liczby ludzi.

Wartości nie mogą być tylko odkrywane

Posted in Uncategorized with tags , on Maj 24, 2011 by Jaś Skoczowski

Bo człowiek nigdy po prostu wie, czego chce. Albo ktoś, albo on sam, musi to sobie wskazać. A to znaczy, że ich tam jeszcze nie ma, dopóki ktoś ich nie stworzy. Stanem naturalnym nie jest to (a przynajmniej nie jest tylko to), że człowiek chce dobra lub zła lub czegokolwiek, ale, że nie wie, czego chce i dopiero może zachcieć, jeśli stworzy sobie wartość. Nietzsche, nie Arystoteles, jeśli dobrze rozumiem zarówno McIntyre’a i Nietzschego (haha, zwłaszcza, że Frycka nie znam, haha).

Zapraszam gdzie indziej.

Posted in Uncategorized on Maj 24, 2011 by Jaś Skoczowski

Cześćjacek napisał coś fajnego, no. To czytajcie.

Ideologia działa najsilniej wtedy, kiedy określamy coś jako czysto pragmatyczne, a nie ideologiczne – tzn. kiedy nawet nie zauważamy, jaka ideologia stoi za daną postawą. Żadna to sztuka mówić o sobie, że działa się z pobudek pragmatycznych, natomiast przeciwnicy to ideolodzy albo doktrynerzy. Kiedy MDH pisze w pełnej oburzenia i paniki moralnej notce o ideologicznym sprzeciwie wobec racjonalnego i uzasadnionego faktami przymusu badań, fejluje du … Read More

via czescjacek

wiersz: niezbędne do życia chwile zbłądzenia

Posted in Uncategorized with tags , , , on Maj 23, 2011 by Jaś Skoczowski

przecież nie mogę nie wierzyć w to, co widzę wyraźnie
i co mogę dotknąć, polizać, powąchać, pozostaje mi więc wierzyć,
zostać sam na sam z wiarą, choć wyjdę na idiotę
już wyszedłem, już mnie nie ma.

ja nie umiem nawet powiedzieć, co to jest, ale jest
nie poradzicie na to nawet uśmiechem numer pięć,
choćbyście go ćwiczyli nawet gdy śpicie i razem z nim waszą niewiarę
nie zamażecie mojego horyzontu

nie mogę się nawet przeżegnać na znak tego co czuję
nie mam żadnych modlitw, muszę wymyślać na poczekaniu
jakiekolwiek słowa, jakbym nerwowo przeszukiwał kieszenie
mam tylko tysiąc wytrychów, żadnego klucza

to jest piękne, bo jest i jakie jest, i że o mnie nie dba
nie ma sensu przed tym klękać, bo za nic ma szacunek
spotkałem to i dlatego nie mogę milczeć o tym
a moje słowa przypominają ćmy

wiersz kompletnie bez tytułu

Posted in Uncategorized with tags on Maj 23, 2011 by Jaś Skoczowski

chciałem napisać o tym, że Cię kocham
ale wtedy musiałbym tylko napisać, że Cię kocham
to głupie, proste słowo
nadaje się do tego, żeby napisać
że Cię kocham
jak żadne inne

potrafisz stworzyć całe światy zamykając oczy
poza tym normalnie: śmiejesz się
oddychasz, jesz, pijesz, sikasz,
robisz kupę i śpisz.
i pracujesz
zdecydowanie za dużo
i zdecydowanie za wcześnie
musisz do pracy wstawać

masz uśmiech który mówi za całą Ciebie
i mówi, że lubisz robić takie rzeczy
na które nikt Ci nie pozwoli
i że zrobisz je
nawet jak Ci zakażą

na to nie ma innych słów
niż: kocham Cię

Prościutka hipoteza

Posted in Uncategorized with tags , on Maj 17, 2011 by Jaś Skoczowski

Gdyby ludzie mogli wybierać system władzy, któremu mają podlegać i rezygnować z niego, byliby bardziej wolni, w sensie – mieliby więcej mocy, mogliby robić więcej, niż teraz. To moje przypuszczenie.

Chodzi o możliwość wyboru do której wystarczy oświadczenie woli, a nie zrobienie czegoś więcej, np. emigracja.

Oczywiście, do tego potrzebny jest jakiś zakres praw, który nie byłby kontraktowy, ustalany przez strony umowy, regulujący przynajmniej to, kiedy można zerwać umowę. Zapewne musiałby uregulować też, co z tymi, którzy będą objęci czyjaś władzą, choć nie będą mieli nic do gadania, bo są, kim są – noworodkom, upośledzonym umysłowo w takim stopniu, że nie pojmą, co to znaczy umowa i osobom chorym psychicznie. To nie dyskwalifikuje pomysłu, to tylko wskazuje na to, że jeśli miałby być bardzo konsekwentnie wolnościowy, to to ludzie go tworzący musieliby dalej być libertarianami czy anarchistami. Tak samo jak możliwość, że ktoś po prostu zastosuje chamską, fizyczną siłę i wszystkich sterroryzuje. To można zrobić zawsze. Tak robią ludzie teraz. I bardzo często robią to ludzie zrzeszeni w państwa i robią to skutecznie – bo państwo to instytucja, za którą stoją instytucje, za którą stoją instytucje. Czyli ostatecznie państwo to coś, co jesteśmy nauczeni akceptować, choćbyśmy wcale nie chcieli. To jest zresztą argument za tym, że nawet umiarkowany sprzeciw wobec państwowych, zaledwie, okrucieństw (a nie jakiś tam podatków), jest już antypaństwowy. Państwo straci swój charakter bez dostępu do środków sprawiania ludziom cierpienia, sama władza instytucjonalna nie wystarczy. Sprzeciw wobec okrucieństwa, powszechny, osłabiłby państwo bardziej, niż cokolwiek innego, bo zmusiłby je do wykorzystywania bazowych instytucji w sposób charakteryzujący się empatią.

Co przemawia za moim przypuszczeniem (tym z góry, nie tym z mniejszej góry)? Współczesne państwa działają inaczej i mają chronić słabszych przed silnymi – to element propagandy większości z nich. Nie robią tego w taki sposób, żeby to prowadziło do zapewnienia słabym silnej podmiotowości. Kierunek jest inny – Ty zbywasz się wolności, my Cię chronimy. Wiąże się to silnie z tym, że osoby, które mają o mnie dbać są ze mną związane luźno poprzez nasze wzajemne uprawnienia – oni mogą mi więcej niż ja im. Gdybym mógł odmówić współpracy, „taniej” niż to jest teraz (dużo „taniej), bez ruszania się z miejsca), to byłby dobry punkt wyjścia do przywrócenia większej równowagi. Mógłbym im więcej, oni mnie, to już byłaby wolność, bo moglibyśmy się rozejść, jak w przypadku rozwodu, a przecież wiązalibyśmy się, bo się potrzebujemy, bo potrzebowalibyśmy jakieś wzajemnego zachowania się, współpracy – byłaby karta przetargowa. I co tez ważne, z tego powodu, oni i ja mielibyśmy mniej powodów, żeby coś mi, a ja im, zrobić przykrego, i to byłby następny krok. W kierunku ukochanym.