Spowiedź w formie listu

Chce nie wchodzić Ci w drogę i chcę iść po swojej, i wiem, że to nie zawsze możliwe, obojętny, obcy mi człowieku. Nie zależy mi na sprawiedliwości, słuszności i dobru, ale jeśli Tobie zależy ja po prostu chcę, żeby te twoje sprawy jakoś tak nie zahaczały o mnie. Od wielu lat wydaje mi się, od czasu do czasu, że mogę przed tym, co napisałem, uciec w bardziej abstrakcyjne sposoby wyrażania się o moich relacjach z innymi, ale tak się nie da. Chciałem uciec od osobistego tonu. Albo uciec od możliwości, że ktoś trafnie oceni moje wynurzenia jako durne. To były źródła mojego oderwania się od samego siebie. Ale ja taki jestem, nawet jeśli znaczy to, że jestem błądzącym głupcem (głupcem, bo błądzę uparcie i niepoprawnie, i wciąż nie rozumiem błędu).

Chcę żyć po swojemu, będę drapał, jeśli ktoś zechce mi to uniemożliwić, ale naprawdę nie chcę nikomu przeszkadzać. Nie zamierzam się po prostu zapaść pod ziemie ani zniknąć i nie widzi mi się życie jako czyjś pupecik, czyli marionetka. I to wystarczy, żebym musiał przemilczać to co czuje niezwykle często. Żebym musiał się kryć z tym co robię, żeby nie zostać ukaranym. W dodatku, w sposób wkurwiający jestem wplątany w takie sposoby wchodzenia ludziom w drogę, w jakie wplątany być nie chcę i z których sam nie mogę się odplątać. To naprawdę przykre żyć w świecie który nie opiera się na niewpierdalaniu się w ludzie życie, ale czymś raczej odwrotnym. Mój sprzeciw wobec tego, jak wyglądają części tego świata nie wypływa z tego, że na nic nie potrafię się zgodzić i mam gówniarzetski bunt wciąż w krwi. Już nie. Wynika z tego, że choć staram się nie robić komuś kłopotu, choć nie widzę, w jaki sposób miałbym go robić, to akurat Ci ludzie, którym kłopotu nie robię, starają się mnie ograniczać lub wrabiać mnie w ograniczanie innych, którzy tylko chcą robić swoje. Bez mojej zgody. Nie widzę np. możliwości ograniczenia ewikcji skłotów, nie mam takiej, nie umiem też sprawić, by policja do czasu do czasu nie wpadała tam, nie wiadomo po co. Nie wiem, jak sprawić, by Kochani Pracodawcy Polscy byli łaskawi zaakceptować istnienie w związków zawodowych w miejscach pracy, które są ich świętą i nienaruszalną własnością – o stosowaniu się ich skromnych wymagań już nie wspomnę. Nie wiem, jak miałby odwrócić rozwój prawa narkotykowego. Nie mam pojęcia, jak sprawić, by jednak wolno było pić w miejscu publicznym. Nie mam pojęcia, jak sprawić, żeby kobiety nie tratowały mężczyzn jak zabawki, a faceci kobiet. Najlepiej wychodzi mi sprzeciwianie się pierdolonemu moralizatorstwu, moralność to jebana hipnoza, zmieniająca nas w nieczułe roboty, dokonywana na nas bez żadnych skrupułów i potem powielana na naszych podopiecznych – ale hahaha, jestem w tym na tyle samotny, że czasem sam muszę powoływać się na argumenty moralne, rozmawiając z bliskimi, bo inaczej nie zaakceptują mojej motywacji. Drobnostki? Jak zauważył kochany Crispin Sartwell, czasem państwo wsadza Cię do gułagu, ale zazwyczaj jest po prostu kurewsko upierdliwe, bo może. Dobra, nie stwierdził, że kurewsko i że może. Ale to ważne wtręty – państwo i inne struktury władzy objawiają się małymi kuksańcami. Nie chodzi o kompletne zgnojenie lub wkurwienia zabawki, chodzi o pokazanie jej miejsca. A ja albo dostaje te kuksańce (rzadziej, jestem szczęściarzem) albo muszę patrzeć, jak inni dostają, ba, gdybym chciał całkiem odciąć się od takich zachowań, musiałbym żyć w pierdolonej norze w ziemi i wpierdalać korzonki.

Strasznie przeszkadza mi, że to co napisałem jest niejasne, ale nie może być inne. Nie da się opisać jasia za pomocą tych paru słów, nie potrafię opisać go, choćbym użył mnóstwa słów więcej. Nie potrafię tym bardziej opisać porządnie nieznanych mi osób. Stąd pozostają mi zwroty typu: „iść po swojej drodze”, „nie wchodzić komuś w drogę”, „nie przeszkadzać”, choć wiem, że ich sens może zawierać się w szeleszczeniu, które człowiek wydaje, gdy je wypowiada i niczym ponad to. Jeśli więc nie rozumiesz tego, co napisałem, mam pecha.

Niezmiernie mierzi mnie natomiast to, nieznajomy, że mógłbyś należeć do tej bandy ciulów i buców, którzy uważają, że mój głos nie jest ważny, w sytuacji, gdy dla mnie jest, a Ty potrafisz go zrozumieć. Jest takich wielu i prawda, sam próbowałem być jak oni, całe szczęście, nie zabiłem sobie, w serduszku, całkiem, niebieskiego ptaszka i wypuszczam go nawet częściej, niż inni. Oczywiście, nie mogę zapobiec temu, co już się stało: jeśli jesteś marną kutasiną, która z samej swojej zasady bycia musi wpierdalać siew moje, mam nadzieję, że będę mógł Cię albo odsunąć od siebie, albo usunąć, albo znieść, jak nagły i nieunikniony deszcz gówna.

Twój jaś.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s