Archiwum dla Marzec, 2011

Na nazwy i na znaki psipsi, i prukpruk

Posted in Uncategorized with tags on Marzec 28, 2011 by Jaś Skoczowski

Wszelkie doktryny nie wyrażające mojego podejścia do mojego życia, które wskazują wprost lub pośrednio jakiś kierunek życia w ogóle, są dla mnie bezsensu. Dopiero kiedy to co robię robię ze względu na siebie, to ma sens, bo jest coś dla mnie warte, bo wiąże się ze mną, więc wiąże też jakiś pogląd na to, co robić, także z wszystkim, co mnie kształtuje. Dlatego, tak, jestem anarchistą, ale chce być anarchistą, który swój anarchizm tłumaczy czy usprawiedliwia sobą*, tym, kim jest. Nie chce przeoczyć usprawiedliwień mi obcych, nie chce też ich deprecjonować w sposób zbędny – np. wytykać im wad, tam gdzie nie są one dla mnie osobiście odrzucające i brak też nie wynikających z mojego gustu argumentów, że są one wadami. Chce też te dwie sprawy silnie rozdzielić: to, że coś mi się podoba i to, że coś jest złe niezależnie od tego.

Człowiek realizujący system wartości, nie będący jego autorstwa, nie rządzi sobą. Nie rządzi w tym stopniu, w którym ja chce rządzić. To nie tak, że realizuję złudzenia – ale nie chce być jednostką, indywidualnością, kimś odrębnym, w jakimś stopniu, w tym, ważnym dla mnie. Amen.

Ps. Ocena ludzkich wyborów generalnie, prowadząca do stwierdzenia, co ktoś powinien robić, jest możliwa, może być poprawna i sensowna, o ile mamy jakiś punkt odniesienia. Ale takim punktem odniesienia nie może być moja perspektywa. Ja wartościuje w sposób zrozumiały dla innych, ale właściwy tylko dla mnie. Nie wspieram żadnego porządku politycznego czy etycznego dlatego, że uważam go za słuszny dla innych, czy dlatego, że jest dobry i słuszny dla mnie. Fapfapfapfapfapfapfapfap!

* W moim przypadku można to utożsamić, bo wartości które chce realizować w życiu są wartościami bardzo osobistymi. Jeśli wiec coś jest dla mnie cenne, to jest cenne w moim systemie wartości z miejsca i automatu.

Realizm

Posted in Uncategorized with tags , , on Marzec 21, 2011 by Jaś Skoczowski

Rozumiany jako przekonanie, że istnieje niezależna od naszych myśli, niezależna od struktury naszej logiki, niezależna od struktury społecznej itd. cosia. Ta cosia jest badana przez nas, ale nie zawsze budowana. Skąd to wiem? Otóż wiem to dlatego, bo są rzeczy, które można zrobić, wspierając się właśnie na naszej myśli (jeśli jestem autorytetem moralnym myślę, że coś jest dobre i takim się staje) lub dzięki konwencji (możemy się umówić co to jest metr i to będzie metr). I są rzeczy, których tak się nie da zrobić. Nie da się zrobić śniegu na Mount Evereście myślą. Można powiedzieć, że on tam jest, można to zbadać i dalej to będzie prawdopodobne, że on tam jest, bo myśmy to zrobili. Ale nie będzie na pewno. Nie wiem, czy Searle byłby zadowolony, ale właśnie go czytałem i właśnie to mi przyszło do głowy – o obiektywnej rzeczywistości możemy mówić tylko w sposób prawdopodobny (czasami skrajnie prawdopodobny, oczywisty), ale nie możemy sprawić, samą konwencją, że to co mówimy o niej, stanie się na pewno prawdziwe. O tak, jasne, możesz sobie przedefiniować prawdę, a potem ja ją znowu przedefiniuje tak, żebym miał rację (jako coś, co przedstawia wiernie rzeczywistość). Oczywiście wtedy ja tylko przypomnę Ci, że poruszasz nie ten temat, co ja. Poruszysz to, o czym piszę, jeśli wykażesz mi, że wszystko, co wyrażamy, można konwencją zmienić w prawdę, a nie tylko coś, co może być prawdą i może nawet – musi nią być, jeśli kompletnie się nie mylimy.

wiersz: na dzień dobry witam się z bezradnością

Posted in Uncategorized with tags , , , on Marzec 20, 2011 by Jaś Skoczowski

moje życie jest nieważne
pytanie “dla kogo?” jest nie na miejscu
nie ma nikogo
jest nie ważne
i już

nie powtórzy się z tego, co przeżyłem, nic
gdy wypuszczę z moich płuc ostatni oddech (oby w dalekiej przyszłości!)
zostaną tylko martwe ślady
ścieżki zarastają albo są zadeptywane
gdy ktoś pamięta, to oszukuje

moje życie jest nieważne, ale jak kurczowo się go trzymam
jak uważnie stawiam kroki w drodze do rowu
może kiedyś zaczne zastanawiać się nawet jak ma być przystrojony
i jak często

nie jestem wolny, bo boję się popełnić błąd, dlatego trzeba puścić dwa filmy w głowie

film#1

bohater pojmuje, że nie zmieni tego, co już zrobił, nawet jakby mógł się wrócić z dzisiejszą wiedzą do przeszłości. patrzy w dal oparty o bok samochodu, dopala papierosa, (ważne: sprawia mu to przyjemność, ale widać, że ta przyjemność ma swój wymiar, bezgraniczna już nie jest i nie będzie nigdy) i wsiada do samochodu, i odjeżdża w stronę zachodzącego słońca. koniecznie country w tle. albo “Autsajder” Dżemu.

film#2

w sumie sequel. bohater nie wie co robić. wyobraża sobie, co w zasadzie ma wybrać i wybory wydają mu się równie obojętne. i wybiera. i żyje. i umiera. sceny z życia, sceny z śmierci, Tom Waits w tle, najlepiej “All the World is Green” albo “Tom Traubert Blues”. jakiś tytuł na końcu, koniecznie na końcu, a nie na początku.

Eksperyment

Posted in Uncategorized with tags on Marzec 14, 2011 by Jaś Skoczowski

Eksperyment wymaga od badacza już jakiejś wiedzy. Czy można ją nazwać teorią lub teoriami? Nie, bo to pojęcie nie jest precyzyjne od samego początku. Czy czyjś daltonizm to teoria kolorów? A na taką wiedzę składają się rzeczy różne od daltonizmu raczej w stopniu, niż w jakości – w przypadku daltonizmu nie widzisz kolorów, w przypadku drugim nie potrafisz ich odróżnić, choć gdyby ktoś pokazałby Ci różnice – to dostrzegłbyś różnicę.

I ta wiedza też może być błędna vel fałszywa, choć nie może być błędna vel niepoprawna. I na niej opiera się eksperymenty, które coś rozstrzygają dla naszej wiedzy. Sceptycyzm wobec tych poglądów jest uzasadniony tylko w jednym wypadku: jeśli nie mają dla nas te fragmenty naszej wiedzy, naszych „teorii” wartości. Kiedy mogą nie mieć wartości? No kiedy odrzucimy metodę eksperymentalną w badaniach.

Ohohoh

Posted in Uncategorized with tags , on Marzec 13, 2011 by Jaś Skoczowski

jaki śliczny cytat:

The Libertarian premise is that individuals (and only individuals) possess equal and reciprocal rights, and must consent to be ruled by a government. However, if an individual condemns, as illegitimate, all governments that rule without consent – then all governments, past and present, have been illegitimate.

A ten tu też piękny:

According to the American Heritage Dictionary „socialism” is „a social system in which the producers possess both political power and the means of producing and distributing goods.” This definition fits neatly with the implications of the word „libertarian” indicated above. In fact, it shows that socialism is necessarily libertarian, not statist. For if the state owns the workplace, then the producers do not, and so they will not be at liberty to manage their own work but will instead be subject to the state as the boss. Moreover, replacing the capitalist owning class by state officials in no way eliminates wage labour; in fact it makes it worse in many cases. Therefore „socialists” who argue for nationalisation of the means of production are not socialists (which means that the Soviet Union and the other ‚socialist” countries are not socialist nor are parties which advocate nationalisation socialist).

Indeed, attempts to associate socialism with the state misunderstands the nature of socialism. It is an essential principle of socialism that (social) inequalities between individuals must be abolished to ensure liberty for all (natural inequalities cannot be abolished, nor do anarchists desire to do so). Socialism, as Proudhon put it, „is egalitarian above all else.” [No Gods, No Masters, vol. 1, p. 57] This applies to inequalities of power as well, especially to political power. And any hierarchical system (particularly the state) is marked by inequalities of power — those at the top (elected or not) have more power than those at the bottom. Hence the following comments provoked by the expulsion of anarchists from the social democratic Second International:
„It could be argued. . . that we [anarchists] are the most logical and most complete socialists, since we demand for every person not just his entire measure of wealth of society, but also his portion of social power, which is to say, the real ability to make his influence felt, along with that of everybody else, in the administration of public affairs.” [No Gods, No Masters, vol. 2, p.20]

Nie mam nic do dodania, pozdrawiam wszystkich, którzy reagują na wszelkie próby wyjaśnienia im anarchizmu za pomocą okrzyku „korwinizm”. Korwinistyczni jesteście wy, cecha charakterystyczną korwinizmu nie jest wiara w „wolny rynek”. Wszyscy wierzą, z pominięciem miłośników Pol Pota, w jakiś zakres swobody ekonomicznej i wszyscy wierzą w bardzo duży tak naprawdę – dlatego domaganie się wolnego rynku to frazes. Wielkie, potężne struktury władzy wyrastają na różnych „rynkach” i te terytoria, które one zajmują, z rynkiem mają mało wspólnego. Stąd propozycja zniesienia państwa nie jest „wolnorynkowa”, bo nic nie jest wolnorynkowe w niebanalnym sensie – jeśli ktoś nie chce wspierać potężnego, totalitarnego państwa, to wspiera „wolny rynek”, choćby jako zło, któremu nie da się zapobiec. Dalej jednak może popierać scentralizowane i silne struktury władzy.

Rzecz w tym, że tak samo jak Korwin, wierzycie, że hierarchiczne struktury władzy są dobre, o ile realizują to, co jest po waszej myśli.

rozważania anarchistyczne

Posted in Uncategorized with tags , , , on Marzec 12, 2011 by Jaś Skoczowski

To jest silna struktura władzy, scentralizowana. Skupia w sobie mnóstwo różnych interesów i nie rozpada się, tylko trwa. To sugeruje, co sprawia, że się nie rozpada. Taka struktura władzy może manipulować tymi interesami. I jak najbardziej ta struktura władzy dalej zbudowana jest z ludzi. Co to znaczy? Że ludzie „z państwa” (a przynajmniej USA) są zdecydowanie bardziej w stanie wpłynąć na kogoś tak, jak im się to podoba, niż ludzie „spoza państwa”. I mówimy tu o demokratycznej republice jako przykładzie.

Dlaczego właściciele USA nie hodują po prostu sobie innych ludzi na mięso? No po pierwsze to niezdrowe. To dałoby się przezwyciężyć w trakcie jakiegoś głodu – strach przed chorobą zderzyłby się ze strachem przed śmiercią, głodem i chorobą. Dawno tego nie mieli. Czy kiedykolwiek w takiej skali, jak np. Ukraińcy za Stalina? Stawiam na to, że nie.

Poza tym, mogą mieć swoje sentymenty. Różne. To nie tak, że muszą kochać swoich ludzi (z namysłem nie piszę o „niewolnictwie, ten związek jest inny, dalej jest związkiem zależności). Możemy im być po prostu potrzebni do realizacji „wyższych celów”, choćby te były sprzeczne z naszymi.
Mam na myśli obecny stan dla tej części świata, która jest właśnie „demokratyczna” czy jak to nazwać. Używam słowa demokratyczna w cudzysłowu nie dlatego, że ironizuje, po prostu nie wiem, czy to jest najlepsza nazwa i nie wiem, czy mam pojęcie, co to jest.

I ludzie się na to godzą, inteligentni, kto wie, czy nie inteligentniejsi ode mnie. Nie rozumiem. Proszę, przykład – tu. Taki skromny temat, prawda? Przecież w ludzkiej seksualności są takie sprawy, które da się przedstawić tylko jako konflikty wartości, których nie da się rozwiązać, nie wybierając jednej wartości na niekorzyść drugiej. I oni tego tak nie ujmują. Otóż, każdy z nich wie, co jest problemem i żaden niczego kategorycznie nie twierdzi – co jest słuszne, co nie. Ksiądz najwyżej powiedział, że ktoś ma prawo mieć swoje zdanie, odrębne, ale nie powiedział: obowiązujące.

I jednocześnie oni popierają instytucję, która jest instytucją przymusu, zdolną do takich zachowań jak w pierwszym artykule. Nie mówią natomiast: „chcemy, żeby inni ludzie wzięli Cię pod opiekę i tak wychowali, żebyś robić to, co nam się podoba, żebyś robił”. To pomijają. Tacy sobie miłośnicy dobrze ułożonych piesków, tresowanych szczurów i zamykania kotów w mieszkaniach nie wiele różniących się od klatek, są do nich podobni. Oni też nie widzą żadnej potrzeby w tłumaczeniu swoim pieszczochom, że ich rolą jest robić to co ich panowie chcą i że w razie czego ich panowie mają prawo ich do tego zmusić. Bo w tym kontekście to wyjaśniłoby, co to znaczy, że ktoś komuś innemu wyznacza cel, do czego sprowadza kogoś, kto ma na siebie przyjmować cudze cele. I to czyniłoby ich nieco mniej szlachetnymi panami swoich pieszczochów.

Czy gdyby Guantanamo to było miejsce, w którym ludzie chcą przebywać i przebywają, byłoby o czym gadać? Ale dlaczego w takim razie nas to przejmuje? Ludzi trzyma się siłą co dzień w zamkniętych pomieszczeniach, wbrew ich woli. Warunki są lepsze, ale dalej mocno ogłupiające. No i to nie budzi sprzeciwu, sprzeciw budzi tylko mięso i tortury, chociaż istotnym elementem, bez którego tortura nie jest torturą, jest przymus. Czemu? Cel jest lepszy? Ten oficjalny? Przecież w takim wypadku zarówno torturowanie niebezpiecznych ludzi jak i zmuszanie innych ludzi do nauki ma całkiem atrakcyjne cele, gdyby rozpatrywać je w oderwaniu od środków, jakimi mają być osiągnięte. Terroryści, którym każdy przetrzymywany w Guantanamo może być przecież, zabijają ludzi, których państwo ma chronić. Ochrona niewinnych ludzi jest bardzo atrakcyjna. Nauczanie ich i wychowywanie na ludzi kompetentnych, pracowitych, twórczych, szanujących siebie nawzajem to tez bardzo atrakcyjny cel. Który cel miałby tu być lepszy? No ten, który warunkuje osiągniecie obydwóch celów, czyli właśnie: torturowanie ludzi w Guantanamo. Bez względnego poczucia bezpieczeństwa nauczyciele będą się bali chodzić do szkół. Tyle, że osiągnięcie tego celu w ten sposób określa to, w jakim świecie osiąga się jaki cel i pośrednio określa, czym jest ten cel. Na przykład: nawet jeśli funkcjonariusze państwowi naprawdę podzielają nasze cele, to mogą nie dopuścić do tego, żeby puścić wolno grupę piętnastolatków, która uczyć się nie chce. A przecież cel rozumiany jako właściwe wychowanie i edukacja może dla kogoś znaczyć konkretnie to – żeby dziecku pokazać, że może za siebie decydować i na czym to polega. Ktoś może podzielać przekonanie, zgodnie z którym trzeba torturować więźniów, by zapewnić dzieciom takie warunki, rzecz w tym, że wcale nie musi chcieć z tego powodu zmuszać dzieci do pozostawania w szkole pod przymusem, ale ponieważ koncepcja dobrej edukacji i nauczania potrafi pomieścić i wolnościowe, i niewolnościowe nauczanie, to ktoś popierający państwo musi się liczyć z tym, że w będzie musiał poświęcać wartości wcale nie niższej w swojej hierarchii wartości. Oczywiście można postulować doprowadzenie do większej jednomyślności, co rozwiązałoby problem. Jak? Ale to oznaczałoby przyjęcia, że trzeba jednak w jakiś sposób pozbyć się ludzi, którzy nie tylko nie zgadzają się z postulującym większy stopień jednomyślności w polityce, ale którzy nie zgadzają się dlatego, że wyznają system przekonań inny niż zwolennika jednomyślności w taki sposób, że to co dla jednego jest poprawne, dla drugiego jest błędne i na odwrót. Jeśli ma się to odbywać bez przymusu, to po nie wiem, po co w tym procesie ma uczestniczyć państwo. Jeśli jednak ma uczestniczyć, to ze względu na wskazywaną już autonomię państwa względem tego, co jest „spoza państwa”, żadna ze stron wciąż nie ma gwarancji, że jednomyślność, o którą wszystkim im chodzi, będzie po ich myśli.

Państwo może istnieć tylko wyposażone w odpowiednią moc nad ludźmi. Osiągnięcie tej mocy wymaga odpowiednich ludzi do tworzenia państwa. Muszą oni być zdolni do przełamywania cudzej woli albo mijania jej i być jednocześnie częściowo niezależni od grup interesu. Inaczej byliby bezużyteczni. Ale to oznacza to, że mogą działać niezależnie od wszystkich i ludzie traktujący państwo instrumentalnie są w błędzie, tym bardziej są w błędzie, gdy zarzucają anarchiście „brak pragmatyzmu” w sytuacjach, w których anarchista nie chce odwoływać się do władzy państwa.

No to siup.

głupie pytania

Posted in Uncategorized with tags on Marzec 7, 2011 by Jaś Skoczowski

czy można manipulować bełkocząc? czy można manipulować na poziomie materii?