Archiwum dla Kwiecień, 2011

Obejrzyjmy sobie jak dwóch białasów pierdoli

Posted in Uncategorized with tags on Kwiecień 27, 2011 by Jaś Skoczowski

Jest takie określenie: biały, arogancki, burżujski liberał. Na nasze: socjaldemokrata. Taki ciulik pojedzie do postkolonialnego kraju i powie, że jest w nim źle i niebezpiecznie, bo tam sprzedaje się broń na ulicy. „O boszeborze broń, ojesu”. Potem wracają do kraju, opowiadają białym idiotkom i idiotom, które i którzy się od tego wilgotne. I rodzi się nowe pokolenie białych ciulików.

Samokrytyka

Posted in Uncategorized on Kwiecień 26, 2011 by Jaś Skoczowski

Zgrzeszyłem. Cwelami nazywa się ludzi po prostu pokrzywdzonych. Banda niedojebków, która niezwykle często zaraz po wyjściu chce usunąć ślady pobytu w więzieniu (to się nazywa i nazywa się konformizmem), która wcale nie jest przecwelona, o nie, wyżywa się po prostu na słabszych, gwałcą ich lub urządzają inne rozrywki, a potem za to niszczą dalej człowieka. Kawador to smutny kutas jest. Ale jak na razie nie mam powodu, by mu współczuć. A cwelom – no tak.

A bym zapomniał

Posted in Uncategorized with tags on Kwiecień 26, 2011 by Jaś Skoczowski

Hahaha. HAHAHAHAHAHAHA.

Rządzić znaczy katalogować

Posted in Uncategorized with tags , on Kwiecień 26, 2011 by Jaś Skoczowski

No ja wiem, ja jestem po prostu przeczulony. Zbieranie danych poprzez spis powszechny to nic strasznego. Zbieranie danych, do których dostęp w razie czego jest bez tego spisu, w celu lepszego sprawdzenia, czy ludzie, nad którymi ktoś ma władzę, nie oszukują swojego władcy. To tylko dla mojego dobra. Trzeba tylko podać, koniecznie, jako drugą narodowość elficką. Albo europejską.

Tak samo to. Przecież to dla dobra uczniów, uczniowie są lepsi, gdy można ich ładnie poopisywać i zawsze mieć opisy pod ręką. Wartość takak jak prywatność po prostu rozpada się w pył, gdy pomyślimy nad wielkimi zyskami tego rozwiązania. ILEŻ TO MŁODZIEŻY OCALIMY PRZED UPADKIEM, bo nie będzie ona wagarować, tylko będzie się uczyć. W domach poprawczych, do których ich wyślemy, te nasz dyjamenty, bo wagarowali. Nie wspominając już o tym, jaki strumień pieniędzy chluśnie dzięki temu na uczniów, wreszcie dobrze skierowany. Wreszcie też będzie można było robić porządne egzaminy zewnętrzne. Do tego czasu było to niemożliwe. NIE DO WYKONANIA. A, pomoże to też w tym, że uczniowie będą się lepiej uczyć, bo mądrzy ludzie z ministerstwa lub innej szacownej placówki będą bacznie śledzili ich postępy, patrząc, jaką tworzą „wartość dodaną”.

Hahaha. Oczywiście, dodajmy: to nie ma nic wspólnego z tym, że państwo chce mieć lepszą kontrolę nad ludźmi. I wcale nie jest to chore, że chce.

Jestem sentymentalną dupą

Posted in Uncategorized with tags on Kwiecień 26, 2011 by Jaś Skoczowski

Mam nadzieje, że nie ma życia po śmierci. Że umrę raz na zawsze. Zabiorę z tej ziemi to, co dawało życie wszystkiemu temu, co przeżywałem. Zwłaszcza mojemu kochaniu Diabełka. Nic nie ma pozostać żywego z tego co do Niej teraz czuję, mają zostać równie martwe, jak ja, ślady. Nikt nie ma dostać tego, co ja do Niej czuję.

No to pochlipałem.

Przyznae wa siee braciaff i siostrychwww…

Posted in Uncategorized with tags , , on Kwiecień 25, 2011 by Jaś Skoczowski

że popełniłem kilka głupstw. W rozmowie z propertarianami ciągle zapominam, że nie prezentuję uniwersalnego panaceum na problemy. Nie podzielam wszystkich potrzeb innych ludzi. Pisząc jak najbanalniej. Moim celem jest żyć tak, żeby innym nie wchodzić w drogę, ale tylko jeśli to nie ma doprowadzić do kompletnego zaprzeczenia moim dążeniom, potrzebom, marzeniom i temu podobnym pierdółkom.

Propertarianie mają mnóstwo swoich fetyszy i tak przedstawiony problem wymaga jednak dalszej ich akceptacji. Nie w imię tolerancji, tylko nie tracenia sobkowstwa, egoizmu, egocentryzmu czy jakie tam jeszcze można synonimy wymyślić.

Tak, to ja mam problem jestem egoistyczny i indywidualistyczny zarazem, od narodzin, a dopiero od niedawna mniej więcej wiem, jak to układać można, żeby mi było miło. Jak to zwłaszcza wyrażać. Jedną z wymogów takiej mieszanki (wbrew pozorom bardzo trudnej do uładzenia) jest umiejętność wyrażenia czegoś, co nie tylko wyraża moje, pardon my frencz, preferencje, ale także mój szacunek dla preferencji innych ludzi. Nie może to prowadzić do akceptacji wszystkiego, co ludzie robią, bo chcą robić. Dobrym modelem jest pan policjant – nawet jeśli w sumie osobiście nic do mnie nie ma, nawet jeśli jego praca nie wiąże się z tym, że ma jakiś światopogląd, to fakt, że zarabia, tak, a nie inaczej już mi zagraża, bo że ma mnie w dupie, a jak się wykaże, to się wykaże, to może mi wlepić mandat za picie piwa w przedziale pociągu. (A byłem kurwa grzeczny. I prosiłem [słowo, które może znieważać funkcjonariusza na służbie, ba, pewnie znieważa] o upomnienie, bo przecież wszyscy i tak piją, jak was nie ma. No to dali mandat. Mam nadzieję, że ich praca zejdzie im na odcinaniu 15letnich samobójców.)

Dlatego panarchizm wydaje się takim miłym i do przytulenia pomysłem. Wybierasz coś dla siebie i mnie w to nie mieszasz. Nie chodzi o to, że nie dojdzie do konfliktu, ale one nie będą w naszej intencji zawarte, to niekoniecznie dużo, ale to coś.

EDITH: ach czemuż to czemuś indywidualizm wymaga i egoizm wymaga tego ode mnie, paluszkiem kategorycznie wskazując? Bo jak zaczynam innym indywidualistycznie meblować życie, choćby w imaginacji, to zaczynam za bardzo wskazywać komuś obowiązki, a to mało indywidualistyczne (moim zdaniem w ogóle etyka jest mało indywidualistyczna, nawet ta bez obowiązków), a jak znowu za bardzo dbam tylko o siebie, to traktuję ludzi, jak narzędzia. A ludzie nie są narzędziami, coś, czego kol. FatBantha nie potrafi objąć rozumkiem albo nie chce. Ludzie wybierają, jeśli zaczynam wpływać na ich wybory, to wchodzę z nimi w pewne kolektywne my, w ramach którego działamy. Czym skutecznie jestem do nich przystosowany, tym bardziej moje zamiary i wszelkie inne intencje są kolektywne, a nie pojedyncze. Przestaje wyrażać moim zachowaniem siebie, czym bardziej kimś rządzę.

Propertarianie

Posted in Uncategorized with tags , on Kwiecień 24, 2011 by Jaś Skoczowski

Od propertarianizmu, słówka wymyślonego przez Le Guin w książce, której jeszcze nie czytałem. Oczywiście propertarianie to po prostu wyznawcy propertarianzmu. Acz, nie wiem, czy nie można byłoby doklejać tej łatki też etatystom (łatka na łatkę! Yay!). No i mam uwagi o propertarianach. Oni idą łatwą ścieżką i przez to na skróty, a ja bym wolał nie.

Zgodnie z propertarianizmem własność, zazwyczaj słusznie nabyta, według jakiejś tam procedury (choć niejaki De Jasaya, zdaje się, uznaje ten wymóg akurat za początek końca porządnie wolnościowego ładu politycznego, gdy zaczyna się tego wymagać od własności), jest nienaruszalna. Własność, w sensie prawo własności do czegoś.

A libertarianizm, przynajmniej w tej notce to doktryna, zgodnie którą każdy może robić ze sobą, co się mu podoba.

No i to się ze sobą nie całkiem godzi. Bo możesz oczywiście bronić swoje prawa własności przemocą. W dodatku – własnością może być wszystko, poza, czasem, pomysłami, projektami wzorami itp. Bylebyś to stworzył swoją pracą (zawsze mam problem z tym, bo chciałbym tak przyjebać propertarianom, a to mnie trochę hamuje, bo to fajny warunek).

Są wiec trzy wyjścia, które wydają mi się takie prostolinijne: albo odrzucasz jedno, albo drugie, albo krzyżujesz to i patrzysz, jaki pstrokaty stworek Ci wyjdzie.

Oczywiście propertarianie wybierają bramkę numer 4. Przerywnik filmowy o biednym Pepe. Znaczy nie dam go tutaj, bo to taki nieładny fragment, wiec żaden miłośnik Loacha go nie wyciął sobie. W filmie „Ziemia i wolność” dzielni anarchiści wyzwalają wioskę i zaraz pozostaje poruszony temat kolektywizacji. Wszystkim pomysł się podoba, oprócz dwóch oprychów. Jeden jest obślizgłym stalinistą. Drugi tępym kułakiem, który ośmiela się stwierdzić, że to on uprawiał swoją ziemię jak dotąd i nie zamierza jej oddać. Tyle, że stalinista, on ma argumenty pragmatyczne – najpierw Franco rach-ciach, a dopiero potem kolektywizacje (nieprawda, co możecie sprawdzić – jest stalinista i główny bohater, co tak kombinują). A Pepe, kułak, porusza, JA WAS KURWA PIERDOLĘ PROBLEM ZASAD. Także tej wiecie socjalistycznej, zgodnie z którym to ten, który pracuje ma prawo do tego, co stworzył swoją pracą (ahaha-ha, widzicie to, prawda, co tu zrobiłem?). Tak przynajmniej rozumieli socjalizm tacy ludzie jak Warren, Proudhon, Labadie, Wilson i skoczowski. I kilku innych. Jeśli nie do kontroli tego, to przynajmniej do zysku (nie rozumianego jako jakaś renta kapitalistyczna, tylko pożytek zwyczajny), którego wysokość czy jakość będzie ustalał w decydujący sposób on.
No i komuniści-anarchiści mogli go po prostu obciążyć trudem wojennym, przypierdolić mu podatek i zostawić w spokoju – dasz tyle i się odpierdól. Koleś nie byłby całkiem swobodny, ale z resztą mógłby robic co chce (nie jestem pewien, czy właśnie takie nie były realnerealia Wony Domowej w Hiszpanii) Ale w imię Rewolucji, w imię Ideii oni idealistycznie i rewolucyjnie postanawiają mu odebrać ziemie, którą uprawiał. Ot, pokłóciły im się zasady, jedna z drugą, więc udali, że nic się nie stało, ułułu, nic się nie stało. Co zostało przypieczętowane w filmie podniosła muzyka, żeby nikt nie miał wątpliwości, że to podniosły moment i zwycięża idealizm. Polegający na tym, że jak zapierdalałeś całe życie, to musisz potem to oddać lub nie możesz nic z tego mieć swojego. Bo litować się nad takimi ludźmi będziemy tylko wtedy, jak nam to będzie wygodne.

No, a propertarianie robią to samo. W imię zasady, która przez komunistów w filmiku jest zignorowana, oni olewają inną, równie ważną – że człowiek może ze sobą robić co chce. To nie są zasady do pełnego pogodzenia, okej. Ale jedna bez drugiej zmienia bardzo libertarianizm. Po co? Nie no, każdy ma swój gust, ale kurwa po co? Jaki sens ma wolność, jeśli możesz robić tylko rzeczy bez sensu, skoro wysiłek całego twoje życia może podpierdolić dzielny rewolucjonista? A jaki ma sens twoja praca i twoje cele, skoro w ich imieniu możesz zajebać, kogo Ci się podoba, bo wszedł Ci na teren bez pozwolenia? Jaki ma sens, skoro pozwala na kontrolę ludzi, którzy pracują na twoim terenie? Moim zdaniem traci na pewno sens libertariański. Propertarian sprzeciwia się władzy państwa? A co może zarzucić etatyście, oprócz tego, że jego państwo zdobywa władzę inaczej, ale ta władza może mieć, przynajmniej w przypadku państw zachodnich, podobny zakres tej władzy, co właściciel jakiegoś terytorium? Dlaczego sam sposób zdobycia władzy miałby być jedynym kryterium jej legitymizacji? Dlaczego miałbym się na nią godzić, bo zdobyłeś ją poprawnie, skoro nawet nie musisz pytać mnie o zdanie albo – gdy raz się na nią zgodzę, nie mogę się wycofać? Co się kurwa dzieje z moją, czy kogokolwiek innego, poddanego twojej woli, wolnością, możliwością decydowania o sobie? Moim zdaniem znika. To co z tego, że poprawnie znika? Przecież w taki sposób libertarianizm zmienia się coś, w czym nie chodzi o możliwość decydowania o sobie, jak największą. To po co libertarianinowi libertarianizm?

Wdaje mi się, że propertarianizm to kolejny przykład na to, że spójność to chochlik malutkich umysłów. Nie, to nie znaczy, że małe rozumki szukają spójności, tylko, że poszukiwanie spójności za wszelką cenę robi z Ciebie mały rozumek. Sprzeczności da się przezwyciężyć, ale jeśli przezwyciężasz je pozornie, kurcząc swoje poglądy, to po prostu głupie. Chyba, że ostatecznie nie są one dla Ciebie ważne, tylko sama spójność.

I nie chodzi o logiczną spójność. W logice nie używa się języka polskiego od jakiegoś czasu i jak się uprzesz, to zinterpretujesz sobie funktory do woli, nie będzie to miało tylko sensu.

EDITH: Ha jest, kurwa. Bez napisów, Pepe, to ten w marynarce:

EDITH: a najbardziej boli, że potem jest taka fajna scena o tym, jak im jednak udaje się zrobić coś sensowniejszego, znaczy: wojsko bez salutowania i wyraźnych szefów.