Archiwum dla Styczeń, 2011

Poprostemu

Posted in Uncategorized with tags , , on Styczeń 26, 2011 by Jaś Skoczowski

Robić coś, bo jest słuszne i robi coś, bo się chce to dwie różne rzeczy zawsze. Serio. Nawet jakby słuszne to było to, co uważasz za słuszne. Chyba, ze za słuszne uznasz wszystko to, co chcesz robić. Ale wtedy bardzo zmieni się użycie słowa „słuszność”. Już pokazuję:

Można wykonywać obowiązki i to jest słuszne, jeśli to są twoje obowiązki. Obowiązek to nie prawo, jak zdaje się niektórym, to natomiast właściwe dla Ciebie zachowanie. I możesz go wykonywać, nie chcąc, ale jednocześnie nie robisz tego mechanicznie, robisz to z zamiarem. To jest właśnie obowiązek. Gdy robisz coś intencjonalnie, a nie chcesz. I jak najbardziej możliwe jest to nawet, jak sobie sam wyznaczysz obowiązki, np. zidentyfikujesz się jako libertarianin, taki moralny. Wtedy, w ramach bycia konsekwentnym, będziesz zobowiązany robić to lub tamto. I bezie to słuszne. I może być niechciane przez Ciebie, serioserio.

No i ja chciałem być konsekwentny, czyli obowiązkowy wobec samego siebie. Okurwa, jakie to głupie. Jakie wyzbyte miłości do siebie. Bo przecież kochasz, to akceptujesz. A tu robisz coś, wbrew sobie, ale jak najbardziej intencjonalnie. Chuj strzela deklarowany wszem i wobec egoizm (oraz: co za idiota deklaruje egoizm? No ja). I jest po prostu źle, no, po prostu.

Zwrot metafizyczny. Na pięcie.

Posted in Uncategorized with tags , , on Styczeń 26, 2011 by Jaś Skoczowski

I nie wiem, czy w lewo, czy w prawo. Possibly, że w kółko (nawet to jest plausible).
Wróćmy do mojej wiary w obiektywną rzeczywistość. Zaciąłem się, bo przecież napisałem, że najjaśniejsze są ludzkie zachowania. Coś tu jest więc nie tako, jako winno być. O. Rzeczywistość to musiałoby być coś więcej niż zachowania. Więc: Co Za Brednia. Ta rzeczywistość i te jasne zachowania.

Nie ma żadnego punktu dla myśli, z którego się wychodzi, fundamentu uzasadniającego, dlaczego tak myślę – stąd jasność zachowań czy bezpośredni kontakt z rzeczywistością nic nie znaczą. Filozofia, refleksja itd. nie są pierwotne, tak. Ale pytanie o ich fundament nie ma sensu. Fundament jest pierwotniejszy od tego pytania, odpowiedź jest udzielona już przed zadaniem go. Mówienie o nim jest robieniem mapy 1 do 1, bo tylko taka mapa nam by coś wyjaśniła. Ale hejloheloł – taką mapę już mamy i wcale nie jest nam tutaj zbyt jasno. W sensie: przynajmniej część przedstawicieli mojego gatunku uprawia filozofię. Albo ma problemy egzystencjalne. Czyli albo myślą o czymś niekoniecznie dotykającym ich osobiście i dochodzą do bardzo kłopotliwych wniosków (czasem osobiście kłopotliwych), albo nawet nie myślą, ale dotyka ich coś strasznie kłopotliwego osobiście, przy czym nie potrafią powiedzieć co, bo dostępne im opisy tego nie mogą ujawnić.

Odpowiedzią na pytania filozoficzne i na wyzwania egzystencjalne jest dlatego milczenie, bo one dotykają sedna rzeczy i rozbijają się o nie. Ale to nie znaczy, że zawsze będę milczał, po prostu będę milczał o problemach, których i tak nie rozwiąże, choć rodzą je moje własne poglądy. I nie jest to nieuczciwe, nieuczciwe jest wymaganie wyjaśnień ode mnie. Na drugi raz pokażę po prostu dupę temu, kto ich zacznie wymagać, chyba, że to będzie członek Szacownej Komisji. I to właśnie świadczy o tym, że jednak coś o rzeczywistości wiem.

No dobra, a teraz trzy kawałki mięsa, wbrew pozorom związane:

EDITHA: mój dobry kolega (ba, przyjaciel, nie znacie tego słowa, znaczy znacie, jako pusty dźwięk) powiedział, że jestem prostakiem (poprawka, że to był prostacki wpis. Był, ale za mało.). Stąd zamiast tego nadmiaru słów napiszę prosto: chuj na was kładę. Tak, na was, nie, nie na was.

Bełkot

Posted in Uncategorized with tags , , , on Styczeń 23, 2011 by Jaś Skoczowski

mamo a Ludwig napisał

But even if in such cases I can’t be mistaken, isn’t it possible that I am drugged?” If I am and if the drug has taken away my consciousness, then I am not now really talking and thinking. I cannot seriously suppose that I am at this moment dreaming. Someone who, dreaming, says „I am dreaming”, even if he speaks audibly in doing so, is no more right than if he said in his dream „it is raining”, while it was in fact raining. Even if his dream were actually connected with the noise of the rain.

Piękny fragment (nie, ale poważnie piękny. Chciałbym coś tak ładnego napisać kiedyś). Aleale, czego Ludwig mógł nie wiedzieć, to znaczy, że niezbędnym jest pierdolić od rzeczy. Mówić, że śnimy, w śnie. Zastanawiać się, czy nie jesteśmy tym motylem (ta, motylem, chuja, nie motylem) którym śniliśmy, że jesteśmy i czy nie śnimy tylko, tak naprawdę, będąc motylem, że jesteśmy człowiekiem. Dlaczego?

Bo raz: inni ludzie tez nie mogą w pewne rzeczy wątpić, w te, w które my jak najbardziej możemy – czyli, że to co oni mówią ma radykalnie inny sens od tego, co my byśmy mówili o tym samym, tymi samymi słowami. A sprowadzać innych ludzi tylko do swoich pojęć to być wybitnym, ograniczonym debilem względem drugiego człowieka. Ja nie chcę. Nie ma takiego powodu, który by sprawił, że zechcę. Przynajmniej do końca.
Bo dwa: nie unikniemy zmiany zasad naszego języka. On będzie się zmieniał, walczył o przetrwanie, zmieniając nas. Unikając bełkotu staniemy się niewolnikami tych zmian. Język to nie narzędzie, język to wirus i jeśli nie będziemy dawali sobie czasem wytchnienia od niego (co oznacza, że on wtedy też będzie na wakacjach), to nas strawi i potem, i tak porzuci. Tylko decydują się na bełkot jesteśmy w stanie być panami siebie.

Hustlers of the world, there is one Mark you cannot beat: the Mark Inside.

To napisał inny pedał. Też go kocham. A z żywych to dziękuje mojemu koledze Pawłowi Ziorko, bo jego buddystyczny bełkot sprawił, że doceniłem bełkot znowu.

Brak pomysłu na tytuł zainspirował mnie do zatytułowania tego właśnie tak

Posted in Uncategorized with tags on Styczeń 22, 2011 by Jaś Skoczowski

Wierzę w obiektywną rzeczywistość. Jestem przekonany, że ona jest powszechnie nam dostępna i bardzo codzienna. I właśnie dlatego jestem zazwyczaj kwietystą czy człowiekiem o usposobieniu kwietystycznym. Rzeczy są bardziej jasne i zrozumiałe niż to co mówimy w związku z nimi (specjalnie unikam zwrotu „co mówimy o nich”). No.

EDITH: e no chyba już nie wierzę, ale zostawię wam, by dać świadectwo.

Kapitan Obwieś o etyce

Posted in Uncategorized with tags , , on Styczeń 19, 2011 by Jaś Skoczowski

Etyka normatywna jest przedsięwzięciem antyindywidualistycznym. Każdą zasadę można złamać, żeby zachowanie było do zrozumienia, musi mieć zasady. Zasady są dlatego zasadami, że da się je złamać lub nie. W innym wypadku byłyby mechanizmami. Prawami natury. Itd. Zasady jednak nie są po to by je łamać, zasady są po to, by je przestrzegać. Etyka normatywna zajmuje się wskazywaniem człowiekowi zasad słusznych i pokazywaniem ich słuszności (dwie różne rzeczy). I człowiek albo jest słusznością wskazaną zmotywowany, albo w nią wątpi, albo po prostu ją ignoruje i robi swoje, czy jest to słuszne, czy nie. I tylko trzecie zachowanie jest indywidualistyczne. W każdym innym wypadku koś poświęca siebie, swój sposób działania, na rzecz tego, który jest słuszny. Dlatego trzeba bardzo ostrożnie czytać panów, którzy mówią, że uznają jakąś jednostkę (czy nawet każda jednostkę) za najwyższe dobro albo wolność tej jednostki za najwyższe dobro, a potem mówią, co jest słuszne, co nie, dla jednostki. Zawsze mijają się z prawdą i nie należy o tym zapominać, bo jak się zapomni, to trzaskprask i po wszystkim. Stajemy się niewolnikami etyki, tracimy część naszej autonomii na rzecz czegoś na kształt programu. No bo etyka wiąże się z procesem motywacyjnym, a ten, z tym, co robimy. Czyni nas trochę bardziej robotami, a roboty nie mogą być jednostkami.

To stara pułapka moralistów, łapać indywidualistów na lep „etycznego indywidualizmu”. Nie ma czegoś takiego. Indywidualizm ze swojego charakteru jest amoralny, neutralny etycznie lub antymoralny. Etyka może być natomiast co najwyżej neutralna, zazwyczaj jest jednak antyindywidualistyczna. Jesteśmy tym, co robimy. Etyka może określić pewne nasze zachowania jako niesłuszne. W praktyce oznacza to, że motywuje ona ludzi (A czasem nas, gdy nasz indywidualizm osłabnie, choćby przez wspomnianą nieuwagę) do tępienia nas. To oznacza, że nawet jeśli jest do pogodzenia, to tylko dlatego, że nie wchodzi w drogę jednostce. Ani do głowy.

Co ważne: nie wierzcie, że etyka wyjaśnia wam wasze postępowanie. To wy, waszym postępowaniem wyjaśniacie etykę. Są dwa rodzaje działań: w zgodzie z jakimiś zasadami i kompletnie chaotyczne. Kompletnie chaotycznych nie ma opisywać, już zostały. działanie zgodne z zasadami da się opisać, aleale: tylko dlatego, że można postępować zgodnie z tą zasadą i da się to postępowanie zaobserwować. Inaczej opis takiego działania nigdy nie może określić, jaki będzie następny krok. Jeśli ktoś wam mówi, że zrobiliście źle lub niesłusznie, to znaczy tylko tyle, że zrobiliście to, co zrobiliście i że na tym polega niesłuszność. To, czy chcecie to robić dalej zależy od tego, kim jesteście i jeśli tą samą osobą, która to robiła, to przecież nic się do tego czasu nie zmieniło. Ba, nie zmieni się nawet, gdy ktoś zacznie wasze zachowanie nazywać słusznym. Ono będzie takie samo, za to pojęcie słuszności diametralnie się zmieni. Indywidualista działający pod wpływem argumentacji etycznej ulega urokowi słów.

Teza socjologiczna

Posted in Uncategorized with tags , , on Styczeń 18, 2011 by Jaś Skoczowski

Oczywiście o socjologii nie mam pojęcia, ale: uważam, że ludzkie zachowania są o wiele jaśniejsze i bardziej zrozumiałe, niż cokolwiek innego. Ba, to o, co robimy razem z ludźmi, komunikując się, jest tym, co uczy nas rozumieć w jakikolwiek sposób, a uczymy się tego przez imitację. A resztę mamy wrodzoną.

Co z tego? to, że koncepcje socjologiczne wyjaśniające i obnażające cokolwiek w naszym życiu społecznym traktuje tak, jaby śmierdziały – co niby mają rozjaśniać? Cechą ludzkich zachowań, powtarzam, jest ogromna jasność. To ludzie zachowanie rozjaśnia nam inne rzeczy.

Czytuczytu MacIntyre’a

Posted in Uncategorized with tags on Styczeń 15, 2011 by Jaś Skoczowski

Nie dotarł do setnej strony i zaczął się kłócić, ofc. Uwagi: M., słodki M. sugeruje, że skonfliktowany świat jest efektem sposobu uprawiania etyki sprawiającej, że etyka nie jest sprawdzaniem, czy się człowiek nie wykoleił, czyli – czy nie przestał dążyć do właściwego sobie celu, który ustalany jest w kontekście wspólnoty. To jest odwrócenie sprawy do góry nogami. Wyobraźcie sobie, że mówię, że o oto pszpepszenie jest złe lub niesłuszne. Zrozumielibyście to? Ale wiecie, że zabijanie niewinnych nie jest słuszne, przynajmniej według jakiejś obyczajowości. Czemu? Bo wiecie, co to jest zabijanie niewinnych. Ono ma swoje zasady. I jest niesłuszne. Ochona ich natomiast jest słuszna. I jedno i drugie musi być wykonywane w ogóle, by stwierdzenie, żę to jest słuszne, a tamto nie, miało jakiś sens.

Jednak problem z zasadami postępowania, rozumianymi jako reguła, która sprawia, że jakieś postępowanie jest tym postępowaniem jest taka, że o tym, na czym polega dana reguła nie decyduje jej opis, czyli interpretacja. Zasada to coś, co się przestrzega, a nie coś, co się rozumie. To nie tak, że jeśli usłyszałeś, że dwa plus dwa to cztery, to umiesz dodać dwa plus dwa. To się dopiero okaże, jeśli będzie potrafił dodać dwa do dwóch. Umiesz, to nie gadaj, zrób to. Nie wystarczy, że rozumiesz.

A to znaczy, że jeżeli naprawdę pewne ideologie etyczne mają wpływ na powstanie pewnych praktyk, to nie tak, jak chce tego M. One mogą dać uzasadnienie, mogą zepsuć M. jego działeczkę, czyli filozofię etyki, która jemu wydaje się taka socjologicznie-empiryczna, a nie jest, bo jest innego rodzaju praktyką i nawet jeśli coś jej wykażesz, to innym działaniom ludzkim nic jeszcze nie zarzuciłeś. Bo rzeczywiście etyka może zmienić się w napierdalanie zamiast kulturalną dyskusję przy herbatce z powodów podanych przez M. Ale zmiana sposobu uprawiania etyki, rozumianej jako rozważnie ludzkich praktyk od strony słuszności nie może sama z siebie niczego w tych praktykach zmienić – może co najwyżej uczynić teorie etyczne bezsensownymi, bo oderwanymi od praktyk. Żeby więc nie nastąpiła ta opłakana sytuacja, w której tkwimy jakoby, nie było trzeba nie odrzucać teleologicznej koncepcji etyki. Wystarczyłoby, żeby ludzie robili dalej swoje, na którym to ta teleologiczna teoria była oparta i olali teoretyków, którym się zdaje i którym akurat się odwidziało. Wg. M. nie zrobili oni tego, tylko porzucili cnotliwe życie, powoli, ale skutecznie, jednak on nie boleje nad przewrotną naturą ludzką (teraz mam fragment, niestety tylko, jego książki, w której raczej twierdzi, że to, jacy jesteśmy świetnie pasuje mu do jego poglądów na temat tego, jacy być powinniśmy), tylko nad tym, jak uprawiamy etykę i zdaje się w tym doszukiwać przyczyn. Wrong. Ludzie przyjeli inne postawy właśnie dlatego, że ewolucja starych postaw na to pozwoliła. Ludzie zaczęli tez twierdzić co innego z tego samego powodu – bo miejsce, wyznaczone dla dyskusji przez ludzkie praktyki, ludzkie obyczaje, na to pozwoliło. Wszystko, co prowadzi do innych poglądów, zwłaszcza – obraz praktyk ludzkich, ich ogólna charakterystyka, który na razie wyłania mi się z lektury, jest najwidocznie, chybiony. Na razie nasz Pan Filozof wydaje się niezadowolonym ze świata filozofem, ale mało przekonującym.

No dobra, to wrażenia z początków lektury oczywiście, on się na pewno prawi, no.